Małe conieco

Teoretycznie powinienem się teraz uczyć…
Praktycznie sprawa się brzydko mówiąc „rypła”, ponieważ pokusa pisania jest silniejsza i tylko to zaprząta teraz moja uwagę…

Właśnie patrzę sobie na spis rzeczy, które zaplanowałem zrobić w weekend i staram się wyszukać te, które mógłbym załatwić bez specjalnego wysiłku, ale też jednocześnie mieć poczucie dobrze spełnionego obowiązku:))) Ja to mam problemy, co;)?! W ogóle bardzo ciężkie jest życie studenta…

Biorąc pod uwagę cały konglomerat pewnych atrybutów mojego charakteru, brak systematyczności, nonszalancje w traktowaniu pewnych spraw będzie mi ciężko. Kiedyś Arturro Burro wymyślił sobie, że wszystkie rzeczy, te złe dzieli na sprawy do załatwienia i na problemy. Sprawy do załatwienia to takie rzeczy, których rozwiązanie można znaleźć w krótszym lub dłuższym okresie czasu, przy większej lub mniejszej ilości pracy i energii. A problemy natomiast to sprawy, które nijak są nie do załatwienia i trzeba z nimi żyć, są częścią nas i naszego życia, są jak np. katar sienny albo nocne polucje (no te są akurat całkiem przyjemne bo rezultatem ciekawych snów)

Wydaje mi się, że kiedyś lepiej wiedziałem czego chcę. Przekonałem się jak to jest robić rzeczy wspólnie, razem z kimś i było mi dobrze na tyle, by wciąż ta myśl krążyła mi po głowie, że może spróbować znowu.
Od powrotu ze Stanów (moje kochane San Fran) wydawało mi się, że najlepiej jest być samemu, niezależnym i wolnym. Teraz nie szukam, ale próbuję, testuję, smakuję i niby jest ok i bardzo przyjemnie, ale…

Wiesz, mam takie okresy w życiu, że mam ochotę się z kim spotkać, ale nie za bardzo jest z kim, bo albo jeden jest zajęty, inny obrażony albo za granicą, ktoś trzeci jest ok., ale ja miałbym ochotę pogadać o sprawach, do których on się absolutnie nie nadaje.
Więc co? Aby nie wypaść z kręgu wrocławskiego Beverly Hills: dostępu do wszystkich newsów, ploteczek o życiu koleżanek „tosterów”, kolegów efekciarzy i tych z portfelami tatusiów, by pozostać w kółku wzajemnej adoracji sobotni wieczór spędzę w towarzystwie koleżanek z uczelni, które wyciągną mnie na dyskotekę celem odreagowania mojego dziwnego stanu. Przez pierwsze kilka godzin będą wlewały we mnie kolorowe drinki o wdzięcznych nazwach 7 grzechów głównych a na koniec zasugerują grzech cudzołóstwa. Niestety oferta nie będzie pochodziła ani od DJa ani od bramkarza wiec mój ORGANizm odmówi posłuszeństwa….

Otagowano | Dodaj komentarz

Myśl przewodnia

„Everything that happens once can never happen again. But everything that happens twice will surely happen a third time”

Pisanie dla samego siebie i to jeszcze w necie, to najbardziej bezużyteczny pomysl na jaki mogłem wpaść. Chyba dlatego tak bardzo mi sie on podoba, że to takie zupełnie bezużyteczne, bez sensu, niepoważne i dziecinne…
Tak, upajam se własnie tą myślą…

Dodaj komentarz

Odnaleziona epistolografia

Cześć moja ulubiona koleżanko!

Postanowiłem napisać do Ciebie parę słów z okazji takiej, że dawno się nie widzieliśmy. List piszę trochę „na kolanie”, więc wybacz jeśli będzie trochę chaotyczny i z wieloma skrótami myślowymi.

Do krainy pełnej wzgórz, bagien, pagórków, torfowisk i opuszczonych zamczysk wyjechać mi się nie udało w tym roku. Przyznam szczerze, że bardzo to przebolałem, gdyż strasznie liczyłem na ten wyjazd. Z perspektywy czasu muszę przyznać, że jednak nie ma złego, co by na dobre nie wyszło. Teraz cieszę się, że jestem tutaj, w Polsce, bo wydarzyło się coś, na co warto czekać całe życie… Nie o tym będzie jednak ten list.

Na uczelni idzie mi jako tako, jeden przedmiot już zaliczyłem a inne czekają mnie w styczniu. Trochę boję się nadchodzącej sesji, bo jakoś nie potrafię się zmobilizować, ni to mi się nie chce, ni to energia mnie rozpiera, myśli krążą wokół innych spraw – jakąś melancholia lub fąfra mnie dopadła.

Moja pani promotor okazała się wspaniałą kobietą i bardzo konkretną za co wprost ją ubóstwiam. Mamy sobie wiele do powiedzenia, ale pomimo stosunku relacji student – wykładowca spotkania przebiegają w bardzo przyjacielskiej i partnerskiej atmosferze. Mam ciekawy pomysł na temat pracy magisterskiej, ale na razie cichosza!

Moja kuzynka A. obroniła się w październiku na ocenę bardzo dobrą a teraz pracuje w tym ośrodku na Obornickiej. Jest bardzo zadowolona, że pracuje w swoim zawodzie. Ostatnio mocno trzymamy razem sztamę i bawimy się w tych samych miejscach i imprezach.

