Praca z Indianami

Ostatnio dużo mówi się u nas w pracy o sztucznej inteligencji oraz aplikacjach syntezatorach mowy, które potrafią zmieniać akcent. Ci którzy mieli jakąkolwiek styczność z usługodawcą świadczącym usługi call center w Indiach wiedzą jaka potrafi być to droga przez mękę. Język często niezrozumiały, twardy akcent i gulgająca wymowa. Moje doświadczenie z Hindusami wygląda tak, że jak wystąpił jakiś problem techniczny z moim komputerem to kontaktowałam się właśnie z Indiami i miałam duży problem w porozumiewaniu się z nimi. Oni mają taki akcent, że połowy z tego co mówią to nie rozumiem, dlatego zawsze lepiej jest napisać im maila.

No nie jestem w stanie zdzierżyć tego angielskiego, irytuje mnie gdy muszę się bardziej skupić na angielskim niż na tym co mi chcą przekazać, ale jest odłam tego akcentu, który ciężko ogarnąć umysłem i czasami mam wątpliwości czy nadal mówią po angielsku czy nie.

Miałem sporo wszelkiej maści spotkań z Hindusami i często ich angielski miał taki akcent, że za cholerę nie potrafiłem zrozumieć co mówią. Często pomaga mi proszenie aby mówili trochę wolniej albo parafrazuję upewniając się że rozumiem ich wypowiedź. W pewnym sensie jestem chamski. Kiedy wiem, że mam rozmawiać z Hindusem, za każdym razem jestem mocno zaskoczony kiedy rozumiem bez problemów co on mówi. I mam tak do dziś.

Tak, jestem uprzedzony, że jak widzę czy słyszę Indianina to od razu wyłączam, bo już wiem że szkoda mojego czasu. Dziwnie rozumieją opisywane problemy, ja o jednym, oni niby o tym samym, ale jednak obok i ich rozwiązania są na zasadzie wysrywu czyli obchodzenia problemu, co jednak nie jest rozwiązaniem, którego szukam.

Nowe syntezatory AI potrafią przekształcić glos na dowolny język i akcent, co mogłoby poprawić funkcjonowanie i postrzeganie firm hostingowych z hinduskim supportem.

A teraz anegdotka sprzed kilku tygodni.

Dostaje maila, w tytule „MIL expired”, do wiadomości dziesiątki osób, wszyscy członkowie projektu. Byłem na spotkaniu nie miałem możliwości przeczytania jego treści, ale przez cały czas rozkminiałem w głowie co oznacza akronim MIL, który utracił ważność. W pracy posługujemy się wieloma akronimami, żeby ułatwić sobie prace i oszczędzić czas pisząc maile, ale z takim skrótem jak dotąd się nie spotkałem.

W wolnej chwili przeczytałem maila. Pan zgłaszał że, nie będzie go w pracy, bo mu… teściowa zmarła (MIL = mother-in-law).

Tutaj żaden syntezator czy sama sztuczna inteligencja by nie pomogła.

3 Komentarze

Jak zjeść ciastko i mieć ciastko?

Właśnie mija pierwsza połowa roku i zaczyna sezon tropikalnych upałów. Podczas gdy na zewnątrz termometr pokazuje nierzadko +33 stopnie, w mieszkaniu temperatura oscyluje wokół 16. Montaż klimatyzacji to najlepiej zagospodarowane pieniądze w tym roku, nie wiem czy dałbym radę znowu gotować się w czterech ścianach a tegoroczny sezon letni zapowiada się na bardzo długi. Choć mam możliwość pracy zdalnej prawie codziennie pojawiam się w biurze, zaczynam wcześnie, ale od 16 coraz częściej spoglądam na zegarek i mam potrzebę trzasnąć klapa od komputera i gdzieś się ewakuować. Zawodowo znowu dołek, nie próbuję już nawet szukać innej pracy, bo za kilkanaście tygodni zaczynam serię comiesięcznych urlopów związanych z zaplanowanymi wyjazdami i nikt przy zdrowych zmysłach mnie by teraz nie przyjął, a bezpłatny urlop po prostu mi się nie kalkuluje. Inna bajka, że to czym zajmuję się obecnie jest uwstecznianiem się, poza tym Indianie działają mi na nerwy.

