Przyjazd Wiedeń dzień 1

No i dojechałem. Na Floridsdorf wsiadłem do metra, przesiadłem się na Westbanhof i niczego nie wspominając Leo chciałem zrobić mu niespodziankę i zastukać do jego drzwi. Wtedy dopiero się zorientowałem się, że nie wziąłem jego adresu, wszystko przewidziałem, każdą przeciwność losu oprócz jednej – że mogę nie zabrać ze sobą jego adresu. Dzięki bogu miałem telefon i mogłem się z nim skontaktować. Jesteśmy już po kawce, a teraz siedzimy u niego w pracy w ministerstwie finansów – podobają mi się zorganizowane przez niego atrakcje…

Opublikowano podróże | Otagowano , | Dodaj komentarz

Podróż do Wiednia

Planowałem odwiedzić Leo od dłuższego czasu. Odkąd poznaliśmy się przez A. ciągle mnie do siebie zapraszał. Decyzje o wyjeździe podjąłem niespodziewanie, wziąłem na jutro wolne i za kilkanaście godzin będę już w trasie.
Wczoraj wieczorem jak surfowalem po necie szukając informacji o komunikacji miejskiej, cenach karnetów, wejść do muzeów, możliwościach poruszania się po Wiedniu przypomniałem sobie to uczucie kiedy trzeba wszystko samemu zaplanować, przygotować, zorganizować przed wyjazdem, przewidzieć potencjalne trudności. Lubię to uczucie, które towarzyszy mi zawsze przed takimi wyprawami.

Ostatni raz w Wiedniu byłem kilka lat temu, jeszcze z Anetką.

Opublikowano Brak kategorii | Otagowano , | Dodaj komentarz

„gorący kubek”

Ostatnimi czasy wszystko kręci się wokół pracy.
Jeszcze przez jakiś czas będzie to temat przewodni za każdym razem, gdy spotkam się z kimś ze swoich znajomych.
Niektórzy narzekają, że nie mam czasu się spotkać… a ja muszę rezygnować z jednego spotkania na rzecz drugiego, nie lubię wybierać spośród ludzi, na których mi zależy…

W poniedziałek umówiłem się na randkę pt. „wypicie wina lub kilku w pięknych okolicznościach wrocławskiej Starówki, a w przypadku „zaiskrzenia” itd.”
Jeszcze w niedzielę trochę się wahałem czy aby to dobry pomysł – czasami po pracy bywam tak zmęczony psychicznie, że jedyne o czym wtedy marzę to móc wrócić do domu i przez resztę dnia już nic nie musieć.

W poniedziałek przed 20.00 spotkałem się jeszcze na szybką kawę z K. – jej towarzystwo wprawiło mnie od razu w bardzo dobry nastrój.
Pan „gorący kubek” okazał się wymarzonym towarzyszem do wspólnego biesiadowania i rozmów. Swój niemały wpływ miało też mojito i chilijskie wino… cały wieczór potoczył się tak przyjemnie, nie musiałem niczego udawać, do niczego się zmuszać, nigdzie spieszyć… był relaks, były opowieści, anegdoty, żarty, gafy, wpadki, miła obsługa w RAGTIME… poza tym ciepła noc i krótki sen…
To była jedna z tych randek, które będę pamiętał.

Hm, właśnie zdałem sobie sprawę, że właściwie po angielsku określiłbym go jako Mr. Instant… no i w pewnych sytuacjach to by się nawet bardziej zgadzało…

Myśl:
Moja praca wymaga ode mnie wiele zaangażowania, kreatywności oraz umiejętności perspektywicznego spojrzenia na realizację powierzonych zadań. Zawsze jestem otwarty na ciekawe pomysły, wyzwania i nowe sposoby rozwiązywania trudnych zagadnień. Taka postawa daje mi świadomość swojego rozwoju zawodowego, jakże potrzebnego w mojej pracy.
Twierdzę, że w życiu każdy powinien mieć jakąś pasję. Tylko wtedy dzięki efektywnej pracy i pozytywnemu nastawieniu możliwa jest realizacja marzeń i celów. Mnie się udało…
Your choice. Our world

Opublikowano Brak kategorii | 1 komentarz

Myśli ostatnich dni

Przez weekend źle się czułem. W pracy było mi źle, nerwowo patrzyłem na zegarek nie mogąc doczekać się końca dnia. W piątek naprawdę niewiele zrobiłem, nie mogłem skoncentrować się na temacie i ciągle sprawiałem wrażenie rozkojarzonego.