Wiesz Olu, strasznie Cię lubię, mam nadzieję że pomimo upływu lat, różnych studiów i fascynacji, zawsze znajdziemy w sobie to coś, co nas do siebie przyciąga. Za każdym razem kiedy rozmawiam z kimś o swoich przyjaźniach, wspominam Ciebie i zawsze w myślach się uśmiecham. Nie zamieniłbym Cię na nikogo innego. Dość tej wazeliny, bo zaraz zrobi się zbyt ckliwie…

Newsy, ploteczki, podsłuchane:

– M&Ms rzuciły swoich chłopaków, niemal w tym samym czasie i z tych samych powodów. Teraz są same a M. dziwi się że nikt jej nie chce. Gdy wspomniałem coś niechcąco o jej wrednym charakterku, życiowym materializmie – o mało mnie nie zlinczowała. No cóż, nie jesteśmy doskonali, ale kłamać to ja jej nie będę.

– Sylwia S. po raz trzeci zmieniła temat pracy magisterskiej i chodź już prawie styczeń, jest nadal w polu i błądzi…

– Marysia ciągnie dwa kierunki studiów i jest jak rozpędzona lokomotywa. Podziwiam ją za to, że pomimo wielu zajęć, podwójnych stresów – potrafi nadal być życzliwa i taka koleżeńska.

– Mariusz też błądzi z tematem pracy.

– Ania S. pracuje u taty jakoś daję rady.

– Boba ciągnie dwa kierunki: germanistykę i coś z ekonomią i jest bardzo zadowolona.

– Galek znów na pierwszym roku polibudy

– Kamil T. i Oktawian jakoś brną na czwartym roku polibudy. Kamila spotkałem kiedyś w rynku i tak nam się fajowo gadało, że wylądowaliśmy w knajpie na piwie. Ciekawe doświadczenie tak powspominać stare dzieje.

– Kamil R. pracuje jako administrator sieci w Banku Zachodnim WBK na placu Kościuszki. Dostał tą pracę po znajomości. Na okres pracy wziął dziekankę.

– Grzesiu L. bryluje.

Ostatnio często bywam w kinach, teatrach i na wystawach. Nigdy za tym nie przepadałem, ale znalazłem w tym niesamowitą przyjemność. Koniecznie obejrzyj „Cześć Tereska” no i „Aberdeen”. „Tereska” to film dla Ciebie, bo o trudnych dzieciach, a „Aberdeen” – jeden z niewielu filmów, w którym istnieje nienaruszalne tabu czy też wartość, z której się nie kpi i nie żartuje. Warto! „Intymność” jest bezpłciowa, choć film jest podobno tylko o płciowości – no cóż coś w tym jest ale wrażenie robi mizerne.

Moja uczelnia coraz po raz kolejny urządziła półmetek dla wydziału GN. Za rok pewnie też skusimy się na jakiś bal magistra czy coś w tym stylu. Rewia mody oczywiście nadal istnieje, podobnie jak „świadczenie sobie wzajemnych usług marketingowych”…

Mam nadzieję, że zaraz po mojej sesji tzn. ok lutego uda nam się zobaczyć i pogadać. Lubię pisać listy, ale pogaduszek w cztery oczy nie da się porównać czy też zastąpić niczym innym.

Trzymaj się ciepło, walcz o swoje, no i wesołych świąt.

Mam nadzieję, że nie zanudziłem Cię swoim listem a za wszelkie błędy ortograficzne bardzo przepraszam. Ostatnio dają mi się we znaki…

Serdeczności

P Sz

Wrocław 21 grudnia 2001 r.

Opublikowano Brak kategorii | Dodaj komentarz

Odnaleziona epistolografia

Cześć moja ulubiona koleżanka ze szkolnej ławy!

Pomyślałem sobie, że na razie nie ma zbyt dużych szans byśmy spotkali się w stereo i kolorze, bo Ty przygotowujesz się do obrony pracy magisterskiej a ja właśnie wkraczam w ten okres swojego studenckiego życia kiedy AE najbardziej daje mi do wiwatu… 

Chciałem cię zapewnić, że nie uleciałaś mi z pamięci bo niby czemu? Rozumiem, że nie zawsze jest czas albo chęć do napisania czegokolwiek. Wychodzę z założenia, że lepiej pisać rzadziej, ale z potrzeby, niż częściej, z obowiązku. Lubię pisać do Ciebie, bo jesteś jedną z nielicznych osób, które zwracają uwagę na to, co i jak piszą. Za to bardzo Cię lubię…

Naiwnie wciąż myślę, że zdam coś przed terminach, ale biorąc cały konglomerat pewnych cech mojego charakteru – systematycznością nie grzeszę i nawet jak mam długi weekend na zrobienie czegoś, mogę się silić i tak nie zrobię tego tak dobrze i efektywnie, jak noc lub dwie przed ostatecznym terminem… Stres działa dla mnie na mnie mobilizująco!

Co słychać u naszych znajomych?

– M&M’s jadą do USA, na wakacje, obie napisały już prace magisterskie, obu promotor je zwróciła twierdząc, że treść nie jest adekwatna do tematu…

– Mariusz D. – też jedzie do USA, kończy pracę, ale każdy rozdział opisuje co innego, więc też źle…

– Sylwia S. – pracuje i z tej okazji będzie bronić się dopiero potem.

Jako że list piszę trochę na raty, to znaczy od przypadku do przypadku… mogę Ci już śmiało zakomunikować że M&Ms + Mariusz obronili się na piątki!

