Kariera kołem się toczy

Za tydzień na zaproszenie Lufthansy lecę na konferencję do Pragi. W Air+ lubię chyba wszystkich, dlatego zawsze z przyjemnością przyjmuje zaproszenie, chętnie się z nimi spotykam, przy okazji nawiązuje nowe znajomości i tak to się wszystko kręci.
Czasami myślę sobie, że gdybym odszedł z EB to najchętniej pracowałbym właśnie u nich, tak dobrze znam firmę, jej kulturę i ludzi, od zarządu po pracowników obsługi klienta. Kilka miesięcy temu zrobiłem nawet w tym kierunku pierwsze nieśmiałe kroki, ale nic z tego nie wyszło.
Nie idealizuje ich, bo wiem jak potraktowali mojego kolegę, cierpliwie i wytrwale wspinał się po drabinie kariery, został mianowany dyrektorem a potem VP, przeniósł się nawet na kilka lat do Waszyngtonu, gdy potem nagle został zrestrukturyzowany, przeszedł do zarządu HRS gdzie wytrzymał tylko 5 miesięcy, by wreszcie otworzyć własny biznes kawowy Keffeesack.
Kto powiedział, że realizować można się tylko w korporacji?

Opublikowano praca | Otagowano | Dodaj komentarz

Jestem stuknięty

Niepogodzony, rozbity i markotny jakiś chodzę. Zwariowałem.
Kupiłem dziś bilet do Nowej Zelandii. Lecę w kwietniu, za 338 dni.

Opublikowano podróże | Otagowano , | 3 Komentarze

Ostatnie 30 godzin

Samolot miękko wylądował na lotnisku w Auckland. Dobrze znaną mi już trasą przeszedłem przez długie korytarze lotniska, bramę witającą gości odwiedzających Nową Zelandie, sklep wolnocłowy, dotarłem do stanowiska kontroli imigracyjnej a potem sali odbioru bagażu. Po raz ostatni w tym roku lądowałem na tym lotnisku.

Moja podróż dookoła świata dobiega końca. Wiem, że gdzieś tam daleko czeka M, mam dziwne uczucie, że moje życie mogłoby wyglądać inaczej gdybym zdecydował się tutaj przeprowadzić. W ogóle to bardzo często mam poczucie, że moje życie toczy się w zupełnie innym miejscu, pod inną szerokością geograficzną. Tyle różnych doznań towarzyszyło mi na Tahiti, w Auckland i na Fiji, tyle wspomnień, patetycznie to zabrzmi, ale wydaje mi się że w ogóle na to nie zasłużyłem – wrażeniami i doznaniami mógłbym obdarować kilka osób a wszystko przypadło tylko mnie.

Opublikowano podróże | Otagowano , , | Dodaj komentarz

Moce Fiji

Miałem jeszcze w planach spędzić na basenie ostatnie godzin przed odlotem, ale zwyciężyło poczucie obowiązku wobec pakowania.
Lounge na lotnisku Nadi był taki sam jak cały hotel: pełen rozwydrzonych i hałasujących bachorów, którym życzyłem, by się wyrżnęli boleśnie twarzą na śliskiej posadzce oraz ich rodziców z przyklejonym plastrem tłuszczu wylewającym się im zza przykrótkich szortów i spojrzeniem niezdradzającym śladu inteligencji.
Najdłuższe 120 minut czekanie gdzie walczyłem ze sobą by komuś nie jebnąć.

Opublikowano podróże | Otagowano , , , | Dodaj komentarz

Dzień za dniem

Na Fidżi czas płynie inaczej – przebywając tam człowiek czuje, że żyje pełną piersią.

Pierwsze skojarzenia, jakie przychodzą mi do głowy po wizycie na tej wyspie to ludzie, którzy są tam niesamowicie uśmiechnięci. Byłem w wielu miejscach, ale to właśnie Fidżi kojarzy mi się cały czas z pozytywnymi, przyjaźnie nastawionymi ludźmi. Druga kwestia to tamtejsze poczucie czasu. Teoretycznie ich zegarki chodzą jak nasze, ale jak oni wszystko rozwlekają to może być szokujące, bo tam nikomu się nigdzie nie spieszy.

Odwiedzenie Fidżi to gwarancja niesamowitych doznań estetycznych, przyrodniczych. Warto też tam pojechać, żeby zobaczyć, że istnieje jeszcze świat, który nie jest pochłonięty tym wszechobecnym biegiem i pędem za tym, że wszystko musi być na już, na teraz. Każdy znajdzie tam coś dla siebie: szafirowe plaże, wspaniały mikroklimat, wioski ludożerców albo wypasione hotele znanych sieci międzynarodowych. Przypominam sobie film prawie tak stary jak ja – Błękitna Laguna z Brooke Shields o dwójce rozbitków na bezludnej wyspie. Podobno od tego filmu rozpoczęła się moda na Fidżi. Po nim zaczęły powstawać pierwsze hotele. Świat zobaczył, ze Fidżi to nie tylko trzcina cukrowa i ludożercy.

