W biurze od razu zrobiło mi się przyjemnie, kiedy zobaczyłem parę uśmiechniętych na mój widok twarzy.
Radość jednak szybko ustąpiła, kiedy okazało się, że nic w moim pokoju nie działa, pozmieniano mi nawet numery telefonów, zablokowano wejście do jakiegokolwiek systemu, czy aplikacji. Mogłem tylko usiąść, przez cały poranek pić kawę i cierpliwie czekać aż niefrasobliwy „Wągier” łaskawie zainstaluje mi coś, co pozwoli mi wejść do skrzynki mailowej i na strony intranetowe.
Przez cały tydzień głównie wyprowadzałem swoje sprawy „na prostą” – płaciłem rachunki, rozliczałem delegację, szkoliłem ludzi, brałem udział w szkoleniach i niekończących się prezentacjach, dopinałem terminy niedokończonych tematów i spraw, zdążyłem też oprawić swoje nowe obrazy, które kupiłem w galerii w Anglii, kupić wieże stereo i zacząć rozglądać się za rowerem. Tylko weekend majowy mnie rozczarował, było tak potwornie brzydko morko, zimno i ponoru, że najodpowiedniejszym pomysłem wydało mi się nie wychodzenie z łóżka.
I tak zrobiłem – naturalnie nie sam…

Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.