time goes by

Rozpoczął się dziś trzeci tydzień w mojej nowej pracy, choć na razie trudno nazwać pracą, to czym obecnie się zajmuję, bo głównie są to szkolenia i workshadowingi, ale przynajmniej czas mija mi szybciej. Myślę, że przez najblizsze kilka tygodni niewiele się zmieni pod względem ilości zadań, ale przecież nie będę narzekał. Jak to metaforycznie określił mój kolega: oni udają że nam płacą, a my udajemy że pracujemy.

W tym tygodniu zacząłem szkolenie z SAP HCM, które z natury powinno być raczej nudne, ale że uczestnicy byli fajni zaczęliśmy zastanawiać się nad alternatywną formą zastosowania raportów z Payrollu: wyszukaj mi wszystkich kawalerów z pensją powyżej 10 tys albo wszystkie bezdzietne rozwódki albo wszystkich alimenciarzy. Zaczyna mi się tutaj podobać…
Absolutnym hitem okazała się transakcja CIPA, nauczyłem się wywoływać okres, wstrzymywać go, zamykać i otwierać.

Opublikowano podróże | Otagowano | Dodaj komentarz

Dzień 1 ciąg dalszy

Około 11 przyjechali do mnie rodzice, gdyby nie ich pomoc w mieszkaniu miałbym niezły bajzel i następne dni spędziłbym na organizowaniu się, malowaniu, sprzątaniu, kompletowaniu praktycznie wszystkiego od początku.
Wciąż było dużo do zrobienia i lista rzeczy do załatwienia piętrzyła się za każdym razem kiedy odkrywałem a to że potrzebuje worków do odkurzacza, ręczników, szklanek, klucza do piwnicy, jedzenia. Matka zaopatrzyła mi lodówkę parówkami, kabanosami, nawet zgrzewkę wody mi kupiła, ale jak zobaczyłem co to za badziewie praktycznie wszytsko od razu wyładowało w koszu na śmieci. Woda o smaku pomarańczy, woda jodowana o smaku odkamieniacza sama chemia i w ogóle straszne świństwo, więc nie było litości.

Przez kilka godzin rozkminiałem sklepy internetowe, rozglądając się co by mi się przydało i co mógłbym już teraz zamówić: wentylator, stolik na balkon, nowy telefon, bilet miesięczny.
Wieczorem umówiłem się z ojcem i bratem na wspólne wyjście do miasta. Świeciło słońce

Opublikowano podróże | Dodaj komentarz

Dzień 1

Nic mi się nie śniło tamtej nocy, nad ranem za to obudził mnie świergot ptaków i przez kilka chwil wydawało mi się że budzę się w naszym wielkim łóżku w Szwajcarii, za oknem śpiewają ptaki, a za chwilę usłyszę rżenie osła, a gdy otworze oczy zobaczę M. stojącego nade mną z poranną dawką filiżanki kawy i usłyszę dobrze znane mi buon giorno. Chociaż nie, to czwartek, więc moja kolej, będę musiał wstać, poczłapać do kuchni i przynieść mu ją do lóżka.

Zderzenie z rzeczywistością nastąpiło gdy tylko otworzyłem szerzej oczy. Nie byłem rozczarowany, ba wręcz szczęśliwy, że leżę w swoim łożku, za oknem świeci słońce i śpiewają ptaki. Poza tym wyspałem się i spało mi się bardzo dobrze.

Wstałem, zrobiłem sobie mocnej kawy z mocchi którą zabrałem z Berna, rozsiadłem się na sofie i rozejrzałem wokół. Tak. Naprawdę tutaj jestem.

Opublikowano podróże | Dodaj komentarz

Pierwsza noc

Mieszkanie wyglądało praktycznie tak jak je kiedyś zostawiłem. Moi rodzice odwalili kawał dobrej roboty pozbywając się wszelkich śladów poprzednich lokatorów. Nie znalazłem ani starych naczyń, ani osobistych przedmiotów, nie czułem nawet czyjegoś obcego zapachu, bo wszystkie ściany i sufity zostały odświerzone a sofy i materace wyprane..
W lodówce świeciło światło a zakupy zrobione przez matkę świadczyły o tym że była tutaj kilka godzin przede mną. Otworzyłem sobie butelkę whiskey, nalałem sobie sporą szklankę złotego płynu, zapalilem papierosa. Na balkonie odkryłem ślady wielkiego remontu, który przetaczał się przez budynek w którym mieszkałem. Na podłodze leżał gruz i brudne wiadro, ze ścian zwisały części styropianu oraz grube krople jakiejś żółtawej mazi.
Kiedy rozpakowałem walizki rozsiadłem się wygodnie w fotelu i w ułamku sekundy złapałem się na myśli: nareszcie w domu.