Chciałbym tylko, żeby zaplanowany na lipiec remont kuchni doszedł do skutku, potem będę się zastanawiał co dalej z mieszkaniem: trzymać i próbować wynająć czy sprzedać i zapomnieć. Czasami przeglądam oferty większych mieszkań i w myślach snuję ambitne plany co by było gdybym sprzedał tamto i przeprowadził się do nowego, większego lokum. Bardzo polubiłem dzielnice w której aktualnie mieszkam, tyle że budują tutaj blok przy bloku a mieszkania, które mi się podobają kosztują od miliona w górę. A ja wciąż chcę móc podróżować i jeździec tam gdzie chcę i kiedy tylko mi się zachce a taki luksus kosztuje. Dręczony starym jak świat dylematem jak zjeść ciastko i mieć ciastko, dochodzę do wniosku, że najlepiej byłoby mieć dwa ciastka.

3 Komentarze

Moje życie, chciałem spróbować i mi nie pasowało.

Wracając w piątek w nocy przez miasto, z zakrapianej imprezy w ulubionym barze, czyniąc aktualnie wymagane 10tys. dziennych kroków naszła mnie refleksja, że jestem szczęśliwy będąc w Polsce – mieszkając w Szwajcarii czułem dyskomfort, bo nie byłem u siebie, wiele mnie tam zawsze drażniło i nie widziałem szansy na poprawę. Gdyby nie M. nigdy nie zostałbym tam tak długo.

Większość emigrantów powracających z zagranicy na rodzime łono przechodzi różnego rodzaju fazy adaptacyjne. Sam pamiętam, jak przed powrotem wyszukiwałem artykuły w internecie na temat „popowrotnego szoku kulturowego”, bo każdy przeżywa je po swojemu i każdy emigrant ma swoją prywatną dramę.

Wracające zza granicy, obawiałem się trudności dostosowania się do odmiennej sytuacji. Wciąż niezmiennie lubię mitologizować przeszłość, dawne życie, zapominając jak wygląda wtedy rzeczywistość. Radość z powrotu, entuzjazm i wiara w to, że osiągną nowy sukces, zderzyła mnie z problemem bezrobocia, złego samopoczucia, stopniowego zmiany nastawienia, czymś co perspektywy czasu nazwałabym depresją.

Co najbardziej obecnie leczy rozdarte serce, które z od czasu do czasu czuje większą tęsknotę za starym, emigracyjnym życiem, a niechęć do tego nowego? Ludzie. Spotkania z przyjaciółmi, dzielenie się swoimi problemami i szukanie kompanów, którzy przeżyli coś podobnego i najlepiej mnie zrozumieją.

Dzis wciąż nie widzę Szwajcarii w swojej codzienności. Słysząc ten język zżymam się.

Siedzę w domu, przez okno w salonie widzę jak wyrasta mi kolejny blok, wciśnięty pomiędzy i tak betonową dżunglę. Zastanawiam się czy wkleić sobie folię a’la weneckie lustro, czy narażać sąsiadów na widok siebie i tego co dzieje się u mnie w mieszkaniu.

Opublikowano emigracja | Otagowano | 3 Komentarze

dni lecą

Praca nie ma końca. Obecnie wszystko kreci się wokół niej. Wstaje bardzo wcześnie rano, na 7.30 jestem w biurze i rzadko wychodzę przed 17. Zdarza mi się pracować w weekendy i święta narodowe, ale na to akurat nie narzekam, bo za to „poświecenie” dostaję dodatkowe dni wolne. W czwartek poszedłem do biura, byłem totalnie sam, pan z ochrony co parę godzin przychodził upewnić się czy wciąż jestem w budynku. Byłem sam, nikt mi nie przeszkadzał, nie dekoncentrował, nie dzwonił telefon, nie było zaplanowanych spotkań ani telekonferencji. Pracowałem uczciwie 8 godzin i zrobiłem wszystko co zaplanowałem tego dnia.

Od poniedziałku brałem udział w 3 dniowym szkoleniu, wyrwałem się z rutyny pisania maili, za to szybko musiałem przestawić się na tryb uczenia się. Siedziałem w domu, brałem udział w warsztatach online, słuchałem wykładu, w przerwach gotowałem sobie przemyślne obiady. W środę na koniec kursu podszedłem do egzaminu i go zdałem, odhaczając kolejną rzecz do zrobienia w tym miesiącu.

