początek końca

GH: I am still feeling upset that KM will no longer be my boss and that my future boss will be in sg office in future. But on the other hand i also hope KM can find a better boss. Not worth working for bosses like P and B.
PS: 😦
GH: Did u sms her?
PS: No I didn’t. Not sure what to write yet. LH told me I will be overwhelmed working on all 3 MP regions.. She is right
GH: Agreed. It is a lot more work for you and me.

Otagowano | Dodaj komentarz

Wieczór w Atenach

Późne popołudnie i wieczór spędziłem w stolicy Grecji, uległem nagłej niepohamowanej pokusie i wprost z Niemiec poleciałem do Aten. Padało, ale wciąż było cieplej niż w pozostałej części Europy. Spałem w Radissonie, w pokoju z widokiem na park i przez cały wieczór było mi bardzo bardzo błogo…
Nie mogę się doczekać, kiedy znów tam wrócę…

Przed Świętem Dziękczynienia dowiedzieć się mam, co dalej z moim stanowiskiem, czy wóz czy przewóz. Guat Hong spekuluje, że L. jest na wylocie, podobnie jak ona sama, bo w APACu mamy głównie biura PP, jej kontrakt i tak jest z resztą z PP, w najgorszym razie przeniosą ją z Singapuru do Szanghaju, w co osobiście wątpię.
Chciałbym mieć większego asa w rękawie i lepszą kartę przetargową, by móc odejść z dumą, w pełni glorii i chwały, ale na razie na nic takiego się nie zanosi. Wyjazd wciąż kusi, ale na razie nic nie zrobiłem w tym kierunku.
Najpierw bonus, akcje, rozmowa z M. – potem zacznę się organizować.

Opublikowano podróże, praca | Otagowano , , | 1 komentarz

12 godzin w Atenach

W drodze do hotelu albo na lotnisko lubię czasem zagadywać taksówkarzy, często okazują się bardzo gadatliwi, przeto podróż mija szybciej i przyjemniej. W Atenach byłem kilka tygodni temu, świeciło wtedy słońce i było bardzo ciepło, dzisiaj było znacznie chłodniej, niebo było zachmurzone a co jakiś czas padał deszcz. Kierowca zaczepił mnie widząc rozczarowanie na mojej twarzy, odpowiedziałem mu tylko uśmiechem.

Jak wjechaliśmy do centrum wpakowaliśmy się w kilkukilometrowe korki: – W Atenach nie zawsze może świeci słońce za to na korki zawsze można liczyć – wystrzeliłem.

Kierowca obrócił się i nieco obruszony odparł: – wole jak są korki, znaczy że w mieście jest paliwo i mogę jeździć taksówką. Ostatnio jak nie było paliwa na stacjach przez 3 dni nie mogłem pracować…

Opublikowano podróże | Otagowano , | Dodaj komentarz

Niedokończona historia

W hotelu na śniadaniu, wśród obsługi albo poruszając się po mieście zauważyłem, że wzbudzam dziwne zainteresowanie, które skutkuje dłuższym spojrzeniem, uśmiechem, kiwnięciem głowy w moim kierunku a czasem wprost wskazaniem palcem… Nie wiedziałem co chodzi, myślałem że może się czymś ubrudziłem albo coś mi się przykleiło gdzieś albo to moja wielka łysa głowa i mega wielki uśmiech, które akurat w tej części świata często wzbudzają radość zwłaszcza wśrod dzieci.

(Kiedyś na Bali nie mogłem spokojnie przejść po świątyni Pura Besakih bo miejscowe dzieciaki na mój widok zaśmiewały się do bólu łapiąc się za brzuchy, jeden chłopiec pamiętam dostał takich spazmów ze śmiechu, że aż spadł z murku, na którym siedział.
Podobnie było w Wietnamie w delcie Mekongu i w Isfahanie w Iranie gdzie mali uczestnicy szkolnej wycieczki odwiedzając Monar Jonban z trzęsącymi się minaretami zapomnieli o atrakcji wybierając patrzenie sobie na mnie, mój kolorowy t-shirt, buty i pozowanie ze mną do zdjęć. Pamiętam, że podeszli wtedy do mnie nawet towarzyszący im nauczycie próbując nawiązać ze mną rozmowę. Farsi nie władam, więc skończyło się na wymianie dziesiątek uśmiechów, ukłonów no i oczywiście wspólnie pozowanych zdjęć.)

