jeb jeb jeb

Łeb mi pęka od nawału pracy, dosłownie nie wiem w co ręce włożyć, na dodatek jestem uzależniony od tego czy inne grupy projektowe zakończa swoje prace na czas. Gdybym był sam za wszystko odpowiedzialny potrafiłbym się zorganizować i wszystko zaplanować, zrobiłbym po swojemu. Nie cierpię być uzależniony od czyjejś pracy, typowe rozumowanie perfekcjonisty pracoholika.
W piątek lecę do Indii a potem do Stanów, 22 grudnia zaczynam swój dwu miesięczny urlop – mam wrażenie że jak tylko zniknę z biura to wszystko jebnie z hukiem wodospadu i rozleci się na kawałki

Opublikowano Brak kategorii | Otagowano | Dodaj komentarz

Kac wawa

Słoneczną Szwecję opuszczałem ze spokojem i lekkością w sercu, wszystko odbyło się tak jak zaplanowałem, ze sporą dawką przyjemności. Po raz kolejny przekonałem się, że zasada szybkich i intensywnych powrotów jest skutecznym sposobem rozwiazywania trudnych zawiłych znajomości oraz leczenia wszelkich rozterek z tym związanych. Nie wiem czy kiedykolwiek jeszcze zawitam do Goteborgu, może kiedyś znowu przypadkiem. Lubię Szwecje, bo jako obcokrajowiec bez problemu mogę porozumieć się wszędzie po angielsku. Szwedzka mentalność jest podobna do szwajcarskiej stąd mało rzeczy jest w stanie mnie zirytować albo wyprowadzić z równowagi. Polak jest gościnny, przysłowie ‚zastaw się a postaw się’ przestaje tam obowiązywać. Typowy Szwed jest skromny, oszczędny i specjalnie dużej gościnności nie oczekuje od innych. Każdy zdaje się być rozsądnym domatorem, płaci za siebie a zwykły flirt odsłania jak faceci są tam bezjajowi i samowystarczalni.

Wizyta w polskiej stolicy pozwoliła mi wierzyć w lepsze jutro. Życie wciąż sprawia mi niespodzianki. Przyjemnie jest przekonać się, że istnieją nadal intrygujący faceci, że czyjeś towarzystwo mile zaskakuje, że w Polsce spotyka się takich, dla których stosunkowo łatwo można stracić głowę o ile oni nie zrobią tego wcześniej. Punkt widzenia mi się zmienił – chyba, że całą winą obarczyć kolorowe koktajle… hm z koprem, którego w końcu i tak mu nie pokazałem.
Wspaniale jest poczuć przez chwile, że można być szczęśliwym gdzieś indziej i w innych realiach. Powrót do Szwajcarii wywołał we mnie niepotrzebny smutek i przygnębienie, za dużo myślenia i wątpliwości – nie lubię się takiego. Czasami włącza mi się szwędacz a wraz z kolejno odwiedzanymi miejscami ogarnia mnie bezmiar dobroduszności – mam wtedy ochotę obdzwonić wszystkich starych znajomych i wygarnąć im to i owo a potem wspaniałomyślnie i iście teatralnie wszystko wybaczyć.

Opublikowano Brak kategorii | Otagowano , , | 2 Komentarze

Amsterdam – Lyon – Zagrzeb – Goteborg

Po blisko 2 latach niespodziewanie wysłano mnie do Zagrzebia na spotkanie z lokalnym dostawcą, skorzystałem na tym podwójnie, bo raz nie musiałem siedzieć za biurkiem a dwa miałem okazję odgrzać starą znajomość. Niektórym może wydawać się to dziwne, ale nawet znajomości zaczęte od dupy strony mają szanse przetrwania w dzisiejszym świecie i potrafią ciągnąc się latami, osobiście mam kilka takich przykładów, ale nie będę wchodził w szczegóły.