Kilka tygodni temu zarezerwowałem sobie bilet lotniczy do San Francisco. Postanowiłem, że pojadę w ciemno, nie mam tam żadnych znajomych, miasta nie znam i chyba ten dreszczyk pociąga mnie w tym najbardziej. Moja mama naoglądała się TVNu i teraz martwi się za dwoje, czy aby samolot z jej synusiem nie uderzy np. w Kapitol. Byłoby ekscytująco no nie Olka? Hahaha

Nie miałem żadnych konkretnych planów na wakacje, stąd chyba ten trochę zwariowany pomysł. Myślę sobie, że to ostatni dzwonek, żeby przeżyć jeszcze jakąś przygodę, którą będę mógł opowiadać jak skończę 30 czy 40 lat…

Wspominałem Ci już, że praktycznie przez cały luty byłem w rozjazdach a teraz jakbym się ustatkował? Najbardziej cieszę się chyba z tego, że poczucie samotności nadchodzi mnie nie tak często jak kiedyś. Znasz mnie trochę, więc wiesz, że mam wielu znajomych, koleżanki kolegów, kumpli, kilku przyjaciół, lubię otaczać się ludźmi i raczej nie należę do typu samotnika. Każdy z nich jest od innego rodzaju spraw, problemów czy zwątpień i na swój wyjątkowy sposób potrzebny. Żadna moja poważna znajomość nie jest lajtowa tzn. o niczym. Czasem jednak zdarza się i tak, że potrzebuję z kimś pogadać, ale jeden jest poza miastem, inny pracuje, uczy się, jeszcze inny jest za granicą lub dana osoba po prostu nie nadaje się do rozmowy na frapujący mnie temat….Ok dość tych wynaturzeń!

Między 1-2 maja byłem w Kaliszu na Przeglądzie Sztuki Aktorskiej. Obejrzałem kilka przedstawień i  muszę wyznać, że chyba lubię teatr. Gdybyś kiedyś miała okazję zobaczyć „Balladę o Zakaczawiu” polecam! Najbardziej oczywiście wspominam bankiet zorganizowany po festiwalu i nie świadczy to zbyt dobrze o mnie, ale naprawdę tak czuję.

Po sukcesie „Amelii” postanowiłem pójść za ciosem i obejrzałem „Bóg jest wielki a ja malutka” – no cóż – moim zdaniem – porażka, w ogóle się nie śmiałem, film byle jaki, chyba że to ze mną jest coś nie tak i nie dostrzegam zawoalowanego humoru. Olu, oglądałaś może „On, ona i on” czy „On ja i on” – film włoski, trochę śmieszny i taki inny niż inne filmy o tej tematyce? Najbardziej polecam Ci „Fanatyka” – można sobie popłakać co czasem zdarza się nawet takiemu cynikowi jak ja.

Moja koleżanka Wiola jedzie 3.06 do LA a stamtąd do Lake Tahoe. Nie będziemy wiedzieć się aż do października i chyba zaczynam źle się z tym czuć. Ostatnio spotykaliśmy się non-stop, tak jakby można było przeżyć cztery miesiące w dwa tygodnie. Głupie nie?

Ania S. ma się bardzo dobrze. Ostatnio brała udział w sztuce Szekspira na Festiwalu Teatrów Szekspirowskich we Wrocławiu. Coś się dzieje w jej życiu jak widzisz. Podsunęła mi do przeczytania kilka książek Paulo Coelho: „Alchemika” i „Weronika postanawia umrzeć”. Przeczytałem je jednym tchem i znowu odczułem coś, co sprawia mi dużą przyjemność.

Wiesz że po chorobie (leżałem w łóżku prawie trzy tygodnie) jak nigdy przedtem, tak rozpierała mnie energia, że wybrałem się na dyskotekę potańczyć? Punkt 22. wszedłem na parkiet a od 3 nad ranem nagle się zatrzymałem i stwierdziłem, że chyba jestem zmęczony. Podobałem się sobie taki tryskający energią i lekko rozentuzjazmowany. Teraz znów jestem stateczny, poukładany, ale czasem lekko amoralny.

Pożyczyłem Agnieszce Sz. tę płytę, którą przegrałem i Tobie. Zakochała się w tamtych piosenkach i płyty nie słuchałem już chyba od świąt… Niestety.

Wiesz że Agnieszka się zaręczyła? Kupili już nawet mieszkanie w Obornikach Śląskich i to bez wiedzy rodziców! Bardzo romantyczne, cieszę się jej szczęściem, choć „kolega: nie przypadł mi do gustu. Wychodzę z założenia, że to ona ma być z nim szczęśliwa, nie ja…

Z moją mamą jakoś się tolerujemy, do domu mogę wracać już praktycznie kiedy chcę, o ile tylko pomagam w domu. Najlepszy jestem w zmywaniu naczyń, bo robi to za mnie zmywarka😊

Jak Twoje szukanie pracy? Jak samopoczucie ogólne?

Postaram się wyciągnąć Cię na jakieś spotkanie, ale czasem sama wiesz jak jest. Dobrymi chęciami piekło jest wybrukowane.

Moja pani promotor mnie chwali. Mam wrażenie, że znowu udało mi się zawrócić w głowie jakiejś kobiecie w średnim wieku. Taki już jestem zboczony…

życzę Ci cierpliwości i dystansu w walce z ludzką głupotą i bezmyślnością, wnikliwych obserwacji i trafnych wniosków w całym najbliższym tygodniu.

Dbaj o siebie koleżanko ze szkolnej ławy!

Pozdrawiam serdecznie

PS

PS dostałem bardzo fajne pióro w prezencie. Duże, kolorowe, fikuśne, kosmiczne i takie gadżetowate, że od razu mi się spodobało! Powoli zaczyna rzucać mi się na głowę…

10 maja-1 czerwca 2001

Opublikowano Brak kategorii | Dodaj komentarz

Odnaleziona epistolografia

Cześć Olu!

Boże jak ja dawno się do Ciebie nie odzywałem… Postanowiłem się jednak sprężyć i napisać choć kilka słów o tym, co u mnie słychać.

