Pakowanie

Pakowałem dziś swoje rzeczy do kartonów, letnie ciuchy, buty, spożywkę, chemię, jakieś szkło i naczynia bo część rzeczy myślę że uda mi się jutro przewieźć do nowego mieszkania. W południe spodziewam się kurierów więc akurat będę miał okazję się rozpakować. Po południu czeka mnie pierwsza rozmowa z „firmą troskliwą”, ale niewiele sobie po niej obiecuję. Nie wiem czemu mam takie pesymistyczne myśli, ale nie potrafię wykrzesać z siebie większego entuzjazmu.

Czytam sobie przewodniki po Azerbejdżanie, Baku i okolicach i zbieram przydatne porady co zobaczyć, jak się poruszać po mieście, co zjeść, jak dojechać z lotniska do hotelu i nie dać oszukać nieuczciwym taksówkarzom. Uwielbiam tę część przygotowań do wyjazdu.

Opublikowano podróże | Otagowano , | Dodaj komentarz

Dziwny marazm wciąż trwa

Ranek, pierwszy odczytany mail i od razu człowiekowi chce się zapaść w sen, czasami wolałbym się nie obudzić, żeby nie musieć czytać tych wiadomości.

Z odrętwienia wyrwał mnie telefon od matki, za 40 minut przyjedzie odebrać ode mnie spakowane kartony i pojedziemy na dalsze zakupy. Kartony stoją od wczoraj nierozpakowane, zdążyłem jedynie powrzucać kilka naczyń, stolik, wentylator, suszarkę na pranie, jakiś taboret. Ojciec był nabuzowany jak messerschmitt, że musiał na nas tyle czekać.

Zawieźliśmy wszystko do nowego mieszkania, zdążyłem się rozpakować po czym pojechaliśmy dalej.

Późnym popołudniem zadzwonił telefon, kolejne rozmowy na stanowisko w Pradze zaplanowane zostały na czwartek i piątek. Mieszkać w Pradze nigdy o tym nie myślałem, z drugiej strony do Wrocławia miałbym i tak bliżej niż do Warszawy.

Zadzwonił też bank, ale niestety wciąż każą uzbroić mi się w cierpliwość. Po głosie kobiety od razu poznałem, że nie dzwoni z ofertą. Wciąż myślą, a to znaczy że nie są przekonani więc czarno to widzę.

Dwie godziny spędziłem na szukaniu i wybieraniu obrusu do pokoju – tak jakbym nie miał nic innego do robienia. Zamówiłem też w końcu stół do jadalni i krzesła.

Opublikowano podróże | Dodaj komentarz

Uśmiechając się przez łzy

Od rana dziś biegałem i załatwiłem swoje sprawy. Dzień przeprowadzki zbliża się wielkimi krokami a mi ciagle czegoś brakuje do nowego domu. Głównie są to duperele, ale bez nich się nie obejdę dlatego z radością przyjąłem propozycję rodziców wyprawy na Bielany. Lista rzeczy najpotężniejszych kompletowałem już od kilku tygodni praktycznie codziennie dopisując do niej nowe punkty. Nie lubię jeździć na zakupy z rodzicami, ale tym razem się przemogłem. Od rana dostawałem same odmowy w sprawie pracy więc żeby o tym nie myśleć probowalem zająć myśli czymś innym.

Wieczorem znowu dopadł mnie marazm i przygnębienie. Przeglądając promocje lini lotniczych znalazłem ofertę do Baku, wylot za tydzień. Proces decyzyjny zajął mi raptem kilka chwil. Mam już bilet lotniczy, hotel i złożyłem wniosek o wizę. Jutro będę musiał powiedzieć o tym M bo do stolicy Azerbejdżanu planowaliśmy polecieć razem.

Opublikowano podróże | Otagowano , | Dodaj komentarz

Coraz mniej mi do śmiechu

Coraz mniej mi do śmiechu, coraz trudniej wykrzesać mi z siebie dobry nastrój, sile się, żeby wydobyć z siebie pozytywne myśli choć jak mantrę powtarzam sobie ten czas musi w końcu minąć, wszystko się ułoży, muszę skoncentrować się na celu, muszę tylko uzbroić się w cierpliwość i nie przestawać szukać.

