fajna miejscówka

Na trzy dni przed powrotem do pracy wyjechałem do Świeradowa. Totalny spontan. Moja bardzo rezolutna i oblatana w w takich wypadach koleżanka znalazła na Grouponie super ofertę, pobyt w hotelu ze SPA za śmiesznie małe pieniądze. Mam do niej całkowite zaufanie dlatego nie zastanawiałem się ani chwilę, tylko wykorzystałem wyjątkową okazję. Nawet jeśli okazałoby się, że to zabita deskami dziura i tak bym pojechał.

I tak ostatecznie mieliśmy bardzo dużo szczęścia, bo hotel okazał się jakby luksusowy, bardzo nowoczesny a dodatkowo przez trzy dni byliśmy tam jedynymi gośćmi. Oznaczało to tylko tyle, że cały basen, sauny, spa były wyłącznie do naszej dyspozycji, podobnie jak obsługa oraz wszystkie miejsca w restauracji i hotelowym barze. Spaliśmy do późna, w dzień spacerowaliśmy po uzdrowiskowym deptaku albo okolicznych trasach spacerowych przedzierając się przez pokryte grubą warstwą śniegu turystyczne leśne szlaki. Wokoło biało i cicho. Cel został osiągnięty, bo baterie naładowałem sobie do pełna. 

Otagowano | 4 Komentarze

Szalony pęd

Obudziłem się dzisiaj przed 5. i przez chwilę zastanawiałem się gdzie ja w ogóle jestem. W pierwszej chwili pomyślałem, że w hotelu w górach, potem że chyba u znajomych w gościach. To wszystko przez te ostatnie rozjazdy i szalone tempo, które sobie narzuciłem. Od kilku tygodni przemieszczam się jak postrzelony, z miejsca na miejsce, a to Szwajcaria, a to ciepłe kraje, Rzeszów, Kraków, Świeradów Zdrój, odwiedzam mniej lub bardziej znajome miejsca. Postanowiłem skorzystać z wolnego czasu i praktycznie do wtorku przebywałem non stop poza domem, a we Wrocławiu pojawiałem się tylko na dzień lub dwa, aby zrobić badania lekarskie, wyskoczyć na imprezę andrzejkową albo aby skompletować dokumenty potrzebne do rozpoczęcia nowej pracy. Wczoraj wieczorem z powodu śniegu i korków niemal spóźniłbym się odebrać komputer od nowego pracodawcy, przeklinałem pod nosem swoje roztrzepanie, na szczęście po drodze dorwałem hulajnogę i równo 3 minuty przed zamknięciem biura zostałem właścicielem nowego sprzętu i korpo gadżetów. Emocje opadły szybko, niewinnie zaszedłem więc na moment do Papa przypieczętować nowy rozdział w swojej karierze, a następnie grzecznie wróciłem do domu. Tylko zamiast zacząć ogarniać rzeczy na następny dzień, włączył mi się towarzyski szwędacz i pouberowałem w odwiedziny do kolegi. Do domu wróciłem przed 2., spacerując przez Park Kleciński nie czułem senności, choć trudno było mi wyobrazić siebie rozpoczynającego za kilka godzin pierwszy dzień w nowej pracy. Dostałem niesamowitego przypływu energii, bo przed 8. pojechałem jeszcze na stare śmieci wypić poranną kawę z koleżanką, a że o tej porze wszystko było wciąż pozamykane spotkaliśmy się w starym biurze. Zaskoczenie moich znajomych i dawnych współpracowników było ogromne. Nikt nie spodziewał się spotkać mnie tutaj 1. grudnia w kolejce do maszyny z kawą a niektórzy żartobliwie pytali czy aby nie pomyliły mi się firmy.

Od 10.30 trwały już tylko szkolenia, trzeba było przejść przez te wszystkie instalacje, procedury, polityki, sprawdzić dostępy do systemów, zmienić hasła, zarejestrować się do aplikacji i ogarnąć kalendarz z rzeczami do zrobienia na następne kilka dni. Zalali mnie typową korpo gadką, nowomową nowymi akronimami, a ja siedziałem i słuchałem w milczeniu przechodząc kolejny raz w życiu ten żmudny i nudny proces onboardingu. Na jutro muszę przygotować jeszcze parę rzeczy, ale tak naprawdę nie wiem w co ręce włożyć najpierw, bo od rana do wieczora kalendarz zawalony mam spotkaniami. A potem podobno wychodzimy jeszcze z zespołem integrować się przedświątecznie…cyrk.

