Ładowanie baterii

Odkąd wiem, że zmieniam profesję wrzuciłem sobie na luz. Pracuję, przykładam się, ale łatwo przychodzi mi usprawiedliwić się przed samym sobą, że na zaraz niczego robić już nie muszę. Nie mój cyrk, nie moje małpy niech się inni martwią co z tym naszym cyrkiem zrobić żeby nie zatonąć.

A wyciągnęła mnie na imprezę z moim nowym zespołem, spotkałem paru makaronów których od lat znałem z Wrocławia, tyle że teraz będziemy pracowali razem i cieszy mnie ta myśl. Wszyscy zaczynamy mniej więcej w tym samym momencie, ci którzy zaczęli kilka tygodni temu wciąż zadowoleni są z podjętej decyzji, co podnosi mnie na duchu i odpędza negatywne myśli. Jakoś to będzie, kolorowo nigdzie nie jest, ale jakoś nie chciałbym zmagać się wątpliwościami już teraz. Spotkaliśmy się w Fede, była nas całkiem spora grupa, było głośno, zabawianie i bez kwasów. Jakoś spokojniej przyjdzie mi czekać do końca miesiąca.

Dziewczyny z dawnej pracy też wyciągnęły mnie na imprezę. Żeby było śmieszniej – nazajutrz, skutkiem czego był lekki ból głowy po weekendowych zawirowaniach. Dawno się tak nie relaksowałem, nie myśląc że na poniedziałek znowu coś muszę.

Dodaj komentarz

Dogadywanie się

Dogadaliśmy się że moim ostatnim dniem pracy będzie środa 10. listopada. Potem jadę do M. do Szwajcarii i zaczynam długi urlop aż do końca miesiąca. Stworzyłem listę tematów do przekazania, zacząłem informować kolegów i koleżanki że odchodzę, pytać czy mają jakieś nieuregulowane kwestie, niedokończone sprawy, o których może zapomniałem, podszedłem do tego metodycznie i bardzo profesjonalnie. Kiedy człowiek już wie, że odchodzi z tego grajdołka od razu wraca mu jakby podwójna energia, robota aż wre na samą myśl widma końca. Tempo narzuciłem jednak za duże, mój menago nie nadąża i zamiast w środę, zostanę jeszcze kilka dni, ale bez konieczności pojawiania się w biurze. Siedzę więc sobie w naszym domu w Szwajcarii, oglądam maile i deleguje sprawy to tu to tam, normalnie sielanka! Muszę zdążyć jeszcze obrobić jakiegoś wielkiego excela, ale zupełnie mnie to nie stresuje.

Koleżanka w pracy zapytała mnie co chcę dostać na pożegnanie od zespołu. Zaproponowałem butelkę wina, bo długopisów, piór, wazonów, ani bonów zakupowych nie potrzebuję.

Białe czy czerwone? – zapytała.

Czerwone. Białych nie znam.

Masz jakieś konkretne na myśli?

Petrus – odparłem bez chwili zastanowienia.

Koleżanka uśmiechnęła się z wdzięcznością, zapisała sobie, podziękowała mi nawet, że znacznie ułatwiłem jej sprawę. Jeden problem mniej.

Wróciła do mnie dopiero nazajutrz z komentarzem: Pojechałeś…

Kurtyna.

Opublikowano praca | Otagowano | 6 Komentarzy

Nadrabianie zaległości w pisaniu …

Sprawy potoczyły się naprawdę szybko. Już następnego dnia, na kwadrans przed umówionym spotkaniem zadzwonił telefon i miła pani poinformowała mnie, że chcieliby złożyć mi propozycję współpracy w „budowaniu lepszego świata pracy”. Oferta ciekawa, ale nie powalająca, pozwoliłem jej dokończyć co miała mi do przekazania po czym na koniec spróbowałem wynegocjować lepsze zarobki. Poszło jak z płatka, akurat w sam raz żeby zniwelować rosnącą inflację i Nowy Ład, który nie uderzy tylko w beneficjentów socjalu państwa opiekuńczego. Będzie akurat na waciki od Gucci jak skwitowała moja koleżanka z którą podzieliłem się tą radosną nowiną.

Z szefem udało mi się porozmawiać dopiero nazajutrz. Musiałem czekać do południa, bo od rana mieliśmy spotkania i dopiero po lunchu mogliśmy zostać sami. Pech chciał, że wrócił w bardzo dobrym humorze, rozentuzjazmowany nowymi planami i projektami, tyle miał ze mną do obgadania, trzeba było zacząć planować całą strategię, planning, zacząć angażować ludzi. Zrobiło mi się go przez chwilę szkoda, ale na takie wiadomości nigdy nie ma dobrej pory.

Chciałem poprosić cię o rozwiązanie umowy – wypaliłem czekając na pierwszą reakcję. Myślał, że żartuję. Jak zrozumiał, że mówię serio, zeszła z niego cała para entuzjazmu, którą nosił w sobie od rana.

