…towarzyszy mi od rana. Wtorek był kolejnym dniem z serii jestem w pracy i mam poczucie straconego czasu. Całe dnie upływają mi na logowaniu ticketów, szukaniu informacji, przeklikiwaniu stron i formularzy albo na walczeniu z aplikacjami, które ponoć usprawniają całe procesy, ale pewnie dopiero jak zostanie się ekspertem w ich posługiwaniu. Do tego ostatniego daleka jeszcze droga, bo ciągle próbuje okiełznać ogół a na szczegóły nie starcza mi czasu. Odkąd wymyślili przejęcie przeze mnie obowiązków chłopaka, który odchodzi w Zurichu padł na mnie blady strach, że wrzucono mi na barki kolejne obowiązki a ja wciąż jestem w czarnej dupie ze starymi tematami. Nie minął nawet jeszcze miesiąc a ja zamiast koncertować się nad tym co miałem do tej pory opanować dostaje tylko ciągle nowe zadania i końca tego wszystkiego nie widać. Czarna rozpacz mnie ogarnia.
Wczoraj prawie 12 godzin siedziałem w biurze, po pracy poszedłem spotkać się z A., bo bardzo potrzebowałem twardego resetu. Wróciłem do domu uberem, poszedłem nawet stosunkowo wcześnie spać, bo chciałem się wyspać. Obudziłem się o 2, w całym domu nie było prądu i przez godzinę rozkminiałem czy to awaria, przerwa w dostawie a może tylko korki. Elektryk ze mnie żaden, ale gdy po 3 nad ranem na nowo pojawił się prąd wróciłem do łóżka i…. nie spałem już do rana. Zaczynam mieć coś z głową.

Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.