W mieszkaniu mam syf i sajgon, śmieci niewyrzucone, pościel niezmieniona, zdążyłem nastawić tylko pranie i dla relaksu wyprasować stertę ubrań, wrzuciłem parę rzeczy do zmywarki, ale nie mam czasu nawet rozpakować walizki po powrocie z wyjazdu, nie mówiąc o posprzątaniu. W sobotę lecę na wesele do Bari, wyjazd nota bene zupełnie nie jest mi na rękę, ale musimy bo M jest świadkiem. Odpocznę chyba dopiero za tydzień albo jak umrę.

Nie pozwolono mi zwariować. A. wyciągnęła mnie na koniec szalonego dnia do kina na Dom Guccich.

Z rzeczy przyziemnych bardzo tęsknię za M. Byle jeszcze do soboty.

Opublikowano praca | 6 Komentarzy

Weekend w górach

Na trzy dni przed powrotem do pracy wyjechałem do Świeradowa. Moja bardzo rezolutna koleżanka znalazła na Grouponie super ofertę w hotelu SPA za śmiesznie małe pieniądze. Nie zastanawiałem się ani chwilę tylko wykorzystałem wyjątkową okazję.

Nawet jeśli okazałoby się, że to zabita deskami dziura i tak bym pojechał. Ostatecznie mieliśmy bardzo dużo szczęścia, hotel okazał się super fantastyczny, nowoczesny a dodatkowo przez trzy dni byliśmy tam jedynymi gośćmi. Oznaczało to tylko że cały basen, sauny, spa były tylko do naszej dyspozycji, podobnie jak obsługa oraz miejsca w restauracji i hotelowym barze. W dzień spacerowaliśmy po uzdrowiskowym deptaku albo okolicznych trasach spacerowych przedzierając się przez pokryte grubą warstwą śniegu turystycznych szlakach. Cel został osiągnięty, bo baterie podładowałem sobie do pełna.

Dodaj komentarz

So I am off to new adventures…

Hi All,

I always find it amusing that people send their goodbye email as the last email before they leave, which is just too late in my way of thinking, as nobody can ask you the last work question before you go.

So I am going to break with tradition and send it earlier.

After exactly 2.5 years I will be leaving FK this month…

Bla bla bla…

“Co prawda nie mieliśmy okazji nigdy wspólnie pracować nad projektami, ale dziękuję Ci – za rozmowę w kuchni, papierosie, za wszelakie wsparcie oraz za otwarcie oczu na pewne sprawy. Przykre jest to, że odchodzą z firmy osoby, które nie powinny odchodzić, ale taki jest życie – trzeba nabierać wiatr w żagle. Życzę Ci wszystkiego, wszystkiego dobrego! Bądź szczęśliwy oraz spełniaj się! P.S Mam nadzieje, że jeszcze uda nam się spotkać „poza murami” FSE na jakiegoś drinczeka na naszym klecińskim Beach barze 😊Trzymaj się!”

MK

„Hej P,

Mam nadzieję, że jeszcze w biurze się zobaczymy przed twoim ostatnim dniem w pracy. BTW – nigdy wcześniej nie odczytałam tak przygotowanego podsumowania/pożegnania – widać, że przemyślałeś dokładnie to, co chciałeś podkreślić i wyodrębniłeś te aspekty firmy, o których warto pamiętać. Powiedziałabym, że jestem wzruszona i cieszę się, że znalazłam się w gronie odbiorców twojego maila 😊 Powodzenia w dalszym rozwijaniu kariery! I do zobaczenia gdzieś we Wro.”

IS

„Hi P,

what a positive, creative, motivating, inspiring text. If I ever leave, I don’t know if I could say goodbye in such a positive and friendly way. Thanks a lot for our very constructive, open and trustful collaboration.  I take back that I suspected you of being a spy 😉 I wish you all the best, privately and professionally. Hopefully your wishes about your advancement with the new employer will come true. Thank you very much! Take care! Stay healthy!”