W tym przypadku okazało się, że uwagę przykuwał mój żółtawy T-shirt z flagą Chile, który przywiozłem sobie z Santiago. W Nepalu Chile znają, ale kraj wydaje im się im tak bardzo odległy i egzotyczny, że cieszy ich i intryguje, że mieszkaniec tak dalekiego kraju przybył odwiedzić właśnie ten rejon świata.

Lot na Tajwan strasznie mi się dłużył. Prawie pięć godzin lotu do Kuala Lumpur, trzy godziny czekania, następne cztery i pół lotu do Taipei.
Nie pomogło nawet to, że wylot z Kathmandu był o północy – po mimo odczuwalnego zmęczenia nie potrafiłem zasnąć.

Opublikowano podróże | Otagowano , , , , , , | Dodaj komentarz

Spotkanie z R

Do Szwajcarii przyleciała R., kilka razy w roku spotykamy się w różnych krajach Europy na tzw. local account review, ale okazuje, że są kraje/rynki, których nie odwiedzamy, bo są bardzo małe ale i tak musimy o nich w końcu porozmawiać.
Pierwszego wieczoru zabrałem ją na kolację do Kursaal i na drinka do Korhausekeller, drugiego ona zaprosiła mnie na szampana do hotelu Schweizerhoff i długo oczekiwana atrakcję kolację u M. w Azzurro.
Zwierzyłem się jej ze swoich planów, nie była zaskoczona, nie próbowała mnie zniechęcić, wręcz przeciwnie zaproponowała pomoc i wsparcie.

W Stuttgarcie panowała typowa szaro bura jesienna aura, nie chciało mi się wychodzić poza hotel, ale zmobilizowałem się, żeby zobaczyć Muzeum Mercedesa. Mało techniczna jestem osobą, ale lśniące luksusowe drogie auta jak najbardziej do mnie przemawiają.

Opublikowano podróże, praca | Otagowano , , | Dodaj komentarz

Nudy na pudy w Stuttgarcie

Luftwaffe na razie nie ogłosiło żadnych strajków, ale dmuchałem na zimno i wszędzie przemieszczam się Swissem.
Jest zimno, pada, depresyjnie.

W Stuttgarcie nie znam nikogo, z kim mógłbym spotkać się po pracy, w dodatku olbrzymi suit z dużym łóżkiem w Pullmanie sprawia, że po głowie chodzą mi zajęcia wyrównawcze i chęć przymierzenia kogoś…

Opublikowano podróże, praca | Otagowano , , | 4 Komentarze

Himalaje dają poczucie przestrzeni, ciszy i mocy…

Wczesnym rankiem pojechałem do Nagarkot, 30 km autem poza granice Kathmandu, do popularnej miejscowości wypoczynkowej skąd rozciąga się najlepszy punkt widokowy na dolinę oraz na najwyższe szczyty Himalajów..
Dotarliśmy bez przeszkód, po drodze mijaliśmy pola ryżowe jak na Bali, ale przyjechać tutaj autobusem chyba bym się nie odważył. Byłoby błogo i cicho, gdyby znikąd nie pojawili się młodzi turyści z Japonii w mocno kolorowych strojach słuchający na cały regulator Craiga Davida. Miałem już im coś powiedzieć, gdy ktoś inny zwrócił im uwagę.
Przy kubku gorącej kawy udało mi się wreszcie nazwać myśli nienazwane.

Himalaje dają poczucie przestrzeni, ciszy i mocy.

W normalnym zdrowym związku ludzie albo są szczęśliwi albo nie. Jeśli jedna albo druga strona zaczyna zadawać sobie pytania „czy jestem szczęśliwy?” to już oznacza, że coś jest nie tak. Albo są szczęśliwi i zwyczajnie są, albo zaczynają mieć wątpliwości, czyli szczęśliwi już nie są.
Uciekłem naprawdę daleko, dotarłem aż tutaj, bo mam dosyć tej mizerii i degrengolady, mam dość nas. Wyjechałem sam, by sobie przemyśleć pewne rzeczy i przewartościować priorytety.
Człowiek po to się wiąże z drugim człowiekiem, by w życiu było mu lżej. By ktoś go czasem postawił na nogi, zrobił obiad, przytulił, pocieszył, popieścił. By się czuć w tym zgiełku i zamęcie życiowo-zawodowym mniej samotnym, mniej zbłąkanym, mniej przytłoczonym codziennością. Nigdy na odwrót. Związki mają taką właśnie uszczęśliwiającą moc. To jest dla mnie zasadniczy wskaźnik jakości związku – zastanowić się, czy jestem w nim zwyczajnie szczęśliwy.
Wydaje mi się, że za bardzo idealizuje mój związek, że od dawna jesteśmy ze sobą wyłącznie z przyzwyczajenia, łączy nas sytuacja, w której się znaleźliśmy i kalkulacja, że we dwoje emigracja wydaje się bardziej znośna.
Od kilku tygodni czuje jakbym głównie spiskował za jego plecami, o niczym nie opowiadam, w nic nie wtajemniczam, zamykam się w swoich myślach i czuje się z tym źle, ale z drugiej strony wiem, że nie da się zrobić tak żeby nikogo nie skrzywdzić.