Wieczorem po kolacji z R spotkałem się z R vel Mr Devilem powspominać nasz wspólny dziki wypad do Stambułu, przez który zapewne spotkamy się kiedyś w piekle oraz usłyszeć, że R startuje na stanowiska urzędnika UE i jeśli dostanie się do Luksemburga to taka afera z Strauss-Kahnem przy nim to będzie pikuś, bo R ma nieprzeciętnie rozwiniętą wyobraźnię, że jeżeli tylko stworzyć mu odpowiednie warunki to chłopak puszcza wodze fantazji i wtedy nawet szeroko opisywane w prasie włoskie imprezy bunga bunga to zwykły bal starszaków w przedszkolu.
Choć to już początek października w Zagrzebiu wciąż było ciepło a w powietrzu czuć było dokuczliwą wilgotność. Podczas gdy wokół nas ludzie chodzili w kurtkach albo płaszczach opatuleni szalikami oboje z R ocieraliśmy pot z czoła. R która towarzyszyła mi podczas tej podróży miała serdecznie dość tego klimatu i zaraz po kolacji o 21 wylądowała w swoim łóżku podczas gdy ja uskuteczniałem swoje urzędowanie w barze hotelu Regent.

130-138

Wizyty na Bałkanach i zawieranie nowych przelotnych znajomości przypominają mi zakupy w outlecie: fajne i apetyczne towary, tylko taniej.

Wcześniej w czwartek polecieliśmy razem do Amsterdamu spotkać się z dyrektorem finansowym filii mojej firmy i Signor G podczas 3 godzinnej pogawędki dał mi nieco do wiwatu. Ciężko nam się rozmawiało a jeszcze trudniej było mi znosić dziwne fochy pana CFO (a niby makaron), który raz po raz łapał mnie za słówka albo karcił słownie niczym przedszkolaka. Byłem na tą słowną chłostę nieprzygotowany, bo wieczór wcześniej wlaliśmy w siebie z R 2 lampki szampana, 2 butelki malbeca i 3 whiskey sour, po których zdolność odpierania jakichkolwiek ataków lekko mi osłabła. Poza tym w hotelowej łazience spotkała mnie niemiła sytuacja, o 1 w nocy po powrocie do pokoju próbowałem wziąć prysznic i wybiło mi wodę z podłogi zalewając całą łazienkę i kawałek pokoju. Średnio uśmiechało mi się zmienić pokój o tak późnej porze poza tym było lekko napruty wiec raczej słabo bym wypadł próbując tłumaczyć się z tego co się tam stało. Reklamacje złożyłem dopiero dzisiaj…

Samolot miał prawie godzinę opóźnienie, więc dopiero po północy wgramoliłem się M do lóżka żeby o 5 rano wciąż niedospany wyruszyć z nim na weekend do Lyonu. P i F nasi francusko-włoscy znajomi od kilku tygodni nieustannie męczyli nas zapraszając do siebie, ale albo nas nie było w domu albo M pracował albo chłopaki mieli swoje koncerty. Nie uśmiechało mi się znowu jechać do nich do Bazylei dlatego usilnie zabiegałem żeby spotkać się w jakimś odmiennym miejscu. Padło na Lyon. Przez 30 godzin pobytu w tym mieście zdołałem zmieścić w sobie niesamowitą ilość foie grais – ile razy jestem we Francji to mój ulubiony smak, wiem że jest niezdrowe i że dupa mi urośnie ale po prostu ubóstwiam ten smakołyk. Pogoda nas nie rozpieszczała, przez co Lyon zapamiętam jako mokre i szaro bure miasto. M chce wrócić tam wiosną jak zrobi się cieplej i pewnie dam się skusić choćby ze względu na foie gras. Mieszkańcy też jakby wydawali się mniej atrakcyjni, kiepsko ubrani i byle jacy – zupełnie nie było na kim oka zawiesić.

145-120

Do Szwajcarii wróciłem tak naprawdę tylko na jeden dzień tylko po to by wpaść do biura jak po ogień, złożyć w konsulacie wniosek o wizę do Indii i pogadać trochę przez telefon z szefową, bo od dobrych 2 tygodni nie było nam dane się usłyszeć. Dziś jestem w sennej Kopenhadze i czekam na samolot do Goteborga.

