Przebudzenie

Właśnie wstałem, przetarłem zaspane ślipia, w których ponoć widać kurestwo, zapaliłem porannego papieroska, w tle leci nastrojowa muza – hm życzę sobie więcej takich poranków…

Dodaj komentarz

"Niedyskrecją męską wybrukowane jest piekło" /M. Samozwaniec/

Ciotoland jest bardzo wrażliwy na punkcie tego by nikt nie znał czyjegoś imienia, numeru telefonu, wiedział czym się zajmuje i gdzie pracuje. Problem, że nie jest konsekwentny w tych swoich działaniach, potem wybucha konflikt, który w konsekwencji na kimś się skupia…

Dlaczego wciąż dziwią się, że w tak wąskim światku ktoś ich zna, kojarzy, wie więcej niż mogłoby się wydawać? I ta wieczna pretensja, że cały świat spiskuje przeciwko nim…
Dlaczego wydaje im się, że gdy ktoś przyznaje się do znajomości z nimi zaczyna rozmowę od słów: „to mój kolega pedał, o imieniu…, który pracuje w …”?
Dlaczego nowo poznany facet, po jednej spędzonej nocy z innym facetem jest gotów opowiedzieć mu całe swoje życie, z podziałem na bohaterów, wyjaśnić: kiedy, kto, z kim był, jak długo i dlaczego, na dodatek zostawić Cię samego w swoim mieszkaniu i pójść na dół do sklepu zrobić zakupy?

Wczoraj właśnie przez coś takiego straciłem kumpla, bo naruszyłem jego prawo do prywatności. Może nie powinienem się tym w ogóle przejmować bo krótko się znaliśmy, ale ja wiem, że będzie mi Ciebie brakowało M.

W moim ulubionym pubie spotkałem P. Byłem miły, ale trzymałem dystans, nie rozmawialiśmy, nie patrzyliśmy na siebie, no i nie jadłem JEGO paluszków, które zamówił – to było najbardziej dziecinne;)
Lubię go, lubię jego towarzystwo, jego poczucie humoru, ale okazał się skurwysynem, który traktuje ludzi jak śmieci. Nie mam ochoty podawać mu nawet ręki.

A tak poza tym, to spędziłem bardzo miły dzień w Legnicy razem z diabolicznym A.:)

Opublikowano podróże | Otagowano , , , | Dodaj komentarz

Bal magistra

W czwartek odbył się długo oczekiwany bal magistra. Dowiedziałem się o sobie czegoś nowego: że kiepski byłby ze mnie skarbnik – zupełnie nie wiem jak to się stało, niby zbierałem skrupulatnie pieniądze a w efekcie dopłaciłem do tego interesu 30zl z własnej kieszeni. I skąd? Są dwa najbardziej logiczne wytłumaczenia: albo brat mi podkrada pieniądze z portfela albo za dużo czasu spędzam w Guinessie i trwonię nie swoje pieniądze na kolorowe drinki… Naturalnie ta druga mozliwość wydaje mi sie najbardziej absurdalna;)
ABC brylowały na tym balu, uwodziły swoja kobiecością… Hm, szkoda że ja nie…
Bal był w sumie kiepski, razem z W. musieliśmy ewakuować się dokądś gdzie jest przyjemniej – naturalnie padło na Guinessa. Mareczek z Olka mieli niezły ubaw, widząc nas w wieczorowych strojach i mocno pijanych ze szczęścia.

Spotkałem się P. Kiedyś imponował mi zarówno swoją dojrzałością, inteligencją, poczuciem humoru, fantazją, podejściem do wielu spraw, wyobraźnią, pomysłowością i inicjatywą, teraz jest mi go już wyłącznie żal. To co robi teraz nie różni go niczym od innych z wrocławskiego kurewnika. Tracisz Pawełku oj tracisz…
Postanowiłem zerwać z nim jakiekolwiek kontakty, ale nie będę uciekał – po prostu stanę ponad tym.

Poza tym czuje się świetnie i niech ten stan juz trwa…:)

Otagowano , | Dodaj komentarz

myśli

Są myśli których nigdy nie należało pomyśleć.
Są słowa, które nigdy nie powinny być wypowiedziane.
Są czyny, które nigdy nie powinny zostać popełnione.
Są miłości, które nie czynią nikogo szczęśliwym.
Są…są…są….
Ale pomyślane, wypowiedziane i popełnione, stają się gorzką solą naszego istnienia.

