Wroclaw – dzień 2

W przypływie chęci bratania się ze wszystkimi wyciągnąłem z szafy trupa. #Nie protestował i przyjął zaproszenie.
Odgrzewany kotlet nie dostarczył mi tych samych doznań co kiedyś i może to lepiej bo ucieszyłem się jakby bardziej na samą myśl o tym z kim jestem teraz.

W hotelowym barze po 23 przyuważyłem dwie babki wciągające leniwie swoje drinki. Po wyglądzie pomyślałem że są w pracy i szukają łosia któremu mogłyby dziś uprzyjemnić noc. Od jednej usłyszałem niespodziewane dzień dobry na które nie zareagowałem, obruszyłem się tylko w myślach zignorowałem zaczepkę i opuściłem bar ucinając szansę na jakąkolwiek dalszą rozmowę. Następnego dnia popołudniem spotkałem jedną z nich znowu, w tym samym barze. Tym razem rozmawiała z którymś z hotelowych gości. Gdy zadzwonił jej telefon i usłyszałem jak się przedstawia przypomniałem sobie skąd się znamy. Odwróciłem się do niej i z uśmiechem próbowałem naprawić gafę poprzedniego wieczora. Ja pani nie poznałem, bo ja myślałem że pani to obstawia ten hotel…
Matka ma dar wyprowadzania mnie z równowagi. Na święta gdy znowu przyjadę wolę iść do hotelu. Czas spędzony w rodzinnym domu wydaje się być tylko pasmem udręki.

Opublikowano Brak kategorii | Otagowano | Dodaj komentarz

Wroclaw – dzień 1

Uczuciem, które towarzyszy mi regularnie i nieprzerwanie w moich wyjazdach do Polski jest zmęczenie.
Wczesna pobudka, maraton przez lotniska, intensywne spotkania jedno po drugim są wyczerpujące. Ledwo zostawiłem w pokoju walizkę zaraz rzuciłem się w wir spotkań i stałych punktów mojego wrocławskiego tournee.
Rano budzę się w hotelu ze smakiem który pozostawiły po sobie niestrawiony alkohol i wypalona paczka fajek.
Cieszyłem się na premierę a na koniec mało się nie posikałem. Spektakl grany ponad 2.5 godziny non stop wystawił mój pęcherz na próbę.
Sztuka przemawia do niezwykle wąskiego grona osób i ja chyba się do niej nie zaliczam. Reżyser nadał językowi Dostojewskiego trochę słów kiedyś uważanych za wulgarne, a dziś jakby za najbardziej wyrafinowany przejaw literackiej awangardy i kultury języka. W takich sytuacjach jestem zwolennikiem głębiej sięgającej weny twórczej.

Opublikowano Brak kategorii | Otagowano | Dodaj komentarz

Zanzibar – dzień 11

Oglądaliśmy dziś z M transmisje z 60-lecia komunizmu w Chinach, paradę w Pekinie w samym centrum placu Tiananmen, pod brama Zakazanego Miasta co przywoływało mile wspomnienia z początku tego roku. Roku wyjątkowego gdy o tym pomyślę…
Razem z M doszliśmy do wniosku ze nie dla nas stworzono urlop na Malediwach. Po tygodniu mamy dość plażowania, słońca, drinków i nic nie robienia. Jeśli jakąś wyspę można obejść wkoło w ciągu mniej niż godziny to takie miejsce na pewno nie jest dla nas, po kilku dniach znałbym wszystkie palmy na pamięć, umiałbym je policzyć i marzyłbym o widoku cywilizacji.

133-12

Opublikowano Brak kategorii | Otagowano , , | Dodaj komentarz

Zanzibar – dzień 6

Tanzania to zapyziały malaryczny kraj, na szczęście to także rajskie plaże Zanzibaru, Kilimandżaro i liczne parki narodowe które turyści niezmienianie masowo odwiedzają od lat. Stone Town – z daleka wszystko wydaje się mienić i pociągać nigdzie indziej nie spotykaną  mieszanką Orientu i Czarnej Afryki, dopiero z bliska widać bród, biedę, niegospodarność i zacofanie.