Niektórzy brzydzą się takimi turystycznymi mekkami. Nie znoszą hoteli, resortów, SPA, wszystkich tych drinków z palemką, przemysłu turystycznego, pliku voucherów – na napoje, lunch oraz odznaki prawdziwego turysty – czyli kolorowej opaski na rękę. Czują się zhańbieni i upokorzeni, bo opaska utożsamia wszystko, czego nie znoszą. Kojarzy mi się z Egiptem, all-inclusive, kolejkami do jedzenia, owocami i kanapkami wynoszonymi w serwetkach do pokojów, szwedzkim stół czyszczonym z siłą tornado. Pech chciał, że na Fidżi są one w tak przepięknych miejscach. Tragizm tego miejsca polega na tym, że aby nacieszyć się miejscem, trzeba to zrobić w jednym z luksusowych hoteli.

Opublikowano podróże | Otagowano , , , | Dodaj komentarz

Suva

To nie tak, że tylko zakrapiane imprezy i bezwstydne zabawy były mi w głowie przez okres pobytu na wyspie. Wykupiłem sobie np. całodniową wycieczkę do Suvy – stolicy Fiji.
Podróż nie napawała zbyt optymistycznie (4,5 godziny autobusem) z drugiej strony miałem czas żeby się zrelaksować i wreszcie spokojnie się wyspać.

Denarau wygląda jak z pocztówki, równo przystrzyżone trawniki, zielone palmy, pola golfowe, nowoczesna architektura wkomponowująca się w krajobraz wyspy, wszędzie piękne hotele, sklepy, restauracje, prywatne rezydencje, przystanie i jachty. Wyjeżdżając z tej oazy dobrobytu trafia się do biednego świata przeciętnych Fidżyjczyków.
W dawnych czasach była to wyspa znana z kanibalizmu a statki europejskich żeglarzy omijały ja szerokim lukiem. Podobno gotowane ludzkie mięso smakuje jak kurczak i doskonale nadaje się do przechowywania w dłuższym okresie czasu. Na wyspie, na której brakowało zwierząt (i mięsa) nie mieli wyboru jak tylko wcinać umarlaków i przybyszów zza Zachodu.
Z pogodą trafiłem idealnie, codziennie temperatura nie schodziła poniżej 30 kresek i w ogóle nie padało.

Opublikowano podróże | Otagowano , , , | Dodaj komentarz

Bula Fiji!

Fiji jest po prostu ekstra! Dotarło to do mnie jak tylko wyszedłem z samolotu w Nadi. Nie wiem czy słońce to sprawiło, czy muzyka lokalnych grajków witających turystów na lotnisku, czy może naszyjnik z muszli, którym zostałem obdarowany po wyjściu z hali przylotów. Za to, gdy dotarłem na wyspę Denerau i zobaczyłem hotel i swój pokój wiedziałem, że to będzie niezapomniany pobyt.
Nie zdążyłem odebrać jeszcze kluczy, gdy zaproponowano mi kolorowy koktajl w hotelowym barze. Popijając go słuchałem muzyki na żywo w wykonaniu chłopaka o rewelacyjnym głosie, którego w dwa wieczory później miałem okazje poznać osobiście i pogratulować talentu.

 

Radisson resort może i jest komercyjny, nadto tłoczny i zbyt monumentalny, ale i tak bardzo przypadł mi do gustu. Wszystkie pawilony ukryte wśród pięknych ogrodów i bujnej zielonej soczystej roślinności oraz tu i ówdzie wyrastających palm. Dużo za dużo tylko dzieciarni (za to z fajnymi tatusiami), ale na szczęście dostałem olbrzymiego suita z wyjściem do ogrodu w spokojniejszej części całego obiektu.
Pokój 150 przez następne kilka dni był świadkiem wielu niepokojących wydarzeń, hałasów, krzyków, dźwięków, rozmów i dziwnych sytuacji, niektóre zostały nawet zarejestrowane na nośnikach cyfrowych w postaci filmów i fotografii, ale później skasowane w obawie, że mogłyby dostać się w niepowołane ręce. Sąsiedzi pewnie byli zgorszeni paroma ekscesami zwłaszcza, jednego wieczoru, kiedy parokrotnie odwiedzała mnie ochrona.
Człowiek na starość głupieje albo, jak kto woli – przeżywa drugą młodość…

Opublikowano podróże | Otagowano , , , | Dodaj komentarz

A w Papeete pada deszcz

Pobudka o 4.30 rano by spakować bagaż, ogarnąć się i zdążyć dojechać na lotnisko Faa’a. Wczoraj wieczorem zaczęło intensywnie padać akurat, gdy wracałem z wycieczki objazdowej po wyspie. Wszystko wkoło było mokre, lało się z dachu, stropów, palm, musiałem ostrożnie brodzić między plamami kałuż, żeby się czasem gdzieś nie wyrżnąć, bo wszystkie posadzki były bardzo śliskie.