Jestem w punkcie wyjścia, dokładnie tam gdzie byłem 12 miesięcy temu, głowa zaczyna mnie boleć kiedy o tym wszystkim myślę. Znowu zaczynam żałować dawnych decyzji, czasami przysłaniają one nawet wszystkie inne sukcesy i dokonania, które udało mi się  zrealizować. Probuje odganiać złe myśli i przywołać miłe wspomnienia, ale staje się to okrutnie ciężkim wysiłkiem. Marazm. Czasami wydaje mi się że chyba nie dam już rady, przygnębia mnie, że życie toczy się nie po mojej myśli.

Za dwa miesiące lecimy do z M do Azji, wydaje mi się że znowu uciekam, znowu zaklinam rzeczywistość a przecież jest źle.

Kilka dni temu zmienili nam daty wylotu z Hongkongu na Boracay i spędziłem przeszło 4 godziny na telefonie próbując to na nowo poukładać. Ciagle coś składam i naprawiam, mam tylko wrażenie że wszystkie działania są bezcelowe i tymczasowe, do następnego razu gdy znowu coś się rypnie i będę musiał zacząć budować od początku. Życie. Znowu mam pod górę.

Czasem mam ochotę cofnąć czas i wrócić tam gdzie byłem kiedyś, stres, niezadowolenie, frustracja, bezsenność niekończący się wkurw. Może gdybym padł na zawał albo dostał załamania nerwowego skończyłoby się to inaczej.

Nieustannie czegoś żałuję, próbuję wrócić na dawny tor i wyprostować swoje życie na nowo, ale nie udaje mi się to. 

Przestaje ufać swoim umiejętnościom, tracę pewność siebie a myśli niebezpiecznie zaczynaja kręcić się wokół myśli, że tak już zostanie, że nie uda mi się wyrwać z tego zaklętego kręgu niepowodzeń. Powoli przestaje wierzyć że coś się zmieni choć wciaż tli się we mnie iskierka nadziei, że kiedyś powiem sobie: nie było łatwo, ale było warto.

Opublikowano podróże | Dodaj komentarz

Mam za swoje

Na rozmowy o pracę chodzę wystrojony jak pies na szczepienie: ładnie, schludnie, na bogato, pod krawatem i lekko, odziany jedynie jesiennym płaszczem, bo zimowego w kolekcji okazało się, że nie posiadam. Ostatni, który miałem wyrzucił bodajże M., ponoć wyglądałem w nim delikatnie mówiąc przaśnie. Efekt jest taki, że po ostatnim takim wyjściu na kilkustopnie mrozy przewiało mnie i to porządnie, leżę teraz, kasłam i prycham a z nosa przecieka mi niczym z nieszczelnego kranu.

Na ostatniej rozmowie zaliczyłem mały blamaż, zaraz na początku spotkania jakimś trafem wypadło mi szkło kontaktowe, na co zareagowałem dość spontanicznie i w mało wyszukanym języku: cholera, oko mi wypłynęło…

Wczoraj poszedłem na trzecią z kolei rozmowę w banku, nafaszerowałem się przed wejściem środkami farmakologicznymi, żeby nie zaprzatąć sobie głowy bólem zatok i katarem. Skuteczność 100%,ale zamiast tego ufundowałem sobie suchość w gardle, że dwa razy w ciagu godziny musiałem prosić o szklankę wody. Początkowo rola w CS mało mnie kręciła, dużo więcej obiecywałem sobie po „Committed to making a difference”, cieszyłem się jednak, że obie rozmowy miałem tego samego dnia. Niestety jak to czasami w życiu bywa nastąpiło mocno otrzeźwiające zderzenie własnych oczekiwań z rzeczywistością: przyszła szefowa nie pojawiła się na videokonfrencji, przełożyła ją na później, zaprzeczyła praktycznie wszystkiemu o czym wcześniej opowiadał rekruter a na prośbę podzielenia się własną wizją nowej roli, wykazała sie pojęciem bardzo mglistym, żeby nie powiedzieć, że żadnym. Zdążyłem zadać raptem trzecie pytanie, gdy usłyszałem, że ma coś pilnego, że ktoś z rekrutacji będzie ze mną w kontakcie i nie czekając na moją reakcję rzuciła słuchawką.