Studia. Jakoś mi idzie. Czasami mam takie dni, że wracam do domu wściekły i zmęczony, by na chwilę móc odpocząć i wtedy zwykle przypominam sobie, że muszę uczyć się dwóch rzeczy naraz. Po co mi tyle mądrości, skoro nie mam czasu z niej korzystać? Ostatnia sesja zimowa przebiegła bez poślizgu. Pierwszy raz, w całej swojej uniwersyteckiej karierze, udało mi się mieć średnią 4.0. Może nie są to wyżyny geniuszu, ale dla mnie to sukces! Skończyłem z matematycznymi przedmiotami i nareszcie zaczyna uczyć się tego, co naprawdę mnie interesuje. Wybrałem sobie specjalizację Integracja Europejska i lepiej żebyśmy do tej Unii weszli, bo inaczej będę musiał się przekwalifikować. Teoretycznie powinienem się teraz uczyć, ale sprawa się brzydko mówiąc rypła, bo pokusa pisanie do Ciebie listu jest silniejsza i tylko to zaprząta teraz moją głowę. Właśnie patrzyłem sobie na spis rzeczy, które zaplanowałem zrobić w tym tygodniu i staram się wyszukać te, które mógłbym załatwić bez specjalnego wysiłku, ale też jednocześnie mieć poczucie dobrze spełnionego obowiązku. Ja to mam problemy co? W ogóle życie studenta AE jest bardzo ciężkie…

Biblioteka. Po dwóch i pół roku wybrałem się pierwszy raz zamówić jakieś podręczniki i przy okazji „rozdziewiczyć” swoją kartę biblioteczna. Byłem nawet w czytelni czasopis i wiem jak ona działa, choć wypełnianie rewersów jeszcze tak zupełnie nie opanowałem.

LO. Byłem u Ani K. nic się nie zmieniła. W szkole pracuje nowy pedagog, jest bardzo atrakcyjną młodą kobietą. Na miejscu licealistów miałbym teraz mnóstwo problemów wychowawczych, bo ta pani to prawdziwy puch i piana!

Sprawy sercowe. Szczęśliwy już tylko bywam. Kiedyś wydawało mi się, że najlepiej być zawsze samemu, niezależnym, bez zobowiązań, ale gdy już raz spróbowałem – zmieniłem zdanie. Zachowałem jednak pewien „wentyl bezpieczeństwa”, bo nawet ktoś komu bardzo zaufasz i przed kim się otworzysz, z czasem może cię zawieść lub nie docenić twojego wysiłku. który tyle cię kosztował, by się wewnętrznie przemóc. Problem w tym, że pozbieranie się po takim doświadczeniu – metaforycznie mówiąc – nie jest czymś co tygryski lubią najbardziej… Chyba zaczynam dojrzewać. p

Praca. Postanowiłem znaleźć sobie wakacyjną praktykę, bo wszystko wskazuje na to, że do USA najprawdopodobniej nie polecę. Wiesz, że dostałem wizę turystyczną na 10 lat? Gdyby po studiach szło mi byle jak, zawsze będę mógł w emigrować hahaha.

Hit na AE. Co mówi bezrobotny absolwent AE do pracującego absolwenta AE? Odpowiedź: – Dwie knysze poproszę. Smutne, ale prawdziwe.

Seminaria. Dzięki swojemu nieodpartemu urokowi koligacjom z panienkami tosterami (po solarium) i kolegami z wypchanymi portfelami (swoich tatusiów) trafiłem do bardzo fajnego promotora. Pani jest elegancka, w średnim wieku a takie zwykłe miały do mnie sentyment i słabość.

Koledzy i przyjaciele. Ania S pracuje u taty i chce wyjechać na rok do Australii, by skończyć tam jakąś szkołę. Jak dla mnie to strata czasu, bo nawet na Antypodach trzeba się uczyć.

Spotkanie. Olu bardzo chciałbym się z Tobą spotkać. Mam np. wolne poniedziałki, więc gdybyś znalazła czas i chęci? W weekendy zwykle wyjeżdżam i nie ma mnie we Wrocławiu.

Uzupełnienie. Na AE mam teraz kocioł, bo praktycznie każdy przedmiot wiąże się z napisaniem eseju, biznesplanu lub innej pracy kontrolnej, co nie jest takie proste.

Życzę Ci Wesołych Świąt, dużo dużych jajek, wilgotnego poniedziałku i przystojnego zajączka!

Gdyby się jeszcze kiedyś okazało, że coś nacisnęłaś niechcąco w komputerze, daj mi znać. Ja to już wszystko przerabiałem, więc teraz służę doświadczeniem.

Życzę cierpliwości i dystansu w walce z ludzką głupotą i bezmyślnością, wnikliwych obserwacji i trafnych wniosków w całym najbliższym tygodniu

serdeczności

P

Wrocław 9 kwietnia 2001

Opublikowano Brak kategorii | Dodaj komentarz

Odnaleziona epistolografia – 4

Moja jedyna koleżanko z piaskownicy i przedszkola,

Jako że mój brat dokształca się z języka polskiego u Twojej mamy, która wykazuje niesamowitą cierpliwość dla tępoty mojego brata, postanowiłem skrobnąć do ciebie kilka słów. Na AE życie mi jakoś płynie. Sesja się zbliża a ja robię problem z nauczeniem się kilku tematów z podstaw zarządzania na zwykłe koło. Jak tak dalej będzie to cienko się widzę w styczniu. Na szczęście okazało się, że jestem zwolniony z egzaminu z prawa gospodarczego, bo zdawałem ten egzamin na wieczorowych. Grupa jak zwykle ma mi to za złe i ciągle domaga się załatwienia testów z poprzednich lat. Przepraszam, lubię być w centrum zainteresowania, ale nie bycie pod ciągłym ostrzałem. Z całych uczelnianych zajęć najbardziej podoba mi się laboratorium z języka angielskiego z magister K., która chyba wreszcie cieszy się, że ktoś się u niej tego języka chce uczyć. Najgorzej, że jej się tylko tak tylko wydaje, bo ja przerabiałem te unity na wieczorowych, więc za bardzo nie mam co się starać o dobre oceny. W tamtej grupie też narobiłem sobie wrogów, bo nikt nie lubi kujonów (to miał być komplement dla mnie). Ładny ze mnie kujon – bez stypendium. Na włoskim wszystko jest va bene. Ostatnio musiałem napisać opowiadanie o mordercy na ocenę. Po tygodniu La Kudela oznajmiła, że w mojej pracy jest bardzo dużo błędów (w pozostałych u innych osób też) i będzie musiała obniżyć nam oceny. Obawiałem się, że dostanę 3 albo 3.5 w najlepszym przypadku 4= a tu 4.5 pół jak ja kocham swoją panią od włoskiego i vice versa.

