laba c.d.

Lubię te nasze spotkania -wyjazdy z bratem, bo to jedyna okazja kiedy mamy czas ze sobą naprawdę pobyć i spokojnie pogadać. Dwie butelki wina, trochę bąbelków, stół suto zastawiony owocami morza i Polaków nocne rozmowy.
Nawet, jeśli się na niego wkurzam albo z słuchając jego wynaturzeń mam ochotę wysłać sms o treści pomagam to w głębi duszy cieszę się, że mamy do siebie zaufanie i rozmawiamy ze sobą o wszystkim.
Odwiedziliśmy Budvę i Kotor. Pierwsza to bodajże najpopularniejszy Czarnogórski kurort wypoczynkowy nad Adriatykiem. Deptak wzdłuż morza przypomina kolorowy jarmark pełen klimatycznych zachęcająco wyglądających barów i restauracji i różnej maści sprzedawców pamiątek. Wśród spacerujących wczasowiczów pełno jest łysych, wytatuowanych osiłków z absolutnym brakiem szyi i towarzyszącym im wylaszczonych dziewczyn z pontonami zamiast ust. Wokoło słyszy się też Rosjan, dla których Czarnogóra to podobno nowa ziemia obiecana. Dziewczyny śliczne za to panowie niektórzy tak brzuchaci i tłuści, że zostawiali po sobie tłuste ślady. Lubię żółty kolor, ale ich zęby…
Nie brakowało też miłych doznań: wysocy, wypindrzeni bruneci w ciemnych okularach, w markowych ciuchach, dowcipni i wygadani: ‘‘Tu sobie odgrzebali, otrzepali, oglądnęli i powiedzieli: to ma dwa tysiące lat’’. ‘’Romantyzm nie ma sensu, tu dziewczyny od razu myślą, że jesteś gejem’’, ‘’Czekanie z seksem na ‚po ślubie’ ma tyle wspólnego z romantyzmem, co jelenie u wodopoju na tle zachodzącego słońca’’…

Opublikowano podróże | Otagowano , | Dodaj komentarz

laba

Na jeden dzień pojechaliśmy do Mostaru w Bośni, miasta położonego w dolinie rzeki Naretwy, zamieszkiwanego zarówno przez muzułmanów jak i chrześcijan, żeby tam dotrzeć musieliśmy wstać o zabójczej 6 rano i przekroczyć dwukrotnie granice z chorwacko-bośniacką. Mostar pozwala odczuć atmosferę Bałkanów, najpierw na widok Starego Mostu a potem za sprawą lokalnej kuchni w jednej z restauracji na świeżym powietrzu. Podróżując po Bałkanach wciąż mija się zniszczone budynki, spalone wieżowce, fasady noszące ślady kul, żeby nadać większej atmosfery grozy na ulicach brakuje tylko patroli SFORu a nad głowami krążących wojskowych śmigłowców NATO.
Stary most to największa atrakcja Mostaru, choć odbudowany po wojnie w 2004 r ma się wrażenie, jakby był naprawdę stary. Kamienie, którymi wyłożona jest cała nawierzchnia są tak wyślizgane, że można zaliczyć bolesny upadek. Z mostu można podziwiać spektakularne skoki do rzeki, warunek jest jeden trzeba zapłacić lokalnym, młodym śmiałkom w charakterystycznych czerwonych kąpielówkach, dumnie eksponujących swoje muskularne i wytatuowane ciała.

Opublikowano podróże | Otagowano , | Dodaj komentarz

kradziony urlop

Przez kilka miesięcy namawiam brata na przyjazd do Szwajcarii, chciałbym wybrać się z nim do Lichtensteinu i wjechać na Jungrfau, bo choć mieszkam w Szwajcarii tyle czasu to nigdy tam nie byłem. Chcieć nie zawsze znaczy móc, raz nie pasowało jemu, potem w ostatniej chwili to ja musiałem odwołać, wstyd się przyznać, ale z trudem przychodzi mi oddzielenie grubą kreską spraw prywatnych od zawodowych. Mówi się, że do trzech razy sztuka, dlatego pewnego poniedziałku poszedłem do swojego szefa i zakomunikowałem wprost: od środy nie będzie mnie w biurze z powodów prywatnych – mogę być chory, może dać mi urlop, odegrałem przy tym przejmującą rolę na miarę Oscara i w efekcie dostałem, co chciałem. Tyle, że z bratem pojechaliśmy do Dubrownika.