Refleksja pojawiła się natychmiast, ucieszyłem się w myślach, że nie odpuściłem sobie zupełnie rozmów w CS i że może jednak sprobuję coś tam z tej nowej roli dla siebie uszczknąć.

Wciąż uczę się nie mieć zbyt wielkich oczekiwań wobec ludzi zajmujących się rekrutacją albo sposobów prowadzenia interview, ale jak na razie ile razy przydarza mi się coś takiego czuję jakby ktoś wylewał mi na głowę kubeł zimnej wody.

Dziś rano pojechałem do nowego mieszkania doglądać ekipy, gdy niespodziewanie zostałem zaproszony do kolejnego etapu rekrutacji, zaproszenie mailowe, które wydało mi się trochę dziwne, bo było słowo w słowo identyczne jak poprzednie, tyle tylko, że wysłane od innego rekrutera. Przyjąłem upewniwszy się, że jest to kolejny etap, po czym po paru godzinach milczenia odebrałem nagle telefon, że będę miał rozmowę z szefem szefowej i nareszcie usłyszę jakieś konkrety.

Wygląda na to, że chyba znowu zbyt szybko się uprzedziłem.

Opublikowano podróże | 2 Komentarze

Szał cipy trwa

M przyleciał do Wrocławia co bardzo mnie ucieszyło. Odebrałem go z lotniska i praktycznie od razu skierowaliśmy się do nieśmiertelnego punktu na jego liście miejsc do zobaczenia czyli baru sushi. Mam wrażenie, jakby tutaj mieszkał bo ostatnio widzimy się praktycznie non stop.

Jednego dnia spadło tyle śniegu, że nie mieliśmy ochoty wyściubić nosa z domu, zmobilizowaliśmy się tylko po to by pojechać do nowego mieszkania a stantad na kolację w Stodole. M mnie zaskoczył prezentami: dostałem kawe Luwak a do tego japoński czajnik do zaparzania herbaty. Zrewanzowalem mu się najlepiej jak potrafiłem oferując pasztet z podgrzybkami.

W Opolu świeciło słońce, zdecydowaliśmy się tam pojechać tylko ze względu na to że rano wzeszło słońce i najważniejsze stopniał cały śnieg. Opole może dupy nie urywa z powodu swojej prowincjonalności, ale z drugiej strony Biesiada Opolska i gwarancja przepysznej polskiej kuchni są tylko tam.

Wreszcie udało mi się zabrać M na kolacje do Campo, choć nie mieliśmy rezerwacji mój instagramowy stalker bardzo mi pomógł.

W sobotę przed 5 rano odwiozłem go na lotnisko. Przypadkowo poznanemu chińskiemu turyście autostopowiczowi pomogłem dostać się do miasta i pokazać conieco Starego Miasta. Rzadko mam okazję oglądać staromiejski Wrocław o tak wczesnej porze i wcale tego nie żałuje. Zaprosiłem nawet go na śniadanie tak bez powodu. Nie zastanawiałem się nad tym zbytnio, zwykłej, bezinteresownej ludzkiej życzliwości sam nie raz doświadczyłem podróżując po świecie, z drugiej strony wierzę, że kiedyś los też się za to do mnie uśmiechnie.

Wróciwszy do domu położyłem się na moment spać, musiałem jeszcze się spakować, bo o 13 leciałem do Frankfurtu. Matko, ostatni raz w Niederrad byłem ponad 11 lat temu a hotel Innside wydawał mi się szczytem luksusu. Teraz gdy zobaczyłem go znowu po latach, ten sam praktycznie niezmieniony, z widokiem na biuro Nestle, z prysznicem akwarium po środku pokoju wydał mi się bardzo szary, pusty, mało okazały, przeciętny i taki jakiś bardzo skromny. Oj tak, długą drogę przebyłem od tamtego dawnego siebie, gust mi się zmienił nieodwracalnie i oczekiwania mam też dużo bardziej wyrafinowane. Lubię wracać tam gdzie byłem już, wracają mi wtedy skrzętnie ukryte w pamięci wspomnienia o ludziach i wydarzeniach.