Nie robił problemów, zgodził pójść mi na rękę i nie odbębnić całego okresu wypowiedzenia. Poprosił tylko żebym pozamykał niektóre tematy i przekazał je… no i tu się zatrzymał. Z naszego niegdyś 6 osobowego zespołu zostaliśmy tylko ja z G. Reszta odeszła. Nie miałem satysfakcji, że zostawiam go z całym tym bajzlem, ale szkoda też mi go nie było. FK jest taką samą organizacją jak każda inna: cięcia, reorganizacje, obniżanie kosztów, wyzysk pracownika. Wszystko w trosce o zdrowie naszych krytycznie i przewlekłe chorych pacjentów.

Na wyjściu poprosił mnie, żebym wstrzymał się przez kilka dni z ogłaszaniem tej informacji wśród współpracowników. Kilka dni? Dałem mu 10 minut od wyjścia z salki…

Opublikowano praca | Otagowano | 5 Komentarzy

Absurd

Ostatnie dni obfitują głównie w absurdy oczywiście w pracy. W kółko słyszę: ja nie wiem, nie jestem odpowiedzialny, nie ja podejmuję tutaj decyzje, nie wiem skąd i dlaczego, tak było zawsze… Odbijam się od ściany a poziom frustracji narasta w tempie geometrycznym. Marchewka przestała się liczyć a kij nakręca coraz bardziej negatywne emocje. Bełkot, arogancja i bezczelność tylko mnie drażnią w konsekwencji w myślach mówię sobie pas, przed przełożonym kiwam głową a potem unikam wizyt w biurze. Nie będę walczył z wiatrakami ani udowadniał, że najgłupsze pomysły da się przepchnąć.

Na jutro na 15. zwołano pilne spotkanie i spodziewam się, że ogłoszą odejście Najwyższego a tym samym koniec wielkiej strategii i Wizji 2026. Podczas gdy ja mocno stąpam po ziemi i tkwię jeszcze w roku 2021, „góra” mentalnie jest już 5 lat do przodu i planuje, kalkuluje, liczy oszczędności, wróżąc z fusów.…

Ewidentnie jest to dla mnie znak, nachodzi hucpa, czas pozbierać swoje zabawki i szukać nowej piaskownicy.

Dziś kolejne interview, sytuacja jest więc dynamiczna i nie beznadziejna. Zadzwoniła też koleżanka, że na dniach powinienem dostać ofertę z jej firmy. Oby tylko okazała się sensowna, bo wniosek z prośbą o rozwiązanie umowy o pracę napisałem już dawno i czeka w szufladzie biurka żeby go podpisać.

Opublikowano praca | Otagowano | 9 Komentarzy

Wyjazd integracyjny

…to fajna sprawa. Można wyrwać się poza biuro, za pieniądze firmy, spędzić luźno czas ze znajomymi z pracy, nie pracować, jeść i bawić się do oporu czyt. wielkie chlanie i uskuteczniać wieczorki tematyczne.

Tak uważałem kiedyś, jak byłem żółtodziobem i cieszyłem się na każdą opcję spędzenia czasu poza biurem. Z czasem mi się punkt widzenia ostro odmienił, bo zrozumiałem z czym to się wiąże, jakie są oczekiwania i czego mogę spodziewać się na takim wyjeździe.

Pojechaliśmy do Zagórza Śląskiego, całkiem ładny hotel Maria Antonina, położony nad sporym jeziorem, wokoło lasy, cisza i spokój. Super miejscówka na weekend każdemu polecam.

Niestety korporacyjna papka, pranie mózgu rozpoczęło się niemal od razu, sprzedawanie recepty na sukces w świecie chaosu i nienaturalnego pędu. Motywowanie że warto się spalać, by posiadać, udowadniać innym, rywalizować i poszerzać terytorium swojego ego. Uczestniczyłem w tym cyrku, a w środku aż mnie skręcało żeby czegoś nie powiedzieć. Patrzyłem na swoich kolegów i koleżanki. Tutaj nie szanuje się ludzi, ciągła rywalizacja i puste slogany powtarzane jak mantra.

Muszę się stąd wyrwać, póki nie zacznę pluć jadem i podważać każdą usłyszaną decyzję. Będąc na dole korpo drabiny marzyłem by piąć się w górę, wykazywać się i zarabiać więcej. Teraz patrzę na rzeczywistość z dystansu, wcale nie jest tutaj wygodniej, tylko płacą więcej za wysłuchiwanie tych wszystkich bredni zapakowanych w angielskie słowa.

