Bunt

Chamstwo, pasywna agresja, brak kultury, dyskryminacja, mobbing, ignorancja, podżeganie do niezdrowej rywalizacji, patologiczne zachowania oraz faworyzowanie innych wywołały w naszym zespole falę niezadowolenia i atmosferę ogólnego zniechęcenia pracą. Szefostwo ma do wyboru mieć zespół za przyjaciół albo wrogów. Na razie pracują na to drugie. W efekcie przyszło tsunami i kilka osób z dnia na dzień poszło na L4. Zwierzchnictwo dostało czas na przemyślenie…

Mądrość zawodowa do zapamiętania dla mnie na przyszłość: nigdy nie ufaj kobiecie z wielkim czołem. Taka nigdy nie zapomina, co powiedziałeś – ukrywa tam 512 GB dysk.

A i do wszystkich, którzy rozwieszają już świąteczne dekoracje. Uspokójcie się! Maryja jeszcze nawet nie powiedziała Jozefowi, że jest w ciąży.

Opublikowano Mądrości, praca | Otagowano , | 8 Komentarzy

wyjazd w góry

Piątek zapowiadał się bardzo spokojnie, nawet planowałem wyjść wcześniej z biura byleby zostawić za sobą cały ten popaprany bezmiar głupoty. Krótka, 15minutowa niezobowiązująca rozmowa z potencjalnym klientem, miała swój ciąg dalszy na koniec dnia, do tego stopnia, że wyszedłem z biura po godzinie 19, bo klient już coś sobie życzył. Czym prędzej wróciłem do domu, bo czekały plany weekendowe. Wyjechałem do Świeradowa. Koleżanka znowu przekonała mnie wyjątkową okazją weekendu w górach.

Raptem dwa lata później i w około zupełna inna rzeczywistość, nie ma tematu „tylko dla zaszczepionych” nie ma dzielenia ludzi na zaszczepionych i na niezaszczepionych. Cały weekend bardzo udany, pełen relaks, góry, świeże powietrze, tony śniegu, słońce, wieczorami relaks w hotelowym SPA, pływanie w basenie a potem rozmowy o przy butelce wina i wyśmienitej desce serów. Zupełnie jak przed kilkoma laty kiedy zaczynałem prace w firmie zajmującej się „budowaniem lepszego świata pracy”. Dziś rano powrót do rzeczywistości z siłą wodospadu. Odpaliłem komputer i dostałem ponad 40 maili z zadaniami na już. Szkoci przez weekend nie próżnowali: pisali i  przesyłali zadania do wykonania na dziś do 11.00.

Ledwo zaczęła ściągać mi się poczta, trzasnąłem klapą od laptopa, bo nie chciałem psuć sobie humoru ani nastawiać się supernegatywnie, do tak pięknie rozpoczynającego się nowego tygodnia pracy. Nauczony doświadczeniem z przeszłości nie odpowiedziałem nawet na jednego maila, nie wziąłem sobie nic na garb, wiedząc że dalej byłoby tylko gorzej, zero życia osobistego nie mówiąc o innych przyziemnych codziennych obowiązkach. Projekt w firmie zajmującej się „budowaniem lepszego świata pracy” to projekt objęty patronatem toitoi.

Mój szef zacznie od wysłuchiwania moich gorzkich żali, w odwecie zarzuci mnie korpo nowomową, każe uzbroić się w cierpliwość, obieca interweniować i do mnie wrócić. Na jakikolwiek kompromis z klientem nie będzie szans, ale jak to bywa w dużych organizacjach moja firma sama wie, co jest dla mnie najlepsze… Oczekuję wyłącznie frustracji do poziomu jak dziś, że jeszcze z większą chęcią będę ignorował prośby i przydzielone zadania. Typowa stylówka korpo.