Zawsze jak idę rano do pracy to zwykle wiem, jaki będę miał dzień, potrafię przewidzieć swój nastrój który później ma przełożenie na efekty pracy. Wciąż niewiele wiem, namiętnie kolekcjonuje książki, czasopisma, materiały z internetu o CRM, DDM, systemach klasy ERP, eFKach, rozwiązaniach konkurencji byle jak najszybciej zacząć swobodnie poruszać się w tych zagadnieniach. Czasem rozmawiając z klientem czuje się jakbym błądził po omacku w ciemnym lesie, zastanawiam się czy oni też to wyczuwają, że mają do czynienia z laikiem?

Ostatnio, gdy przemierzam pieszo odcinek Krupniczej w stronę placu Wolności wydaje mi się, że jestem gdzieś w San Francisco – te budynki, elewacje, wystawy, zgiełk ulicy, gra słońca i cienia – za każdym razem to dziwne uczucie do mnie powraca. Teraz na dodatek jeszcze często palę moje ulubione mentolowe Benson & Hedges, bo W. wysłała mi je z Reno. Może to stąd…

Opublikowano Brak kategorii | Otagowano | Dodaj komentarz

Winda

Pojechałem do M. oddać mu klucze. Przez 2 tygodnie opiekowałem się jego mieszkaniem.
M. przyjechał do Wrocławia około 21, zaproponował żebym wstąpił jeszcze do niego na małą czarną. Wyszedłem od niego jak było już po 22.
Przyjechałem na rowerze, więc zamiast jak zwykle zejść pieszo z I pietra, wsiadłem do windy. M. mieszka w nowo wybudowanym budynku, windy też są nowe, wypasione w środku czyste, schludne, z dużym lustrem i halogenami.
Drzwi się zamknęły, winda ruszyła, ale zatrzymała się nagle pomiędzy piętrami.
Jak na złość nie mogłem złapać zasięgu w telefonie, dopiero po kilku próbach udało mi się dodzwonić do M i na tel kom pomocy dźwigowej.
Żeby się nie nudzić, mieć dostęp do świeżego powietrza i złapać lepszy zasięg w telefonie, rozsunąłem drzwi a moim oczom ukazała się olbrzymia, gipsowa ściana od góry do dołu wykaligrafowana opisami wspomnieniami takich jak ja nieszczęśników, którzy też tu utknęli tyle, że wcześniej.
Opisów podobnej treści było kilka:
26.06.2001r
23:45 – utknęliśmy w windzie
23:50 – wezwaliśmy pomoc
23:51 – chce mi się siku
23:59 – robię się głodny
0:12 – myślimy z Anką o seksie w nietypowych miejscach
0:21 – Anka już zaczyna mdleć
0:26 – pomoc wciąż nie nadchodzi
0:31 – robię się niebezpiecznie głodny, z niepokojem patrzę na apetyczne ciałko Anki
0:37 – nudzimy się kurwa
0:41 – help!!!!!!!!!!!!!!!!
0:43 – chce mi się już bardzo bardzo siku
0:46 – zaczynamy śpiewać
0:51 – skończył się nam repertuar, Anka mówi, że to moja wina z tą windą
0:59 – początek cichych dni z Anką
1:16 – pojawia się kolejny gap-sąsiad, żeby zobaczyć co się stało
1:18 – jest już pomoc
1:32 – jesteśmy już prawie wolni

Spędziłem w windzie pawie 90 minut, przez 1/3 czasu czytałem sobie tego typu wspomnienia zapisane na tej białej, zapisanej długopisami i flamastrami ścianie.
Moi znajomi, którym wysyłałem SMSy z wieścią, co mnie spotkało przez cały czas byli ze mną w kontakcie. Większość się śmiała. Sam dostałem głupawi po kwadransie.
Miałem szczęście, że siku mi się nie chciało, bo narobiłbym pewnie w majty.