Nasz hotel nie znajdował się w samym centrum, ale zupełnie mi to nie przeszkadzało, choć cena taksówki mogłaby być bardziej przystępna. Dostaliśmy największy apartament z dwoma sypialniami, dwoma łazienkami kuchnią i przestronnym tarasem z widokiem na wyspę Kalamote i Lopud. Nasza willa znajdowała się na samym końcu całego kompleksu i dotarcie tam pieszo zajmowało nam średnio 10 minut.

Brat jeździł do miasta, gdy ja postanowiłem byczyć się na tarasie. W związku z tym, że nikt mnie tam nie widział wyskoczyłem z majtek i ochoczo opalałem się nago, co jakieś pół godziny nakładałem na siebie hektolitry kremu 50 UV. Podziwiając roztaczające się wokół widoki wlewałem w siebie rozcieńczone wino, ciesząc się błogim lenistwem.

Opublikowano podróże | Otagowano , | Dodaj komentarz

Praskie noce

Zarówno w zyciu prywatnym jak i zawodowym nieustannie poznaje nowych ludzi, z niektórymi poznaje się nagle za to naprawdę bardzo blisko, ale traktuję ich przedmiotowo (tzn. podmiotowo), niektóre znajomości trwają latami, za to w pracy wszystko kreci się wokół branży, siatki znajomych i kontaktów, chcąc czy nie chcąc z każdym muszę potrafić zamienić parę słów choćby tylko grzecznościowych. Niektórych znam latami, lecz tylko z widzenia, zamieniłem z nimi jeden jedyny raz, może 2 czy 3 zdania i tyle i prócz pracy w podobnej branży nie wiele nas łączy. Milo jest się jednak czasami rozczarować tak jak było to w Pradze.
Cały wieczór i kolację w wieży spędziłem z MV, którego poznałem kilka lat temu, a który nagle okazał się świetnym rozmówcą, od momentu kiedy zgadaliśmy się, że obaj lubimy podróże wprost nie mogliśmy się od siebie oderwać. Okazało się, że obaj lubimy i odwiedzamy w wolnym czasie te same miejsca, przyjemnie było go słuchać bo opowiadał o swoich wojażach tak jak lubię najbardziej tzn. bez nadęcie, koloryzowania, wyższości czy narzekania na zły los, który miota nim po całym świecie. Szczerze pozazdrościłem mu rejsu jachtem z całą rodziną po Markizach.
Wśród znajomych twarzy zabrakło mi uroczej BH, ale po powrocie z urlopu macierzyńskiego rzuciła się w wir obowiązków wynikających z objęcia stanowiska w biurze w Singapurze.
LC wprost nie mógł się nią nachwalić i powiedział mi coś, co sobie zapamiętałem. Są ludzie eksperci, którzy na zawsze pozostaną tylko ekspertami w tym co robią, są też liderzy zmian, którzy niekoniecznie są doświadczonymi ekspertami za to są liderami i potrafią tak pokierować zmianami żeby osiągnąć zamierzony efekt. Obawiam się, że ja w tym życiu jestem tylko ekspertem.

Opublikowano podróże, praca | Otagowano , , , | Dodaj komentarz

Zaczyna sie popłoch

Zaczęło się.
L. biega po biurze jak kot z pęcherzem, co kwadrans wyrasta przy moim biurku, mocno skupiony i na okrągło zalewa mnie podchwytliwymi pytaniami: co z tym, a co z tamtym, a to już zrobione, a mamy dostęp, a na pewno?
Od początku było wiadomo, że projekt będzie z tych w kręgu quick & dirty, więc o 100% sukcesie nie było nigdy mowy, mogliśmy tylko minimalizować straty, a w niektórych przypadkach podejmować jedynie działania ratunkowe, byleby tylko coś się nie wysypało i nie zwiększyło szkód.