GP

“Hi P,

It was a pleasure working with you. I wish you all the best for your future professional and personal life. Best regards”

DB 

„You broke my heart. Ja się nie żegnam! Ja mówię: dziękuję, powodzenia i DO ZOBACZENIA 😉”

KP

„All the best! Powodzenia w nowej roli! Wielkie dzięki za współpracę przy Uptake – jak wiemy, nie najłatwiejszym projekcie.  Bez Ciebie na pewno byłoby trudniej osiągnąć to, co się udało. Do zobaczenia/usłyszenia – tak czy inaczej, jesteśmy zlinkowani😉”

PF

„good luck and success…..and have fun in your new job 😊”

AV

“Hi P,

It is really nice how you describe the cooperation at FK. I couldn’t agree more. I wish you all the best , personally and also professionally.”

JZ

“Sorry to see you leaving but I am sure you are doing this for a better opportunity and a challenging role. I wish you all the best for your future.”

MR

“No musze powiedziec, ze podniosles poprzeczke. Najlepsza good bye widomość ever. Chciałby się skopiować ale da się latwo rozpoznać. Ten dobor slow (nawet nie wszystkie znam 😊) Pico bello! To gdzie na te wakacje jedziesz? Buzka PS w zyciu bym nie powiedziała, ze az 2.5 roku tu byles… 1.5 może”

OK

“Przepieknie napisane !!! Geniusz !!! TVB 😉”

BK

“It’s a long time ago that we have spoken-that is really surprising news. I really enjoyed the period in which we have been working together and I wish you just the best for your personal career! Lets stay in touch via Linked in and stay as you are. Enjoy your holidays and alles Gute”

VB

„Kochany,

Będzie mi Ci brakować, tak zwyczajnie i po ludzku. Jesteś tym jednym z niewielu promyczków, dla których chciało mi się przychodzić do pracy, wspominać naszego wspólnego znajomego MO czy śmiać się z kotów A, którymi się opiekowałeś. Ja się nie żegnam, napiszę „Do zobaczenia” i wierzę, że spotkamy się jeszcze nie jeden raz na drinku czy kolacji. Życzę Ci powodzenia, życzliwych ludzi i kariery rozwijającej się jak turecki dywan 😃 Jeśli kiedykolwiek chciałbyś pogadać, zostawiam Ci swój numer: 664xx. I nigdy nie zapomnę Ci czekoladek dla mnie i A na pierwszym spotkaniu i konsultacjach w sprawie Concura ❤Trzymaj się ciepło!”

KK

„to był pierwszy mail, jaki przeczytałam po zalogowaniu się na skrzynkę : ( wielka szkoda, że odchodzisz. Dzięki za pomoc i współpracę. Mam nadzieję, że projekt Concur jakoś da radę bez Ciebie… Gratuluję nowej pracy i życzę Ci wielu sukcesów oraz ciekawych doświadczeń😊”

BK

„as we like to say: with one laughing and one crying eye I hear about your new plans and I am sure you will inspire the people there as well with your enthusiastic, committed and solution-oriented collegiality. I always enjoyed working with you! Thank you very much for your very special farewell message, which reflects you and your way of working in a very personal way and stands out from some of the farewell messages I have received this year. In two and a half years at the latest, I will also write a similar letter and then retire. Until then there is still time and I would be happy if we can stay in contact. I wish you all the best, success and stay healthy!”

LK

“Hallo P, ich finde es sehr schade, dass wir nicht mehr zusammen arbeiten und dieses Projekt gemeinsam beenden können. Leider gehen immer die netten Kollegen mit denen man gerne zusammen gearbeitet hat.  Ich bedanke mich vielmals für die sehr angenehme Zusammenarbeit und Dein Verständnis für mich und meine Probleme mit Englisch. Ich wünsche Dir für die Zukunft alles Gute, viel Glück und vor allem Gesundheit. Viele Grüße“

HW

“all the best…it was great working with you!”