Opublikowano podróże | Otagowano , , , | 3 Komentarze

Mój dzień w Kathmandu: Kasthamandap – Taleju – Kumari Ghar – Kal Bhairav

Radju przyjechał odebrać mnie wraz kierowcą punktualnie o 9. Naoglądałem się wkoło samochodów, które poruszały się po ulicach Kathmandu i zdecydowałem się na nieco większy, bardziej bezpieczny i komfortowy SUV. Te, które widziałem na lotnisku były zbyt małe żeby pomieścić mnie i mój ogromny bagaż.

Było ciepło, na dworze temperatura sięgała ponad 20 kresek. Póki nie przygrzało słońce było znośnie, ale po południu musiałem nosić czapkę, bo spaliłbym sobie czaszkę.

Myślałem, że oprócz stupy i widoków na Himalaje w Kathmandu nie ma nic. Jeden, góra dwa dni żeby zobaczyć wszystkie atrakcje a tu niespodzianka. Chodziłem po uliczkach jak zaczarowany, Radju cierpliwie dzielił się ze mną swoją wiedzą na temat odwiedzanych miejsc opowiadając lokalne legendy. Trafiłem na fajnego przewodnika gdyby tylko nie pluł jak mówił, ile razy stawałem na wprost niego okulary miałem uwalone jego zbyt soczystą wymową.

Pod względem tych innych doznań Nepal zadziwił mnie swoją różnorodnością. Zmieniłem zdanie na temat Hindusów, wśród nich zdarzają się prawdziwe okazy niczym z bollywodzkich produkcji z bezmiarem talentu, uczuć i pasji, którymi dałoby się obdarzyć kilka osób.

Spacerując byłem czasami jedynym cudzoziemcem na ulicy, ale nikt się mną nie interesował – kilka ciekawych spojrzeń, kilka uśmiechów, ale absolutnie żadnego nagabywania.

Kathmandu swoich rozmachem, kontrastami, ogromem, skrajną nędzą zadziwia, a zarazem przeraża. W dzień to miasto tętni życiem jak mrowisko, pełne motorów, samochodów, rykszy, rowerów z nieustannie brzęczącymi dzwonkami. Kłąb ludzi przetacza się po szerokich alejach i po mniejszych, wąskich uliczkach, pyszne, okazałe budynki, wręcz pałace raz po raz ustępują miejsca mniejszym, coraz biedniejszym budynkom.

Nepal cierpi na deficyt prądu. Nie ma go kilka godzin dziennie. Przerwy w dostawie prądu są dwojakiego rodzaju – planowane odbywają się według grafiku. Mimo częstych przerw w hotelu prąd jest dostępny prawie non stop a to dzięki generatorom, które włączają się automatycznie i zasilają cały obiekt.

Lunch na dachu hotelu z widokiem na stupę Bodnath. Miasto ma prawie 2000 lat historii, a znaczna jego część wygląda dziś tak, jak prawdopodobnie wyglądała kilkaset lat temu. Setki wąskich uliczek, tysiące sklepików, małych restauracji, pałace, monumentalne stupy, świątynie i małe kapliczki na każdym rogu, przepiękna, egzotyczna architektura, drażniący nozdrza zapach kadzidełek, który roznosi się praktycznie wszędzie, targowiska, odbywające się codziennie religijne ceremonie, odgłosy instrumentów i dzwonki rikszarzy, te wszystkie świadectwa bogatej kultury, sztuki i tradycji Nepalu sprawiają, że po Kathmandu można spacerować godzinami, przez wiele dni i ciągle odkrywać jakieś nowe, fantastyczne miejsca.

Poza samą stolicą, znajduje się wiele innych miejsc wartych odwiedzenia, między innymi starożytne, królewskie miasta Patan i Bhaktapur, stacje górskie Nagarkot.