Zmobilizowałem się w temacie planowanego remontu kuchni. Wyszukałem ekipy remontowe, rozmawiałem z czterema, jeden pan od początku wydał mi się najbardziej konkretny i w piątek podpisałem z jego firmą umowę. Nie w głowie mi jeżdżenie, demontowanie starych mebli, kucie kafli, utylizacja starego sprzętu – wręczyłem panu tylko klucz do mieszkania i oczekuję „kuchennych rewolucji”.

Weekend spędziłem u kuzynki w Głogowie. Pełen relaks, bez spiny, wczesnego wstawania i przymusu robienia czegokolwiek. W niedzielę otworzyłem z koleżanką sezon w osiedlowym beach barze.

Prawie codziennie idąc i wracając z pracy przechodzę przez park, to tak w ramach 10 tys. dziennych kroków. Dobrze mi się myśli w zielonej przestrzeni.

2 Komentarze

Kierunek Afganistan c.d.

Siedzę i sobie czytam.

„Krótka aktualizacja, w obecnym stanie sytuacja w Afganistanie wydaje się stabilna, Talibowie pracują nad nowymi protokołami bezpieczeństwa we wszystkich obiektach turystycznych. W nadchodzących miesiącach w dalszym ciągu będziemy monitorować sytuację.

W międzyczasie, jako dodatkowy środek ostrożności, usuniemy z naszej strony wszystkie wyprzedane daty i trasy wyjazdów. Nie panikuj, jeśli zauważysz, że twojej wycieczki nie ma już na liście – oznacza to tylko, że wszystkie miejsca zostały wyprzedane i nie musimy już reklamować tego wyjazdu.”

Z biletami do Dubaju i Kabulu będę czekał do października, póki nie dostanę zaproszenia i wizy.. Każdy wniosek wizowy rozpatrywany jest indywidualnie i może zaistnieć konieczność przedstawienia dodatkowych dokumentów lub przybycia na wywiad wizowy. Plus jest taki, że po pozytywnym rozpatrzeniu wniosku wizowego sekcja konsularna poinformuje mnie o konieczności uiszczenia opłaty. Nie należy wnosić opłaty wizowej przed otrzymaniem decyzji w sprawie wizy.  Minus – osoby ubiegające się o wizę po raz pierwszy są zobowiązane do osobistego złożenia dokumentów. Czekają mnie więc wycieczki do konsulatu w Warszawie i papierologia, nie mniejsza niż gdy leciałem do Libii.

Opublikowano podróże | Otagowano , | 2 Komentarze

Najgorszy w tym roku dzień

Dziś był najgorszy w tym roku dzień, oswajałem się z tą myślą od początku roku i snułem scenariusze jak będę chciał go spędzić. Myślałem żeby gdzieś pojechać, daleko i bezpiecznie, aby czas mijał mi na innych sprawach, miałem ochotę go przespać ale szybko porzuciłem ten pomysł, chciałem pójść do Campo na odświętny obiad sam ze sobą ale i ten pomysł wydał mi się głupi, bo co niby miałbym świętować, mogłem pójść na rower przejechać 100 km zmęczyć się na tyle by nie pamiętać. Wstałem rano, poćwiczyłem trochę, zrobiłem sobie kawy, ogarnąłem taras zaciekle szorując kafle na połysk, zrobiłem pranie, wystawiłem zestaw wypoczynkowy, umyłem podłogi w całym mieszkaniu, poodkurzałem, na obiad zrobiłem sobie carpaccio z ośmiornicy, upiekłem łososia i zapiekane szparagi, otworzyłem butelkę białego wina, wieczorem miał być Papa Bar ale skończyło się na puszce piwa. Zwykła codzienność bez fajerwerków, na koniec dopadło mnie zmęczenie. Przed pójściem spać pooglądałem stare zdjęcia, popłakałem sobie trochę i zasnąłem. To był zwyczajny dzień.