Opublikowano Brak kategorii | 1 komentarz

W nowej pracy

Każdego dnia coraz bardziej przyzwyczajam się do nowej pracy i obowiązków.
Pierwsze dni nie należały może do najbardziej udanych: wszystko robiłem nie tak, na każdym kroku wychodziły moje braki w wiedzy na temat branży i specyfiki produktu, dwa razy dłużej wykonywałem wszystkie czynności związane z obsługą systemu, strasznie powoli wdrażałem się w jego funkcjonowanie, miałem problemy z najprostszymi czynnościami, myliłem pojęcia, mówiłem nie tak jak należało, zadawałem banalne pytania, nawet urządzenia biurowe zdawały się mnie nie słuchać.
Same nazwy: CRM, DDM, ERP, Siebel, SAP Business 1, TETA, Oracle, SQL przerażały mnie do tego stopnia, że gdy musiałem rozmawiać z klientami (zwykle prezesi firm, szefowie działów handlowych, marketingowych, IT) modliłem się żeby nie trafić na kogoś, kto odnajdywałby się w tym temacie lepiej ode mnie.
Nie obyło się bez wpadek i stresów: nigdy nie zapomnę pana z Ascoru, który wykazał się niebywałą wręcz cierpliwością i wyrozumiałością dla mojej niewiedzy. Gdy zasypywał mnie kolejną porcją konkretnych pytań o poszczególne moduły systemów, ja za każdym razem konsultowałem odpowiedzi ze swoim przełożonym, jednocześnie stając się coraz mniejszym, mniej pewnym siebie, bo coraz bardziej wciskało mnie w fotel ze wstydu.
Nie zapomnę pana ze Statoil Lubricants, który okazał się pierwszym klientem, z którym odbyłem naprawdę przyjemną i konkretną rozmowę.

Dobrze że jest ze mną K, gdyby nie on nie wiem komu zadawałbym na początku wszystkie idiotyczne pytania, kto ratowałby mnie z opresji gdy zawieszał się system, kto opowiedziałby mi o tym kto, co, jaki jest i z kim się trzyma.

Największa wpadka jak dotąd?
Zadzwoniłem do potencjalnego klienta, odbyłem rozmowę i zgodnie z regułą powinienem wpisać raport z tej rozmowy do systemu.
Napisałem, że dzwoniłem, co ustaliłem, jakim zakresem funkcjonalnym systemu są zainteresowani. Na koniec wpisałem uwagę ” gostek był szczwany, nie chciał mi podać ani konkretnej ceny ani systemu jaki widział ani budżetu jaki przewidują na projekt, nie mogłem wiec tak naprawdę ustalić półki cenowej systemów, które biorą pod uwagę”.
Wcisnąłem ok i zgodnie z procedurą taka informacja powinno pójść do systemu.
Tyle, że ja nie zauważyłem, co wcisnąłem i wiadomość przypadkiem poszła na emial prosto na skrzynkę tego pana.
Kilka razy wykrzyczałem w myślach ”ja pierdole”, zrobiłem się 3 razy zielony, potem czerwony a serce zaczęło mocniej bić.
Jak już miałem dzwonić i odkręcać całą sytuację, przyszła informacja zwrotna z systemu, że wpisałem w adresie polski znak – ł zamiast l i że maila nie dostarczono…

Opublikowano Brak kategorii | Otagowano | Dodaj komentarz

Mr. Diabolique

Nigdy nie pisałem na blogu o swoim życiu seksualnym.
Nie żebym nie potrafił ubrać tego w słowa, nazwać rzeczy po imieniu. Po prostu wydaje mi się to trochę w nie najlepszym guście. Mam świadomość, że mojego bloga czytują osoby, które znają mnie osobiście, dlatego nie mam tutaj komfortu zachowania zupełnej prywatności i anonimowości.

W ciągu kilku lat naliczyłem -dziestu paru partnerów seksualnych, by ”dobić” do liczby -dziesiąt brakuje mi jeszcze kilku.
Przyznam szczerze, że pomimo tego całego bagażu życiowych doświadczeń lub, jak kto woli wyuzdania i rozwiązłości, nie mogę powiedzieć ”robiłem już wszystko”.

Często próbowałem wyobrazić sobie postać diabła.
Dla mnie jest to obłędnie przystojny facet, który podoba się zarówno mężczyznom jak i kobietom. Kusi on i nęci do robienia wyrafinowanych, niejednoznacznych w ocenie rzeczy uchodzących ogólnie za nieprzyzwoite, grzeszne, niemoralne lub perwersyjne.
Dziś spotkałem kogoś takiego, kwintesencję demona.
Mężczyzna, lat 34, wysoki, świetnie zbudowany, atletyczna sylwetka, z wyrzeźbionym i owłosionym torsem, piękny kształt czaszki, zarys brwi, namiętne całuśne usta, szorstko-miękki i sprawny język, mocno zarysowana szczęka, ładna zadbana cera, błysk w dużych niebieskich oczach, zadbane dłonie, białe, równe zęby, delikatny zarost, miękka w dotyku, opalona i o przyjemnym zapachu i smaku skóra, smaczna ślina, zgrabny tyłek, nawet fiuta miał odpowiedniego (takiego co fajnie leży w dłoni) – żadnych ekstremów w którąkolwiek stronę, wszystko w sam raz i na właściwym miejscu, jakby na wymiar.
Gdybym spotkał go na ulicy pomyślałbym: oto prawdziwy samiec – z wyglądu srogi, groźny, budzący respekt, ale przy tym ze zniewalająco szczerym uśmiechem, który gdy się pojawił sprawił, że strach i niepokój zniknęły.

