Wczesnym rankiem w drugi dzień świąt wyjechaliśmy do Berlina. Zawsze chciałem polecieć Qatarem, ale nigdy jakoś się nie składało, tym razem zamiast wracać do Szwajcarii albo lecieć przez Hongkong łatwiej było dojechać do Berlina. Nie znoszę lotniska Tegel, odkąd termin otwarcia Brandenburgi przełożono na bliżej nieokreśloną datę w przyszłości i zamknięto Tempelhof, lotnisko szybko osiągnęło swa przepustowość i teraz przypomina jeden wielki skondensowany bałagan.
W samolocie do Dohy, siedziałem sam, mało spałem, drapało mnie w gardle i czułem się jakby rozbierało mnie jakieś choróbsko. Nowe lotnisko Hamad robi wrażenie pod względem architektonicznym i wprowadzonych nowoczesnych rozwiązań. Gdybym nigdy wcześniej nie był w Katarze, żałowałbym że nie mogłem tutaj wysiąść i zwiedzić stolicy księstwa. Po tym jak spędziliśmy tutaj urodziny M. wiem że prócz zakupów nie miałbym tu zbyt wiele do robienia. O 1.25 wyleciałem z Dohy do Manili, przebrałem się tylko w pidżamkę, umyłem zęby, wziąłem coś na sen, wymieniłem kilka kurtuazyjnych zdań z jakimś Saudyjczykiem i zasnąłem jak dziecko.

Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.