Odejście GH wcale mi nie pomogło, razem z nią zniknęła wiedza operacyjna o tym, co przez ostatnie kilka lat robiliśmy w Azji i choć mówi się, że nie ma ludzi niezastąpionych to odtwarzanie utraconego know-how jest procesem żmudnym, trudnym a przede wszystkim frustrującym. W spadku po GH dostałem dwa projekty: w Chinach oraz w Indiach i może kiedyś bym się z tego cieszył gdyby tylko połowa dokumentacji nie była w chińskich krzaczkach (pierwszy raz w życiu wypełniałem wniosek o wydanie karty kredytowej po chińsku) a ciabaci wiedzieli co się w ogóle dzieje u nich oddziałach, bo na miejscu nikt ni hu-hu i każdy odsyła mnie z pytaniami do GH…

GH jest niesamowita, choć Fazi lekką ręką pozbył się jej z dnia na dzień, ona wciąż gotowa jest mi pomagać. Bardzo się lubimy i prawie, co drugi dzień ze sobą rozmawiamy, ale nie wykorzystuję tej sytuacji i nie przybiegam do niej z każdym problemem. Pozbywając się jej Fazi zdawał sobie sprawę, że niektóre tematy będą kuleć wiec ja nie zamierzam wykorzystywać teraz jej życzliwości. Choć wczoraj miałem gorszy dzień i prawie miałem już zapytać ja wprost czy nie mogłaby mi pomóc w Indiach.

Weekend w Belgradzie, postanowiłem odświeżyć znajomość i umówiłem się na spotkanie – dopiero jak zszedłem do hotelowego lobby zorientowałem się, że przykładałem drabinę do niewłaściwej ściany.

 

Opublikowano podróże, praca | Otagowano , , , | Dodaj komentarz

Kariera kołem się toczy

Za tydzień na zaproszenie Lufthansy lecę na konferencję do Pragi. W Air+ lubię chyba wszystkich, dlatego zawsze z przyjemnością przyjmuje zaproszenie, chętnie się z nimi spotykam, przy okazji nawiązuje nowe znajomości i tak to się wszystko kręci.
Czasami myślę sobie, że gdybym odszedł z EB to najchętniej pracowałbym właśnie u nich, tak dobrze znam firmę, jej kulturę i ludzi, od zarządu po pracowników obsługi klienta. Kilka miesięcy temu zrobiłem nawet w tym kierunku pierwsze nieśmiałe kroki, ale nic z tego nie wyszło.
Nie idealizuje ich, bo wiem jak potraktowali mojego kolegę, cierpliwie i wytrwale wspinał się po drabinie kariery, został mianowany dyrektorem a potem VP, przeniósł się nawet na kilka lat do Waszyngtonu, gdy potem nagle został zrestrukturyzowany, przeszedł do zarządu HRS gdzie wytrzymał tylko 5 miesięcy, by wreszcie otworzyć własny biznes kawowy Keffeesack.
Kto powiedział, że realizować można się tylko w korporacji?

Opublikowano praca | Otagowano | Dodaj komentarz

Jestem stuknięty

Niepogodzony, rozbity i markotny jakiś chodzę. Zwariowałem.
Kupiłem dziś bilet do Nowej Zelandii. Lecę w kwietniu, za 338 dni.

Opublikowano podróże | Otagowano , | 3 Komentarze

Ostatnie 30 godzin

Samolot miękko wylądował na lotnisku w Auckland. Dobrze znaną mi już trasą przeszedłem przez długie korytarze lotniska, bramę witającą gości odwiedzających Nową Zelandie, sklep wolnocłowy, dotarłem do stanowiska kontroli imigracyjnej a potem sali odbioru bagażu. Po raz ostatni w tym roku lądowałem na tym lotnisku.

