powrót do rzeczywistości

W biurze od razu zrobiło mi się przyjemnie, kiedy zobaczyłem parę uśmiechniętych na mój widok twarzy.
Radość jednak szybko ustąpiła, kiedy okazało się, że nic w moim pokoju nie działa, pozmieniano mi nawet numery telefonów, zablokowano wejście do jakiegokolwiek systemu, czy aplikacji. Mogłem tylko usiąść, przez cały poranek pić kawę i cierpliwie czekać aż niefrasobliwy „Wągier” łaskawie zainstaluje mi coś, co pozwoli mi wejść do skrzynki mailowej i na strony intranetowe.

Przez cały tydzień głównie wyprowadzałem swoje sprawy „na prostą” – płaciłem rachunki, rozliczałem delegację, szkoliłem ludzi, brałem udział w szkoleniach i niekończących się prezentacjach, dopinałem terminy niedokończonych tematów i spraw, zdążyłem też oprawić swoje nowe obrazy, które kupiłem w galerii w Anglii, kupić wieże stereo i zacząć rozglądać się za rowerem. Tylko weekend majowy mnie rozczarował, było tak potwornie brzydko morko, zimno i ponoru, że najodpowiedniejszym pomysłem wydało mi się nie wychodzenie z łóżka.
I tak zrobiłem – naturalnie nie sam…

Opublikowano Brak kategorii | Dodaj komentarz

weekendowe lenistwo

Przez cały weekend totalna laba. Jeśli już decydowałem się coś robić to było to przyjemne, wykonywane bez pośpiechu i niekoniecznie z pożytkiem dla mnie czy kogokolwiek.
Po południu wpadła do mnie K. – z pizza, ciastem i butelką campari.
Na drugi dzień sama wylatywała do Niemiec i wpadła, żeby przed wyjazdem szybko posłuchać dobrych rad, doświadczeń oraz naturalnie sprzedać mi kilka biurowych njusów.
Niekoniecznie było mi na rękę, że muszę tam wracać, ale z drugiej strony cieszyłem się, że znów spotkam tam moich znajomych.

Opublikowano Brak kategorii | Dodaj komentarz

Powrót do domu

Powrót do domu strasznie mi się dłużył. Najpierw na dworzec, potem pociągiem do Londynu. Przez cały czas chciałem tylko jednego – w końcu dotrzeć na lotnisko. Na Kings Cross tłumy, kolejka do taksówek wydawała się nie mieć końca, co wystawiło moją cierpliwość na próbę.

Lubię duże lotniska, tamtejsze życie, lubię obserwować ludzi przybywających z różnych stron świata, patrzeć na zmieniające się na liście odlotów numery i kierunki lotów – wszystkie miejsca, nawet te najbardziej egzotyczne wydają się być wtedy na wyciągnięcie ręki.
Znów miałem „nadwagę” i to ponad 10kg, ale linie lotnicze przymknęły na to oko.

Potem jeszcze tylko taksówka i kilka minut po północy byłem już w domu.
Nie mogłem przestać napatrzeć się na swoje ściany i wszystkie cztery kąty, pomimo że był środek nocy zacząłem wyciągać i układać wszystkie rzeczy, które kupiłem sobie do domu, nawet zdążyłem zrobić pranie i przetrzeć lustra w szafie w przedpokoju…
Położyłem się spać grubo po 2 a rano już, po 7 byłem u rodziców na śniadaniu – takim normalnym.

Opublikowano podróże, praca | Otagowano , | Dodaj komentarz

York – dzień 26

Wczoraj skończyłem dokumentację, rzutem na taśmę Derek podrzucił mi parę ważnych danych i mogłem oficjalnie zamknąć wszystkie tematy. Na telekonferencji Guha mnie chwalił i wyliczał mi moje osiągnięcia – chyba obrosnę w piórka.

Dziś jest mój ostatni dzień i dostałem lenia, jeśli chodzi o robienie czegokolwiek pożytecznego. W biurze ze wszystkimi się żegnałem, a jeszcze 3 tygodnie temu nie myślałem, że mógłbym tu w ogóle nawiązać z kimś dobre stosunki…

Moja misja w Yorku dobiegła końca. Jutro byle tylko dostać się na Heathrow i wracam do domu – nareszcie!!!

Opublikowano podróże, praca | Otagowano , | Dodaj komentarz

York – dzień 23

Żebym na święta nie musiał siedzieć samotnie w hotelu, Ryan zaprosił mnie na niedzielny obiad do hotelu, w którym pracuje. Do York przyleciała akurat jego narzeczona (wypisz wymaluj księżniczka Fiona ukochana Shreka) i jego rodzice. W niedzielę po południu całą gromadką zasiedliśmy przy uroczyście nakrytym stole z widokiem na ogród, pergolę i rzekę.