Ujęło mnie w nim też to, że facet czyta. I nie są to komiksy, ale poważne książki. Szczytem wielkiej literatury nie jest dla niego znak STOPu na skrzyżowaniu, dba o sposób w jaki mówi, zwraca uwagę na ortografię, poprawność językową, umie opowiadać ciekawe historie i anegdoty ze swojego życia, śmiać się z siebie, nawet na chwilę nie tracąc nic ze swej naturalności i męskości, do końca pozostając bez cienia zniewieścienia w swoim zachowaniu.
Smak, zapach, dotyk, tembr głosu wszystko w nim ze sobą jakby współgrało, jak nie na jawie. Patrząc na niego chciałem go nie tylko polizać, ale dotknąć, pieścić, słuchać, smakować, być na wyciagnięcie ręki. Jeśli chodzi o sztukę kochania to w skali 1-10 dałbym mu 12.

Rzadko zdarza się by dwie nowopoznane osoby od razu dobrze współgrały ze sobą w łóżku. Zwykle konieczne są kompromisy. Nie każdy lubi robić jedne rzeczy, za to namiętnie oddawałby się bez przerwy innym. Nie wszystko jest przyjemne dla obu stron, zwykle jedna zaleta u kogoś rekompensuje brak innej. Rzadko dwie osoby potrafią od razu się dopasować, odczytać swoje myśli, potrzeby, pragnienia, spełniać niewypowiedziane życzenia. Można się siebie nawzajem nauczyć, pokazać co i jak, w którym momencie robić, gdzie dotknąć, pocałować, jak mocno przycisnąć, złapać etc., ale potrzeba na to czasu, zaufania, rozmów… ale nawet wtedy nie ma gwarancji że się wszystko uda, że będzie tak jak się chce żeby było fantazjując.

Mieszkając w San Francisco, często odwiedzałem Castro, popijając kawę w Sweet Inspiration czy Cafe Flore na Market St. przyglądałem się facetom gejom. Zachwycałem się całą tą starannością i gorliwością z jaką dbali oni o swój niemal nieskazitelny wygląd, nie zapominali przy tym jednocześnie, że bycie atrakcyjnym to nie tylko kwestia fizyczności, ale też cała masa innych drobnych szczegółów. Faceci wyjęci jak z żurnala są i w Polsce, ale niewielu znam takich, którzy oprócz ładnego opakowania prezentują sobą coś ponad.

Wiem, że nie ma ludzi doskonałych, że pod tą całą masą zalet, moich (po trosze na wyrost) wszelkich zachwytów, achów i ochów, skrywa się masa wad i ułomności. Jedno jest jednak niezaprzeczalne – facet miał zajebiste PR, potrafił się świetnie sprzedać, wydobyć z siebie to co najlepsze, najatrakcyjniejsze i tylko to zostanie w mojej pamięci.

Gdybym miał dziś w nocy umrzeć mógłbym śmiało stwierdzić: przeżyłem swój sex życia.

Opublikowano Brak kategorii | Otagowano , | Dodaj komentarz

"Piosenka o końcu świata"

W dzień końca świata
Pszczoła krąży nad kwiatem nasturcji,
Rybak naprawia błyszczącą sieć.
Skaczą w morzu wesołe delfiny,
Młode wróble czepiają się rynny
I wąż ma złotą skórę, jak powinien mieć.

W dzień końca świata
Kobiety idą polem pod parasolkami,
Pijak zasypia na brzegu trawnika,
Nawołują na ulicy sprzedawcy warzywa
I łódka z żółtym żaglem do wyspy podpływa,
Dźwięk skrzypiec w powietrzu trwa
I noc gwiaździstą odmyka.