SB

“it was great working with you. I wish you all the best on your new ventures! We are connected via Linkedin and always happy to catch-up. “

NC

“I would like to thank you for the good cooperation. I wish you professional and private success and all the best. You always see each other twice 😉”

GF

“I was on vacation, come back and read such sad news. It was always a pleasure to work with you and i think fondly of our collaboration and find it a great pity. But I can understand you very well. I´m also happy that you have found a new challenge. And who knows, maybe we´ll see each other again sometime.  I wish you all the best, privately and professionally.”

SH

“if I understood it correct, today is already your last day…so, I wish you all the best and that the new job and your private life will go the way you wish. Take are and stay healthy”

PL

Opublikowano praca | Otagowano | 5 Komentarzy

Znalezione w internecie: Zawodowa wolność…

… i sprawczość w poszukiwaniu pracy, bo dla mnie wolność to w dużej mierze poczucie sprawczości, poczucie że mam na coś realny wpływ. Świadomość, że mam wybór, aby coś robić lub czegoś nie robić.
Czasem bywa tak że, życie zawodowe, kariera układają się doskonale. Przez lata osiągamy kolejne zawodowe szczyty, wydaje się że posiadamy nawet jakąś magiczną formułę na bycie kimś wyjątkowym, lepszym, sprawniejszym, skuteczniejszym od innych. Potwierdzają to osiągane przez lata sukcesy. Można by pomyśleć, że zawsze tak będzie, bo niby dlaczego miałoby nie być? …

Wreszcie nadchodzi taki dzień – kiedy masz poczucie, że cały świat pokazuje ci środkowy palec. Tracimy pracę z powodów, które właściwie nie powinny mieć miejsca. A jednak! Kiedy, po utracie pracy przyglądamy się sobie, świetnie widać jak ta nasza sprawczość zależna jest od innych. Jak poczucie sprawczości jest ulotne, nietrwałe i iluzoryczne. Skuteczność, przewidywalność, powtarzalność osiąganych i zamierzonych rezultatów to, to o co cały czas staramy się zabiegać w życiu zawodowym, co sami cenimy wysoko i co wysoko oceniają nas nasi przełożeni. Po utracie pracy nasza sprawczość, poczucie pewności często zamierają.

Trudno jest się odnaleźć w pozycji osoby proszącej a nie tej, która trzyma stery decyzyjności. Nie dość, że nie zawsze wiemy jak efektywnie poruszać się po rynku pracy, to na domiar wszystkiego w procesie poszukiwania pracy często jesteśmy zależni od decyzji, headhunterów, rekruterów, czy HR-ów, którzy w naszym poczuciu nie do końca wiedzą kogo rekrutują.

Po stracie pracy nasze przekonanie o osobistej wyjątkowości i sprawczości w tym zakresie pikuje w dół. Tracimy poczucie pewności siebie, czujemy się zagubieni, osamotnieni i niejednokrotnie sfrustrowani z poczuciem wstydu, że o to ja król świata, manager wyższego szczebla proszę się o pomoc. Poczucie zależności w pozycji proszącej o spotkanie niejednokrotnie z osobami, których profesjonalizm oceniamy dość nisko jeśli nie ułomnie, jest trudne emocjonalnie.

Chcemy jednak szybko i skutecznie wejść powtórnie na rynek pracy. Powtórnie przejąć kontrolę, wziąć ster w swoje ręce i pokazać, że chwilowe potknięcie to czas na złapanie oddechu, że to dobry czas na załatwienie rzeczy, na które wcześniej brakowało czasu.

Często nasze sukcesy osiągane przez lata i zajmowana pozycja zawodowa potwierdzają skuteczność takiego podejścia i dają poczucie wyjątkowości. Lata niekwestionowanych sukcesów, potwierdzają, że jestem sprawczy, skuteczny i wyjątkowy a ci którzy nie mogą znaleźć pracy to zwykle niedojdy.

Dla wielu osób dowodem jest fakt, że skoro mamy jednocyfrowe bezrobocie, to pracy nie znajdują tylko ci którzy nie chcą – a to chyba nieprawda. To egotyczne przekonanie, budowane latami czy wręcz dekadami, że posiadamy kontrolę i sprawczość nad obszarem zawodowym często jest wrogiem numer jeden w poszukiwaniu nowego zajęcia.