Opublikowano praca | Otagowano | 4 Komentarze

Sny

Od kilku tygodni regularnie śni mi się M. Dziwne bo przez kilkanaście lat nie śnił mi się w ogóle. Teraz pojawia się bardzo często w różnych miejscach i jest to przyjemne. Dziś przyśnił mi się w San Francisco i gdyby wydarzyło się to ponad 6 lat temu, już dziś miałbym kupiony bilet na samolot. Rozczula mnie tamten ja i tamten styl życia. W pracy pojawiła się szansa na nowy projekt, tym razem ze Szkotami, więc uczę się wsłuchiwania w szkocki akcent.

Opublikowano praca | Otagowano , | Dodaj komentarz

uczę się przez całe życie

M. jest kucharzem, jest nawet szefem kuchni, potrafi wyczarować cudo smakołyki z tego co aktualnie znajduje się w lodówce (jego, bo w mojej często jest tylko lód, woda mineralna, resztki jakiegoś alkoholu, stary ser i liście sałaty). M. potrafi też robić najlepszą na świecie pizzę i wcale nie uważam tak, bo jest ważny w moim życiu, ale dlatego, że jest obłędny w tym co robi. Jego pizze to małe dzieła sztuki, za każdym razem są bardziej niż poprawne, poza tym M. potrafi w zależności od sezonu, poru roku, sezonowości produktów wyczarować coś, co wszyscy chcą próbować, smakować i za każdym razem towarzyszą temu doznania na miarę restauracji z gwiazdką Michelin. Gdyby pani Magda Gessler pojawiała się kiedyś w jego restauracji spróbować pizzy M. nie byłoby rewolucji, tylko rozkosz podniebienia.

Kilka lat temu miałem nawet okazję razem z nim wziąć udział w konkursie „ Campionato mondiale della pizza 2017″ w Parmie, konkurs na najlepszą pizzę świata i zajęliśmy wtedy 3. miejsce w Szwajcarii, 30. na świecie. Byliśmy, bo M. zgodził się, bym towarzyszył mu w tym konkursie jako pomocnik, choć moje zadanie skupiało się głównie na tym, by nie przeszkadzać, nosić za nim wszystkie produkty albo to o co mnie poprosił.. Jedna z tych rzeczy, którą robiliśmy naprawdę wspólnie, i którą wspominam z łezką w oku.

Kilka tygodni temu, nieopodal mojego miejsca zamieszkania, otworzono sklep z produktami spożywczymi wprost z Hiszpanii. Coś mnie tknęło aby zajrzeć. Wszedłem, sprzedawcy byli mili, uśmiechnięci, mieli gadane, więc jak można było przewidzieć, wyszedłem i wyszedłem z połową sklepu. Kupiłem m.in. ośmiornicę. Dziś wziąłem się za jej gotowanie wg wskazówek przez lata podpatrzonych i zapożyczonych od M. Kurczak czy stek to to nie był. I co? Voila! Joel Robuchon, Alain Ducasse, Gordon Ramsey, Makłowicz, Gessler czy każdy inny lokalny szef kuchni nie jest mi dziś straszny. Info dla hejterów: rewolucji żołądkowych też nie było. A to złoto to oczywiście jadalne.