Siedzę w loungu o obserwuje ludzi. Język duński jest okropny, bo nie ma w sobie żadnej melodii – za to Duńczycy są mniam. W Szwecji wyczekuje mnie jednak chińszczyzna…

Opublikowano podróże, praca | Otagowano , , , | 2 Komentarze

Kosovo

W Szwajcarii żyje się łatwiej, choć to wciąż emigracja wśród rodowitych mieszkańców nie kojarzę się z niczym negatywnym, czasem nawet w ogóle z niczym. Jeśli narzeka się tutaj na jakaś nacje nie są to bynajmniej Polacy ale mieszkańcy Bałkanów. W porównaniu z betonowym komunizmem, panującym np. w Albanii, Szwajcaria to dla nich El Dorado
Albańczycy, może się wydawać, nie uznają innych samochodów. Bity, nie bity, stary, niestary – mercedes albo nic! Merol dla Albańczyka to to samo, co SUV z przyciemnianymi szybami dla nowobogackiego Rosjanina. Musi być i koniec, kropka.
Na Bałkanach po prostu trzeba prowadzić jak wariat, bo w innym wypadku jest się branym za frajera i cieniasa. Presja społeczna. Generalnie, Albańczycy wydają się mieć ten sam problem, który kiedyś mieli Polacy: tak samo jak my pozapominali, że nie wystarczy odrestaurować, tylko, że trzeba to co odrestaurowane jeszcze utrzymywać. Tymczasem spomiędzy kostki brukowej wyrastają gęste krzaczory, białe szybko zamienia się w szare, niedawno położone tynki – już opadały. Na balkonach nowo postawionych bloków ludzie zbierają drewno (na opał?) chabazie i złom.

Młodzi Albańczycy z mojej dzielnicy preferują styl śródziemnomorsko-sportowo-paraelegancki, podróby znanych marek, jaskrawe kolory, cekiny, włos na lekki żel, kosmyki, jak w latach 80tych.
Starsi faceci z kolei wyglądają jak stereotypowi Europejczycy ze wschodu w wersji hardcore. Spodnie od garnituru i wsunięte w nie spłowiałe koszule, widoczne braki w uzębieniu. Czasem nawet kapelusze. Buty w szpic i ta tania elegancja, z którą kiedyś nosili się wszyscy mężczyźni zza żelaznej kurtyny, przypominająca dziadków i wujków ze zdjęć z mojego dzieciństwa. Na lotnisku czasami obserwuje pasażerów przylatujących bezpośrednio z Tirany: plastikowe torby albo siatki w kratę, buty laczki i ten dziwny zapaszek

Albańczyków nie rusza abstrakcja świateł ulicznych czy pasów namalowanych na jezdni. Jeśli przeszkoda ma być brana na poważnie – musi być fizyczna. Żadne światła ani ciągłe linie nikogo przed niczym nie powstrzymają: co to za zakaz, który można złamać po prostu go ignorując. To dlatego jezdnie w albańskich dwupasmówkach często oddzielone są od siebie betonowymi klocami. To jest konkret, nie abstrakcja. W Szwajcarii tego nie ma, ale za to skutecznie egzekwuje się tutaj mandaty.

Większość emigracji nastąpiła w wyniku wojny w Jugosławii i później wojny w Kosowie, a także w drodze łączenia rodzin tych, którzy wyemigrowali w tym okresie.
Około pół miliona imigrantów z byłej Jugosławii, mieszka w Szwajcarii od 2009 r., co odpowiada około 6,5% całkowitego szwajcarskiego społeczeństwa. Około połowa z tej liczby to Albańczycy kosowscy Albańczycy, druga połowa składa się z grupy Serbów i Chorwatów, Czarnogórzan, Macedończyków i Słoweńców.

Traktowane, jako jedna grupa, ludzie z byłej Jugosławii są największą grupą imigrantów w Szwajcarii po Włochach i Niemcach.

