York – dzień 12

Taka ładna pogoda za oknem a ja buszuje w papierach. Od wczoraj nie padało nawet przez kwadrans, a po mimo tego nie znalazłem nawet kwadransa, żeby pójść pospacerować…
Życie osobiste? A co to takiego…?
Do 22. przegadaliśmy z A. zagadnienia na dalszą część szkoleń, potem od razu położyłem się do lóżka.
Wczoraj znów wyszedł jakiś niedopracowany szczegół i przez niego popsuły się nam wszystkim humory.

Trzeba sobie mościć gniazdko tu i teraz, aby dać sobie szanse na wolność.
Tylko to się liczy, niewolnictwo za byle grosze jest żałosne a tak się u nas dzieje i dziać będzie jeszcze bardzo długo. Trzeba potrafić to dostrzegać i nie ulegać złudzeniom. Pewien pułap i koniec. Niezadowolenie? Twój problem. Wmawiam wiec sobie: szukaj, szukaj dla siebie najlepiej nawet wtedy gdy jest znakomicie. Kostaryka? To jest dobry kierunek. Indie? Nie bylem, dla Europejczyka to szok, ale może warto spróbować…

Z niecierpliwością czekam na weekend, w sobotę zamierzam urządzić sobie shopping day.

Ryan wyciąga mnie dziś na otwarcie nowego klubu…

Opublikowano podróże, praca | Otagowano , | Dodaj komentarz

York – dzień 8

Zdałem sobie właśnie sprawę: Boże, jaka moja nowa praca będzie nudna!!!!

Opublikowano podróże, praca | Otagowano , | Dodaj komentarz

York – dzień 7

Weekend spędziłem zwiedzając York. Wreszcie znalazłem czas żeby wyjść i choćby rozejrzeć się po sklepach. W ciągu tygodnia, wracam do hotelu po 17, o 17.30 zaczynam con call’a a ten potrafi trwać nawet 2 godziny bo jak każdy zacznie „spuszczać się” i wywodzić jak mu minął dzień to trochę to trwa…

W sobotę była tutaj bardzo ładna pogoda, świeciło słońce, można było śmiało chodzić po ulicach w krótkim rękawie. Na mieście odbywał się olbrzymi targ staroci i innych pierdół, można było połazić i „oblukać” co typowy Angol trzyma u siebie na strychu.

W niedziele już lało i to serdecznie, umówiłem się z Ryanem na lunch i zanim doszedłem pod jego hotel zdążyłem kilka razy porządnie przekląć..

Opublikowano podróże, praca | Otagowano , | Dodaj komentarz

York – dzień 5

Grzebię sobie po sharedrivie i nagle znajduję plik z metrykami.
Okazuje się, że robaczki mnie oszukują, tzn. nie mówią całej prawdy…
Chłopak, który mi wszystko tłumaczy nie miał o nich zielonego pojęcia, bo pracuje tu od 3 miesięcy.
Supervisor wcześniej kilkakrotnie zaprzeczył, że prowadzą jakiekolwiek metryki a dziś jak mu to pokazałem to zmienił zdanie…
Niestety nie może mi ich wytłumaczyć, nie ma też nikogo innego, kto by się na nich znal.

Rozmawiałem już delikatnie z big bossem więc może jednak cos nam będą w stanie o tych metrykach opowiedzieć…

Sprawa wygląda tak, że osoba, która najszybciej mogłaby mnie tutaj we wszystko wdrożyć, bo ma największe doświadczenie niestety jest na zwolnieniu lekarskim i nie pojawi się w biurze do końca mojego pobytu. Supervisor jest tylko od podpisywania urlopów i innego tego typu spraw administracyjnych, z procesem ma tyle wspólnego, co ja z farbowaniem włosów.

Ta kobitka, o której wszyscy mówią a której nigdy nie widziałem wydaje się być cudowną matką, bo zdjęcia porozkładane po całym moim biurku to jej dzieci, plus malowane na jej cześć laurki 🙂

Dziś przeżyłem farewell party jednego faceta, który odchodził stąd po kilku latach pracy – szkoda opisywać jak się czułem i jak na mnie patrzono.