Ludzie w hotelu okazali się przemili, dawno nie doświadczyłem tylu uśmiechów i uprzejmości jak przez te kilka dni pobytu w Nepalu.

Wyłączyłem się od pracy i biura, internet w tej części świata działał fatalnie, co jakiś czas udawało mi się ściągnąć pocztę, ale były to incydenty, bo zazwyczaj mieliło mieliło by potem wyrzucić mi komunikat o błędzie.

Gdzie na drugim krańcu globu do Berna przyleciał nasz VP uspokoić trochę ludzi i kurtuazyjnie zapewnić każdego członka zespołu, że nie ma się, o co martwić. Z ulgą przyjąłem wiadomość, że ominie mnie ta wątpliwa przyjemność słuchania korpo papki. Bylem tak daleko i w tak egzotycznym miejscu, że tak niedawna rzeczywistość i problemy wydawały się być bardzo daleko, że aż nierealne.

Opublikowano podróże, praca | Otagowano , , | 5 Komentarzy

lajcik w Nepalu

Jako dziecko kilkakrotnie oglądałem głupkowatą komedie z Eddie’m Murphy’m, w którym główny bohater podróżuje do Kathmandu w poszukiwaniu tytułowego Złotego Dziecka. Moje wyobrażenie tego miejsca ograniczały się do wizji dalekiego, niedostępnego miasta, położonego wysoko w Himalajach gdzie jest zimno, ciemno, pełno śniegu i można spotkać kolorowo ubranych mnichów oraz latające smoki.

Czułem wtedy, że Himalaje to kolejne miejsce, które chciałbym zobaczyć, dotknąć, poczuć. Minęły lata i marzenie małego chłopca zaczęło się krystalizować. Samolot obniżał się do lądowania, najpierw widziałem błękitne niebo, ciemnozielone szczyty gór otaczające miasto a poniżej piękną, zieloną dolinę pełną kolorowych, małych domków nieregularnie rozsianych na ogromnej przestrzeni.

Lotnisko Nepalu nie przypomina w niczym wielkich międzynarodowych portów lotniczych z niezliczoną ilością świateł, pasów startowych i tłumem śpieszących się podróżnych. Nie ma tu wielkich sklepów, fast tracków, rozświetlonych restauracji – jest za to…luz.

Zanim odebrałem bagaż musiałem odstać swoje w kolejce po wizę. Jednemu pan dałem zdjęcie, drugiemu – wniosek wizowy, potem przeszedłem do trzeciego pana, który połączy wniosek ze zdjęciem – żeby otrzymać wizę musiałem przejść przez kilka stanowisk, co zajęło ponad godzinę.

Moja koleżanka z mediolańskiego biura była tutaj 2 tygodnie przede mną, opowiadała mi straszne rzeczy, ale wiem że nigdy wcześniej nie była w Indiach. W porównaniu z nimi Kathmandu należy do najpiękniejszych i najbardziej klimatycznych miast Azji. Panujący chaos komunikacyjny, hałas, tłok, intensywne zapachy, wszechobecny bród oraz widoczna bieda mogą być dla niektórych trudne do wytrzymania, zwłaszcza w pierwszych dniach pobytu.

Tych tłumów nieco się obawiałem – czytałem o szarpaninach, agresywnych taksówkarzach i naganiaczach, generalnie atmosferze wymuszenia i stresu… Rzeczywistość okazała się łagodniejsza, przed wejściem zaczepiło mnie kilku taksówkarzy, którzy pytali, dokąd jadę, ale na szczęście czekał na mnie już hotelowy shuttle.

Pierwsze wrażenie z okien taksówki: uderzająca bieda i wszędobylski smog, mnóstwo ludzi chodzących w maseczkach na twarzy.

Chaos. Tak to przynajmniej wygląda na pierwszy rzut oka. Bardzo ciasne uliczki w centrum zalane tłumem ludzi, a do tego samochody, motory, rowery, riksze. Kierowcy jadą jakby na oślep, maniacko naciskając klakson prawie bez przerwy, mijają pieszych i inne pojazdy na swojej drodze w ostatniej chwili. A mimo to nikt na siebie nie wpada, żadnych stłuczek, żadnych potrąconych ludzi.

Uśmiech Nepalczyków, uprzejmość i bijąca od nich radość neutralizuje pierwszy szok.

