Katarem do Manili

Wczesnym rankiem w drugi dzień świąt wyjechaliśmy do Berlina. Zawsze chciałem polecieć Qatarem, ale nigdy jakoś się nie składało, tym razem zamiast wracać do Szwajcarii albo lecieć przez Hongkong łatwiej było dojechać do Berlina. Nie znoszę lotniska Tegel, odkąd termin otwarcia Brandenburgi przełożono na bliżej nieokreśloną datę w przyszłości i zamknięto Tempelhof, lotnisko szybko osiągnęło swa przepustowość i teraz przypomina jeden wielki skondensowany bałagan.

W samolocie do Dohy, siedziałem sam, mało spałem, drapało mnie w gardle i czułem się jakby rozbierało mnie jakieś choróbsko. Nowe lotnisko Hamad robi wrażenie pod względem architektonicznym i wprowadzonych nowoczesnych rozwiązań. Gdybym nigdy wcześniej nie był w Katarze, żałowałbym że nie mogłem tutaj wysiąść i zwiedzić stolicy księstwa. Po tym jak spędziliśmy tutaj urodziny M. wiem że prócz zakupów nie miałbym tu zbyt wiele do robienia. O 1.25 wyleciałem z Dohy do Manili, przebrałem się tylko w pidżamkę, umyłem zęby, wziąłem coś na sen, wymieniłem kilka kurtuazyjnych zdań z jakimś Saudyjczykiem i zasnąłem jak dziecko.

Opublikowano podróże | Otagowano , , , | Dodaj komentarz

Magia świąt

Nie da się ukryć, że nie przepadam za okresem świąt. Niby cieszę się z czasu spędzonego z rodzina, z drugiej strony okres ten bardzo mnie meczy. Te ciągłe wizyty i rewizyty, kopy żarcia nie do przejedzenia, bezmyślne oglądanie telewizji, ciągłe przesiadywanie w domu, pozamykane sklepy, kina, bary i restauracje – mam ochotę palnąć sobie wtedy w łeb. 4 dni wolnego, podczas których człowiek w ogóle nie wypoczywa. Co roku obiecuję sobie, że byłoby lepiej spędzić ten czas gdzieś w ciepłych krajach z dala od marazmu obżarstwa, mrozów i zimowej aury.

1 komentarz

Świąteczna kolacja

Na 20. wyciągnąłem M. na kolacje do Vincents.

Pod tym względem kulinarnym dogadujemy się ze sobą bez słów. Amore podobnie jak ja, wyda każde pieniądze na dobre jedzenie, a im bardziej wytworne i wyjątkowe miejsce tym lepiej dla niego. Dzięki niemu zaliczyłem kilka wyjątkowych kolacji w różnych częściach świata zaliczając kulinarny sufit i gdyby policzyć wszystko to, co zjedliśmy uzbierałoby się na porządnej klasy nowe auto.

Restauracja znajdowała się na tej samej ulicy, co nasz hotel, dlatego postanowiliśmy dotrzeć tam pieszo. Wieczór był przyjemny, nie padało, więc akurat taki spacer był dobry na zaostrzenie apetytu. Wnętrze restauracji przypominało Garego Danko, nim dostaliśmy nasz stolik usiedliśmy na moment w barze na lampkę prosecco. Wśród gości nie brakowało nowobogackich przaśnych Rosjan w towarzystwie pięknych i wytwornych pań, ale głównie dominowali Angole i Niemcy. Na ścianach dostrzegliśmy zdjęcia z Kwaśniewskim, Cameronem, Królową Elżbietą, którzy przed nami odwiedzili to miejsce. M. był przeszczęśliwy tak bardzo mu się tutaj podobało. Na przystawki wzięliśmy homara w awokado, szynkę parmeńską i ostrygi, a potem kaczkę, której przygotowywanie było prawdziwym kulinarnym show odbywającym się wprost przy naszym stoliku. M. cieszył się jak dziecko a pozostali goście z zazdrości łypali oczami w naszą stronę. Pękła butelka chardonnay, na koniec dostaliśmy deskę serów i grappę. Trzymając się za brzuchy wróciliśmy późno w nocy do hotelu.

Opublikowano podróże | Otagowano , , | Dodaj komentarz

Zabobony w drodze do Rygi

Kilka miesięcy temu wygrałem weekendowy pobyt w Radissonie w Rydze. Ustaliliśmy z M., że polecimy tam razem w grudniu zobaczyć świąteczne jarmarki. Kupiłem bilety a potem zostało nam tylko odliczanie dni do wyjazdu.