Opublikowano Brak kategorii | Otagowano , , | Dodaj komentarz

Przygoda na Zanzibarze

Wczesnym wieczorem, wbrew ostrzeżeniom obsługi hotelu wybraliśmy na spacer wzdłuż ciągnącej się kilometrami rozległej pustej plaży. Plaża obok hotelu Fairmont jest rajsko malownicza, niemal pocztówkowa, ale… nieoświetlona, nie ma tu niestety żadnej promenady ani typowego deptaka tylko bezkres piasku, morza i palm.
Gdy wychodziliśmy słońce dopiero, co zaczęło zachodzić za linie horyzontu, rozmawiając nie zauważyliśmy nawet jak bardzo oddaliliśmy się od ośrodka i wtedy niespodziewanie zrobiło się bardzo ciemno. Dopiero wtedy zrozumiałem, co miał na myśli personel odradzając nam zapuszczanie się tutaj po zmroku. Dokoła panowała ciemność, nie widziałem nawet czubka swojego nosa, słychać było jedynie fale uderzające o brzeg i odgłos zapadających się w piasku naszych stóp. Postanowiliśmy trzymać się blisko i tą samą drogą wrócić do hotelu, którego światła wcześnie czy później spodziewaliśmy się dojrzeć. Początkowo szło nam całkiem dobrze, dopiero gdzieś w połowie drogi niespodziewanie usłyszeliśmy głośne ujadanie psów, które najpierw dochodziło do nas z daleka, po czym stopniowo zbliżało się w naszym kierunku. Okazało się, że naszą obecność wyczuły bezdomne psy, które przybiegły w naszą stronę. Otoczyły nas, biegały wkoło szczekały wskakując raz po raz do nóg, kolan czy pasa, balem się ze ugryzą mnie w jaja, bo na plażę wybrałem się w samych spodenkach, nie miałem nawet koszulki. Skaczące i obszczekujące nas psy, może i chcące tylko się z nami bawić za to w panującej całkowicie ciemności sprawiły, żeby wpadłem w totalną panikę, że nie wiedziałem czy uciekać na oślep, chronić nogi, krocze, ręce a może stanąć w miejscu i czekać aż same znudzą się i odejdą. W każdym razie było to najdłuższe kilka minut w moim życiu, zaschło mi gardle i najadłem się strachu, że któryś z nich niespodziewanie skoczy mi nagle do gardła a ja nawet nie zdążę zareagować.

Opublikowano Brak kategorii | Otagowano , , | Dodaj komentarz

Zanzibar – dzień 4

Wyłaniający się zza linii horyzontu Port Stonetown na Zanzibarze, turkusowe morze i słońce wyglądały bajecznie pięknie – tak zrelacjonował mi to M podczas gdy walczyłem z atakami choroby morskiej, która dopadła mnie na promie. Fairmont Hotel to prawdziwa oaza luksusu na wyspie, nasz bungalow z widokiem na ogród na powitanie został przemieniony na domek bezpośrednio przy plaży a śniadania i obiadokolacje w pakiet all inclusive.

Wspomnienie z pierwszego dnia – śniadanie na tarasie przy plaży i widok zapierającym dech: bajkowa sceneria, piasek nienaturalnie biały i drobny jak mąka, rosnące palmy, szum fal, bezkres plaży, turkus morza…i uczucie błogości. A na koniec dnia zawsze wyczekiwane zachody słońca jak na kiczowatych pocztówkach.

Opublikowano Brak kategorii | Otagowano , , | Dodaj komentarz

Dar es Salaam – dzień 3

Przemieszczając się po Tanzanii w klimatyzowanym aucie z kierowca nie doświadczyłem prawdziwej Afryki, ale wcale nie czułem jakbym coś tracił. Nie świadczy to najlepiej o mnie ale prawda jest taka, że na biedę wole patrzeć z dystansu. Odrapane budynki, szmaty wiszące na odstających zewsząd częściach elewacji, kablach i drutach, a pomiędzy tym wszystkim brudne dzieci i ich rodzice.

Gdy dotarliśmy do portu ucieszyłem się ze do zorganizowania transportu wynająłem lokalnego przewodnika: dzikie tłumy, krzyki, przepychanie się byłyby ciężkie do opanowania. Ledwo udało się nam przecisnąć przez cale tłumy sprzedawców i naciągaczy. M przez cały czas nie spuszczał oka z naszych bagaży. Na pokładzie promu klasy ekonomicznej roztaczał się charakterystyczny zapaszek potu i gorąca, niektórzy pasażerowie podróżowali z żywym drobiem tudzież innym żywym inwentarzem. Jakiś dwóch facetów próbowało wyciągnąć ode mnie 20 dolarów za opłaty portowe. Temu jednemu dałbym nawet 100 gdybyśmy się odpowiednio dogadali…

Afryka jest slumsem, gettem, polem bitwy i miejscem umierania. Jedyne, co tu dobrze się rozwija to robaki i insekty, przenoszące choroby. Afryka coraz bardziej się cofa…

133-11

Opublikowano Brak kategorii | Otagowano , , | Dodaj komentarz

Dar es Salaam – dzień 2

Movenpick Royal Palm zapewnił wszystko czego potrzebowaliśmy by poczuć uroki wakacji. Duże  ze smakiem urządzone, przestronne i klimatyzowane pokoje, basen, dostęp do executive launge który jak się później okazało serwował jedynie znośną dla Europejczyka kawę espresso…
Dostaliśmy pokój na ostatnim 7. piętrze z widokiem na ogród, pole golfowe i ocean. Śniadania były wykwintne i M kilka razy podchodził napełnić sobie talerz, ale nie to intrygowało mnie najbardziej, nie sposób było przestać gapić się na niektórych gości: w butach z krokodylej skory albo węża, obwieszonych zlotem i czarnych jak smoła.
Ludzi których spotykałem potem na ulicach byli inni: brudni, w znoszonych brudnych ubraniach, rozczłapanych sandałach lub bez obuwia, z widocznym brakiem w uzębieniu, zaniedbanych, cuchnących potem, zniszczonych przez biedę i bezlitosne słońce.