Możliwość komentowania Najgorszy w tym roku dzień została wyłączona

Kierunek Afganistan

“Jestem pewien, że wielu z Was wie, że w zeszłym tygodniu w Bamiyan miał miejsce atak ISIS, w wyniku którego zginęło 3 turystów.

W obecnym stanie rzeczy uważamy, że jest to odosobniony atak, ale na razie jest jeszcze bardzo wcześnie i jest za wcześnie, aby mieć pewność. Będziemy uważnie monitorować sytuację w nadchodzących tygodniach i miesiącach i zbierać jak najwięcej informacji. Jeśli pojawią się jakiekolwiek oznaki, że nie jest to jednorazowy przypadek i że istnieje ukierunkowana kampania, odwołamy nasze wycieczki do czasu ustabilizowania się sytuacji.

W nadchodzących miesiącach będziemy informować o wszelkich zmianach.”

Wciąż wierzę, że dotrę tam w tym roku .

Opublikowano podróże | Otagowano , | 7 Komentarzy

Bardzo malowniczym miastem…

…jest Skopje, choć od rana padał deszcz i nie chciało mi się nigdzie wychodzić, przekonałem się o tym, kiedy w końcu wyszedłem na krótki spacer. Nie żałowałem w ogóle. Z czasem zrobiło się cieplej, przestało mżyć i w ogóle zrobiło się jakby przyjemniej.

Strat bazar w Skopje to jedno z najbardziej autentycznych miejsc na Bałkanach. Kamienne chodniki, małe sklepiki i niezwykle gościnni sprzedawcy to rzeczy, których można się spodziewać, odwiedzając tę kalejdoskopową część stolicy Macedonii. Na orientalny klimat składają się nie tylko architektoniczny wyraz wąskich uliczek, ale także zapachy, dźwięki, historie i gusta. Podobają mi się miasta, w których panuje pozorny rozgardiasz, skrywający bardzo jasną dla mieszkańców sieć powiązań i zależności. Skopje po prostu mnie zaskoczyło. Kiedy te wszystkie ogromne kształty zaczęły się powoli materializować po przejściu deszczowych chmur, nie mogłem oderwać oczu. Nie wiedziałem trochę czy się śmiać się czy płakać. Pierwsze co rzuciło mi się w oczy, gdy doszedłem nad brzeg Wardaru, były nowe, stylizowane na greckie budowle: muzea, kolejne budynki administracji, hotele. Wszystko bardziej lub mniej nieudolnie ozdobione kolumnami, tympanonami i pseudoantycznymi rzeźbami. Tej dziwnej „pomnikozy” nie da się odzobaczyć. Istny pomnikowy szał,  kolejne wersje Aleksandra Wielkiego, symbolu państwa i kość niezgody między Macedonią i Grecją w różnych postaciach: na koniu, na placu Makedonia, Aleksander jako dziecko, z matką, ojcem, jako wojownik, myśliciel, jego matka w ciąży. Do tego Filip II także powielony w kilku miejscach. Wszystkie pomniki wodzów w stylistyce antycznej. Prawdziwe nagromadzenie pomników jest jednak wzdłuż rzeki i na mostach przerzuconych przez Wardar. Rzędami stoją tu wojownicy i filozofowie, jedni w pozach wojowniczych, inni kontemplujący rzeczywistość. Pod względem architektury, to nie Włochy ani Francja i trafia się czasem na budowle, przy których architekt chyba płakał jak projektował, ale skala kiczu jak dla mnie zdecydowanie mniejsza niż się spodziewałam. Miasto ewidentnie jest przaśne, eklektyczne, bywa brzydkie, betonowe, a czasami klimatyczne. Łączy elementy do siebie niepasujące, jest stare i nowe, to wszystko zaskakuje. Jest miksem wszystkiego i to jest niesamowity urok stolicy Macedonii

Most Kamienny w Skopje – łączy on dzielnicę bazarową z nową częścią miasta. Pochodzi z czasów osmańskich i jest symbolem Skopje. Mierzy 21 metrów i jest bogato zdobiony. Na ulicach często można spotkać pełno bezdomnych wałęsających się czworonogów, które nie wyglądają na wygłodzone, ale zaczepiają przechodniów.

Skopje jest bardzo ładne ciekawe, ma swoją atmosferę, fajnie jest zgubić się w tych uliczkach, którym daleko jeszcze do komercji.