Ogólnie jednak jest niezła jazda:)

Opublikowano podróże, praca | Otagowano , , | Dodaj komentarz

York – dzień 4

Zaprowadzono mnie do olbrzymiego open space’u gdzie siedziało ok 60 osób. Derek wydał mi się bardzo spięty, nienaturalnie się zachowywał I byle jak podał mi rękę.

Nikt tutaj ze mną nie rozmawia, ludzie nie odpowiadają na moje „good morning”, nikt nie proponuje kawy, lunchu, przerw, papierosa, wszyscy rozmawiają między sobą, ale nikt ze mną. Derek odpowiada na moje pytania, ale broń boże nie wdaje się w szczegóły, sam muszę z niego wiele rzeczy wyciągać. Jonathan wydaje się być ok, tyle że jest tutaj najmłodszy i ma najmniejsze doświadczenie… Ludzie są mili, ale łapy im się trzęsą i w ogóle jest jakoś nienaturalnie.
Na biurku przy, którym siedzę zauważyłem przypiętą namalowaną ręcznie kartkę-laurkę: „to mummy love Emma”. Obok niej stoją tutaj zdjęcia trzech dziewczynek (sióstr?).
Babka, która pracowała na moim miejscu wyleciała z pracy…
Czyżby ktoś chciał mi zagrać na emocjach????

Pierwszego dnia zostałem przytłoczony nadmiarem informacji, bez laptopa ciężko jest mi przygotowywać dokumentacje.

Późno w nocy zadzwonił Radek. Mam koniecznie odwiedzić go w Londynie…

Opublikowano podróże, praca | Otagowano , , | 1 komentarz

York – dzień 3

Na śniadaniu spotkałem się z Collinem, sam zaproponował, że się do mnie przysiądzie.
Punktualnie o 10 przyjechały po nas taksówki.
Siedziba firmy, do której jechaliśmy okazała się starą fabryką, budynki nie różniły się niczym od architektury reszty Yorku. Chodząc po halach czuć było bardzo intensywny zapach gorącej czekolady, ale sale, pomieszczenia wszystko a’la późny Gierek. Do 13. wyrabiali mi badge’a.
Na spotkaniu z klientem palnąłem, że York wydaje mi się bardzo ‘’English’’ za co zostałem zbesztany wzrokiem przez transition managera…
Szefowa AP pojawiała się na spotkaniu mocno zestresowana i przejęta wydarzeniami ostatnich godzin a może dni. Miała do przekazania swoim ludziom, kto zostaje a kto zostanie zwolniony.

W czwartek mam spotkać się Ryanem…

Opublikowano podróże, praca | Otagowano , , | Dodaj komentarz

York – dzień 2

Jedzenie w Anglii nie dość, że drogie to jeszcze ohydne, wszystko jakieś napompowane, ale przeżyć się oczywiście da. Na śniadaniu wydziałem jednego fajnego kelnera – wypisz wymaluj George Michael.

O 13 mieliśmy spotkanie Collinem, podczas którego okazało się, że we wtorek pracownicy firmy, do której pojechaliśmy zostaną oficjalnie powiadomieni kto zostaje a kto wylatuje. Mój trener, który ma się mną zaopiekować jest szefem związków zawodowych, więc mam mieć nieźle przejebane. Facet ma ok 40tki i zdaniem Collina wdaje się być wkurwiony na cały świat. Uroczo… Na wieczór Collin zaprosił wszystkich na kolacje. Na bank przekroczyliśmy limit, ale pocieszyłem go ze postaram się by go rozliczono… Zacząłem czytać ”Bilet miesięczny” Żuławskiego – super się zaczyna.