Zasnąłem grubo po 2 nad ranem.

Opublikowano podróże | Dodaj komentarz

Powrót na stare śmieci

Lot trochę mi się dłużył, czułem dziwne przejęcie, bo zdawałem sobie sprawę, że tak naprawdę kupiłem bilet w jedną stronę i nie wiadomo kiedy wrócę ani czy w ogóle wrócę do Szwajcarii.
Po północy wylądowaliśmy we Wrocławiu, odebrałem walizki i wyszedłem na postój taksówek. Umówiłem się z kierowcą, że najpierw spróbuję otworzyć drzwi do bramy i mieszkania, bo wcale nie zdziwiłoby mnie, że pęk który posiadam nie pasuje do żadnego zamka. Udało się, choć przez kwadrans mocowałem się z zamkiem od domofonu.

Opublikowano podróże | Otagowano | Dodaj komentarz

Wyjątkowo długa noc

Jeszcze wczoraj K zaprosiła mnie do Rialto na kolację, początkowo myślałem że spotkamy się tylko we dwójkę, pójdziemy na jakiegoś drinka albo takie sentymentalne ostatnie Pouletflügeli w Nord Sud, ale jak się jest matką dwójki dzieciaków, na dodatek rozwiedzioną i prowadzającą się z nowym partnerem, to nie ma szans, żeby wtorkowy wieczór mógł być wolny. Patrzyłem jak zaczarowany i z zazdrością na jej kilkuletnią córkę, która z niebywałą łatwością przeskakiwała z niemieckiego na angielski, rosyjski i serbsko-chorwacki. Ta dziewczynka wpędziłaby mnie w kompleksy…

K. wygadała się, że wraz z V. planują przylecieć do Wrocławia na moje 40 urodziny, nie wiem na ile uda im się ten plan zrealizować, ale znając Miss Syberia będzie mocno naciskać, bo to właśnie dzięki jej wkurwiającemu uporowi maniaka, dwukrotnie wylądowaliśmy na baletach w Dubaju.

Było grubo po pierwszej kiedy położyłem się do łóżka, wcześniej skończyłem prasowanie całej sterty rzeczy, pomyłem naczynia z całego tygodnia, przygotowałem walizki, przejrzałem wszystkie pudła, skrzynki, schowki, szafki i szuflady, aby upewnić się, że o niczym nie zapomniałem. Gdy skończyłem, zatrzymałem się na moment, usiadłem na podłodze w salonie, opierając się plecami o sofę i dopiłem ostatnią lampkę wina tego wieczora. To przecież tutaj, z tego miejsca wszystko kiedyś się zaczęło i trwało niezmiennie przez 10 lat i 6 miesięcy. Znowu ogarnęła mnie ta ogromna fala smutku i żalu, że jutro o tej porze będę w zupełnie innym miejscu oddalonym stąd prawie tysiąc kilometrów.

Obudziłem się zlany potem, bolała mnie głowa i byłem zły, bo za oknem wciąż było ciemno. Spojrzałem na zegarek, wskazówki pokazywały kilka minut po 3. a mnie nie chciało się już spać. Do rana przekładałem się z boku na bok, wstawałem napić się wody, otwierałem i zamykałem na zmianę okna. Dupa. Przypomniało mi się, że dzień przed wylotem na emigrację do Szwajcarii miałem tak samo. Dziwne.

Punkt 11 wkroczyłem do budynku mojego ulubionego szwajcarskiego urzędu jakim jest Fremdenpolizei z silnym postanowieniem, że jak znowu potraktują mnie per noga, wreszcie powiem im „fuck you very much – I’m leaving Switzerland” – i jak na złość obsługujący mnie czekoladowy chłopiec okazał się bardzo uprzejmy i pomocny.

The day you start living in another country you’re no longer a tourist, or a traveler, but you’re not a native either, you become something in-between your old life and your new one and it doesn’t matter how long you go you go for or if you come back you’ll always be part of the collective who’ve lived this unique experience and know all too well the feeling of belonging and not really belonging of living within the in-between and knowing that both feeling homesick and at home comfort, and the unknown can exist at the same time

Opublikowano emigracja | Otagowano , , | Dodaj komentarz

Ostatni raz nim zniknę

Pakowanie się na bliżej nieokreśloną przyszłość jest mało przyjemną czynnością, zwłaszcza jeśli okraszone butelka czerownego wina i telefonami od przyjaciół.
Kolejni poinformowali, że przylatują do mnie w odwiedziny w sierpniu i że mają już bilety…

…I am packing. Today is my last night at home. Well, I can tell you it’s a strange feeling packing… for good. I am waking around the apartment and thinking what to take and what I should leave behind. And the tears are coming out of nowhere. Like it must have happened now and not before. Maybe I drunk too much wine or suddenly became too much sentimental. Anyway, I am soo happy coming back here in June and that you will be coming to visit me soon!

of course it is kind of sad… and wine helps… but does not help stopping the tears. Let the tears goes… is good if they are running.
and i am looking forward to our weekend in June..and bring you soap..