Otagowano | 12 Komentarzy

szranki i konkury

Powrót do biura nie zapowiadał się źle, dopiero co zaczynałem nowy projekt, wszystko było w powijakach, miałem czas na przejrzenie dokumentacji i wdrożenie się w nowe zadania i obowiązki. Zespół nie był nowy, wszyscy się znaliśmy, panowały już jednak układy, układziki, sympatie i animozje, musiałem więc jakoś wpasować się w grupę ludzi, z którymi przyszło mi pracować. Trafiło mi się pracować z panią dyrektor znaną z szorstkiego, niewyparzonego języka i delikatnie mówiąc nieprzebierającej czasami w słowach. Szybko przyszło mi doświadczyć tego na własnej skórze, jej wulgarnych komentarzy i wiadomości pisanych rynsztokowym językiem. Trudno przychodziło mi czytanie jej wiadomości okraszonych mocno niecenzuralnym słownictwem, ale prócz mnie, nikogo to chyba nie dziwiło. Po jednej z takich akcji zrobiłem zdjęcie tych bardziej soczystych fragmentów jej wypocin i w żartobliwym tonie wysłałem do dawnej przełożonej z zapytaniem, czy taka forma komunikacji to tutaj standard, bo może ja jestem przewrażliwiony i powinienem wziąć poprawkę na styl wiadomości pisanych do całego zespołu, nałożyć dźwiękoszczelny hełm, nie przejmować się głupotami i robić swoje. Koleżanka nie była zaskoczona moim prywatnym komentarzem, przyznała mi rację, szybko jednak zaczęła tłumaczyć koleżankę, że w ten sposób skraca się dystans w zespole, może mało wyrafinowanym językiem, ale jako zespół od lat dowozimy wszystko na czas i ogólnie jest dobrze. Widziałem już dużo, spuściłem więc uszy po sobie, zbagatelizowałem całą sytuację, śmiejąc się w myślach, że patologia istnieje dosłownie wszędzie.  

Po paru tygodniach wróciłem z urlopu, moja dawna przełożona wzięła mnie na spotkanie, wspomniała, że po rozmowie ze mną poczuła wyrzuty sumienia i rozmawiała o moich uwagach z panią dyrektor. Przeglądając zaległą pocztę znalazłem nawet mail, w którym pani dyrektor kilka dni wcześniej przyjęła krytykę i przeprosiła mnie za swój wulgarny język. Następnie dano mi do zrozumienia, że nie potrzebują mnie już na projekcie, oficjalnie przeliczyli się, przydzielili za dużo osób, poradzą sobie z zespołem, który mają, a mi pomogą znaleźć sobie nowe i bardziej ciekawe zajęcie.

Mój bezpośredni przełożony oświecił mnie, że mój komentarz dotarł do innego dyrektora, który z panią dyrektor ma na pieńku. Podobno zarzucił jej brak profesjonalizmu i rynsztok w komunikacji z zespołem. Padło nawet porównanie, że on regularnie bije swoja żonę, bo to skraca dystans w jego relacjach z rodziną. Suma summarum wyleciałem z projektu i wcale nie jest mi z tego powodu przykro. Poradzono mi, że mogę iść z tym do kadr, że mnie poprą, ale zupełnie nie mam nastroju na korpowojenki…

Skoro jestem aż tak wrażliwy, to chyba nie pasuję do wizji i stylu pracy każdego zespołu.

Opublikowano praca | Otagowano | 15 Komentarzy

Łikęt

Wykończą mnie wszystkie wizyty, rewizyty, spotkania, naloty, szarże, najścia i odwiedziny. Leżę w domu wypluty, wyłączyłem telefon, zjadłem sam obiad i wsłuchuję się w ciszę.

Najpierw wizyta znajomego z Lublina. Jeden wieczór zamienił się w dwa wspólnie spędzone, bo najwyraźniej nie miał dość po jednym razie. Wyciągnąłem rodziców na obiad w nowopowstałej restauracji na obrzeżach miasta. Nota bene coraz więcej ciekawych opcji kulinarnych lokuje się poza ścisłym centrum miasta. To kolejny lokal, który odkryłem w ciągu ostatniego miesiąca. Jak tak dalej pójdzie nie będę miał w ogóle okazji bywania na Starym Mieście a świąteczne jarmarki podziwiać będę głównie w relacjach na IG tłumnie odwiedzających Wrocław turystów.

Z Londynu przyleciała koleżanka, ponad 10 lat jej nie widziałem, była lokacja, spacer i drink w hotelowym barze. Potem jak wróciłem do domu dostałem telefon z propozycją, jeden z tych których nie potrafię odmówić. Skończyło się nad ranem a rano nie pojawiłem się w biurze, tylko pracowałem zdalnie ze statku kosmicznego zwanego łóżkiem. Wczoraj to samo, istny maraton i dziś nic tylko leżę i się regeneruję.