Otagowano | Dodaj komentarz

„SAMOTNI”

[…]
Za każdym razem, gdy się z kimś rozstajesz, zostawiasz u tego kogoś kawałek swojej duszy.
A ten ból…to jest brak tego kawałka. Boli, bo jest u kogoś innego. Ten kawałek kiedyś wróci, ale to trwa długo. Czasem widzę te kawałki na różnych ludziach jako takie małe niebieskie światełka. Kawałki dusz ludzi, którzy cię kiedyś kochali i już nie kochają. Mogą to też być nadzieje, które pokładali w tobie twoi rodzice. To jest taki drugi rodzaj.
Wszyscy mamy na sobie takie światełka.

[…]
Zerwałem z moją dziewczyną, bo…
Po prostu zerwaliśmy… Bo oboje szukamy kogoś, kto nie będzie szukał nikogo innego.
I dopóki nie znajdziemy takiej osoby, będziemy szukać każde na własną rękę. To jest dosyć skomplikowane. I myślę, że nie ma rozwiązania. Ale to nie ma znaczenia. To nie ma znaczenia…

[…]
Dobrze, mam się spakować?
Oczywiście, że nie. Siadaj. Myślę, że mamy udany związek.
Naprawdę?
Oczywiście. Kupujesz nam prezenty na Boże Narodzenie. Nie pijesz, nie palisz. Jesteś mi wierny, mogę na tobie polegać. I kochasz nas.
Myślisz, że was kocham?
Oczywiście, że nas kochasz. Myślałeś, że to ją kochasz, tak?
Tak.
Czasem trudno dojść do tego, czego się naprawdę pragnie. Ty myślałeś, że chcesz żyć z kimś innym, że chcesz odmienić swoje życie. Ale tak naprawdę to ty chcesz po prostu chodzić przebrany za hydraulika.

Otagowano | Dodaj komentarz

Pomysł na życie

Minął kolejny tydzień a ja nadal nie wygrzebałem się z oparów zimowej sesji. Ciągle biegam za tymi z tytułami mgr, dr, prof. ale jakoś wszędzie się spóźniam, kogoś nie ma, jest chory, zajęty. Robię wokół siebie mnóstwo zamieszania ale brak jest konkretnych efektów, wymiernych korzyści czy choćby małych sukcesów.

No właśnie, udało mi się nazwać stan, w którym obecnie się znajduję: bardzo brakuje mi sukcesów w moim życiu, jakichkolwiek, choćby najmniejszych. Nieważne czy dotyczyłyby sfer życia zawodowego czy osobistego. Sukces w oczach ludzi jest bogiem, jest najgłośniejszym mówcą świata. Chociaż bywa i karany, trzeba przecież spotykać się z ludźmi, których przedtem można było ignorować;)
Pocieszam się jednak czymś innym: oczywiście Piotrusiu, nie udało ci się i może nigdy ci się nie uda, ale znowu zdobyłeś się na wysiłek, nie zniechęcaj się i próbuj dalej…
Jedyną ostoją wydaje mi się być teraz praca, jakakolwiek, choćby poniżej mojego poziomu, choćby mechaniczna. Inaczej smutek zacznie mnie zżerać…Może tylko praca ma sens w życiu a wszystko inne to bardziej lub mniej męczące dodatki?

Spotkałem się z M&M na poniedziałkowej posiadówie w Guinessie. Nie zapomnę ilu znajomych wtedy spotkałem, nie wiedziałem wprost, w której loży mam usiąść, z kim się przywitać najpierw, do kogo przysiąść się na te parę minut…
Konkluzja I: nie ja jeden mam kłopoty, za przeproszeniem – ja nie mam żadnych.
Konkluzja II: zasadniczą rzeczą w rozpoznawaniu wielkości człowieka jest jego życzliwość. Jeśli pracujesz z ludźmi, ale brak ci życzliwości dla nich to lepiej nie wykonuj tego zawodu. Jeśli masz kilkanaście lat, masz w sobie życzliwość, pracujesz nad sobą, czyli tworzysz swoją autonomiczność i możesz o sobie powiedzieć: mam swoje zalety, jestem życzliwy, wykształcony, zdyscyplinowany wewnętrznie, odpowiedzialny, solidny…to musi ci wyjść w życiu i na pewno wyjdzie. Nie będę martwił się tym, że do 35 roku życia nie będę miał samochodu i willi. Ci, którzy je mają być może około 40. nie będą mieli dość siły dojść do tej willi. Rozłóż w czasie swoje istnienie i nie zgub jednego: nie zaniedbuj prawdziwych przyjaciół. Zawsze jednak najpierw pytaj o siebie, właśnie siebie a nie innych.
Konkluzja III: ucz się, dąż ciągle do doskonałości i wiedz maksymalnie dużo na temat tego, co robisz lub chcesz robić. Tylko to daje szansę na sukces przy ogromnej konkurencji. Pewną inwestycją jest wiedza. Zawsze trzeba inwestować w wykształcenie własne, potem swoich dzieci. Najgłupszym rozwiązaniem jest pozostawienie dzieciom pieniędzy.