Nie tylko nie jesteśmy gotowi z pokorą spojrzeć, jak działa rynek, ale wręcz idziemy pod prąd. I zamiast wygrywać na rynku takimi jakimi jesteśmy, dajemy upust naszej bezradności, że procesy rekrutacyjne są do bani, że ludzie są nieprofesjonalni a przecież wszyscy działamy w takiej samej rzeczywistości. Są przecież osoby, które radzą sobie lepiej: bo mają networking, relacje, bo są widoczne w mediach albo konferencjach.

Wystarczy pomyśleć: dlaczego ty ich nie masz? Czy brak tego wszystkiego czyni cię lepszym?

Czy mając pracę myślimy świadomie o kolejnym kroku zawodowym? Czy odkładamy to na później, kiedy to inni zadecydują o naszym losie. Skuteczni w poszukiwani pracy zdobywają wiedzę jak działa rynek i wiedzą, że wygrywają nie najlepsi, a ci najlepiej dostosowani i przygotowani. Mając pracę to najlepszy moment, żeby zacząć szukać nowej, żeby praca pukała do ciebie. Żebyś nigdy nie musiał być poszukującym, bez poczucia, że raz jestem super bohaterem a raz nikim.

Kiedy twoja sprawczość oparta była na atrybutach władzy, to doświadczenie bycia sprawczym i wpływowym, może nieźle dokopać emocjonalnie, kiedy nie wiemy, jak działa rynek. Kiedy poszukujemy pracy często spadamy w dół jesteśmy samotni, zagubieni palimy kontakty i zamiast odnosić sukces zrażamy do siebie innych. Kiedy przestajemy rozdawać karty rozliczać czy oceniać stajemy się w jakimś sensie bezradni, zagubieni i proszący.

Przeświadczenie o własnej wyjątkowości nie dające tobie samemu prawa do osobistej słabości powoduje często, że za wszelką cenę chcemy pokazać, że brak pracy nas nie „rusza”. Często bardzo chcemy udowadniać innym, że wszystko jest ok, w wyniku czego podejmujemy nieracjonalne decyzje, wyjazd na megadrogie wakacje, odkładany remont mieszkania, czy nowe auto.

Tak bardzo chcemy zachować obowiązujące status quo, że nie mamy odwagi przyznać się przed samymi sobą, że na czas poszukiwania pracy powinniśmy zredefiniować nasze podejście do tego co ważne, co daje spokój wewnętrzny. Brak pracy to przecież okres przejściowy to minie. Tak to minie jak wszystko.

Brak pracy to również ważny moment, żeby się zastanowić czego chcę, co jest ważne dla mnie, nie dla innych. Czy jestem na właściwym miejscu? Czy to co przez lata przynosiło mi sukcesy dalej działa? Co mnie spełnia zawodowo i co mi daje ogień w sercu? Wiem jak trudno jest powiedzieć samemu sobie: nie wiem. To nie wiem jest pierwszym krokiem ku nowemu, ku rozwojowi, ku otwartości, ku chęci dowiedzenia się, ku ciekawości ku nowemu ja. Nowemu, którego nie znasz, który z ciekawością patrzy w przyszłość z otwartością i odwagą w sercu nie w oparciu o nawykowe automatyzmy, o powielane schematy działania, ale ze względu na klarowność zrozumienia tego kim jestem, czego chcę i jaką wartość wnoszę dla świata pracodawcy czy klientów. Z przekonaniem, które mówi, że wszystko już wiem, niczego się nie nauczysz. Narażasz się jedynie na to, że zamiast przejąć kontrolę będziesz powodowany decyzjami innych. Zwyczajnie nie warto oddawać, decyzji innym, żeby decydowali jak będzie rozwijała się twoja zawodowa przyszłość.

Bardzo spodobał mi się ten artykuł. Będę go sobie czytał, czując się emocjonalnie zubożałym.

Opublikowano praca | Otagowano , | 3 Komentarze

Zamykając za sobą drzwi

Od rana szał cipy. Najpierw badania medycyny pracy, bo już dwa razy przekładałem a czasu coraz mniej. Przy okazji dowiedziałem się, że mam zdrowe serce, ciśnienie w normie, odróżniam kolory, słyszę szepty i potrafię odczytać literki w przedostatnim rzędzie tablicy okulistycznej.

