urlop w Tunezji

Zrobiłem użytek z ponad ćwierć miliona punktów, które uzbierałem w programie lojalnościowym Radissona.
Tegoroczne wakacje z Tunezji zaplanowaliśmy już w marcu, z góry zakładaliśmy, że ma to być typowy wypad na plażę, bez napinania się i intensywnego zwiedzania. No i właściwie tak było: luksusowo, ciepło, blisko, tanio, poprawnie i nudno. M głównie uczył się do egzaminu, podczas gdy ja czytałem książkę za książką, leżąc leniwie pod parasolem, zabezpieczony olejkiem do opalania, wlewając w siebie kolejne kufle schłodzonego piwa, mało przejmując się tym, co myśli o tym M. Zupełnie nie chciało mi się lecieć gdzieś daleko, dlatego dwie godziny samolotem z Genewy było rozwiązaniem optymalnym. Tylko załoga Tunisair trochę przaśna: mówiła jedynie po arabsku i francusku, w obyciu było słabiusieńko – z grubsza ciosani, bezzębni, brzuchaci panowie albo roztyte arabskie meduzy z żółtymi zębami. Zupełnie nie było, na kogo popatrzeć ani wizualizować bliższe spotkania trzeciego stopnia.

W dzień było upalnie, wyprawa pieszo do miasta przed godziną 17.00 oznaczała kisiel w majtkach. Zwykle wieczorami do mediny jechaliśmy taksówką, w jakiejś fajnej knajpce szukaliśmy miejsca na kolacje (co było zajęciem nie lada ciężkim, bo apetycznie i czysto wyglądających miejsc było jak na lekarstwo) a potem pieszo wracaliśmy do hotelu. W Hammamet na każdym kroku można było natknąć się na kawiarnie oferujące herbatę lub kawę, w których przesiadywali mało urodziwi panowie, w brudnych obszarpanych ciuchach popijając kawę, herbatę albo wodę. Od razu widać, że to muzułmański kraj bo piwa czy wina tam się nie pija.
Przed każdym wyjściem warto strzelić sobie banie na rozluźnienie nerwu, bo tunezyjscy handlarze uwielbiali zaczepiać i zachęcać do targowania się – po prostu taki ich urok.

Opublikowano podróże | Otagowano , | Dodaj komentarz

Berlin Paryż Warszawa Belgrad

Wróciłem do Europy żeby zaraz polecieć najpierw do Berlina a potem Paryża. W Berlinie zapoznałem się nieco bliżej z jednym rosyjskim kibicem, który oferował zajęcia wyrównawcze, początkowo wydawał się bardzo obiecujący, ale z czasem okazał się być zbyt drogi w użytkowaniu. Strzelać gole owszem lubię, ale po pierwszej wygranej tracę chęć zagrania kolejnego meczu z tym samym zawodnikiem, zwłaszcza gdy taki zawodnik poczuje kasę.
Razem z R. spotkaliśmy się z A. na kolacji w nowo otwartej Eiffel w Ku’Damm.
Wydawało mi się że jestem cool i pewne zachowania raczej mnie nie ruszają, ale gdy między jednym a drugim kęsem kotleta A. oznajmił, że nie leci ze swoją dziewczyną na Martynikę bo F. musi zrobić sobie skrobankę zrobiło mi się dziwnie. Jego argumenty zupełnie do mnie nie trafiały i gdyby nie to, że znam go już kilka lat chyba bym go nie polubił. Nie podejrzewałem siebie w ogóle o tak radykalną postawę, dopiero gdy zostałem postawiony w takiej sytuacji odezwało się we mnie prawdziwe ja. Może bierze się to stąd, że znam wiele par, które mocno starają się o dziecko i opowiadają, jakie to trudne, kiedy natura wydaje się być temu przeciwna.
Nawet R. wydala się poruszona sposobem, w jaki to powiedział, ale w sumie to nie nasza sprawa. Wieczór zakończyliśmy w barze, znieczuliłem się potrójnym pisco sour, ale ani do Ruska ani do żadnego Latynosa, Mulata czy innego Murzyna nie zadzwoniłem.