4 Komentarze

Islamabad

Wczoraj wszyscy jednogłośnie przekonaliśmy naszego przewodnika, żeby podarować sobie zwiedzania muzeum w Lahore i zamiast tego wcześnie rano wyruszyć do Islamabadu. Okazało się, że nasz wyjazd w ogóle nie przewidywał zwiedzania stolicy Pakistanu, jedynie nasz lot powrotny odbywał się z tutejszego lotniska. Szkoda byłoby podróżować tak daleko i nie zobaczyć w ogóle Miasta Islamu.

Wszyscy jesteśmy przeżarci tutejszą kuchnią, czuję że przybrałem kilka kilo od ciągłego jedzenia mięsa i lokalnej wersji chleba naan, który przypomina tłustą pitę. Z czasem odkryliśmy, że naan który znamy z Europy tutaj nazywa się roti i jest lżejszy.

Dziś rano dopadł mnie rozstrój żołądka, myślałem że eksploduję, przez całą drogę do Fortu Rohas nie jadłem ani nic nie piłem. Humor słabo mi dopisywał, więc naciągnąłem czapkę na głowę, okulary przeciwsłoneczne, słuchawki na uszy i do południa bojkotowałem jakiekolwiek towarzystwo. Nim dotarliśmy do Fortu Rohas kolejne osoby zaczęły skarżyć się na problemy żołądkowe. Zaczęło się polowanie na parkingi oferujące „zachodni standard” toalet, bo na widok dziury w ziemi większość grymasiła.

Islamabad jest bardzo czysty, zielony, jego ulice są wysprzątane, budynki zadbane, a trawa równo przystrzyżona, zupełnie jak nie w Pakistanie. Na ulicach piękne zachodnie auta i bogactwo, które rzuca się w oczy. W Islamabadzie poszliśmy na wspólną kolację do Afgańczyka restauracji Kabul znajdującej się nieopodal naszego hotelu.

O północy miałem zamówioną taksówkę na lotnisko, bo stąd wracałem już do Polski. Część grupy wylatywała dopiero nazajutrz o rano, część jechała dalej na północ Pakistanu w stronę Gilgit sławną Karakorum Highway – jedną z najpiękniejszych górskich dróg, najwyżej położoną utwardzoną międzynarodową drogą na świecie, w Chinach nazywana „autostradą przyjaźni”.

Opublikowano podróże | Otagowano , | 1 komentarz

Lahore

Lahore to najbardziej zanieczyszczone miasto na świecie. Zanieczyszczenie powietrza jest tak duże, że w ogóle nie widać tu chmur a niebo nigdy nie jest niebieskie. Skład powietrza pogorszył się wskutek kumulacji spalin pochodzących z niskiej jakości oleju napędowego i dymu z wypalanych pól. Dodatkowo niższe zimowe temperatury, zwłaszcza przy bezwietrznej pogodzie, sprzyjają zastojom smogowych chmur. Patrząc na Multan, piąte największe miasto w Pakistanie, sytuacja jest nie lepsza.

Ogólnie wzbudzamy tutaj bardzo duże zainteresowanie, zwłaszcza u najmniejszych mieszkańców, które zawsze tłumnie przebiegają, żeby zobaczyć nas i nasz autokar. Odwiedzając jakieś turystyczne miejsce nie możemy odpędzić się od gapiów, ludzi proszących o zrobienie sobie z nimi zdjęcia, wszyscy do nas machają, pozdrawiają, zalewają pytaniami skąd jesteśmy. Mojego kolegę, który ma wytatuowane całe przedramię i ramię szczególnie upodobały sobie dzieci i wszystkie po obejrzeniu jego malowideł koniecznie chcą zrobić sobie z nim zdjęcie. 