Opublikowano Brak kategorii | Otagowano , | Dodaj komentarz

Szukanie pracy

Kilku moich znajomych jest w trakcie poszukiwania pracy, od czasu do czasu zdarza się, że i do mnie zadzwoni z ofertą jakiś rekruter z Polski. Z doświadczeń swoich jak i najbliższych nasuwa się przykry wniosek, że polscy headhunterzy są powierzchowni, niechlujni, bez empatii i często bez kompetencji, zalewani są masą cv, więc są apodyktyczni. Prowadzący proces rekrutacji kończy studia średnio 2 lata temu i poświęca na zapoznanie się z cv minutę albo nawet mniej. Problem często polega na dysproporcji – masz 5-10-20 lat doświadczenia i taki rekruter pewnie jest pod wrażeniem czyichś bogatych doświadczeń, ale części pozostałych nawet nie zrozumie… Tylko mnie chodzi o uzyskanie plakietki „high/over-qualified” tylko znalezienie dobrej pracy. Krótki i jasny przekaz na poziomie szkolnym – „bez wodotrysków “chyba tylko o to teraz chodzi.

Opublikowano Brak kategorii | Otagowano | Dodaj komentarz

Weekend nad polskim morzem

W ciągu ostatnich kilku tygodni odwiedziłem Wrocław, Gdańsk i Sopot. Moje historie ortodontyczne sprawiły, że dość regularnie pojawiam się w rodzinnych stronach ku uciesze najbliższych, znajomych i przyjaciół, śmiejemy się, że odkąd wyjechałem częściej spotykamy się, niż gdy byłem na miejscu. W Polsce widać kryzys, bo w hotelach pojawia się coraz więcej fascynatów dewizowej pościeli.
Gdy kupowałem bilet do Gdańska zapomniałem, że do Szwajcarii przylatuje ze Stanów nasz nowy VP, którego wypadałoby poznać. Przegapiłem tę okazję i byłem z tego powodu podwójnie nieszczęśliwy głównie, dlatego że większości lasek widzących go w naszym biurze wydawało się, że w Bernie odbywają się wybory Mistera USA. Nowy król zrobił na wszystkich w pyte wrażenie…
Wszystkie znaki na niebie i papierze wskazują, że następne miesiące spędzę na podróżach po Holandii, Wielkiej Brytanii, Chorwacji, Polsce, Indiach i Stanach. Nie pałałem ciepłym uczuciem do kraju ciabatych dlatego swój pobyt ograniczę tam do minimum. Podobno Indie albo się kocha bądź nienawidzi – ewidentnie zaliczam się do tej drugiej grupy.
Otagowano | Dodaj komentarz

Kolejne dni

M czasami zachowuje się jakby żył oderwany od rzeczywistości, doprowadza mnie tym do szewskiej pasji, mam ochotę wylać wtedy z siebie całą żółć, wszystkie żale i emocje i siłą ściągnąć go na ziemię, choć on z niebywałą łatwością szybko wraca gdzieś tam w chmury, nie robiąc sobie z nic z mojego czarnowidztwa i gderania. Nie lubię siebie takiego, ale muszę być naprawdę wzburzony i stracić panowanie nad sobą żebym zrobił mu taką podłość i wszystko mu wykrzyczał. Jeśli zamienię się kiedyś w taką cholerną żonkę to się zabiję. Obecnie M kocha mnie bezgranicznie i jeszcze nosi na rękach za to że chcę zmienić coś w naszym mieszkaniu, na razie urządzamy sypialnię i salon, ale jak dotąd nie mamy spójnej wizji jak winno wyglądać 100 m2 naszej wspólnej przestrzeni. Ostatnio potajemnie zrobił dla mnie pizze ‘primo amore’ i niech ktoś mi teraz powie, że on mnie nie kocha…