We Francji strajkuje Air France. Balem się ze zapowiedziany na poniedziałek strajk pokrzyżuje mi plany, dlatego poleciałem do Paryża już w niedzielę. M. nie miał nic przeciwko, bo każdą wolną chwile wykorzystuje na przygotowanie się do egzaminu i potrzebuje teraz w domu ciszy. Nocleg w hotelu de Louvre, obfita kolacja na Rue Saint-Honore, lampka szampana w hotelowym barze. Z R. nagadałem się chyba za wszystkie czasy, następnym razem spotkamy się dopiero w listopadzie w Bernie i zabiorę ją do restauracji, w której pracuje M.

Po niemal 2 latach spotkałem się w naszym paryskim biurze z L. która wyglądała jak milion dolarów. Gdybym był hetero, to chciałbym się z nią umówić.

Warszawa – ciepły, słoneczny dzień, na lunch poszedłem sam, do Mondevino i było mi z tym niespodziewanie dobrze. Czasem lubię pobyć sam ze sobą i nie potrzebuję do szczęścia przyjaciół czy nawet piłkarzyków.
Spałem w nowo otwartym Hampton’s by Hilton na Wspólnej. Na deklarowane 4 gwiazdki zasługiwał jedynie pan portier z Azerbejdżanu…
Dwa tygodnie wcześniej spędziłem w Warszawie weekend z M., który to stwierdził że Warszawa pod względem architektury kojarzy mu się ewidentnie z komuną: te blokowiska, szaro czarne gmaszyska w centrum, wszystko jakby dzieło przypadku. Pomimo deszczu zabrałem go do Łazienek posłuchać koncertów Chopina i ta atrakcja spodobała mu się najbardziej.

Policzyłem – od końca sierpnia tylko 3 dni spędziłem w domu. K. miała racje, jeśli kiedyś będę musiał zmienić pracę, będę bardzo nieszczęśliwy.

Opublikowano podróże, praca | Otagowano , , , , | 1 komentarz

Boston 3

Kocham latać samolotem. Uwielbiam to uczucie wznoszenia się ponad ziemie i lekkie trzęsienie, kiedy samolot zyskuje prędkość przelotowa. Lubię, kiedy bezszelestna obsługa zagaduje pasażerów próbując się do nich przymilić. Nieszkodliwy small talk, wymiana grzeczności i uprzejmości, w tej szopce szybko się odnajduję, odpowiadając niczym prócz szerokim uśmiechem. W niebie jestem nieosiągalny: dla telefonów, maili, smsów, znajomych z czata, problemów i złych myśli, nie liczy się nic oprócz mnie. Latanie kojarzy mi się z błogim relaksem, z luksusem świętego spokoju.
Swiss sprawił mi niespodziankę, do Europy wracam pierwszą klasą. I jak tu nie kochać latania…