Odbyłem wczoraj bardzo pouczającą rozmowę z Mareczkiem. Zaskoczył mnie swoją szczerością a jesteśmy dla siebie praktycznie obcy. I jego dotknęła choroba zwana Skorupą. Próbuję znaleźć jakieś wytłumaczenie dla postępowania P. Ma on prawo zmieniać zdanie, tak po prostu, ma prawo prosić ludzi o pomoc a oni zawsze mają prawo mu odmówić, ma prawo zachowywać się niekonsekwentnie, nielogicznie lub głupio nawet, jeśli nie jest platynową blondynką, może popełniać tyle błędów, na ile przyjdzie mu ochota. Tylko czy on liczy się z konsekwencjami? Może spotkam się z nim w przyszłym tygodniu, tylko co z jego prawem do prywatności…?

Otagowano , | 1 komentarz

Nadchodzi odwilż

Przez cały tydzien nawet nie zagladalem na bloga. Nie bardzo miałem o czym pisać, a smęcić można prywatnie, tylko dla siebie a zeby zatruwac pogodny nastrój innym to by juz była przesada.

Moi starzy nie dawali długo za wygraną. Przez prawie tydzień chodzili z napiętymi mordami po domu, jakby byli obrażeni na caly świat. A ja byłem zupełnie free like a bird. Wychodziłem i wracałem kiedy chciałem, nocowałem u kogo i z kim tylko chciałem, jadałem u znajomych, non stop siedziałem na kompie, piłem hektolitry kawy i nie żebrałem u starszych o kasę co już zupełnie pewnie wytrącało ich z linearnego toku myślenia.
Moja mamuska jak zwykle dumna, nie powiedziała pierwsza prepraszam, no bo przecież ona nie musi. Żal mi było jednak kobieciny kiedy drukowała cos tam sobie do pracy, jak zwykle rozlożyła WORDa klikając myszka gdzie popadnie… Nawet Marcin nie mogl jej pomóc bo dokonała istnego spustoszenia. Wtedy należało poprosic mnie o pomoc jak z reszta zasugerował moj mlodszy brat a ona co? Chuj – obrociła sie na piecie i z naciagnieta mordą wyszła z pokoju no bo hrabianka nigdy nie przyzna sie że potrzebuje pomocy…

Kiedy drzemałem matka połozyła mi talerz pełen marcepanu i olbrzymie ciacho czekoladowe z napisem „Kocham Cię” – strasznie kiczowate i takie dziecinne, mało wyszukane. I co myślisz, że jej wybaczę…? Hm, a chuj, że też czlowiek musi być taki pojebany i łakomy na te słodycze…

W walentynki siedzę sobie w domu, B. wydzwania wyciagając mnie do kina, M&M’s na balety, od rana przychodzą SMSy od tajemniczych wielbicieli, wszyscy mnie kochają, chcą sie bratać a ja rozmyślnie bojkotuję całe towarzystwo. Słucham całkiem lirycznych kawałków i najchetniej poszedłbym do jakiegoś baru, złoił się nieziemsko i położył prędko spać…