Kolega wyszedł ode mnie późno w nocy, a ja zasnąłem na łóżku w ułamku sekundy. Rano nie zjadłem nawet śniadania, chciałem jak najszybciej dotrzeć na lotnisko. Lało jak z cebra, a ja pomyliłem drogę na stację kolejki i zamiast 8 minut szedłem 18 moknąc w rzęsistych strugach deszczu.

Opublikowano podróże | Otagowano , | 2 Komentarze

Epizody

Praktycznie codziennie mam rozmowy w sprawie pracy, od tygodnia nie ma dnia, żeby nie skontaktował się ze mną jakiś rekruter. Telefon dzwoni nawet po kilka razy dziennie i przyznam szczerze napawa mnie to dumą i optymizmem.

W banku rozmowa poszła mi lepiej niż się  tego spodziewałem, choć po pierwszych słowach wprowadzenia wiedziałem, że rola kontrolera biznesu nie jest stworzona dla mnie. Na razie jednak zmuszony jestem przyjąć strategię: pokorne ciele dwie matki ssie, póki gdzieś coś lepszego się nie wykluje muszę udawać że jestem zainteresowany. Dwie młode panie, które mnie przesłuchiwaly okazały się bardzo miłe i chętnie odpowiadaly na pytanie dotyczącego oferowanego stanowiska. Schody zaczęły się dla mnie, gdy dały mi zrobienia jakiś test z excela. Nie rozumiałem co to I a co C, nie rozumiałem liczb, poleceń ani dlaczego brakowało mi niektórych pół, zadanie wydawało się być zbyt skomplikowane po mimo tego, że czytałem powtarzałem sobie polecenie po kilka razy. Koniec w końcu okazało się, że chodziło żeby coś przemnożyć lub podzielić, ale co to w ogóle było nie wiem. Zrobiłem zadanie do połowy a gdy wychodziłem z salki, poczułem kaca, że zrobiłem z siebie kretyna. Ledwo zdążyłem pochwalić się swoim „wyczynem” bratu, gdy niespodziewanie dostałem zaproszenie do 3 etapu rekrutacji.

W tzw. międzyczasie odebrałem telefony od dwóch globalnych firm branży medycznej, oraz producenta oprogramowania dla sektora bankowego. W jednej mam już potwierdzony nawet drugi etap więc jest dobrze. Producent programowania zaproponował mi stanowisko, które specjalnie dla mnie chcą stworzyć!

Codzinnie pokonuję trasę między jednym a drugim mieszkaniem, doglądając prac wykończeniowych, tak aby do końca miesiąca zdążyć się tam przeprowadzić.

W piątek rozmawiałem dodatkowo z jakimś Francuzem z Anglii, rozmowa z którym przewidziana na kwadrans trwała ponad godzinę. Czy z tego coś się urodzi nie sądzę, ale praktyka czyni mistrza.

Opublikowano podróże | Dodaj komentarz

Dzień świstaka

… zaliczam od kilku dni. Ledwo udaje mi się wykaraskać z jednej opresji zaraz wpadam w inną, rozkojarzony jakiś się wydaję, zwoje mózgowe mi nie trybią, impulsy nie przeskakują między półkulami i na własnej skórze odczuwam tego efekty. Raz po raz udaje mi się wybrnąć z sytuacji, ale zaraz potem wpadam w kolejną, jeszcze większą opresję i zaczynam być zły na siebie, na innych, wszystko wydaje się mnie irytować, bez kija nie podchodź bo zabijam wzrokiem.

Udało mi się zatrzymać służbowy laptop więc lekką ręką zaoszczędziłem na zbytecznym zakupie dwa koła. Myślałem że po powrocie z Malezji wyłączą mnie we wszystkich systemach, ale jak widać tak się nie stało, o komputer też na razie nikt się nie dopomina. Jak sobie przypomną, to oddam. Na razie potrzebuję kompute, żeby móc spokojnie wysyłać oferty o pracę, na iPhonie czy iPadzie byłoby naprawdę trudno choć znalazłem sposób żeby robić to za pomocą kilku kliknięć. Nie będę przecież kupował teraz nowego sprzętu tylko po to, żeby za kilka tygodni znów zastąpić go służbowym.