Opublikowano podróże | Otagowano , | 1 komentarz

Boston 2

K. spała do 11, obudziłem się dużo wcześniej przed nią, a że wiem jaka potrafi być charakterna gdy jest niedospana, dlatego nie przeszkadzałem jej, maile sobie porobiłem, rekoncyliacje kart kredytowych, zacząłem rfp hoteli byleby tylko nie budzić potwora. Pomyślałem, że czasu nam pewnie nie starczy, żeby pokręcić się dziś po Bostonie, bo plan wydawał się napięty. Zupełnie niepotrzebnie.
Późny brunch zjedliśmy wspólnie w Wagamama, którą K pamiętała z Londynu, na sam widok tej restauracji nie mogliśmy tam nie wejść. K. wylała na siebie cały sok marchewkowy, ale humor nie przestawał jej dopisywać.
Fala upałów zalała Boston i cale Wschodnie Wybrzeże, nie dało się przejść kilkuset metrów bez strugi potu spływającej po czole czy plecach. Wszyscy się męczyli a uliczni sprzedawcy lodów i napojów zbijali fortuny. Wybraliśmy się na spacer wzdłuż Freedom Trail i nawet nie wiem, kiedy zleciało nam popołudnie. Lubię spotykać się z K., bo ma w sobie cos z coacha, posiada pewnego rodzaju mądrość życiową, wiele razy potrafiła nazwać moje myśli i obawy, sprowadzić na ziemię albo po prostu szczerze pogratulować. Tym razem usłyszałem, że gdy zrezygnuję ze swojej pracy będę bardzo nieszczęśliwy, bo jestem człowiekiem na właściwym miejscu, jeśli kiedyś zmienię pracę, będę płakał i będę nieszczęśliwy.

Zaprosiłem K. na kolacje do Deuxave, tego miejsca nie powstydziłby się M.

Opublikowano podróże | Otagowano , , | Dodaj komentarz

Boston 1

Nic się nie zmieniła, pisała że przytyła, ale wcale tego nie zauważyłem. Przed wyjazdem na lotnisko poszliśmy jeszcze na piwo i sałatkę, ostatni raz przeszedłem się po siatce ulic i alei żegnając się z miastem. Może za rok wrócę tu z M. a może przylecimy tu jeszcze pod koniec roku..
Złodziejski portier z Westina próbował wcisnąć mi taksówkę za 120 dolarów tłumacząc się godzinami szczytu. Już miałem się zgodzić, gdy K. sama zorganizowała nam transport na JFK i to w normalnej cenie. Przejazd przez Manhattan wydawał się trwać nieskończoność, kierowca ciągle rozpędzał się by zaraz hamować, szarpało nami w tył i w przód aż mało się nie shaftowałem. W American Airlines znowu zmiany, okazało się że musimy osobno zapłacić za nadawany bagaż. Samolot miał ponad godzinne opóźnienie, spędziliśmy ten czas jak przystało na dawno niewidzących się przyjaciół: na pogaduchach w barze.

W Bostonie było ciepło, gdy lądowaliśmy na lotnisku Logan. W 10 minut byliśmy w Omni Parker House.

Opublikowano podróże | Otagowano , | Dodaj komentarz

Nowy Jork 4

O 8.30 spotkaliśmy się w sali konferencyjnej. Choć wieczór wcześniej spędziłem w hotelowym barze na smutno popijając whisky rano wstałem bez oznak zmęczenia, zdążyłem się spakować, ogarnąć i z przylepionym uśmiechem przyjść na spotkanie. Wyjazd do Nowego Jorku miał z definicji być wyjazdem integracyjnym, ale integrowanie się z nami coś K. nie wychodziło, ciągle była zmęczona albo zajęta. Tylko jeden i zarazem ostatni wieczór spędziliśmy razem, reszta to była samowolka.
K. ożeniła mnie z projektem, którego koncepcję całkowicie teraz zmieniła, akurat gdy zbliżaliśmy się do końca, więc po powrocie do Szwajcarii zacznę rzeźbić od początku. Siedzimy i główkujemy, tzn. bardziej K., bo ja mam to już głęboko w dupie.
Na szczęście o 16.00 spotykam się z K. i lecimy razem do Bostonu.