V spotyka się z naszym dyrektorem. Odkąd są razem spędzamy ze sobą więcej czasu, ostatnio dołączyła do nas pochodząca z Chin A. Dawno mnie nikt tak nie rozmieszał jak ona i nie chodzi o to co mówi tylko o jej sposób bycia, kobieta wydaje się mieć totalnie w dupie co pomyślą inni, zachowuje się nieprawdopodobnie swobodnie nie wspominając jej uwielbianych przeze mnie rubasznych tekstów, którymi raz po raz karmimy się nawzajem: ‘’talk to me dirty’’, ‘’what are you wearing today’’ ‘’getting wet talking to you’’ ‘’wanna do it again with you’’ ‘’can i grab your nuts’’ – nasze codzienne rozmowy wyrwane z kontekstu wydają się mocno nie na miejscu dla osób postronnych a my pozwalamy sobie na coraz więcej, aż czasem boję się, że HR wytoczy mi sprawę o molestowanie seksualne w miejscu pracy. Ostatnio spotkaliśmy się całą czwórką w restauracji i niechcąco poruszyliśmy temat cellulitu – A stwierdziła, że go nie posiada, po czym wyrwała się zza stolika z miejsca przechodząc do unaoczniania faktycznego stanu rzeczy.

Otagowano , | Dodaj komentarz

Miasta, które nas tworzą

Są miasta, z którymi wiąże mnie siła magiczna, zamykam oczy w Bernie czy Wrocławiu i widzę wieczór gdzieś tam – dobrze wiem gdzie wyskoczyłbym na kawę, gdzie kupił chleb, zjadł lunch, którą ulicą poszedłbym na spacer. Pamiętam twarze, ulice, adresy, numery autobusów i czuję się trochę tamtejszy. Ile miast mnie tworzy? Ile z nich noszę w sobie? San Francisco, Stambuł, Nicea, Wroclaw, Hongkong, Kuala Lumpur, Singapur – te kilka miast na świecie, do których wracam jak do domu. Poranna kawa na balkonie, jogurt z płatkami – poranny rytuał, by potem zanurzyć się w magii miejsca.

Lubię obserwować jak w knajpkach przy głównym bazarze czatują spaleni słońcem lokalni poszukiwacze atrakcyjnych turystek, starsze panie siedzące na ławeczkach elegancko ubrane, w nieskazitelnym makijażu, obwieszone elegancką biżuterią. Orgia jedzenia. Niepisany kod miejsc – elegancja będąca wyrazem szacunku dla danego miejsca. Niekiedy od tego oglądania można zemdleć z wrażenia albo dostać palpitacji serca od samego patrzenia na witryny sklepów. Luksus dużo kosztuje a przynależność do tego świata to cena metki, czasem warto je mieć, ale jednak nie za każde pieniądze.

Nawet dziś punkt 9.00 rozkładam się w wygodnym fotelu w knajpce na wrocławskim Rynku i odpalam wirtualny świat, mogę być jednym okiem w Bernie a drugim we Wrocławiu.

Opublikowano podróże | Otagowano , , , | Dodaj komentarz

Gorące lato

Sierpień – pachnące ulice, wibrujące wieczorne powietrze, gorący asfalt w południe, dojrzały, przypominający bardziej gorące południe Europy niż Szwajcarię, jaką znam. Od kilkunastu dni trwają niesamowite upały, co dziennie mijam młodzież powracająca albo udająca się w kierunku rzeki, bo temperatura sprzyja biwakowaniu na wolnym powietrzu nad brzegiem Aary albo w ogrodzie. Lato – czas stopniowego negliżu cielesnego. Przez kilka dni dzielnie chodziłem do pracy w spodniach i pociłem się niezmiernie, w końcu ulegam i wskoczyłem w spodenki i luźne polo, a niektórzy przychodzą do biura teraz nawet w klapkach. Na taką ekstrawagancje mnie jeszcze nie stać…
Za to M. wciąż niezmiennie z uporem maniaka wysyła pieniądze w kosmos (tzn. swojej rodzinie albo wydaje je na zakupy kolejnych par butów), głośno planuje otwarcie własnej restauracji, choć na koncie nie ma złamanego grosza wydając wypłatę na ciuchy za paręset franków. Jego włoską rodzinkę najchętniej ustawiłbym w szeregu pod murem i wystrzelał, ale jedyne co mogę to po prostu do nich nie jeździć.

