Odkąd wiem, że zmieniam profesję wrzuciłem sobie na luz. Pracuję, przykładam się, ale łatwo przychodzi mi usprawiedliwić się przed samym sobą, że na zaraz niczego robić już nie muszę. Nie mój cyrk, nie moje małpy niech się inni martwią co z tym naszym cyrkiem zrobić żeby nie zatonąć.
A wyciągnęła mnie na imprezę z moim nowym zespołem, spotkałem paru makaronów których od lat znałem z Wrocławia, tyle że teraz będziemy pracowali razem i cieszy mnie ta myśl. Wszyscy zaczynamy mniej więcej w tym samym momencie, ci którzy zaczęli kilka tygodni temu wciąż zadowoleni są z podjętej decyzji, co podnosi mnie na duchu i odpędza negatywne myśli. Jakoś to będzie, kolorowo nigdzie nie jest, ale jakoś nie chciałbym zmagać się wątpliwościami już teraz. Spotkaliśmy się w Fede, była nas całkiem spora grupa, było głośno, zabawianie i bez kwasów. Jakoś spokojniej przyjdzie mi czekać do końca miesiąca.
Dziewczyny z dawnej pracy też wyciągnęły mnie na imprezę. Żeby było śmieszniej – nazajutrz, skutkiem czego był lekki ból głowy po weekendowych zawirowaniach. Dawno się tak nie relaksowałem, nie myśląc że na poniedziałek znowu coś muszę.













Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.