Potem pędem do cukierni w galerii po sernik jabłkowy, który mogłem kupić pewnie nawet i taniej w Biedrze, ale postanowiłem nie robić skandalu, nie odchodzę z firmy w gniewie.. Dostałem od zespołu w prezencie butelkę rumu, nie była to może ulubiona Zacapa XO ale też nie Bacardi, ani też niestety nieosiągalny Petrus, ale jak będę odchodził z następnej pracy, to może wtedy się uda. Dziś po raz ostatni zamknąłem za sobą drzwi, wyszedłem po 15. z biura znajdującego się na 2. piętrze tego ładnego biurowca w centrum. Rzuciłem wzrokiem ostatni raz na pustą salę, przyciskiem wezwałem windę a po chwili opuściłem budynek głównym wyjściem. M. na mnie już czekał. Zabrałem go na kolację do PaTaTaj i kolejkę kolorowych koktajli w Papa.

Umówiliśmy się z M. że podczas tego tygodnia jeśli jemy na mieście, to tylko w miejscach, których nie znamy a wydają się nam ciekawe. I tak wczoraj trafiliśmy do Wrocławskiej na prawdziwy polski żurek, schabowego z mizerią oraz wyśmienitą nakewkę z kminku. Przypadkiem odkryliśmy dla nas nowe miejsce, serwujące kuchnię dawnego Wrocławia, rekonstrukcje starych potraw, bigos wrocławski, śląskie niebo, hekele, kluski wrocławskie oraz piwo z lokalnych browarów.

Opublikowano praca | Otagowano | 2 Komentarze

Krótki wypad do Szwajcarii

Na fali beztroskiego i radosnego obijania się w pracy, samoorganizowania własnych zajęć i obowiązków, czyli bardzo miłego spędzania wolnego czasu, sprawiłem sobie malutki prezent w postaci ultrakrótkiego wypadu do Szwajcarii. W czwartek i tak był wolny, w piątek nikogo nie spodziewałem się usłyszeć, bez oporów kupiłem więc bilet i zaplanowałem beztroski fajrant.

Z tego wykluł się kolejny plan. M. zaanonsował, że w niedziele przyleci ze mną do Polski, spędzimy kilka dni we Wrocławiu, odwiedzimy może Kraków, może Warszawę, coś o Tarnowie zaczął przebąkiwać, bo NYT ogłosił, że to nowa zabytkowa perła Polski.

Opublikowano Szwajcaria | Otagowano | 2 Komentarze

Ładowanie baterii

Odkąd wiem, że zmieniam profesję wrzuciłem sobie na luz. Pracuję, przykładam się, ale łatwo przychodzi mi usprawiedliwić się przed samym sobą, że na zaraz niczego robić już nie muszę. Nie mój cyrk, nie moje małpy niech się inni martwią co z tym naszym cyrkiem zrobić żeby nie zatonąć.

A wyciągnęła mnie na imprezę z moim nowym zespołem, spotkałem paru makaronów których od lat znałem z Wrocławia, tyle że teraz będziemy pracowali razem i cieszy mnie ta myśl. Wszyscy zaczynamy mniej więcej w tym samym momencie, ci którzy zaczęli kilka tygodni temu wciąż zadowoleni są z podjętej decyzji, co podnosi mnie na duchu i odpędza negatywne myśli. Jakoś to będzie, kolorowo nigdzie nie jest, ale jakoś nie chciałbym zmagać się wątpliwościami już teraz. Spotkaliśmy się w Fede, była nas całkiem spora grupa, było głośno, zabawianie i bez kwasów. Jakoś spokojniej przyjdzie mi czekać do końca miesiąca.

Dziewczyny z dawnej pracy też wyciągnęły mnie na imprezę. Żeby było śmieszniej – nazajutrz, skutkiem czego był lekki ból głowy po weekendowych zawirowaniach. Dawno się tak nie relaksowałem, nie myśląc że na poniedziałek znowu coś muszę.