Opublikowano praca | Otagowano | 7 Komentarzy

Stolica welcome to

Było dokładnie tak jak miało być. Przez pandemię nie mogłem pojawić się w stolicy miesiącami, hotele i gastronomia były pozamykane, nie było innego wyboru jak tylko zostać w domu, uzbroić się w cierpliwość i przeczekać ten trudny okres. Kiedyś uwielbiałem tutaj wpadać, pod tym względem się nie zmieniłem, zmieniły się za to miejsca i ludzie. L’enfant terrible i Delizii już nie ma, Hoża Argentina zeszła na psy, stary ulubiony hotel w którym Doda kręciła „Jestem Dżaga” przeszedł gruntowny remont, po którym wszystko zmieniło kolory na czarno-białe, pojawił się chrom i marmury, zniknęła dawna ekipa, pojawili się Ukraińcy, bo chyba tylko oni chcą jeszcze pracować w gastronomii. Zmienił się scenariusz pobytu, mniej zadęcia, brak służbowych kolacyjek czy ekstatycznych uniesień, mniej sztucznych ogni czy fajerwerków na rzecz bardziej wartościowego spędzania czasu. W Warszawie nie ma już K. choć to akurat może i lepiej. Osoby, które na siłę próbują wpisać się w jakąś cudowność, na dłuższą metę stają się bardzo męczące. Spotkałem się z P. i jej chilijskim małżonkiem, byli Xell, hrabia, P&E .

1 komentarz

Warszawa

Mija kolejny tydzień, dobrze że ze za oknem ładnie świeci słońce, bo w przeciwnym razie nie łatwo byłoby mi zmotywować się do wstawania z łóżka.

Do biura chodzę tylko wtedy, gdy naprawdę muszę, po ostatnich przepychankach alergicznie reaguję na słowa: porozmawiajmy. Wątpię czy moje szefostwo interesuje zdanie czyjekolwiek prócz swojego. Zwykle spotkamy się żeby wysłuchiwać a nie żeby dyskutować. Oni swoje zdanie wyrażają naokraglo nie wiem jak ze słuchaniem bo jeszcze nie zaczęli. I te wszystkie osobiste wycieczki pod moim adresem, od których ściska mnie w środku. Chciałbym móc już poprosić o rozwiązanie umowy, ale muszę poczekać. Wszyscy dokoła orgazmują się wyjazdem integracyjnym, a ja nie daję rady wykrzesać z siebie entuzjazmu. Kolejny zadanie do wypełnienia w i tak pełnym już kalendarzu.

Na weekend jadę do Warszawy, odwiedzić znajomych. Krótka zmiana otoczenia dobrze mi zrobi, inaczej prześpię cały weekend.

Wczoraj zadzwoniła V. Razem z mężem zdecydowali kupić dom, taki wymarzony nad jeziorem. Cieszę się ich szczęściem, tylko nie zazdroszczę jej tam sprzątać… Zachciało mi się nawet otworzyć służbowy komputer i napisać kilka maili.

1 komentarz

kocham i nienawidzę

… swojej pracy. W takich momentach jak dziś l kiedy firma mnie rozwala, mam ochotę rzucić wszystko, dać po ryju paru osobom na odchodne, żeby się obudziły, po czym odejść bo nie mam ochoty użerać się ze wszystkimi niedoróbkami. Czuję się wykończony i wypluty, to co brałem za pewnik wróciło do mnie niczym wyrzyg, na dodatek z wielką pretensją, bo odpowiedzialność zawsze spada na maluczkich. Niczego innego nie powiniem był się spodziewać, przecież to nie pierwszy raz tak się dzieje, ale z perspektywy lat i doświadczenia dalej nie potrafię sobie z tym poradzić. Przerabiałem to kilka razy, potem przepracowywałem to sobie w głowie a dziś znowu mnie to dopadło i czuję się z tym wszystkim źle. Głowa mi pęka, w ustach posmak papierosów, czuję zmęczenie a nie dam rady zasnąć. Byle do jutra, byle do końca miesiąca, do końca roku. Byle do…

8 Komentarzy

widomość 2

Wiadomość od M mnie dziś wprost powaliła. Dostaliśmy oficjalne pismo z Urzędu Imigracyjnego z zapytaniem czy w związku z tym, że mieszkamy w Szwajcarii od ponad 10 lat, pracujemy, płacimy składki, podatki itp. czy w związku z tym chcielibyśmy przyjąć szwajcarskie obywatelstwo, bo oni nas zapraszają.

Pierwsza myśl. To się nie dzieje naprawdę.

Nigdy nie miałem takich ambicji, wcale nie czuje się zintegrowany z tym krajem i społecznością, nie mowie biegle po niemiecku, wciąż pamiętam jak traktowano mnie kiedy przedłużałem kartę pobytu a tu nagle zaproszenie. Parodia.

Opublikowano Szwajcaria | Otagowano , | 11 Komentarzy

Wróciłem do pracy…

…i tak mi się nic nie chce. Przejrzałem zaległe maile dopiero dzisiaj, bo nauczony doświadczeniem nie chciałem skracać sobie urlopu i błogiego stanu nieświadomości. Wstałem rano, w biurze byłem po 8 a jak tylko odpaliłem maile podziękowałem sam sobie, że nie zdecydowałem się na ten krok w weekend. Dużo pierdoletów, wylewnie gorzkich żali, narzekań, dobrych rad, ględzenia i smęcenia.

Nie zmienia to faktu w biurze wysiedziałem raptem do 14. bo czułem się niewyspany, oderwany od rzeczywistości i z symptomem braku koncentracji. Praca nie zając, nie ucieknie. Ogarnę ten szlam później.

9 Komentarzy