Moja podróż dookoła świata dobiega końca. Wiem, że gdzieś tam daleko czeka M, mam dziwne uczucie, że moje życie mogłoby wyglądać inaczej gdybym zdecydował się tutaj przeprowadzić. W ogóle to bardzo często mam poczucie, że moje życie toczy się w zupełnie innym miejscu, pod inną szerokością geograficzną. Tyle różnych doznań towarzyszyło mi na Tahiti, w Auckland i na Fiji, tyle wspomnień, patetycznie to zabrzmi, ale wydaje mi się że w ogóle na to nie zasłużyłem – wrażeniami i doznaniami mógłbym obdarować kilka osób a wszystko przypadło tylko mnie.

Opublikowano podróże | Otagowano , , | Dodaj komentarz

Moce Fiji

Miałem jeszcze w planach spędzić na basenie ostatnie godzin przed odlotem, ale zwyciężyło poczucie obowiązku wobec pakowania.
Lounge na lotnisku Nadi był taki sam jak cały hotel: pełen rozwydrzonych i hałasujących bachorów, którym życzyłem, by się wyrżnęli boleśnie twarzą na śliskiej posadzce oraz ich rodziców z przyklejonym plastrem tłuszczu wylewającym się im zza przykrótkich szortów i spojrzeniem niezdradzającym śladu inteligencji.
Najdłuższe 120 minut czekanie gdzie walczyłem ze sobą by komuś nie jebnąć.

Opublikowano podróże | Otagowano , , , | Dodaj komentarz

Dzień za dniem

Na Fidżi czas płynie inaczej – przebywając tam człowiek czuje, że żyje pełną piersią.

Pierwsze skojarzenia, jakie przychodzą mi do głowy po wizycie na tej wyspie to ludzie, którzy są tam niesamowicie uśmiechnięci. Byłem w wielu miejscach, ale to właśnie Fidżi kojarzy mi się cały czas z pozytywnymi, przyjaźnie nastawionymi ludźmi. Druga kwestia to tamtejsze poczucie czasu. Teoretycznie ich zegarki chodzą jak nasze, ale jak oni wszystko rozwlekają to może być szokujące, bo tam nikomu się nigdzie nie spieszy.

Odwiedzenie Fidżi to gwarancja niesamowitych doznań estetycznych, przyrodniczych. Warto też tam pojechać, żeby zobaczyć, że istnieje jeszcze świat, który nie jest pochłonięty tym wszechobecnym biegiem i pędem za tym, że wszystko musi być na już, na teraz. Każdy znajdzie tam coś dla siebie: szafirowe plaże, wspaniały mikroklimat, wioski ludożerców albo wypasione hotele znanych sieci międzynarodowych. Przypominam sobie film prawie tak stary jak ja – Błękitna Laguna z Brooke Shields o dwójce rozbitków na bezludnej wyspie. Podobno od tego filmu rozpoczęła się moda na Fidżi. Po nim zaczęły powstawać pierwsze hotele. Świat zobaczył, ze Fidżi to nie tylko trzcina cukrowa i ludożercy.

Niektórzy brzydzą się takimi turystycznymi mekkami. Nie znoszą hoteli, resortów, SPA, wszystkich tych drinków z palemką, przemysłu turystycznego, pliku voucherów – na napoje, lunch oraz odznaki prawdziwego turysty – czyli kolorowej opaski na rękę. Czują się zhańbieni i upokorzeni, bo opaska utożsamia wszystko, czego nie znoszą. Kojarzy mi się z Egiptem, all-inclusive, kolejkami do jedzenia, owocami i kanapkami wynoszonymi w serwetkach do pokojów, szwedzkim stół czyszczonym z siłą tornado. Pech chciał, że na Fidżi są one w tak przepięknych miejscach. Tragizm tego miejsca polega na tym, że aby nacieszyć się miejscem, trzeba to zrobić w jednym z luksusowych hoteli.

Opublikowano podróże | Otagowano , , , | Dodaj komentarz