Ze znajomych ostatnio widziałem się z Pawłem B. Studiuje i ma się dobrze. Na wakacje chce tak jak ja, pojechać do Ameryki, aby odczuć na własnej skórze smak przygody i wolności.

Jak podobać się kaseta? Jakie są twoje ulubione piosenki?

Obejrzałem ostatnio Miasto Aniołów i byłem trochę rozczarowany. Byłem w kinie na Eyes Wide Shut i znowu pudło. M&Ms bo z nimi byłem oznajmiły, że zgorszonego nic nie zgorszy.. Przyznałem im rację.

Wiesz, że Spawarka ma teraz czarne (fachowo wy kobiety mówicie na to brunetka) włosy, krótkie do ramion i wygląda całkiem całkiem? Lepiej niż w pomarańczowych o niebo!

Mariusz ciężko pracuje i studiuje – mówię ci będą z niego ludzie.

Nie mam żadnych planów na Sylwestra 2000 choć propozycji jest wiele.

Nie wiem czy wiesz, ale moja babcia jest w szpitalu. Z powodu choroby tematu wigilii a tym bardziej Sylwestra w ogóle się nie porusza. Rodzice nigdzie się nie wybierają, brat też nie. Mnie niby wolno, ale jakoś nie chce mi się bawić. Nie żebym przeżywał chorobę babci, po prostu nie mam ochoty uczestniczyć w tej paradzie próżności 1 stycznia.

Czy nie wydaje ci się że gadam jak stary zrzęda? Chyba mam migrenę….

Moje życie toczy się między uczelnią, szczególnie z stołówką i laboratorium komputerowym a kolejnymi odcinkami „Klanu”. Ostatnio na bardzo nudnych półtoragodzinnych ćwiczeniach, na olbrzymim papierze kancelaryjnym narysowałem drzewo genealogiczny rodziny Lubiczów a po każdym imieniu bohatera opisałem w kilku słowach o tym co wydarzyło się w ostatnich odcinkach. Koleżanki, które mieszkają w akademiku i nie mają telewizora prawie nosiły mnie na rękach, za te istotne dla ich rozwoju psychofizycznego informacje.

M. kursuje lepiej niż Poczta Polska pomiędzy Żmigrodzką a Żubrzą, więc skorzystaj z jego usług kurierskich. Jest szybki no i robi to za darmo. W razie czego można zawsze reklamować albo opieprzyć za spóźnienie.

Pozdrawiam

P.

Opublikowano podróże | Otagowano | Dodaj komentarz

Odnaleziona epistolografia – 3

Droga Olu z piaskownicy,

Na początku listu pozdrawiam cię i przepraszam, że tak długo nie dawałem o sobie znaku życia.. To dlatego, że wpadłem w wir życia studenckiego. Teraz założę się, że wyobrażasz mnie sobie w miejscach rozrywki, z moimi „koleżankami”, w oparach dymu papierosowego i alkoholu. Nic bardziej mylnego!! Pisząc „życie studenckie” miałem na myśli mniej lub bardziej systematyczną naukę akademickich przedmiotów oraz przygotowywanie się do coraz to nowych kolokwiów, ćwiczeń i laboratoriów. Studia dzienne trochę mnie zmanierowały! Jeszcze nie wiem czy to pozytywne czy negatywne. Moja grupa – okropna, (niektórzy są normalni wg mojego kryterium), mają wygórowane ambicje, prawie nierealne, są naiwni i wierzą we wszystko co im się opowiada. Czy ja też taki byłem rok temu? A ty? Niektóre osoby z mojej grupy mają mnie za kujona, miło mi to usłyszeć, po ostatnim roku ciągłych klęsk i niepowodzeń. Po prostu muzyka dla moich uszu, ale wale mi to nie przeszkadza. Ostatnio jednak z kolokwium z socjologii dostałem pałę (a napisałam cztery strony przykładów) słownie niedostateczny ku olbrzymiemu zdziwieniu pani adiunkt (nota bene Twoja imienniczka). Moja grupa oczywiście musiała ze mnie zakpić pytając ciągle co dostałeś i czy aby nie pięć lub cztery i pół. Szczeki im poopadały, gdy na konsultacjach u pani Oli poprawiłem koło na 4.5. Bardzo miło mi się z tą panią rozmawiało, brylowałem wiedzą i intelektem w granicach rozsądku. Moje przykłady były ciekawe i stanowiły istotę, kwintesencje podejmowanego zagadnienia. Oprócz wiedzy uzbroiłem się w inteligentne poczucie humoru, uśmiech (szczery, nie taki jaki Ala N. lansuje) ładne ubranko i naturalny urok osobisty i podziałało.

Dobrze na chwilę przestanę opiewać swoje dokonania bo popadnę w głębsze samouwielbienie…

Wyobraź sobie w mojej grupie na 27 czy 28 osób nikt nie pali papierosów, ale za to wszyscy piją ile wlezie i robią się na alkoholików po przejściach. Opowiadają sobie kto, kiedy i ile wypił, jak wcześnie zaczął i jak często robi do teraz. Ty siedzisz z nimi gdy oni podejmują dyskusję na ww. temat i po prostu ulatniasz się, bo w tej materii nie mogę im zaimponować. To chyba syndrom szkoły średniej, bo mnie to naprawdę mało bawi. Ludzie (studenci rzecz jasna) siedzący obok wsłuchują się dyskretnie w te przechwalanki i mają z tego niezły ubaw. Mam nadzieję że kiedyś się „wyrobię” – oby jak najszybciej – albo ja zniżę się do ich poziomu, ale lepiej nie.

