Nigdy nie pisałem na blogu o swoim życiu seksualnym.
Nie żebym nie potrafił ubrać tego w słowa, nazwać rzeczy po imieniu. Po prostu wydaje mi się to trochę w nie najlepszym guście. Mam świadomość, że mojego bloga czytują osoby, które znają mnie osobiście, dlatego nie mam tutaj komfortu zachowania zupełnej prywatności i anonimowości.
W ciągu kilku lat naliczyłem -dziestu paru partnerów seksualnych, by ”dobić” do liczby -dziesiąt brakuje mi jeszcze kilku.
Przyznam szczerze, że pomimo tego całego bagażu życiowych doświadczeń lub, jak kto woli wyuzdania i rozwiązłości, nie mogę powiedzieć ”robiłem już wszystko”.
Często próbowałem wyobrazić sobie postać diabła.
Dla mnie jest to obłędnie przystojny facet, który podoba się zarówno mężczyznom jak i kobietom. Kusi on i nęci do robienia wyrafinowanych, niejednoznacznych w ocenie rzeczy uchodzących ogólnie za nieprzyzwoite, grzeszne, niemoralne lub perwersyjne.
Dziś spotkałem kogoś takiego, kwintesencję demona.
Mężczyzna, lat 34, wysoki, świetnie zbudowany, atletyczna sylwetka, z wyrzeźbionym i owłosionym torsem, piękny kształt czaszki, zarys brwi, namiętne całuśne usta, szorstko-miękki i sprawny język, mocno zarysowana szczęka, ładna zadbana cera, błysk w dużych niebieskich oczach, zadbane dłonie, białe, równe zęby, delikatny zarost, miękka w dotyku, opalona i o przyjemnym zapachu i smaku skóra, smaczna ślina, zgrabny tyłek, nawet fiuta miał odpowiedniego (takiego co fajnie leży w dłoni) – żadnych ekstremów w którąkolwiek stronę, wszystko w sam raz i na właściwym miejscu, jakby na wymiar.
Gdybym spotkał go na ulicy pomyślałbym: oto prawdziwy samiec – z wyglądu srogi, groźny, budzący respekt, ale przy tym ze zniewalająco szczerym uśmiechem, który gdy się pojawił sprawił, że strach i niepokój zniknęły.
Ujęło mnie w nim też to, że facet czyta. I nie są to komiksy, ale poważne książki. Szczytem wielkiej literatury nie jest dla niego znak STOPu na skrzyżowaniu, dba o sposób w jaki mówi, zwraca uwagę na ortografię, poprawność językową, umie opowiadać ciekawe historie i anegdoty ze swojego życia, śmiać się z siebie, nawet na chwilę nie tracąc nic ze swej naturalności i męskości, do końca pozostając bez cienia zniewieścienia w swoim zachowaniu.
Smak, zapach, dotyk, tembr głosu wszystko w nim ze sobą jakby współgrało, jak nie na jawie. Patrząc na niego chciałem go nie tylko polizać, ale dotknąć, pieścić, słuchać, smakować, być na wyciagnięcie ręki. Jeśli chodzi o sztukę kochania to w skali 1-10 dałbym mu 12.
Rzadko zdarza się by dwie nowopoznane osoby od razu dobrze współgrały ze sobą w łóżku. Zwykle konieczne są kompromisy. Nie każdy lubi robić jedne rzeczy, za to namiętnie oddawałby się bez przerwy innym. Nie wszystko jest przyjemne dla obu stron, zwykle jedna zaleta u kogoś rekompensuje brak innej. Rzadko dwie osoby potrafią od razu się dopasować, odczytać swoje myśli, potrzeby, pragnienia, spełniać niewypowiedziane życzenia. Można się siebie nawzajem nauczyć, pokazać co i jak, w którym momencie robić, gdzie dotknąć, pocałować, jak mocno przycisnąć, złapać etc., ale potrzeba na to czasu, zaufania, rozmów… ale nawet wtedy nie ma gwarancji że się wszystko uda, że będzie tak jak się chce żeby było fantazjując.
Mieszkając w San Francisco, często odwiedzałem Castro, popijając kawę w Sweet Inspiration czy Cafe Flore na Market St. przyglądałem się facetom gejom. Zachwycałem się całą tą starannością i gorliwością z jaką dbali oni o swój niemal nieskazitelny wygląd, nie zapominali przy tym jednocześnie, że bycie atrakcyjnym to nie tylko kwestia fizyczności, ale też cała masa innych drobnych szczegółów. Faceci wyjęci jak z żurnala są i w Polsce, ale niewielu znam takich, którzy oprócz ładnego opakowania prezentują sobą coś ponad.
Wiem, że nie ma ludzi doskonałych, że pod tą całą masą zalet, moich (po trosze na wyrost) wszelkich zachwytów, achów i ochów, skrywa się masa wad i ułomności. Jedno jest jednak niezaprzeczalne – facet miał zajebiste PR, potrafił się świetnie sprzedać, wydobyć z siebie to co najlepsze, najatrakcyjniejsze i tylko to zostanie w mojej pamięci.
Gdybym miał dziś w nocy umrzeć mógłbym śmiało stwierdzić: przeżyłem swój sex życia.
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.