Opublikowano podróże | Otagowano , | Dodaj komentarz

Mamy już maj…

Mamy już maj, zdałem sobie sprawę patrząc przypadkiem w kalendarz zawieszony w kuchni na ścianie. Nie wiem kiedy minęła pierwsza połowa roku, bo mentalnie zatrzymałem się na marcu, dni tak szybko mi mijają nierówno rozłożone pomiędzy codziennymi obowiązkami, pracą, spotkaniami i wyjazdami, co miesiąc mam coś, co spędza mi sen z powiek i muszę się głowić jak to załatwić, jak ogarnąć temat, skąd wziąć pieniądze na niezaplanowane wydatki. Czeka mnie remont, choć najpierw muszę znaleźć ekipę budowlaną, która się tego podejmie. Kilka tygodni temu przy pierwszej fali upału przypomniałem sobie jak to jest mieć skwar w mieszkaniu, chodzić na w pól nago i kląć, że wciąż jest za gorąco i człowiek się poci. Jeszcze tego samego dnia wieczorem przed pójściem spać zamówiłem montaż klimatyzacji, nazajutrz miałem wizytę fachowca, dostałem wycenę, po kilku dniach zgodę wspólnoty mieszkaniowej a dzień po powrocie z urlopu pojawiła się ekipa montażowa. Do wszystkiego podchodzę bardzo zadaniowo, nie roztrząsam problemu tylko go rozwiązuję i idę dalej. Po studiach MBA została mi masa mądrych książek, niektóre pozycje po 100 i więcej złotych. Przejrzałem, odłożyłem na bok, wystawiłem na allegro i teraz co drugi dzień biegam do paczkomatu nadać przesyłkę. Nie mam potrzeby trzymania makulatury na półkach, z poczuciem ulgi nadaje im drugie życie. W pracy gorzej mi to wychodzi, bo wiem, że nigdy nie wyjdę z biura z poczuciem domknięcia wszystkich bieżących spraw, bo te mnożą się na potęgę, ale to taki krzyż który niosę i pogodziłem się, że to się już nie zmieni. Aktualnie biorę udział w naborze do firmy branży farmaceutyczno-medycznej, zadzwonili, rzuciłem zaporowa stawkę, zaakceptowali i wciągnęli w wir rekrutacji. Nie zastanawiam się nawet czy coś z tego będzie, nie kalkuluję, nie rozkminiam co będzie jeśli, nie wymyślam scenariuszy, idę za ciosem, jak będzie konkretna oferta na stole, będę się zmóżdżal czy ją przyjąć. Jeśli mnie odrzucą, to trudno. W obecnej pracy pojawiło sie zagrożenie braku bonusa w tym roku, plany wyjazdowe stanęły pod znakiem zapytania, więc narzuciłem sobie dyscyplinę finansową, której mocno się trzymam. Bałagan w domu – wstaję godzinę wcześniej, berło w dłoń i szoruję wc, podłogi, okna, piorę a dla relaksu prasuję, kątem oka oglądając nowe pozycje na netfliksie. W drodze do pracy słucham podcastów, pijąc poranną kawę jadę ścierką po meblach, czyszczę lampy i robię kroki. Lada dzień wystawię swój zestaw wypoczynkowy na balkonie, wyszoruję taras, wypiorę poduszki i siedziska, w nagrodę obiecałem sobie obiad w dobrej restauracji z ostrygami, szampanem i stekiem. Rodzice. Relacji z rodzicami w ogóle nie ma, więc ciężko mi ją nazwać nawet trudną. Nie bawię się w publiczne tłumaczenie, dlaczego tak jest, bo czuję, że nie mam się z czego tłumaczyć. Są takie rzeczy, które zostają w rodzinie, nawet jeśli tej relacji nie ma. Pewnie jest to do naprawienia. To nie jest pierwsza  rzecz, o której myślę, gdy wstaję rano. Może czas naprawi parę rzeczy, może nie. Ja się przyzwyczaiłem do aktualnego stanu.

Amok.

