Ostatnie dni to nieustanne trzymanie mnie w niepewności. Myślałem, że będę musiał zostać tutaj dłużej, ale szmatogłowa nie potrafi się zdecydować i przeciąga decyzję.. A ja jasno określiłem się już w niedzielę – nikt nie będzie mi w ostatnim momencie mówił, że mam zostać, ja też muszę się zorganizować, mam swoje życie, swoje plany i nie mam najmniejszej ochoty dopasowywać się do humorów pańci, która sama nie wie, czego chce.
Najgorsze, że jej niezdecydowanie odbija się na mnie, bo to ja mam się naginać, słuchać komentarzy o „braku elastyczności”. Tyle że ja elastyczny już byłem – teraz pora pomyśleć o sobie.
W biurze dzieje się niewiele. Rosjanin trzyma mnie z daleka od wszystkiego, jakby wiedział, że i tak nie zagrzeję tu miejsca. Nie dzieli się informacjami i szczerze wcale mi to nie przeszkadza. Z innymi trzymam jeszcze jako taką sztamę, ale im bliżej powrotu, tym mniej interesuje mnie utrzymywanie relacji.
Moje wyglądają podobnie: hotel – biuro – hotel – basen – kolacja – spanie – śniadanie. Tyle. To moje ostatnie chwile tutaj.
A żeby nie było za spokojnie – przedwczoraj w Doha odbył się arabsko-islamski szczyt kryzysowy w reakcji na izraelski atak na Hamas. Pół miasta było sparaliżowane, korki gigantyczne, wracałem godzinę z biura, a na taksówkę czekałem dodatkowe pół.
Doświadczenie egzotyczne, ale zamiast poczucia, że jestem w centrum ważnych wydarzeń, miałem tylko ochotę teleportować się na weekend do Polanicy.


Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.