Yep, just didn’t expect it would hit me so much tonight, I guess toooo much wine

…if I would not have my soap adventure right now, I would be so bored and maybe shoot myself.. something new is always good and you will come back one day…
with other knowledge and then you will find a job here..
set a deadline for your plan and it will work.. and you will be back on no-time..

Come on
There is no way I think it’s over, just another page of the book
There are many, that’s really just next one
Who knows what the future brings
No need to cry. I still love you baby even if you are almost 40!
It will be all fine, just don’t give up looking for a job here. You never know when it comes
Can come in a month time, can take another year, but you will surely get it
Ok, I will ping tomorrow

Opublikowano emigracja | Otagowano , | Dodaj komentarz

pożegnania

Od kilku dni nic innego nie robię tylko żegnam się ze znajomymi. Odkąd ogłosiłem, że przeprowadzam się do Polski wszyscy jak jeden mąż postawili sobie za punkt honoru odpowiednio pogratulować mi nowej pracy i odpowiednio mnie pożegnać. Pytaniom w stylu: jak to, co dalej z M, jesteś pewien, co będziesz robil – nie ma końca, więc głównie spotykam sie i tłumaczę wszystkim co i jak, jak sobie to wyobrażam i zdaję mi się, że wszyscy zaczynają rozumieć moją decyzję. Szczerze, nie mam pojęcia jak to będzie za kilka miesięcy, na razie podchodzę do wszystkiego bardzo entuzjastycznie, układam sobie w głowie plan, nawet kupiłem już kilka biletów na kilka miesięcy naprzód, żeby regularnie widywać się z M. Jak będzie wyglądało to potem, nie mam zielonego pojęcia, na razie musi wystarczyć mi dobry plan i dobre chęci a resztę zweryfikuje nowa rzeczywistość.
Znajomi i przyjeciele bardzo mnie dopingują, każdy chce odwiedzić mnie we Wrocławiu, większiść kupiła już nawet bilety na samolot żeby odwiedzić mnie w maju lub czerwcu. W pewnym momencie popatrzyłem na swój kalendarz i stwierdziłem, że praktycznie nie mam nawet jednego weekendu tylko dla siebie, bo ciągle będę przyjmował gości ze Szwajcarii.

Razem z B. ustaliliśmy wspólny weekend kiedy odwiedzi mnie w Polsce i które bary wspólnie odwiedzimy. P. & F. przylatują w lipcu razem z M. i zostają na kilka dni.
Po prawie rocznym okresie milczenia odezwałem się do R. Reakcja wywołała szybką akcję i na weekend spotkaliśmy się w Mannheim, na kolacji i opowiadaniu sobie co wydarzyło się w naszym życiu.

Opublikowano emigracja, podróże, Szwajcaria | Otagowano , , , | Dodaj komentarz

takie tam

Pamiętam jak ze Szwajcarii wyjeżdżała Pam, dostała intratną pracę w FB w Dublinie i nawet dwa razy się nie zastanawiała tylko spakowała walizki, wypowiedziała umowę najmu mieszkania, zerwała wszystkie umowy z bankiem, ubezpieczycielem a za zaoszczędzone w Szwajcarii pieniądze wyprawiła huczne wesele i kupiła dom w Irlandii. Pamiętam, jak wieczór przed jej wylotem, spotkaliśmy się na lampce różowego szampana w Markthalle, która od lat już nie istnieje. Wyjeżdżała bez żalu i trochę się jej wówczas dziwiłem, w końcu praca w dobrej firmie w Szwajcarii to ziemia obiecana. Przekonywała mnie wtedy, że niczego nie żałuje, że na Szwajcarii świat się nie kończy a karierę można kontynuować wszędzie, a jak się jest w czymś dobrym, to pieniądze same przychodzą…
Nie sposób się z nią teraz nie zgodzić, po latach doszedłem do tego samego wniosku. Myślę, że gdyby nie M. już dawno bym się gdzieś przeniósł, ale do końca próbowałem ułożyć sobie życie zawodowe właśnie tutaj.