Niebiesko-biało-czerwony samolot Air Tahiti Nui punktualnie przyjął pasażerów na pokład i nawet zaczęliśmy kołować, gdy nagle stanął na pasie i wyłączono silniki. Usterka techniczna samolotu uziemiła nas na następne 3 godziny. Chcąc nie chcąc muszę jeszcze trochę zostać w tym raju…

Jesień na północnej wyspie Nowej Zelandii, choć ciepła nie należy do najprzyjemniejszych pór roku. Przeszywająca wilgoć w połączeniu ze słonym oceanicznym wiatrem, przenoszącym tony chmur, błyskawicznie przemieniających się w ciężki deszcz zachęca raczej do zaszycia się w przytulnych czterech ścianach, niż do czegokolwiek innego.

Opublikowano podróże | Otagowano , , , , | 1 komentarz

Pożegnanie z Tahiti

To już jest chyba koniec, bo dalej nie ma już nic, tylko lazur morza i błękit nieba zlewające się w całość gdzieś daleko na linii horyzontu.
Dotarłem na koniec świata i mogę wracać…

Opublikowano podróże | Otagowano , , , | Dodaj komentarz

Tahiti dzień po dniu

Kolejne 4 tys. km i kolejnych 5 godzin przesiedzianych w samolocie, ale jestem! Jestem tak daleko, że chyba już nigdy dalej nie będę, od pracy dzieli mnie 12 godzin różnicy czasu i nawet nie muszę odbierać telefonów, bo zwykle dzwonią, gdy śpię.

Rano budzi mnie tutaj szum morza, który towarzyszy mi, gdy sączę kolorowe drinki leżąc przy basenie a wieczorem pomaga zasnąć kołysząc do snu jak małego dziecko.

Ładnie tu jest, bardzo, ale z drugiej strony przeraźliwie nudno. Mieszkać tutaj byłoby jak za karę, zamkniętym w złotej klatce, z daleka od rzeczywistości.

Poznałem bliżej lokalny koloryt, który okazał się gorący jak czekolada i bardzo namiętny, żeby nie nazwać rozczochrany.

Podobnie do Maorysów rdzennych mieszkańców Nowej Zelandii i tutaj tatuaż zawsze jest formą sztuki, uznawaną wręcz za świętość i jest wysoce ceniony aż po dziś dzień. Potomkowie Polinezyjczyków uważają głowę za najświętszą z części ciała, nie dziwi zatem, że najpopularniejszą formą tatuażu maoryskiego są dzieła, wykonywane na twarzy. Zazwyczaj składające się one z zakrzywionych kształtów i spiralnych motywów. Tatuaże maoryskie często pokrywają całą twarz, symbolizując tym samym wysoki status społeczny, władzę i prestiż. Dla Maorysów, wykonanie tatuażu jest rytuałem przejścia i w związku z tym ma formę obrządku. Wykonanie tatuażu zazwyczaj rozpoczyna się wraz z wkroczeniem w dorosłość. Następnie jest on stale wzbogacany w celu uświetnienia ważnych, życiowych wydarzeń. Do tej pory nie podobały mi się wytatuowane męskie ciała, ale tutaj po prostu pasowały do ludzi i miejsca, duże, bardzo oryginalne, prawdziwe dzieła sztuki a na atletycznych ciałach wyglądały bardzo mniam pychota zwłaszcza jak się taki osobnik prężył, zginał i wypinał..

Jedyny mankament życia na wyspie to, że wszyscy się tutaj znają, wszyscy o wszystkich wszystko wiedzą, ludzie plotkują, nic nie da się przed nikim ukryć, prywatność, jeśli istnieje to tylko za wysokim murem stworzonym za grube pieniądze albo na własnej, prywatnej wyspie. Spotkanie z turystą, zwłaszcza białym jest pewnego rodzaju atrakcją, trofeum, oderwaniem się od wyspiarskiej może i egzotycznej, ale przeraźliwie nudnej codzienności. Kto by się jednak czymś takim przejmował?

Opublikowano podróże | Otagowano , , , | Dodaj komentarz