Dziękuję ci bardzo, że pomogłaś mi w zadaniu domowym z języka włoskiego. Naprawdę nie wiem, co bym bez ciebie zrobił. Teraz jest już wszystko ok, kontroluję sytuację i bardzo mi się ten język podoba. Oto próbka moich niebywały zdolności lingwistycznych: „Mi piace parlare la lingua straniera” – mój ulubiony zwrot. Chyba znów się zagalopowałem.

Z ostatniej chwili:

Mariusz D. cienko przędzie. Z rachunkowości dostał 2, ze statystyki nie może zaliczyć a różnic programowych nadal nie nadrobił. „Życzliwi” powiadają że z szczęście go opuściło na trzecim semestrze a braków wiedzy tak łatwo nadrobić się nie da… Życzę mu powodzenia.

M&Ms uczą się pilnie z większym sukcesem niż wspominamy wyżej wymieniony Mariusza D.

Paweł B. – dalej na Politechnice i uczy się dobrze.

Piotr S. – ten błyskotliwy, młody, inteligentny człowiek o głodnym pozazdroszczenia usposobieniu uczy się nad wyraz dobrze. „Życzliwi” z jego grupy źle mu życzą

Gosia Rz – na pierwszym roku stomatologii została starostą grupy

A co słychać u ciebie Olu? Czy też się uczysz? Mam nadzieję że potraktujesz mój list z przymrużeniem oka.

są w tym liście miejsca gdzie to nie ja pisałem – przemawiało przeze mnie samouwielbienie niedające się kontrolować.

Twój rozdwojony

P

Ps. Czy chciałabyś się ze mną zobaczyć przed świętami, obiecuję być normalny?

Pa wracam się zrelaksować rozwiązując układ równań z sześcioma niewiadomymi metodą Gauss’a. Nie mogę doczekać się całkowania i równań różniczkowych…

Prawie zapomniałem… jakbyś miała jakiekolwiek problemy ze zrozumieniem matematyki lub praw rynku, księgowania itp Dzwoń!!. Absolutnie!!

I pomyśleć jaki będę po pięciu latach studiowania na AE.. O zgrozo!

Opublikowano podróże | Otagowano | 9 Komentarzy

Odnaleziona epistolografia – 2

Droga koleżanko z piaskownicy!

Bardzo mocno cię pozdrawiam zza oceanu i na początku lojalnie uprzedzam, że list, który teraz do Ciebie piszę może okazać się trochę bez ładu i składu, ale piszę go w dużych odstępach czasowych, pomiędzy jedną a drugą pracą. Zacznę może jednak od początku…

Dziękuję bardzo za „płomienny” list (niespodziewany!!!). Sprawił mi wiele radości, przynajmniej miałem co czytać, bo tutaj w tv, radio i prasie ciągle mówią o JFK Jr., puszczają migawki, wywiady z nim, z rodziną, znajomi wypowiadają się o jego życiu, pracy i takie bla bla bla 24 h na dobę!

Do Nowego Jorku doleciałem bez żadnych problemów. Najbardziej męczące okazały się te 6 godz w Amsterdamie na lotnisku, gdzie czekałem na przesiadkę. Ludzie, z którymi leciałem byli różni, wielu w ogóle nie chciał z nikim rozmawiać – dziwne… bardzo dziwne… zważywszy, że brali udział w wymianie kulturalnej i wypadałoby zamienić z innymi kilka słów. Gdyby dolatywaliśmy do NY pilot ogłosił, że temperatura w mieście wynosi 36°C (była 21:00) a ja naiwniak pomyślałem, że to mój angielski szwankuje. Dopiero gdy wyszedłem przed lotnisko zrozumiałem co to znaczy upał w Stanach. Wtedy pomyślałem sobie, że jeżeli tutaj jest tak gorąco w nocy, to może lepiej wracać do domu…

Oczywiście Olu na lotnisku nikt na nas nie czekał. Dopiero po godzinie ktoś łaskawie się pojawił, kiedy wszyscy byli już podenerwowani i lekko „kurwujący” na całą tą organizacją. Wtedy też okazało się, że pięć osób, które z nami leciało załatwiło sobie pracę w USA przez inną organizację niż InterExchange i po nich nikt się nie zjawił. Nasz organizator stwierdził, że nie musi się o nich martwić, bo przecież nie miał ich nazwisk na liście i w ten cudowny sposób zostawiliśmy na lotnisku Kennedy’ego 5 osób bez rezerwacji hotelowej, nazwy czy adresu hotelu, numeru telefonu do organizacji Itp itd. Zauważyłem, że Amerykanie nigdy nie robią więcej niż muszą i nie zajmują się sprawami, których nie mają na papierku, że te należą do ich kompetencji. Wszystkiemu i wszystkim, którzy wykraczają poza mówią czule „goodbye”.

W NY mieszkaliśmy w super hotelu na Manhattanie, na dwudziestym siódmym piętrze. Pomimo zmęczenia nie poszedłem spać tylko wziąłem prysznic i o północy poszedłem zwiedzać Manhattan. Podobno to nierozważnej i niebezpieczne, ale za bardzo mnie korciło… Widziałem (wtedy i przez następne trzy dni) wszystkie te miejsca, które pokazują na filmach albo w czołówkach gazet. Ameryka jest bardzo filmowa wszędzie tzn. w muzeach, sklepach, biurach, hotelach jest wszędobylska klimatyzacja (błogosławieństwo). Dzięki niej, chodząc i zwiedzając wszystko tylko w sandałach, nabawiłem się bardzo szybko kataru. Na ulicach jest brudno, jeżeli nie syfiasto i trudno się oddycha z powodu dziwnej konsystencji powietrza (czyżby to smog?)