A którzy czekali błyskawic i gromów,
Są zawiedzeni.
A którzy czekali znaków i archanielskich trąb,
Nie wierzą, że staje się już.
Dopóki słońce i księżyc są w górze,
Dopóki trzmiel nawiedza różę,
Dopóki dzieci różowe się rodzą,
Nikt nie wierzy, że staje się już.

Tylko siwy staruszek, który byłby prorokiem,
Ale nie jest prorokiem, bo ma inne zajęcie,
Powiada przewiązując pomidory:
Innego końca świata nie będzie,
Innego końca świata nie będzie.

/Cz. Miłosz/
Opublikowano Brak kategorii | Dodaj komentarz

Włoski dla początkujących

Z tej rozmowy w Katowicach wracałem bardzo zadowolony, dużo sobie po niej obiecywałem, bo tyle trwała i kobieta wydawała się być bardzo konkretna…
Na drugi dzień miałem inną rozmowę, już na miejscu we Wrocławiu, ale do tej od początku podchodziłem: raczej nic z tego. Tylko K. tak się upierał i nalegał, żebym wysłał to swoje cv, że pomyślałem, nie może być tak żeby to jemu bardziej zależało na tej pracy niż mnie samemu.
Jakimś dziwnym trafem po tygodniu zadzwonił telefon: zapraszam cię na drugi etap – usłyszałem.
Tym razem miałem przygotować profesjonalną prezentację firmy i produktu. Postanowiłem podejść do tego na serio, ale nadal zbyt wiele sobie nie obiecywałem. Chciałem po prostu załatwić tę sprawę do końca, bo tak należy, nie chciałem obniżać sobie poprzeczki żeby nie było, że już mi nie zależy.
W trakcie jej wygłaszania usłyszałem: ”masz wadę, nie słuchasz ludzi, wchodzisz im z zdania nim zdąża dokończyć myśl”. Naturalnie zacząłem się bronić na co tylko dorzucono: ”o widzisz, znowu tu robisz…”.
Byłem zły na siebie i jak głupi przejąłem się tym, co usłyszałem na swój temat.
Gdybym wtedy np. usłyszał, że jestem ogólnie dupa wołowa to pewnie bym to łyknął i nieźle by mnie to przybiło – wczorajszego popołudnia było mnie wyjątkowo łatwo urazić i wprawić w podły nastrój. Choćby najmniejsza krytyka pod moim adresem w połączeniu z moją zdolnością do samonakręcania złych myśli była wstanie całkowicie mnie rozbić wewnętrznie.

Wczoraj skończył się mój włoski dla początkujących.
Tamten film miał happy-end.
Zgodnie z obietnicą skontaktował się ze mną mój Pan z interview przekazać swoją ostateczną decyzję – no i powitał mnie w Firmie.

Ło maj got!

Opublikowano Brak kategorii | Otagowano | Dodaj komentarz

Pedały sprowadzam sobie na chatę

Moi rodzice postanowili spędzić tegoroczny urlop w Egipcie. Już we wtorek wylatują na Synaj pławić się w beznadziejnym luksusie.
Pomyślałem sobie, że skoro i M. leci w tym czasie na Kretę, mógłbym pożyczyć sobie od niej rower na ten okres.
Bo ja zawsze chciałem mieć rower, ale jak twierdzi moja matka nie mielibyśmy go gdzie trzymać. W piwnicy – ukradną, w komórce – za mało miejsca, na balkonie – pelargonie zniszczy (na naszym balkonie nawet słoików postawić nie można), w pokoju – nie bo nie ładnie wygląda, poza tym za każdym razem kiedy podnosiła się dyskusja na ten temat słyszałem jeden argument: na ch… mi ten rower, w domu nie ma na niego miejsca i że tylko by szpecił jej cudnie wyremontowane mieszkanie.

Wczoraj przy śniadaniu z nieukrywaną satysfakcja zakomunikowałem mojej rodzicielce, że w dniu ich wylotu sprowadzę sobie na chatę na cale 2 tygodnie rower M. i że będzie stał albo na balkonie albo nawet centralnie w dużym pokoju ( mnie to nie przeszkadza, nie mebluje pokojów wg zasad Feng Shui )między TV, ławą a wersalką i że nie będzie mi przeszkadzało, że obok rozłożonego wyrka z czysta białą pościelą będzie stał sobie jakiś brudny rower. Od matki usłyszałem: „tylko spróbuj to zrobić!”

No i właśnie o niczym innym teraz nie myślę jak tylko żeby wreszcie tę parkę pedałów sobie na chatę sprowadzić!

Opublikowano Brak kategorii | Dodaj komentarz