Berneńczycy ciągle bombardowani przez media wieczną paranoją bycia perfekcyjnym na zewnątrz zdają się w ogóle nie popadać w kompleksy i nie stresować swych biednych głów. Kult wiecznej młodości, cielesności opakowany w sztywne ramy masowych stereotypów jest bliższy mieszkańcom Zurychu albo Genewy a obcy lokalnym predyspozycjom. Życie w Bernie, nietypowej stolicy bogatego kraju, obojgu bardzo nam służy: zalet nie sposób wszystkich wyliczyć: do pracy mamy 20min, na ulicach i w tramwajach nigdy nie ma korków, jest bezpiecznie, czystko, ładnie widokowo, bogato, spokojnie i …nudno. Jeśli szukam hałasu, bałaganu i zgiełku lecę do Polski albo innej metropolii.

Opublikowano Brak kategorii | Otagowano | Dodaj komentarz

Kreowanie rzeczywistości

K zaprosiła mnie w odwiedziny do swojego nowego mieszkania w Wabern, wypaliłem 2 papierosy, wypiłem 1,5 piwa i 2 kieliszki tequili i … umarłem. Na drugi dzień byłem tak osłabiony, że nie poszedłem do biura tylko leżałem bez ruchu w łóżku, z bólem głowy kacem gigantem fundując szwajcarskiej kanalizacji głośne wrażenia.

K skutecznie uzmysłowiła mi, że nie warto wzorem Szwajcarów popadać w manie oszczędzenia i odkładać pieniędzy na lepsze jutro. Długo tkwiłem w przekonaniu: a po co mi lepsze lóżko, jeśli stare jest jeszcze dobre, na co mi telewizor, jeśli prawie w ogóle nie oglądam telewizji a stary odbiornik działa jak się w niego odpowiednio stuknie, bo czy nie lepiej zaoszczędzić na jutro, na później, jak będę urządzał swój wymarzony dom? Tylko, że życie toczy się tu i teraz, dlatego kiedy M wrócił w sobotę z pracy zapędziłem go przed komputer, wyszukałem strony sklepów z artykułami meblowymi i za jednym zamachem nabyliśmy lóżko, materac, stelaż, telewizor i zestaw wypoczynkowy, idąc za ciosem wykupiłem dla nas od razu bilety do Azji na styczeń oraz zarezerwowałem wycieczki po Wietnamie i Kambodży – i nie żałuję.
Po 5 latach pracy w firmie otrzymałem 6 tygodniowy płatny urlop, który postanowiłem spędzić w cieplejszym klimacie przez cały początek roku. W końcu harowałem na takie szaleństwo przez kilka lat. Nawet nie wiem czy kiedykolwiek będzie mnie znowu stać na taki urlop i podobne szaleństwo a nawet, jeśli to przecież nie będę miał już wtedy 34 lat. Jeśli dotrwam tutaj następnych 5 lat to może będę miał taką szansę, ale co jeśli wtedy nie będę miał z kim wyruszyć w tak egzotyczną podróż …
Chwilowo zrezygnowałem z niepotrzebnych eskapad odciąłem się od promocji linii lotniczych i wytyczyłem sobie nowy mierzalny cel.

Z tym oszczędzeniem tutaj to nie przesadzam. Jeśli widać na ulicy elegancko ubraną kobietę albo mężczyznę, w sportowym albo luksusowym aucie to zwykle są już grubo po 60. Niczym rzadkim jest widok 30letniej kobiety ubranej w byle co i byle jak, z siwymi naturalnie rozpuszczonymi włosami, bez makijażu, choćby śladu woni perfum, ze zniszczonymi paznokciami, odmrożonymi dłońmi czy policzkami, bo wg Szwajcarek z Mittellandu naturalne jest najlepsze. Ile razy jadę do Zurichu mam wrażenie jakbym przekraczam dwa światy.

Opublikowano emigracja | Otagowano , | Dodaj komentarz