Opublikowano podróże | Otagowano , | Dodaj komentarz

uciekam, bo dymają mnie równo

No i wcale tak bardzo się nie pomyliłem. Mieliśmy mieć 9-12 miesięcy teraz mówi się raptem o 6. Pracuję tutaj już tyle lat i wcale mnie to nie dziwi. Ma być quick & dirty zamiast quick & efficient byleby tylko szybko się rozdzielić. I tak po kątach mówi się, że wkrótce wykupią nas albo Amerykanie z Mountain View albo inny Chińczyk z Hangzhou i że może najwyższy czas rozważyć przyspieszony kurs chińskiego.

Mój upór trochę zelżał, ale wciąż uważam za dobry pomysł do czego się przymierzam. To, co dzieje się w ESS traktuję, jako znak i zachętę żeby wykonać krok naprzód. W końcu zawsze tego pragnąłem a teraz nadszedł odpowiedni moment, stać mnie, jestem młody, zdrowy, rodzice nie potrzebują jeszcze mojej pomocy, jak wrócę wciąż mam perspektywy, jeśli nie teraz, to kiedy?

Poszedłem sobie do biura tylko na parę godzin, chciałem tego dnia wcześniej wrócić do domu, dokończyć pakowanie się i zdążać na samolot. W Szwajcarii trwają jeszcze ostatnie podrygi słonecznej jesieni, za chwilę zrobi się zimno, deszczowo i szaro buro. Po raz ostatni w tym roku wybieram się do Azji, roztropnie pakuję swój bagaż, by zabrać ze sobą wszystko, co potrzebne do przetrwania najpierw w tropikach Malezji, a potem w górzystym Nepalu a na koniec na upalnym Tajwanie. Ogarnia mnie dziwne przygnębienie, że pewnie to już końcówka takich wyskoków, dlatego mocno spiąłem się żeby zrealizować cały swój plan w ciągu niecałych 8 dni.

Kuala przywitało mnie patelnią i zatem lejącym się z nieba, czekałem raptem kilka minut zanim kierowca zapakował mój bagaż i uruchomił klimatyzację a zdążyłem poczuć jak grube krople potu spłynęły mi po plecach. Na szczęście nie było korków, w Malezji trwał długi weekend z okazji nowego roku Awal Muharram Maal Hijrah i większość mieszkańców wyjechała za miasto. Jerry zaprosił mnie na kolację do Japończyka, wróciliśmy późno do hotelu, ale ani w głowie było mi spanie. W nocy znowu zaczęło padać, prawdziwa ściana deszczu zasłaniająca prawie cały widok na wieże Petronas a przecież mój hotel znajdował się praktycznie na wprost nich.

W mieście znowu coś się zmieniło, otworzył się nowy Hyatt stanowiąc konkurencje dla Mandarin Oriental. Poszliśmy wypróbować nowy bar, ogólnie nic specjalnego, jedynie obsługa o niebo lepsza niż w Sky Barze w Traders. Na drugi dzień z powodu brzydkiej pogody nie pojechaliśmy do Malaki, co nie było takie najgorsze, bo mogłem dłużej pospać (jet leg dał mi do wiwatu), zjeść ostrygi i sushi w Yuzu na późny brunch, zrobić zakupy w centrum handlowym KLCC, sprawić prezent bratu przed wyjazdem na wspólny urlop, zdążyłem nawet kupić bilety do kina na Furie z Bradem Pittem, co było dużym błędem, bo film epatował epickim tonem dosadną i bardzo realistyczną brutalnością oraz scenami przemocy, których wolałbym nigdy nie oglądać. Jak przystało na amerykańską produkcję film zdołał zniesmaczyć stereotypami czy bardzo dużymi uproszczeniami no, ale takie są wszystkie hollywoodzkie produkcje, choć muszę przyznać, pierwszy raz nie zobaczyłem w amerykańskim filmie ani razu amerykańskiej flagi.

Kolacje zjedliśmy w Yuzu, (bo ostryg nigdy dość), jednemu kelnerowi wpadłem w oko, bo kiedy nas obsługiwał przyznał się, że pamięta mnie jak odwiedziłem ich w kwietniu i w ogóle zagadywał mnie o wszystko pod byle pretekstem. Podwójna porcja ostryg plus butelka wina do kolacji miały swoje daleko idące konsekwencje w nocy…

Wcześnie rano Jerry odwiózł mnie na lotnisko, zdążyłem załapać się na cappuccino i ciepłego croissanta z kurczakiem w Cafe Barbera. Ta zestaw stał się dla mnie kultowy odkąd zacząłem latać do Malezji.

Opublikowano podróże, praca | Otagowano , , | 4 Komentarze