Rano, pierwszego dnia poszedłem do baru na śniadanie – taki sam bar jak na filmach o policjantach, którzy kupują pączki i kawę i spotkałem Polaka, który powiedział mi dzień dobry! Później wielokrotnie spotykałem jeszcze Polaków – właściwie sami do mnie podchodzili, gdy tylko usłyszeli, że rozmawiam z kimś po polsku. Nigdy wcześniej i nigdzie z czymś takim się nie spotkałem. Nauczyłem się jeździć nowojorskim metrem, odczytywać adresy/ numery ulic tak więc widziałem dużo jak na te trzy. Najgorsze jest to, że zrobiłem mało zdjęć bo #1 było cholernie gorąco – 43° #2 tłok na chodniku i ulicach, #3 nie bardzo o tym pamiętałem, bo chciałem zobaczyć jak najwięcej, więc ciągle gdzieś się spieszyłem.

Z biletem w jedną stronę udałem się do Bostonu a później do Portsmouth New Hampshire. Na miejscu odebrał mnie mój nowy menadżer, który od początku był bardzo miły i w ogóle zmienił mój dotychczasowy pogląd na Amerykanów.
Okazało się, że będę mieszkał w osiem osób wolnostojącym domu z dwoma piętrami. Jedynym problemem było to, że dom stał trzy mile od Ogunquit, w którym pracowaliśmy, ale Mitch znalaz rozwiązanie: kupił nam osiem rowerów a jeżeli komuś nie chce drałować się do pracy, to zawsze ktoś z obsługi hotelowej może po niego podjechać autem, bo większość pracowników Anchorage by the Sea dojeżdża z innych miasteczek.
Mieszkam z trzema Polakami, dwoma Czechami, Litwinem, Wietnamczykiem i jeszcze z dwoma pawiami, które budzą mnie co rano przeraźliwym jazgotem. Te pawie należą do sąsiada, ale jakoś ciągle udaje im się przedostać przez gąszcz drzew i krzewów i uprzykrzyć nam wszystkim życie.
Praca jest monotonna, ale krótka, pracuję sześć dni w tygodniu od 09:30 do 14:30. Biegam po całym ośrodku i sprawdzam czy pokoje, z której wymeldowali się poprzedni goście są gotowe do przyjęcia nowych, sprzątam, zgłaszam usterki i spełniam życzenia gości hotelowych. Przez pierwsze dwa tygodnie nie mogłem podjąć drugiej pracy, popołudniami i wieczorami strasznie się nudziłem, bo do miasta daleko, w tv nuda, nie miałem znajomych, bo czekałem na taki amerykański odpowiednik polskiego NIP-u. Teraz mam już drugą pracę. Wracając z pracy w Anchorage zatrzymałem się na moment w jednej z restauracji i zapytałem czy nie mają jakichś wakatów. Prawdę mówiąc liczyłem na zmywanie garów coś podobnego a tu niespodzianka – zostałem kucharzem! Przygotowuje przystawki, desery i sałatki. Musiałem wykuć na blachę nazwy dań, ich skróty też bo kelnerom nie chcę się wpisywać całych nazw na zamówieniu, ich sposób podawania, przystrajania i dekorowania talerzy – prawdziwy koszmar! Niektórzy są mało wyrozumiali dla moich starań co do odpowiedniego przygotowania posiłków, ale znaczna większość jest bardzo miła. Muszę jak najszybciej nauczyć się nowych słów związanych z jedzeniem, posiłkami, kuchnią itp., bo rękami nie wszystko da się pokazać…
W restauracji Clay Hill Farm poznałem bardzo dużo świetnych ludzi. Prawie wszyscy są starsi ode mnie, ale to bez znaczenia. Zawsze lubiłem starsze towarzystwo. Razem ze mną w knajpie pracuje dwóch Amerykanów polskiego pochodzenia: Greg i Pat. Greg jest dzieckiem (43 lata, ładne mi dziecko, Polaków z Obornik Śląskich koło Wrocławia , Pat ma na nazwisko Wieczorek! Oni się cieszą, że mają z kim poćwiczyć polski a ja, że zawsze mogę na nich liczyć. Ostatnio Pat, taka babcia 60-letnia zapytała mnie czy smakuje mi amerykańskie jedzenie: gumiaste, wszystko fat i caffein free, bo jeżeli nie, to zaprasza mnie do siebie do domu na polską kiełbasę. Na pewno skorzystam… Oprócz tych dwojga w Clay Hill pracują ludzie z Puerto Rico, Irlandii, Włoch – to podobno bardzo amerykańskie. Najbardziej cieszy mnie fakt, że w dni, w które pracuje w Clay Hill lunch i kolację mam za darmo + napoje więc prawie nie wydaję pieniędzy na jedzenie.
Ostatnio kolega, notabene Sean – taki jak twój dobry znajomy, zaprosił mnie na mecz bejsbola, bo w restauracji kilka osób bierze udział w jakiś rozgrywkach. Zapytano mnie, czy nie chciałbym się nauczyć albo chociaż spróbować w ramach wymiany kulturalnej. Każdego wieczoru, po pracy wychodzimy sobie na taras na piwko, kelnerki przygotowują ogromniastą pizzę dla tych, którzy są nadal głodni i gadamy, śmiejemy się, gadamy i tak całą noc.
Tego będzie mi najbardziej brakować. Praca w restauracji chociaż jest ciężka od 15 do 23 co najmniej, to chodzę tam z przyjemnością, bo lubię ludzi tam pracujących i atmosferę, prawie rodzinną. Wiem, że nie chciałbym tutaj mieszkać, ale ludzie są po prostu extra! Każdego dnia coraz bardziej przekonuje się do Ameryki i aż boję się pomyśleć, co będzie gdy za dwa miesiące będę musiał zacząć się pakować i wracać do Europy.