Opublikowano podróże | Otagowano , , | Dodaj komentarz

Dar es Salaam – dzień 1

Podczas międzylądowania w Nairobi przez okno samolotu zobaczyłem baobaby i sawannę i wtedy poczułem ze jestem na Czarnym Lądzie. Na kontroli paszportowej na lotnisku w Dar zabrali nam paszporty i jeden urzędnik obsługiwał wszystkich przybywających tym rejsem turystów. Pozostałe 8 okienek choć otwarte nie obsługiwały nikogo. Nas przewodnik czekał na nas zaraz po wyjściu z terminalu przylotów.
Ulice Dar nocą są puste i ciemne, rzadko widać uliczne lampy albo oświetlony budynek, brakuje widoków tak charakterystycznych dla większości miast. Szaro, ciemno, buro, ludzie przemieszczający się nieoświetlonymi rowerami, ryzykujący wypadkiem na zmianę pojawiają się i znikają w ciemnościach, jakiś człowiek oddaje mocz wprost na ulice pełną rozpędzonych aut – karibu in Tanzania.

133-10

Opublikowano Brak kategorii | Otagowano , , | Dodaj komentarz

Dar es Salaam i Zanzibar – dzień 1

Przed wyjazdem postanowiliśmy spróbować przebukować nasze bilety do klasy biznes. M bardzo się ten pomysł spodobał i nie omieszkał zawczasu poinformować wszystkich naszych znajomych w jak komfortowych warunkach przyjdzie mu podróżować do Afryki Wschodniej. Ostatniego dnia w pracy skupiłem się na zamykaniu najważniejszych spraw i przygotowywaniu się na swój powrót. Pierwszego dnia po urlopie miałem lecieć poprowadzić szkolenia w Skandynawii. W biurze w Bernie miałem pojawić się dopiero za 3 tygodnie i wyjątkowo upajałem się tą myślą.
Pierwszy raz przed wyjazdem na urlop zdołałem zmierzyć się ze wszystkimi sprawami, pierwszy raz wychodząc pod koniec dnia z biura nie uciekałem cichaczem, nie skradałem się ukradkiem byleby nikogo nie spotkać w obawie że ktoś niespodziewanie poruszy niewygodny dla mnie temat. Renate i Joe zaproponowali spotkać się w Pradze pod koniec października – Joe przylatuje z San Francisco i byłaby okazja się poznać. Odległość i brak bezpośrednich kontaktów z moimi współpracownikami i przełożonym zaczynają dawać mi we znaki. Kristi niekoniecznie ma ochotę przylecieć do Szwajcarii a na moje wyjazdy do San Jose nie ma pieniędzy bo jest freeze. Czasami takie podejście do sprawy całkiem mi odpowiada bo mam wolną rękę i robię to na co tylko przychodzi mi ochota. Jestem w Europie sam, praktycznie pozostawiony bez kontroli. Kilka osób napomknęło mi że to trochę dziwne że nikt ze Stanów nie fatyguje się choć raz w roku spotkać się ze mną ale mnie przestało to dziwić już dawno. Mając do wyboru wyjazd do centrali do Stanów i wyjazdy do oddziałów w Europie raczej wybieram to drugie. Może uda mi się przekonać Kristi do projektów w Azji wówczas zacznę odwiedzać Singapur, Szanghaj i Tokio. Pomarzyć zawsze można…
Z jednej strony zostałem pozostawiony sam sobie i nic tylko się cieszyć, z drugiej przychodzi moment że nie mogę polecieć do takiej Pragi żeby spotkać się z kolega z którym od roku co regularnie rozmawiam przez telefon – uroki korporacji.
Swiss początkowo wpisał nas na listę oczekujących na upgrade do biznesu a dopiero przy odprawie zapewnili nas że podróż odbędziemy w bardziej komfortowych warunkach. M rozpierała duma, nieprzerwanie namiętnie wysyłał smsy do znajomych na zmianę z testując elektroniczne gadżety umieszczone w fotelu lotniczym co wywołało we mnie kpiąco drwiącą radość bo bez względu ile razy naciśnie się przycisk fotel złoży i rozłoży się tam samo…Lampką szampana rozpoczęliśmy lot do Dar es Salam.

Opublikowano podróże, praca | Otagowano , , , | Dodaj komentarz