Opublikowano podróże, praca | Otagowano , , | Dodaj komentarz

Nowy Jork 3

Nie spodziewałem się niczego nadzwyczajnego, było jak było, po prostu nudno, dwa dni ciągłego słuchania jadi-jadi-jada. Absolutnie nie narzekam, że K. akurat tutaj zorganizowała nasz offsite, bo do Nowego Jorku zawsze milo jest wrócić. Jak na wyjazd integracyjny myślałem, żeby więcej czasu spędzimy razem, ale począwszy od śniadania, po sesje konferencyjne i samotnie spędzane wieczory wszystko robiliśmy osobno. Może to i lepiej, bo miałem czas na zaległą prace, zakupy, spacery i trochę świętego spokoju.
Dopiero dziś wieczorem wybraliśmy się na kolację do steak house’u i przedstawienie na Broadway ‘u – „Historie Motown”. W towarzystwie dwóch podstarzałych kobiet, w dodatku płacących moje rachunki czułem się jak żigolak. Cieszę się, że tu jestem, bo miejsce jest super, ale to jak się tutaj integrujemy pozostawia wiele do życzenia.

Joan Rivers zmarła dziś gdzieś tu niedaleko…

Opublikowano podróże, praca | Otagowano , , | Dodaj komentarz

Nowy Jork 2

Spałem prawie całą noc, przedtem wziąłem długą gorącą kąpiel, po Manhattanie wszędzie poruszałem się pieszo byleby zmęczyć się odpowiednio i paść wieczorem ze zmęczenia.

Nudna ta konferencja jak cholera, amerykański bełkot, sztucznie rozentuzjazmowanych ludzi, którzy jakby najedli się prozacu i te ich mądre rozwiązania, które mają się nijak do reszty świata

W sali konferencyjnej jest potwornie zimno, klimat działa na 150% a do picia proponują co?! – wodę z lodem. Nie wiem, co lepsze: pocić się z gorąca czy trząść się jak osika i szczękać zębami.

Unikam prelekcji i ukrywam się przed K i L w swoim pokoju.

Sztuczny entuzjazm, potakiwanie głową jakby publiczność usłyszała prawdę objawioną, reakcje jak podczas Oprah Winfrey Show i te dźwięki, które z siebie wszyscy wydobywają: yeah, this i it, wow, great, o my god. Nikt nie wydaje się dostrzegać reszty świata poza czubkiem swojego nosa…

Opublikowano podróże, praca | Otagowano , , | Dodaj komentarz

Nowy Jork

Dotarłem ja i moja walizka, o 12.40 wylądowałem na JFK, jako pierwszy wyszedłem z samolotu, bezproblemowo przeszedłem przez rozmowę z urzędnikiem imigracyjnym by potem ponad 90 minut spędzić w taksówce na Manhattan. Zatrzymaliśmy się w Westin na Time Square, dostałem narożny pokój na 30. piętrze z pięknym panoramicznym widokiem.
Pokój deluxe, rzekłbym apartament…Tylko, że hmmmm. To jest to chyba idealny start w ciężkie mieszkaniowe klimaty Nowego Jorku, bo jak na cenę wynajmu, jakość jest naprawdę średniawa. Okna są szczelne, ale cały pokój wykończony jakby z okresu późnych lat 90tych, tyle że odmalowane. Futryny, drzwi, zasłony i szafy są bardzo old schoolowe, pierwsza reakcja – nie wiem czy w ogóle chce się rozpakować i położyć w szafce ciuchy – ale człowiek się przyzwyczaja. Łazienka na pierwszy rzut oka też nie za bardzo, stare kafelki i baterie, nie da wyregulować się prysznica, są problemy z ogrzewaniem, zupełnie inne standardy…

Póki, co odbieram to miasto dokładnie tak jak wtedy, gdy byłem tu na urlopie, mam energie i zapał do pracy, nawet chce mi się jutro ładnie ubrać na konferencje.

Metropolia przedstawiona w niezliczonej ilości seriali i filmów ma zakłamany wizerunek.
Jestem teraz na Manhattanie, genialna lokalizacja, a mam wrażenie, ze w koło raczej bieda. Nie wiem gdzie są ci wszyscy celebryci i modelki, raczej widzę ludzi bardzo różnorodnych rasowo, ale z takimi smutnym i zmęczonymi twarzami, trochę freaków, wariatów, poprzebierane psy. Patrzę na budynki, okna i raczej widzę normę, albo przeciętność i biedę, chociaż przy 5. Alei na wysokości 60. Wschodniej i w górę liczę luksusowe limuzyny zaparkowane przed kamienicami: kilka Maybachów, dużo BMW, Lexusów, Mercedesów i klasycznych Rolls Royce’ow. Kolorowe życie dzieje się w wysokich budynkach gdzieś tam w górze..