Organizacja programu przez JDJ pozostawia wiele do życzenia: ciągle wychodzą na wierzch jakieś niedoróbki, niedopatrzenia i braki organizacyjne. Jedyne co mogę zrobić, to uzbroić się w cierpliwość, ale jak wrócę JDJ nad KFC już nie będzie. Rodzice dzwonią do mnie prawie co drugi dzień, koleżanka powiedziała mi, że jak wrócę do Polski będę mi cały czas mówili, że mnie kochają i inne takie słodkości.
Mama jest dumna, że miała rację zmuszając mnie do gotowania rodzinnych obiadków, bo teraz dzięki niej mam lepszą pracę. Ma rację, ale nie mów jej tego.

Ostatnio wybrałem się z paczką do kina na Wild Wild West, chcemy wybrać się także na Uciekającą Pannę Młodą i Notting Hill i wszystkie możliwe nowości i premiery, żeby nie oglądać ich już w Polsce po roku 2000. Pozdrawiam cię bardzo ciepło i czekam z utęsknieniem na list od ciebie.

Pozdrowienia dla mamy i brata (czy student?)

Opublikowano podróże | Otagowano , | Dodaj komentarz

Odnaleziona epistolografia – 1

Droga koleżanko z piaskownicy!

Już na początku serdecznie cię ściskam i korzystając i z okazji gratuluję Michałowi zdania egzaminu na prawo jazdy!

Nie pisałem do Ciebie tak długo, bo po prostu nie było o czym, ale teraz…
Wyobraź sobie, że ten idiota z matematyki nie chce dać mi zaliczenia. Z ostatniego „koła” wywalił mnie parę innych osób za to, że nie mieliśmy uzbieranych przepisowych 13 punktów, by móc przystąpić do kolokwium zaliczeniowego. Zdołowało mnie to bardzo, ale teraz wiem, że nie jestem sam. Aż trudno uwierzyć, ale z 34 osób w naszej grupie tylko 7 (!!!) dostało zaliczenie… 27 osób spotka się z panem doktorem na poprawce 16 lutego. W ogóle facet rozwścieczył wszystkich podnosząc liczbę punktów potrzebną na zaliczenie z 23 do 25. Ja mam się czym martwić, bo ćwiczenia skończyłem z początkiem listopada, ale dziewczyny na dziennych boją się nie wiem czego. Brakuje im średnio 5-7 punktów, ale nadal mają ćwiczenia i jeszcze dwa „koła”, na których bez problemu zdobędą wymaganą liczbę punktów. Mariuszowi też się udało. Jego grupa podarowała facetowi wiskacza, (którego przyjął z niekłamaną wdzięcznością) a on w zamian dał im listę pytań, zadań na kolokwium zaliczeniowe. W ten cudowny sposób Mariusz ma na semestr 4.5 z matmy! Jemu naprawdę się szczęści i coś mi się widzi, że niedługo zostanie ze mną na wieczorowych.

Rodzice wcale mi nie pomagają – może nie krytykują mnie bezpośrednio – ale wiem, że są rozgoryczeni i rozczarowani moimi wynikami w nauce. Już nawet nie mam siły robić dobrej miny, gdy wszystko wokół się wali. Im więcej się staram, tym gorzej na tym wychodzę, a powinno być chyba odwrotnie? Grozi mi dezintegracja osobowości – ten termin poznałem przygotowując się do egzaminu z socjologii. No ale przestańmy się nad sobą użalać – poczekam co przyniesie przyszłość….

Na Sylwestra nigdzie nie byłem i miałem całkowicie gdzieś, co myśli o tym cała moja rodzinka.

Przeczytałem tę stronę dla siebie i doszedłem do wniosku, że chyba się nad sobą użalam?! Przepraszam, że w ogóle musiałaś to czytać.

Rubryka zasłyszane, podsłuchane czyli po prostu plotki i ploteczki:

Dzwoniłem do Gosi Rz. – wytrwale dzieli swój czas pomiędzy Polibudą a zajęciami przygotowującymi do egzaminów na Akademię Medyczną.
Ania F. ma strasznie dużo wolnego, lecz bardzo podoba jej się kierunek studiów jaki sobie wybrała.
Czy wiesz o tym, że Ola C. wróciła do Niemiec?! Zdecydowała się na wcześniejszy powrót, bo obcowanie z językiem na codzień (nie wiem jak to się pisze) to nie to samo, co przygotowywanie się do egzaminów na studia.
Ali nie widziałem od siedmiu miesięcy, lecz wszystkim rozgłasza, że idzie jej świetnie. Ile w tym prawdy wie tylko ona sama….
Ania S. przygotowuje się do matury. Wygląda kwitnąco, urządza swój nowy pokój na poddaszu i chyba jest zadowolona z życia.
Paweł B. – zaliczył wszystkie przedmioty w terminie zerowym, cóż więcej mówić, po prostu orzeł!
Ostatnio korzystałem z uczelnianej biblioteki i nie zgadniesz kogo spotkałem?! Filipa Z – chyba też studiuje na AE. Ubiera się tak jak się ubierał, ale jego widok wśród książek naprawdę mi zaimponował.

Kupiłem sobie kompakt Edyty Bartosiewicz „Dziecko” – bardzo podobają mi się te klimaty – przyjemnie się słucha.

Na angielskim w International House jest cudownie i naprawdę cieszę się, że tam uczęszczam. Mało się uczę, ale tylko tam spędzam miło czas. Dosłownie żyję od jednego angielskiego do drugiego. W najbliższy piątek organizujemy bal karnawałowy, taki prawdziwy z przebierankami i mam zamiar dobrze się bawić, odzyskać dawną formę i stan psychiczny….

Zagadka co to jest? poeta – blondynka – poeta

Odpowiedź: Kazimierz Przerwa – Tetmajer.

Słyszałaś to?

19-01-1999

Opublikowano podróże | Otagowano | 3 Komentarze