1 komentarz

Skopje – Kosowo

Wzrastające przez lata napięcie między kosowskimi Albańczykami, którzy domagali się niepodległości, a Serbami stosującymi represje wobec albańskich Kosowian doprowadziło w 1998 roku do wybuchu otwartych walk. W odpowiedzi władze w Belgradzie zaczęły masowo wysiedlać Albańczyków, a wobec tych, którzy zostali, stosowały brutalne represje. 850 tysięcy uchodźców szukało schronienia w sąsiednich krajach. Czystka etniczna wzbudziła sprzeciw całego świata. Republika Kosowa stała się osobnym bytem państwowym. I choć mieni się państwem demokratycznym, posiadającym suwerenną władzę i ustrój, to jej status międzynarodowy jest nieustabilizowany. Kosowo to terytorium sporne, uznane jedynie częściowo na arenie międzynarodowej.

Prisztina, stolica Kosowa, to miasto pulsujące młodzieńczą energią i oferujące fascynujące połączenie nowoczesności i tradycji. Choć często pomijane na europejskich szlakach turystycznych, Prisztina zyskuje na popularności dzięki swojej gościnności, bogatej historii i rozwijającej się scenie kulturalnej.

Serce miasta bije w rytmie jego głównego bulwaru – Matki Teresy, gdzie mieszkańcy i turysty świętują życie w kawiarniach, restauracjach i sklepach. To właśnie tutaj można poczuć prawdziwego ducha Prisztiny, obserwując codzienne życie i spotykając się z przyjaznymi mieszkańcami.

Monastery są bardzo ładne, na ulicach dominuje przaśna moda, wszędzie się pali, mówi się że wszyscy mieszkańcy kradną, prostytuują się, handlują narkotykami albo narządami, każdy zaangażowany jest w przestępczy przemysł. Wszędzie godła państwowe Kosowa i Albanii, nawet w katedrze. Budynki są bardzo kiczowate to chyba tzw. brutalizm nie wiem kto to wymyślił, nie wygląda zachęcająco, natomiast autostrada którą wybudowali Amerykanie robi wrażenie. Pojechaliśmy najpierw do Jaskini Gadime, podobno odkrytą przez przypadek i faktycznie warta jest zobaczenia. Zaskoczyło mnie, że wpuszczono mnie do niej tak po prostu, wręczono klucz, polecono nasłuchiwać i szukać przewodnika, który już dawno wszedł tam z inną grupą…

Dzisiaj nie dopisywała nam pogoda, w samej Prisztinie wiało nieprzyjemnie.

Ceny w Kosowie fenomenalne – kawa obojętnie jaka 1€, lody 1€, sok 1€ wszędzie w ogóle płaci się w euro.

Obiad w restauracji w części serbskiej, gdzie podawano głównie mięso. Dostaliśmy porcję, chyba z 2 kg za 20 €, co było nie do przejedzenia, więc potem do końca dnia nic już nie jadłem. Jedynie w części z serbskiej mogłem napić się piwa, bo Kosowo jest przecież muzułmańskie.

Dominującą religią jest tutaj islam i z tym wiąże się większość obyczajów. W rejonach zamieszkałych przez Serbów dominuje prawosławie. To że kraj jest muzułmański nie rzuca się w oczy, a od kilku tygodniu, by przypodobać się Amerykanom, chwalą się że są pierwszym krajem muzułmańskim, które zalegalizowało związki partnerskie.

Ludzie nie wyglądają mi na muzułmanów, owszem niektóre kobiety chodzą z chustami na głowach, ale większość młodych osób wcale. Kosowo jest biedne, zadziwiające jak budują tutaj domy, w ogóle zabudowa jest bez ładu i składu, każdy dom budowany jest w inną stronę, obok pięknej willi znajduje się jakaś buda z oponami, a jeszcze dalej supermarket albo dom-kasyno. Styl mocno cygański, jakieś wieżyczki, baldachimy, posągi, strzeliste zamkowe wieże, piękne klatki schodowe, podjazdy, okna w stylu orientalnym. Na ulicach dużo samochodów rzęchów, raz po raz Maybach, Maserati, Porsche albo Fiat 500 cały w kolorze złota.

Albańczycy zawsze mieli to do siebie, uwielbiają rzeczy świecące.

Opublikowano podróże | Otagowano , , | 2 Komentarze