Z myślą o M. przeszedłem Madison Ave całe 40 przecznic od 42. do 83 z misja wykupienia polowy galerii Jonathana Adlera. Choć po przyjeździe wskoczyłem w wygodne letnie spodenki, adidasy i czapkę z daszkiem czułem jak chlupocze mi między nogami, w połowie drogi musiałem wejść do budynku banku Chase of Manhattan ochłodzić się w przyjemnym klimatyzowanym pomieszczeniu.

Przyjezdni mówią, że puzzle zaczynają się układać w całość po jakimś roku mniej więcej. Ludzie niechętnie się do tego przyznają, bo wszyscy przecież ‘love new york’, ale jak się ich przyciśnie to każdy przyzna, że początki tutaj to nie jest miesiąc miodowy – w końcu każdy przechodzi przez dokładnie takie same przeprawy, plus musi ogarnąć rzeczywistość.

Było tak jak zostało kiedyś opisane: podróż w 1. klasie, Manhattan, korki, spacer po 5 Alei, zakupy w galerii, radość że tu jestem, że mogę to tego wszystkiego doświadczać i smutek bo przyleciałem sam. A może to nawet nie smutek, tylko łzy szczęścia, w końcu spełnia się mój sen…
Życzenia trzeba wypowiadać ostrożnie, widziałem takich mieszkających przy 5th Ave – obłożonych kartonami, przedmiotami znalezionymi w śmietnikach albo wyrzuconych przez przechodniów.
Dzisiaj Nowy Jork i 5. Aleja a za dwa miesiące Katmandu i widok na Himalaje.

Opublikowano podróże | Otagowano , | Dodaj komentarz

Gdzieś gdzie czas stanął w miejscu

W dzieciństwie, gdy miałem 12 czy 13 lat moi rodzice zabierali nas z bratem nad jezioro do Rudna koło Sławy w woj. lubuskim. Na terenie ośrodka wypoczynkowego dzierżawili tam domek, taki drewniany, zwykły, z weranda i okiennicami, położony w lesie, bardzo blisko jeziora w którym uwielbialiśmy się kapać. Nic specjalnego, taka chatka na kurzej łapce, bez łazienki i innych luksusów, tylko 2 przestronne pokoje, bez kuchni, ale i tak wspomnienia mam stamtąd niezapomniane, rok rocznie na przestrzeni kilku lat spędziłem tam najpiękniejsze wakacje w zyciu, z rodzicami, babcia, nawet z sąsiadami. Pierwsza fascynacja, próby palenia papierosów, pierwszy kac gigant, ognisko, pieczenie kiełbasek, skoki z pomostu, stołówka, dyskoteki w barze 13, kajaki, rowery i głupoty w postaci turlania się po chodniku na czas. Nie wspomnę ile osób i twarzy przewinęło się przez to miejsce, ile emocji, śmiechu i łez towarzyszyło mi przez te kilka lat tam spędzonych.

Gdy miałem 18 lat rodzice postanowili sprzedać ten domek i pozbyć się kłopotu, bo oboje z bratem wyrośliśmy ze spędzania wakacji z nimi.

Po prawie 20 latach mój brat pojechał odwiedzić to miejsce podczas swojego urlopu. Wysłał mi zdjęcia, gdy akurat siedziałem na spotkaniu działu i zamiast słuchać prezentacji myślami bylem gdzieś zupełnie daleko, jakbym znowu miał 13 lat… Gdzieś tam czas naprawdę stanął w miejscu..

Dodaj komentarz