M ogłosił, że przylatuje znowu do Wrocławia. Bardzo się ucieszyłem, zaproponowałem nawet wspólny wyjazd do Torunia i Opola, byleby nie siedzieć niepotrzebnie w domu, nie straszny nam śnieg i mróz. M kupił bilet w międzyczasie  kilka razy podawał mi różne dni przylotu i odlotu, dałem mu wolną rękę, bo przecież i tak siedzę teraz w domu.

Kolega z Malezji mieszkający we Frankfurcie zaproponował spotkanie, na które chętnie przystałem. Sprawdziłem nawet ceny biletów i miałem szczęście, załapałem się jeszcze na tanie loty. Nie czekając długo od razu kupiłem bilet ciesząc się na ten wyjazd jak dziecko. Rozczarowanie przyszło dziś wieczorem, jak skończyłem pracować. Okazało się że bilet kupiłem sobie dokładnie na termin kiedy we Wrocławiu jest jeszcze M. Tysiak w plecy, bo biletu nie da się już anulować i nie sądzę, że pomogą mi senatory, złote karty, płacz i bicie się w pierś. Jak chcę polecić, będę musiał wyskoczyć z następnego tysiaka i zrobi się z tego najdroższy weekend jaki mogłem sobie zorganizować.

Pan od tapet też mnie wystawił. Myślałem że w tym tygodniu będę miał położoną tapetę w salonie, ale zamiast tego musiałem szukać nowego fachowca.

Dziś rodzice o 7 rano wyrwali mnie z łóżka, bo zachciało im się pakowania mebli, które im oddaje i nie mogli poczekać do 11 musiało być teraz zaraz. O 8 z oczami na zapałki obserwowałem jak owijają folią meble, mikrofalę, materac, telewizor oraz inne sprzęty i nie mogłem uwierzyć że dziś jest niedziela.

Wczoraj musiałem podjechać do nowego mieszkania, umówiłem się z tapeciarzem żeby obejrzał ścianę. Pomyślałem że dogadam się z bratem, żebyśmy podjechali potem razem do Ikei na zakupy. Jak zadzwoniłem oni już tam byli,  a jak zadzwoniłem do rodziców, to właśnie stamtąd wyjeżdżali. Wychodzi na to że będę musiał wybrać się tam w pojedynkę.

Jutro mam interview na stanowisko które mnie nie interesuje w firmie która mi nie leży. Pech chce, że tylko takie oferty teraz dostaję ale nie powinienem marudzić bo gorsze jest tylko gdy telefon zupełnie milczy. Nagadali mi, że będę miał test z arkuszy kalkulacyjnych i jak dziś zacząłem sobie coś tam klikać to nic mi nie wychodziło, tabele przestawne odkrywałem jakby na nowo, funkcje mi się krzaczyly, dane znikały, skrusze zawieszały – analfabetyzm wtórny. Coś czuję, że jutro zrobię z siebie totalnego debila i nie będę potrafił zmienić nawet koloru czcionki jak mi się myślenie znowu zawiesi.

Profilaktycznie umówiłem się na wieczór z koleżanką na drinka, żeby znieczulić się po ewentualnej porażce.