Przedwczoraj przyśniło mi się, że byliśmy gdzieś na wyjeździe, chyba w Japonii i przygotowywaliśmy się do wyjazdu na wycieczkę, kiedy nagle zaczął pobolewać mnie ząb, najpierw jeden potem drugi, nagle jeden zupełnie mi wypadł a po nim cała reszta. Opowiedziałem o nim rano M. Kiedyś słyszałem, że wypadające zęby oznaczają przypływ pieniędzy, ale wg M. to oznaka śmierci kogoś w rodzinie. M. okazał się wróżbitą z dupy, z reszta nie tylko on. Lucia wyznała, że przyśniłem jej się tej samej nocy, masturbując się na korytarzu. Według niej, (a pochodzi z Wenezueli) także powonieniem spodziewać się śmierci wśród najbliższych.

Zabobony się wszystkich trzymają, podczas gdy ja tego wieczoru wygrałem w Lotto!

Opublikowano podróże | Otagowano , | Dodaj komentarz

Świąteczny lunch w Mayfair

Do Londynu leciałem Brytyjczykiem przedostatnim lotem na Heathrow. Za czasów panowania dawnej szefowej mógłbym pozwolić sobie nie pójść do biura, polecieć o dowolnej porze i zrobić sobie fajrant, ale odkąd nastała era L. skończyło się moje El Dorado a o zdalnej pracy słyszę jedynie od innych kolegów.

W samolocie dostałem miejsce obok jednego wymuskanego podmiotu, który nieśmiale uskuteczniał próby nawiązania kontaktu wzrokowego. Dopiero gdy podano kolację i oboje otworzyliśmy po małej buteleczce białego wina sam zagaiłem rozmowę proponując wznieść niewinny toast. Od słowa do słowa pan okazał się Finem, mieszkającym do niedawna w Australii a obecnie pracującym w Dubaju, jechał w odwiedziny do swojej przyjaciółki. Pogadaliśmy sobie o głupotach, wymieniliśmy parę komplementów a potem było jak zwykle…

Nazajutrz spotkaliśmy się z K na stacji Bond Street. Dzień był zimny, ale słoneczny a na ulicach dzikie tłumy, skomentowałem nawet, że gdyby wybuchła tutaj bomba to rozmiar tragedii byłby olbrzymi. Chyba to wykrakałem, bo kilka godzin później jakiś mężczyzna zaatakował maczetą podróżnych w londyńskim metrze. Byliśmy jednak znieczuleni winem po lunchu w Maze.

Opublikowano podróże | Otagowano , | Dodaj komentarz

W drodze do Londynu

Kiedy jeszcze K. pracowała w Warszawie widywaliśmy się stosunkowo często. Odkąd Accenture wysłało ja do Bristolu ponad pól roku temu widzieliśmy się raptem dwa razy: w Warszawie i Reykjaviku. Umówiliśmy się, że spotkamy się jeszcze przed świętami stąd mój wyjazd dziś do Londynu.

Mój szef ostatnio jakby złagodniał, stał się bardziej ludzki, do tego stopnia, że ostatnio miałem ochotę powiedzieć mu, że w lutym składam wypowiedzenie i lecę do Nowej Zelandii. Wszystko to dzieje się na fali aktualnych wydarzeń w naszym biurze, odeszło już kilka osób, kilka dni temu wypowiedzenie złożyło kolejne 2 osoby, wszyscy prócz mnie i Angeli wyrazili chęć zmiany działu i poprosili o zgodę na udział w wewnętrznych rekrutacjach. L. podczas oceny rocznej głośno wyraził swoje zadowolenie, że przy nim zostaję. Zapytał tylko, czy i ja planuję prosić go o zgodę na aplikowanie wewnątrz firmy , na co z godnie z prawdą odpowiedziałem, że nie. Zapomniał zapytać mnie czy planuję zostać….

Moje plany edukacyjno-podróżnicze nabrały konkretnych kształtów. Mam już opłacone dwa kursy językowe, wynajęte mieszkanie w Niemczech, opłacone przeloty i hotele. W szczegóły swojego planu wprowadziłem M., który przyjął go całkiem entuzjastycznie zwłaszcza, gdy zaproponowałem mu odwiedzenie mnie w Mannheim i w Wiedniu a potem wspólnych wakacji w San Francisco i na Maui, wiec, co się miał nie zgodzić?

Opublikowano podróże, praca | Otagowano , , | Dodaj komentarz

Takie tam

W Manili upały, choć to listopad i pora tajfunów jest wyjątkowo ciepło, bezdeszczowo i bezchmurnie, podobno to zasługa El Nino.

