Siostrzenica M. ma w tym roku bierzmowanie. Z tej okazji wszyscy zostaliśmy zaproszeni do Lecce by wziąć udział w tej rodzinnej uroczystości. Kolejna okazja, żeby spotkać się z moją włoską rodziną. Poza tym to czerwiec, gwarancja pięknej pogody, dodatkowo bliskość morza i plaży, przepyszna kuchnia i urokliwe miejsca regionu – nic tylko się cieszyć i odliczać dni do wyjazdu.
Ten kto mnie bardzo dobrze zna albo uważnie czyta, wie że z rodziną M nie zawsze jest mi po drodze. To prości ludzie, typowi przedstawiciele południa Italii, posługujący się na codzień dialektem, gościnni, mili i na pozór kulturalni, bo potrafią być delikatnie mówiąc irytujący. Jeszcze nie wsiadłem do samolotu jak zdążyliśmy się ściąć o pieniądze i prezent dla B. Rodzice chcieli kasy w kopercie, za którą sami chcieli zrobić jej prezent bo B. zażyczyła sobie nowego iPhone’a. Wykalkulowali, że wychodzi po 150 eur od osoby! Mój M wyłożył pieniądze od razu, ja się wstrzymałem, bo uważam że dwa razy tyle to za dużo jak na prezent od nas. Jakoś nie potrafiłem też wyobrazić sobie swojej teściowej, która ma 650 eur renty i lekką ręką oddaje prawie 1/4 na prezent dla wnuczki. M. uznał że wydziwiam i żałuję dziecku. Akurat ostatnie co można o 15-letniej B powiedzieć, to że wygląda jak dziecko. Ma 1.75m wzrostu, waży ponad 85 kilo, ma wąsy, oraz owłosione ręce i nogi, dojrzewała góra do 5 roku życia, bo teraz tylko rośnie, dziewczęcej lekkości i subtelności trochę jej brakuje, na dodatek bije w szkole chłopaków a na śniadanie wcina talerz pasty. Chciałbym móc powiedzieć o niej piękna, mądra, wykształcona ale ile razy ją widzę zastanawiam się co stało się z tą małą, słodką i śliczną dziewczynką, którą braliśmy kiedyś na kolana. Kiedy krzyczy do mnie co jej przywiozłem za każdym razem walczę ze sobą, żeby nie powiedzieć, że karnet na siłownię i krem depilujący. No, ale ogólnie wyszło na to że dziecku żałuję, mam węża w kieszeni, chytry ze mnie polski wujek.
Obiad w restauracji w dniu bierzmowania okazało się, że też zarezerwowany nie jest, bo przecież mamy czas, wujek M przyleci to się tym zajmie, zorganizuje no i pewnie zapłaci, skoro od lat spłaca też ich inne długi.
Dziś zaprosili nas na kolację, o 22 w pizzerii gdzieś za miastem. Próbuję się wyluzować przed tym spotkaniem, nie podburzyć niepotrzebnie M., ale łatwo nie będzie. Oby starczyło mi cierpliwości…


































Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.