Rano na śniadaniu w hotelu dostawałem dola: święta poza domem, w sterylnie czystej jadalni, na śniadanie wielkanocne te same od tygodni płatki i jogurt, dookoła sami Angole cierpiący na ABS, w dresach, bądź podartych jeansach, wytatuowani i zakolczykowani, siedzący ze swoimi tłustymi flamami i pochłaniający niezmierzone ilości fasolki pierdziolki, jajek na bekonie i parówek.

Święta poza domem to przereklamowana sprawa, w ogóle nie czuć atmosfery. W Lany Poniedziałek biegałem po wyprzedażach jak nigdy przedtem i trwoniłem kasę na pierdoły… Za to tamten obiad był całkiem przyjemny (Marriott zobowiązuje), a rodzice Ryana okazali się wyjątkowo sympatyczni i bardzo swojscy. Wracając do centrum zatrzymaliśmy się na pokazach Monster Truck’ow gdzie wśród tłumu rozmawiających między sobą Angoli usłyszałem swojskie “kurwa, zapierdalaj tam…” z ust obsługujących tą imprezę ochroniarzy. Potem był długi spacer nad rzeką a późnym popołudniem zastrzyk niezłej papki dla mózgu czyli Epoka Lodowcowa 2. Wieczorem dodatkowo zaserwowałem sobie piwo przed telewizorem i Heartbrakers do poduszki.

Opublikowano podróże, praca | Otagowano , | Dodaj komentarz

.

zmarł mój dziadek.

Opublikowano Brak kategorii | Dodaj komentarz

York – dzień 20

Chłopaki z biura się wyrabiają, coraz bardziej czuję się jak członek ich teamu.

Wczoraj zapytali mnie czy z okazji Easter mam już wybrany jakiś kostium, w którym pojawię się w czwartek w pracy (wszyscy mieli pojawić się przebrani za wybraną przez siebie postać z kreskówek Disneya).
Zrobiłem zdziwiona minę, bo nigdy nie słyszałem o takiej tradycji, ale po chwili zorientowałem się, że to jakiś kawał, bo nawet sztywny Matt, który zwykle ma gębę naciągniętą jakby przeszedł kilka operacji plastycznych, wykrzywił twarz w grymasie śmiechu.

Rano w biurze wszyscy pytali się gdzie jest mój kostium. Po kolejnym pytaniu powiedziałem, że mam na sobie majki z Bambi.

Kilka kobiet upiekło ciasta i przyniosły je ze sobą do biura. W południe zrobiliśmy sobie mały break na kawę i ciacho, podczas którego nawet głowni bossowie Vicky i Howard niby przypadkiem pytali się mnie czy to prawda z tą Bambi…

Opublikowano podróże, praca | Otagowano , | Dodaj komentarz

Customer's service

Zaspokoiłem dziś – i to zupełnie samodzielnie – swojego pierwszego klienta. Na imię miał Malcom, Malcolm Parker…

Opublikowano podróże, praca | Otagowano , | 2 Komentarze

York – dzień 18

Mam dość angielskiego żarcia. Po ponad 2 tygodniach przejadły mi się hotelowe monotonne śniadania, w kółku tylko płatki, jogurt, jajka, bekon, płatki, jogurt, jajka, bekon, dżem…
W porze lunchu schodzę do kantyny, ale i tam serwują codziennie te same podeszwy z ogromną ilością frytek.
Za każdym razem, gdy nieśmiało pytam: “Any salads on a side?”
Na moim talerzu ląduje przeogromna łycha zielonego groszku…

Opublikowano podróże, praca | Otagowano , | Dodaj komentarz

York – dzień 13

Wymknąłem się wczoraj wcześniej z biura podrzemać trochę w lóżko, ale poczucie odpowiedzialności i tak kazało mi być obecnym na callu o 17.30.

Wieczorem poszliśmy z Ryanem na otwarcie J Baker Bistro Moderne, miejsce okazało się całkiem odjazdowe. Wino i mocne alkohole były do oporu, podawano całkiem dobre i różnorodne przystawki, więc kosztowałem do woli…
Na koniec wylądowaliśmy u Ryana w domu na…kolacji.

Do teraz odbija mi się to straszne obżarstwo…

Ryan ponowił zaproszenie na swoje wesele – we wrześniu pojadę chyba do Lozanny…

A dziś w pracy nacisnęło się komuś przypadkiem alarm przeciwpożarowy i zaczęło wyć wszystko i okropnie głośno, po czym ewakuowano nas na trawnik przed budynek.
Mogłem wreszcie popatrzeć, z jakimi ludźmi tu pracuję i pokomentować co poniektórych…

Opublikowano podróże, praca | Otagowano , | 2 Komentarze