Opublikowano podróże | Dodaj komentarz

koniec roku 2018

główną cechą mojego charakteru jest: chęć planowania, kontrolowania i dążenia do samowystarczalności, chęć zobaczenia świata i bycia w kilku miejscach jednocześnie, coraz bardziej robię się jednak leniwy i doceniam wygodę, zrozumienie że praca jest tylko pracą
cechy, których szukam u mężczyzny: zaradność, zdecydowanie, czułość, cierpliwość, partnerstwo, testosteron, by sprawiał, że chciałoby mi się być lepszym człowiekiem.
cechy, których szukam u kobiety: inteligencja, zdecydowanie, poukładane wartości, uroda, uśmiech, elegancja.
co cenię najbardziej u przyjaciół: szczerość i możliwość rozmów na każdy temat, lojalność.
moja główna wada: nieumiarkowanie w jedzeniu i piciu, przesadne oderwanie od polskich realiów, seksoholizm, fajki, lenistwo i praca zrywami.
moje ulubione zajęcie: planowanie, spełnianie marzeń, latanie samolotem, surfowanie po necie, rozgrzewające igrzyska sportowe, przesiadywanie w barach.
moje marzenie o szczęściu: brak popędu seksualnego, praca jakakolwiek choćby mechaniczna, zdrowie, „szlafrokowe” czyli dzień bez pośpiechu, wstawania, wychodzenia, wyglądania.
co wzbudza we mnie obsesyjny lęk: choroba, anonimowy hate, bezsilność, brutalna agresja, bycie zależnym od innych, ciągła potrzeba bycia numerem jeden
co byłoby dla mnie największym nieszczęściem: życie bez M, brak przyjaciół, choroba, bieda, zależność od kogoś.
kim (lub czym) chciałbym być, gdybym nie był tym, kim jestem: jestem szczęśliwy na codzień i w pełni tego świadom
kiedy kłamię: mówię po włosku, angielsku lub polsku, naprawdę wierzę w swoją wersję prawdy.
słowa, których nadużywam: ja pierdole
ulubieni bohaterowie literaccy: nikt, bo mało czytam
ulubieni bohaterowie życia codziennego: M, M&Ms, rodzina, szwajcarscy przyjaciele i znajomi
czego nie cierpię ponad wszystko: systematyczności, prostactwa, pozerstwa i niepotrzebnej bufonady, polskiej małostkowości i kompleksów, czasami także swojego zachowania.
moja dewiza: chwytaj czas, tam gdzie jestem ja jest mój dom
dar natury, który chciałbym posiadać: brak egoizmu, zazdrości i dumy.
jak chciałbym umrzeć: szybko, nagle, bezboleśnie, we śnie i przed 50.
obecny stan mojego umysłu: po powrocie z wakacji w Malezji, myślący w kółko o nowym mieszkaniu i pracy. Dojrzało mi się troszeczkę, uspokoiłem się, mam duży dystans do swojego miejsca, wiem gdzie jestem i nikomu niczego nie muszę już udowadniać.
błędy, które najłatwiej wybaczam: wciąż przesuwam granicę tolerancji wszelkich błędów.
największa porażka: brak pracy, brak biegłości w posługiwaniu się językiem niemieckim, kombinowanie i pazerność, nadużywanie alkoholu.

Opublikowano podróże | 1 komentarz

Sylwestrowa noc

W drugi dzień świat spotkała mnie przykra niespodzianka, ktoś posłużył się moją kartą bankomatową i dokonał kilku nieautoryzowanych transakcji na jakiejś stronie z durnowatym grami w Stanach. W ciągu kilku minut zniknęło mi z konta kilka tysięcy złotych a holyłódzki bank nawet nie zareagował. Zamiast pójść spać, siedziałem późno w nocy na telefonie próbując rozwiązać tę sprawę. Pech chciał, że w ferworze walki ze złodziejami zablokowałem nie tę kartę co trzeba, w konsekwencji zostałem w Malezji bez jakiegokolwiek plastiku. Pomocna okazała się jak zwykle gotówka choć i tej miałem niewystarczającą ilość …

We Wrocławiu musiałem zgłosić sprawę na policję, bez tego bank nie uznałby mojej reklamacji. Na lotnisku posterunek zamknięty, komisariat osiedlowy także, musiałem drałować na Stare Miasto do niechlubnego komisariatu, w którym kilkanaście miesięcy temu tragicznie zmarł aresztowany chłopak.

Wystrój jak z 13. Posterunku, drewniane gibające się stare biurka, podrapane krzesła pamiętające komunę, szaro, buro, nieciekawie, na ścianie kalendarz z cycatą gołą babą. Policjanci tylko niczego sobie, ten który zajmował się mną od walki z przestępczością gospodarczą bardzo kumaty, aż żałowałem że musiałem stamtąd w ogóle wychodzić. 

Z A spotkałem się kilka godzin później w Winotece, alkohol wchodził mi jak woda tego wieczoru, a godzinę przed północą chciałem wracać już do domu, tyle że makarony zaciągnęli mnie do Felicita. Tańczyć mi się nie chciało chyba do 2 nad ranem a potem nagle włączył mi się tryb party animal.

Opublikowano podróże | Dodaj komentarz