Opublikowano podróże, praca | Otagowano , , | Dodaj komentarz

York – dzień 1

Zwlokłem się z łóżka o 3 przyjechał po mnie Piotr i razem pojechaliśmy na lotnisko. Śmiałem się, bo miał lżejszą walizkę od mojej a potem wpadłem w lekki stres kiedy okazało się że mam 6kg nadbagażu – na szczęście pan przy odprawie przymknął na to oko. Lecąc z Piotrkiem miałem z niego niezły ubaw – chłopak leciał pierwszy raz w życiu samolotem, na dodatek od razu do Indii. Śmiałem się z niego jak nadawał swój bagaż, jak przechodził przez bramki i cały czas mu coś dzwoniło, nawet jak było już po wszystkim nagle wezwano go przez megafon, bo odkryto w jego bagażu dużą ilość wody mineralnej… W trakcie lotu ucięliśmy sobie fajną pogadankę na temat pracy, usłyszałem z jego ust kilka cennych informacji. W samolocie do Londynu serwowali nam okropne parowki, na które bylem skazany jako że bylem potwornie głodny. Na Heathrow doleciał mój bagaż – to był sukces!!! Początkowo planowaliśmy dostać się na Kings Cross metrem, ale ostatecznie zwyciężył pomysł wzięcia taksówki, bo tarabanienie się z bagażami nie jest czymś co tygryski lubią najbardziej. Kierowca skasował mnie za tą przejażdżkę 70 funtów. Pociąg z Londynu do York kosztował mnie drugie tyle – jednego dnia wydałem tyle ze moja firma raczej mnie zabije niż pozwoli mi nagle odejść.

Potem jeszcze tylko taksówką do hotelu i bylem na miejscu.

Jest ok, hotel jest czysty i przyjemny, prawie w centrum, pokoje są znośne tylko wszystkie non-smoking, zajebiście małe, ciemne no i bez szaf, więc wszystko leży na walizce, krześle albo sofie.

Anglicy nie byliby sobą gdyby w każdym pokoju nie było czajniczka i kilku herbatek co by sobie zrobić five o’clock, nawet dają ciastka:)

Wieczorem wybrałem się z ludźmi z pracy na piwko do pubu. Nie mogliśmy znaleźć niczego wolnego, dopiero za piątym czy szóstym razem… Po godzinie i drugim piwie zorientowaliśmy się, że trafiliśmy do miejsca gay-friendly.

York bardzo mi się spodobał, bo jest taki ”angielski”…

Opublikowano podróże, praca | Otagowano , , | Dodaj komentarz

pakowanie

Pakowanie jak zwykle szło mi długo i opornie. Po powrocie z pracy zamiast od razu wziąć się do pakowania walnąłem się do lóżka, bo organizm domagał się regeneracji po nieprzespanej poprzedniej nocy…
Nie wiem czemu, ale nagle dopadł mnie stres a propos wyjazdu, na myśl przychodziły mi najgorsze scenariusze tego wyjazdu jakbym intuicyjnie spodziewał się czegoś okropnego…

Opublikowano Brak kategorii | Dodaj komentarz

wyjazd

Jednak lecę jutro rano do Londynu a potem stamtąd pociągiem do Yorku. 4 tygodnie w Wielkiej Brytanii. Święta też tam spędzę…

Przypadkowo okazało się ze w tym samym rejsem tyle, że do Bangalore leci mój dobry kumpel. Już się boję, że w samolocie będzie mi za wesoło…

W ogóle, jeśli chodzi o sprawy biurowe to się dzieje:

Kasia moherek dostała od szefa „zielone” światło by zaczęła szukać sobie innej position. Panna skacze z radości, ale sama jeszcze nie wie co chciałaby robić więc zamiast aplikować wzięła urlop i spaceruje po dzikich plażach nad morzem w nieśmiertelnym moherowym berecie i szuka natchnienia.

Panna z PPA zadurzyła się we mnie na maksa. Ciągle do mnie wydzwania, teraz nawet i na komórkę.. Dochodzi do takich sytuacji, że nachodzi mnie w moim dziale, jak nie wychodzę to czeka a potem ładuje we mnie niesamowite ilości czekoladek, ciast i innych łakoci. Jak tak dalej pójdzie będę wyglądał jak piłka plażowa. Nie wiem może ona lubi w łóżku takich miśków, którzy pogruchotaliby jej delikatne i kruche kości. Niezła z niej perwa i kto by pomyślał….

A takiego jednego u mnie w biurze ciągle widuje w towarzystwie jednej panny, oni tak fajnie ze sobą wyglądają. On taki wysoki, a ona taka mała – jakby się chcieli kiedyś pomiziać to ona nie musiałaby nawet klękać…

Opublikowano praca | Otagowano , , | Dodaj komentarz