W zeszłe walentynki byłem obłędnie szczęśliwy. Nigdy nie zapomnę tamtego dnia…

Opublikowano Brak kategorii | Dodaj komentarz

z życia rodziny

Dzisiejszego poranka moja matka dostała podwójnej miesiączki, na dodatek włączył się jej dopierdalacz potem jednocześnie problemator i instynkt sprzątaczki, a w konsekwencji odezwały się geny SSmanki z obozu pracy i bezwzględnego dyktatora z 30letnią praktyką w zawodowym dręczeniu ludzi. Narzekaniom, piętrzeniu pseudo problemów rodem z kolorowych czasopism dla kobiet w wieku średnim nie było końca. Zostało mi tylko jedno – ewakuować się z domu w trybie natychmiastowym. Biedny nie zdążyłem nawet zjeść śniadania ani wypić aromatycznej kawy, która postawiłaby mnie na nogi.
Na szczęście zadzwonił M. i uratował mnie! Ugościł pysznymi ciastkami i słodyczami w swoim nowym mieszkaniu gdzie w wygodnym zestawie wypoczynkowym spędziłem przyjemnie kilka godzin…Wróciłem dopiero o 4 a na znak protestu nie zjadłem nawet obiadu – wezmę ich głodem!

Dzisiaj przypomniałem sobie to jak bardzo chciałbym mieszkać sam, być niezależnym, chyba nadszedł czas żeby poważnie zacząć o tym myśleć, bo inaczej po prostu zwariuję…
Nie chce narzekać, ale dzisiejszego poranka wprost się zagotowałem, para gwizdała uszami i mało brakowało a przestałbym się kontrolować…

1 komentarz

myśli pisane po pijanemu

wróciłem z Koguta i Guinnessa, było super, wyskakałem się z K i A, piwo się lało ale nie jestem bardzo pijany…

Spotkałem P. był jakiś taki smutny, chciałbym moc mu pomoc, ale dopóki sam nie rozwiążę swoich problemów nie mam po co do niego dzwonić. Chce zamieszkać z T. – palant, będzie tego żałował za kilka miesięcy, jak mam mu o tym powiedzieć???

Jestem sam.
Jestem tak zmęczony że już nawet nie mam siły płakać. Chciałbym moc usiąść i popłakać sobie, dzień, dwa żeby moc wreszcie podnieść się z tego żałosnego stanu…
Po prosty żenada.
Ale będzie dobrze, w końcu musi być lepiej.

Opublikowano Brak kategorii | 2 Komentarze

Byle jak, byle jak najdalej…

Przez ostatnie kilka dni udało mi się zdobyć nowego kumpla, takiego, którego będzie się miało już na cale życie. To fajne uczucie mieć tego świadomość już teraz a nie wtedy, gdy będzie już na wszystko za późno. Coś starciem, ale i coś zyskałem – smutno mi było gdy wyjeżdżał…

Wczoraj miałem przedsmak tego, co czeka mnie już za kilka miesięcy, z jednej strony rozumiem rodziców, z drugiej współczuję dziewczynom – mam kilka miesięcy, żeby przygotować się do nowej sytuacji. Jeśli moi rodzice okażą się podobni do innych, to powinienem poważnie pomyśleć o wyjeździe do USA. Będą najukochańsi jak ja będą daleko od nich…Chyba lepiej być samotnym gdzieś z dala od bliskich, będę mógł sobie wtedy płakać do poduszki niemal dowoli…
W nocy myślałem sobie co mnie tak właściwie tutaj trzyma – za kilka miesięcy skończę studia i będę mógł robić co tylko chcę, plan 5 letni zakończę (oby z sukcesem) teraz przyjdzie czas na nowe wyzwania i plany. Perspektyw mam niby tak wiele, ale na coś musze się zdecydować. Żebym tylko wybrał właściwą drogę…

Żal byłoby mi tylko przyjaciół i znajomych, których tutaj zostawię, z wieloma pewnie stracę kontakt, od innych ucieknę i zapewne zapomnę. Odnośnie niektórych rozdziałów w moim życiu to akurat bardzo miła perspektywa…

I znowu jak najdalej uciec chcę…Jak najdalej stąd, jak najdalej chcę biec…

Chyba powoli zaczynam być zmęczony wiecznymi imprezami i pochłanianiem litrów alkoholu. Dzisiaj wybieram się laskami na balety, ale jakoś mniej się cieszę niż ostatnio to bywało…

Rodzice spotkali znajomych którzy 3 lata temu podróżowali po Stanach i poznali jakiegoś studenta z Wrocławia. Maine, Ogunquit – cholera ze ten świat musi być taki mały…
Może to jakieś przeznaczenie…

Dodaj komentarz