Zatrzymałem się w hotelu Manila obok parku Rizal i Intramuros. Hotel jest trochę stary i mieszkają w nim głównie Filipińczycy, ale cenowo jest znośnie i dostałem pięknie duży pokój z osobną sypialnią, darmowym śniadaniem i internetem.

Lokalny koloryt nie zawiódł. Pójdę do piekła.

Opublikowano podróże | Otagowano , | Dodaj komentarz

Co kryje męska teczka

Z natury jestem uporządkowany, nawet jeśli mam bałagan to taki kontrolowany i wiem gdzie co trzymam. Na lotnisku w Zurychu zatrzymano mnie na bramce bezpieczeństwa, tzn. moją torbę. Na pamięć wiem, co wolno a czego nie wolno przewozić w bagażu podręcznym, dlatego trochę zaniepokoiło mnie, co mogło mi dzwonić. Pani otworzyła przy mnie moją torbę i wyjęła: 2 buteleczki płynu dezynfekującego do rąk, krem do rak, krople do oczu, 2 buteleczki kropli do nosa, spray na bol gardła, 6 saszetek colderxu, 4 gripexu, strepsils, batonik, 6 pen drive’ów, korkociąg, 2 pudełka zapałek i 9 zapalniczek! 

Opublikowano podróże | Otagowano , | Dodaj komentarz

Plany plany i po planach

Od kilkunastu tygodni przygotowywałem się do tego wyjazdu. W najdrobniejszych szczegółach zaplanowałem oba weekendy i swój wolny czas, które chciałem poświecić na zwiedzanie Sao Paulo, Panamy i Bogoty. Przymykałem nawet oko na chore godziny pracy, telekonferencje po 20, humory szefa i fatalną atmosferę w firmie, bo za nie długo miałem sobie to wszystko odbić. W czwartek późnym wieczorem zacząłem pakowanie walizki. Mam wprawę i wykonywanie tej czynności idzie mi bardzo sprawnie, w zależności od długości wyjazdu mam nawet gotowe zestawy wyjazdowe: XS na max 1-2 dni, M na 3-5 i L na ponad tydzień. Bezmyślnie wrzucam rzeczy do walizki, torbę z kosmetykami, worki z butami, pary koszul, bieliznę nie martwiąc się czy czegoś nie zapomnę, bo nauczyłem się kupować rzeczy razy trzy.

W zeszłym tygodniu Lufthansa zapowiedziała strajk a wczoraj rano zaczęto anulować pierwsze loty. Planowałem wyrwać się ok 15 z biura, przebrać się w domu i jechać na lotnisko. Przed 9. odwołano już wszystkie wieczorne loty do Azji i obu Ameryk prócz jednego, mojego do Sao Paulo. Linia była na okrągło zajęta, dopiero a którymś tam razem udało mi się wreszcie do nich dodzwonić, ale póki oficjalnie nie odwołano mi lotu Lufthansa nie chciała zmienić mi rezerwacji. Ledwo się rozłączyłem dostałem sms, że samolot jest odwołany i wtedy znowu próbowałem się do nich dodzwonić, ale tym razem trwało to znacznie dłużej. Kiedy wreszcie to mi się udało okazało się, że nie ma miejsc w samolocie ani na dziś, ani na sobotę ani niedziele czy poniedziałek, najwcześniej mogłem polecieć we wtorek… – porażka. Z bólem serca odwołałem wyjazd, ale musiałem jeszcze postarać się odzyskać pieniądze za wszystkie prywatne rezerwacje. Jestem w plecy 1000 franków, tyle tylko że hotel w Bogocie zgodził się przenieść mi rezerwację na marzec.

Nie było mi dane polecieć do Brazylii w tym roku. Szkoda. Zamieniłem ten wyjazd na Filipiny. Ojciec nie krył zdziwienia, kiedy zadzwoniłem do niego z lotniska w Hongkongu: – ty to masz dziecko rozrzut…

Opublikowano podróże, praca | Otagowano , , | Dodaj komentarz

Łatwo powiedzieć

Łatwo powiedzieć, łatwo napisać, coś się kończy i cos się zaczyna. Oboje liczymy, że nic się nie zmieni a może zmienić się wszystko. Fajnie jest wspominać wszystkie wspólne przygody i miejsca, które odwiedziliśmy razem. Gdyby ktoś zapytał mnie teraz czy pisałbym się na to samo wiedząc jak to się skończy odpowiedziałbym bez wahania, że tak. Wspomnień nikt mi nie odbierze.

Dobrze, że nie było to interview bo chyba bym się popłakał.

Widać innego końca nie będzie.

Opublikowano praca | Otagowano | Dodaj komentarz