Złapałem się na myśli, że wcale nie czuję się jakbym dokądś wracał, bardziej, że przenoszę się do innego kraju i tej wersji się trzymam. Skoro rozważałem możliwość pracy w Niemczech, Holandii, Anglii i Hiszpanii dlaczego nie może być to Polska, skoro zawodowo jestem zadowolony a i pieniądze są nie małe.
Zacząłem rozglądać się powoli za nowym mieszkaniem i szczerze bardzo fajne jest to uczucie, kiedy na wiele cię stać a cena praktycznie nie gra roli. O takim starcie w nowym miejscu wielu może tylko pomarzyć więc chyba jestem szczęściarzem.
Póki co robię rozeznanie jak najbezpieczniej opuścić Szwajcarię, żeby nie palić za sobą mostów. Z perspektywy czasu bardzo pomaga mi ślub z M, to jedna z tych decyzji która gwarantuje mi swobodny powrót do Helwetii, gdyby jakimś trafem okazało się, że moja decyzja przeprowadzki do Polski okazała się być nietrafiona.

Niektórzy Szwajcarzy mi zazdroszczą, biorąc pod uwagę co dzieje się na tutejszym rynku pracy, wielu drży o swoje posady, czasy są bardzo niepewne, niektórzy nie mieliby nic przeciwko zaryzykować i poszukać szczęścia gdzie indziej, ale odstrasza ich bariera językowa.

W piątek zrobiłem zakupy w Coopie – ostatnie. Trochę z sentymentem przechadzałem się wśród sklepowych półek i po raz ostatni wrzucałem do koszyka swoje ulubione produkty. Przy kasie przyszło otrzeźwienie, w polskim markecie nie wydałabym na podstawowe artykuły spożywcze 1500 złotych.

W dniu, w którym zaczynasz mieszkać w innym kraju, nie jesteś już turystą ani podróżnikiem, ale nie jesteś też tubylcem. Stajesz się czymś pomiędzy swoim starym życiem a nowym i nie ma znaczenia, jak długo to trwa albo czy wrócisz, bo zawsze będziesz częścią wspólnoty, który przeżył to wyjątkowe doświadczenie i dobrze zna poczucie przynależności i swoistej nieprzynależności, wynikające z życia pomiędzy, zdając sobie sprawę, że oba uczucie tęsknota za domem i komfortu bycia u siebie oraz to co nieznane, mogą istnieć w tym samym czasie.

Opublikowano emigracja, Mądrości, podróże | Dodaj komentarz

Weekendowe Mannheim

Z R. nie widziałem się dobre dwa lata, ostatni raz spotkaliśmy się w Mannheim podczas kursu i było to na bardzo krótko. Kiedyś rozmawialiśmy ze sobą praktycznie codziennie, ale odkąd odszedłem z eB nasze drogi siłą rzeczy się rozeszły. Wysyłaliśmy sobie od czasu do czasu życzenia świąteczne albo urodzinowe, ale to nie było już to samo co kiedyś. Wypadłem z obiegu, przestałem pojawiać się na eventach, więc nie ma się co dziwić, że branża o mnie zapomniała. R. w tym czasie przeszła poważną operację, potem drugą, przez dłuższy czas była na zwolnieniu zdrowotnym – każdego z nas pochłonęły bieżące i bardziej przyziemne sprawy.

Zadzwoniłem do niej ze Szwajcarii, pożegnać się przed wyjazdem do Polski. Ucieszyła się i zaraz przekonała mnie, że koniecznie musimy się zobaczyć i najlepiej jeszcze przed wylotem. M. poleciał do Włoch a ja wsiadłem w pociąg do Mannheim, bo postanowiliśmy z R. spotkać się w pół drogi. Od ostaniej mojej wizyty w mieście otworzył się nowy Radisson z mega przytulnym i bardzo popularnym barem na dachu hotelu i tam właśnie postanowiliśmy spędzić nasz wspólny wieczór.
R. przybrała na wadze, dużo, momentami wydawała się też trochę nieobecna, jakby myślami była gdzieś indziej, daleko. Zaprosiła mnie na kolację do Doblera a ja w rewanżu opłaciłem jej hotel.
Nie jestem wstanie nawet zliczyć ile wspólnie przeszliśmy przez te 10 lat, nie zapomnę jej jak wdrażała mnie do pracy, jak cierpliwie tłumaczyła wszystkie systemy, procesy, procedury i zależności. Zjechaliśmy wspólnie praktycznie całą Europę a nasze wyjazdy służbowe zawsze należały do niezapomnianych.
Myślę że to było nasze prawdziwe pożegnanie.

Opublikowano podróże | Otagowano , | Dodaj komentarz