Dodaj komentarz

Dogadywanie się

Dogadaliśmy się że moim ostatnim dniem pracy będzie środa 10. listopada. Potem jadę do M. do Szwajcarii i zaczynam długi urlop aż do końca miesiąca. Stworzyłem listę tematów do przekazania, zacząłem informować kolegów i koleżanki że odchodzę, pytać czy mają jakieś nieuregulowane kwestie, niedokończone sprawy, o których może zapomniałem, podszedłem do tego metodycznie i bardzo profesjonalnie. Kiedy człowiek już wie, że odchodzi z tego grajdołka od razu wraca mu jakby podwójna energia, robota aż wre na samą myśl widma końca. Tempo narzuciłem jednak za duże, mój menago nie nadąża i zamiast w środę, zostanę jeszcze kilka dni, ale bez konieczności pojawiania się w biurze. Siedzę więc sobie w naszym domu w Szwajcarii, oglądam maile i deleguje sprawy to tu to tam, normalnie sielanka! Muszę zdążyć jeszcze obrobić jakiegoś wielkiego excela, ale zupełnie mnie to nie stresuje.

Koleżanka w pracy zapytała mnie co chcę dostać na pożegnanie od zespołu. Zaproponowałem butelkę wina, bo długopisów, piór, wazonów, ani bonów zakupowych nie potrzebuję.

Białe czy czerwone? – zapytała.

Czerwone. Białych nie znam.

Masz jakieś konkretne na myśli?

Petrus – odparłem bez chwili zastanowienia.

Koleżanka uśmiechnęła się z wdzięcznością, zapisała sobie, podziękowała mi nawet, że znacznie ułatwiłem jej sprawę. Jeden problem mniej.

Wróciła do mnie dopiero nazajutrz z komentarzem: Pojechałeś…

Kurtyna.

Opublikowano praca | Otagowano | 6 Komentarzy

Nadrabianie zaległości w pisaniu …

Sprawy potoczyły się naprawdę szybko. Już następnego dnia, na kwadrans przed umówionym spotkaniem zadzwonił telefon i miła pani poinformowała mnie, że chcieliby złożyć mi propozycję współpracy w „budowaniu lepszego świata pracy”. Oferta ciekawa, ale nie powalająca, pozwoliłem jej dokończyć co miała mi do przekazania po czym na koniec spróbowałem wynegocjować lepsze zarobki. Poszło jak z płatka, akurat w sam raz żeby zniwelować rosnącą inflację i Nowy Ład, który nie uderzy tylko w beneficjentów socjalu państwa opiekuńczego. Będzie akurat na waciki od Gucci jak skwitowała moja koleżanka z którą podzieliłem się tą radosną nowiną.

Z szefem udało mi się porozmawiać dopiero nazajutrz. Musiałem czekać do południa, bo od rana mieliśmy spotkania i dopiero po lunchu mogliśmy zostać sami. Pech chciał, że wrócił w bardzo dobrym humorze, rozentuzjazmowany nowymi planami i projektami, tyle miał ze mną do obgadania, trzeba było zacząć planować całą strategię, planning, zacząć angażować ludzi. Zrobiło mi się go przez chwilę szkoda, ale na takie wiadomości nigdy nie ma dobrej pory.

Chciałem poprosić cię o rozwiązanie umowy – wypaliłem czekając na pierwszą reakcję. Myślał, że żartuję. Jak zrozumiał, że mówię serio, zeszła z niego cała para entuzjazmu, którą nosił w sobie od rana.

Nie robił problemów, zgodził pójść mi na rękę i nie odbębnić całego okresu wypowiedzenia. Poprosił tylko żebym pozamykał niektóre tematy i przekazał je… no i tu się zatrzymał. Z naszego niegdyś 6 osobowego zespołu zostaliśmy tylko ja z G. Reszta odeszła. Nie miałem satysfakcji, że zostawiam go z całym tym bajzlem, ale szkoda też mi go nie było. FK jest taką samą organizacją jak każda inna: cięcia, reorganizacje, obniżanie kosztów, wyzysk pracownika. Wszystko w trosce o zdrowie naszych krytycznie i przewlekłe chorych pacjentów.

Na wyjściu poprosił mnie, żebym wstrzymał się przez kilka dni z ogłaszaniem tej informacji wśród współpracowników. Kilka dni? Dałem mu 10 minut od wyjścia z salki…

Opublikowano praca | Otagowano | 5 Komentarzy