Znowu trafiłem na fajną grupę, potwierdziło się ze Lupine Travel łączy podobnie myślących samodzielnie podróżujących ludzi. Tym razem trafiłem na dużą grupę Brytyjczyków, doświadczonych w podróżowaniu weteranów, mających na swoim koncie wizyty w Sudanie, Afganistanie, na Antarktyce czy kontynencie afrykańskim. Wszyscy są bardzo mili i uprzejmi. Trafił się jeden Duńczyk i Norweg – obieżyświaty z prawie 180 odwiedzonymi krajami na swoim koncie. Duńczyk, starszy pan który zrobił na wszystkich najgorsze wrażenie, bo nie chciał się przedstawić, do końca ukrywał swoje imię jakby była to nie wiadomo jaką tajemnica. Próbowałem go raz o to zapytać ale zbył mnie powołując się na uwaga – na RODO. Potem znajoma próbowała zagaić go o to samo, pytając naokoło jak wymawia się jego imię na co usłyszała na co potrzebna jest jej ta informacja. Dziwak. Pan z Norwegii był bardziej przystępny, za to przemądrzały, drażnił wszystkich swoją wszechwiedzą na każdy temat, nieustannie na wszystko miał gotową odpowiedź i opinię , tłumaczył wszystkim świat czym doprowadzał mnie do szewskiej pasji. Obaj pasowali do nas jak naziści do parady równości.

Opublikowano podróże | Otagowano , | 2 Komentarze

powrót do Lahore

Pakistan to kraj w którym nie można się nudzić, to miejsce w którym wszystko jest zdecydowanie inne niż to co znamy. Będąc tu nawet czas płynie inaczej. Wszystko jest fascynujące i czasami nie wierzyłem w to co widziałem… a jednak. 5 osób na motorze i ostatni wiezie jeszcze drzwi łazienkowe. Zaprzecza to logice i wielokrotnie prawom fizyki, patrząc na wózki załadowane towarami, że nie wiadomo czego się to wszystko trzyma, a co ciekawsze nic nie spadnie. Jedziesz ulicą po jednej stronie mija cię super auto a za chwilę wyprzedza cię zaprzęg z osłem albo wielbłąd – ale tu to normalne.

Jedzenie mega dobre, ale do niektórych potrzebna jest gaśnica lub wiadro wody po. Niektóre potrawy są mega ostre chociaż oni twierdzą, że są tylko trochę lekko pikantne. Gościnność mieszkańców jest niezwykła, to drugi po Iranie kraj gdzie ludzie potrafią tak serdecznie ugościć przyjezdnych. Nigdzie na świecie nie spotka się, bardziej gościnnych i otwartych na cudzoziemców ludzi.

Opublikowano podróże | Otagowano , | 2 Komentarze

Bahawalpur – Fort Derawar

Fort Derawar obronna forteca na środku pustyni Cholistan, z murem posiadającym 30 metrów wysokości i 1,5km długości, w którym znajduje się 40 bastionów, jest jednym z najbardziej efektownych pakistańskich fortów. Historycznie ważne miejsce stanowi ogromną i imponującą strukturę w sercu pustyni, ale jego stan z powodu braku renowacji szybko się pogarsza i wymaga natychmiastowych działań zapobiegawczych w celu jego zachowania. Niestety pakistański rząd nie ma tu na to funduszy więc budowla niestety coraz bardziej niszczeje, co widać spacerując po obiekcie.

Przez cały pobyt w Pakistanie zatrzymujemy się w tej samej sieci hoteli One. Mają swoje obiekty prawie w każdym mieście, oferują bardzo przyzwoity 3*** standard pokoi z łazienką, klimatyzacją i ofertą gastronomiczną. W Lahore mój pokój był mały i urządzony bardzo podstawowo, wyposażenie, sprzęt, dekoracje trącały myszką a sygnał internetu łapało jedynie stojąc przy drzwiach wyjściowych. Było za to czysto, bez zarzutu działał prysznic z ciepłą i zimną wodą, tak samo klimatyzacja. Później w Bahawalpur dostałem nawet pokój z balkonem (z zakazem wchodzenia na niego) albo moje ulubione rozwiązanie: szafa na odzież w łazience obok prysznica. Podróże naprawdę kształcą i poszerzają horyzonty. 

Opublikowano podróże | Otagowano , | 6 Komentarzy