Suva

To nie tak, że tylko zakrapiane imprezy i bezwstydne zabawy były mi w głowie przez okres pobytu na wyspie. Wykupiłem sobie np. całodniową wycieczkę do Suvy – stolicy Fiji.
Podróż nie napawała zbyt optymistycznie (4,5 godziny autobusem) z drugiej strony miałem czas żeby się zrelaksować i wreszcie spokojnie się wyspać.

Denarau wygląda jak z pocztówki, równo przystrzyżone trawniki, zielone palmy, pola golfowe, nowoczesna architektura wkomponowująca się w krajobraz wyspy, wszędzie piękne hotele, sklepy, restauracje, prywatne rezydencje, przystanie i jachty. Wyjeżdżając z tej oazy dobrobytu trafia się do biednego świata przeciętnych Fidżyjczyków.
W dawnych czasach była to wyspa znana z kanibalizmu a statki europejskich żeglarzy omijały ja szerokim lukiem. Podobno gotowane ludzkie mięso smakuje jak kurczak i doskonale nadaje się do przechowywania w dłuższym okresie czasu. Na wyspie, na której brakowało zwierząt (i mięsa) nie mieli wyboru jak tylko wcinać umarlaków i przybyszów zza Zachodu.
Z pogodą trafiłem idealnie, codziennie temperatura nie schodziła poniżej 30 kresek i w ogóle nie padało.

Opublikowano podróże | Otagowano , , , | Dodaj komentarz

Bula Fiji!

Fiji jest po prostu ekstra! Dotarło to do mnie jak tylko wyszedłem z samolotu w Nadi. Nie wiem czy słońce to sprawiło, czy muzyka lokalnych grajków witających turystów na lotnisku, czy może naszyjnik z muszli, którym zostałem obdarowany po wyjściu z hali przylotów. Za to, gdy dotarłem na wyspę Denerau i zobaczyłem hotel i swój pokój wiedziałem, że to będzie niezapomniany pobyt.
Nie zdążyłem odebrać jeszcze kluczy, gdy zaproponowano mi kolorowy koktajl w hotelowym barze. Popijając go słuchałem muzyki na żywo w wykonaniu chłopaka o rewelacyjnym głosie, którego w dwa wieczory później miałem okazje poznać osobiście i pogratulować talentu.

 

Radisson resort może i jest komercyjny, nadto tłoczny i zbyt monumentalny, ale i tak bardzo przypadł mi do gustu. Wszystkie pawilony ukryte wśród pięknych ogrodów i bujnej zielonej soczystej roślinności oraz tu i ówdzie wyrastających palm. Dużo za dużo tylko dzieciarni (za to z fajnymi tatusiami), ale na szczęście dostałem olbrzymiego suita z wyjściem do ogrodu w spokojniejszej części całego obiektu.
Pokój 150 przez następne kilka dni był świadkiem wielu niepokojących wydarzeń, hałasów, krzyków, dźwięków, rozmów i dziwnych sytuacji, niektóre zostały nawet zarejestrowane na nośnikach cyfrowych w postaci filmów i fotografii, ale później skasowane w obawie, że mogłyby dostać się w niepowołane ręce. Sąsiedzi pewnie byli zgorszeni paroma ekscesami zwłaszcza, jednego wieczoru, kiedy parokrotnie odwiedzała mnie ochrona.
Człowiek na starość głupieje albo, jak kto woli – przeżywa drugą młodość…

Opublikowano podróże | Otagowano , , , | Dodaj komentarz

A w Papeete pada deszcz

Pobudka o 4.30 rano by spakować bagaż, ogarnąć się i zdążyć dojechać na lotnisko Faa’a. Wczoraj wieczorem zaczęło intensywnie padać akurat, gdy wracałem z wycieczki objazdowej po wyspie. Wszystko wkoło było mokre, lało się z dachu, stropów, palm, musiałem ostrożnie brodzić między plamami kałuż, żeby się czasem gdzieś nie wyrżnąć, bo wszystkie posadzki były bardzo śliskie.

Niebiesko-biało-czerwony samolot Air Tahiti Nui punktualnie przyjął pasażerów na pokład i nawet zaczęliśmy kołować, gdy nagle stanął na pasie i wyłączono silniki. Usterka techniczna samolotu uziemiła nas na następne 3 godziny. Chcąc nie chcąc muszę jeszcze trochę zostać w tym raju…

Jesień na północnej wyspie Nowej Zelandii, choć ciepła nie należy do najprzyjemniejszych pór roku. Przeszywająca wilgoć w połączeniu ze słonym oceanicznym wiatrem, przenoszącym tony chmur, błyskawicznie przemieniających się w ciężki deszcz zachęca raczej do zaszycia się w przytulnych czterech ścianach, niż do czegokolwiek innego.

Opublikowano podróże | Otagowano , , , , | 1 komentarz

Pożegnanie z Tahiti

To już jest chyba koniec, bo dalej nie ma już nic, tylko lazur morza i błękit nieba zlewające się w całość gdzieś daleko na linii horyzontu.
Dotarłem na koniec świata i mogę wracać…

Opublikowano podróże | Otagowano , , , | Dodaj komentarz

Tahiti dzień po dniu

Kolejne 4 tys. km i kolejnych 5 godzin przesiedzianych w samolocie, ale jestem! Jestem tak daleko, że chyba już nigdy dalej nie będę, od pracy dzieli mnie 12 godzin różnicy czasu i nawet nie muszę odbierać telefonów, bo zwykle dzwonią, gdy śpię.

Rano budzi mnie tutaj szum morza, który towarzyszy mi, gdy sączę kolorowe drinki leżąc przy basenie a wieczorem pomaga zasnąć kołysząc do snu jak małego dziecko.

Ładnie tu jest, bardzo, ale z drugiej strony przeraźliwie nudno. Mieszkać tutaj byłoby jak za karę, zamkniętym w złotej klatce, z daleka od rzeczywistości.

Poznałem bliżej lokalny koloryt, który okazał się gorący jak czekolada i bardzo namiętny, żeby nie nazwać rozczochrany.

Podobnie do Maorysów rdzennych mieszkańców Nowej Zelandii i tutaj tatuaż zawsze jest formą sztuki, uznawaną wręcz za świętość i jest wysoce ceniony aż po dziś dzień. Potomkowie Polinezyjczyków uważają głowę za najświętszą z części ciała, nie dziwi zatem, że najpopularniejszą formą tatuażu maoryskiego są dzieła, wykonywane na twarzy. Zazwyczaj składające się one z zakrzywionych kształtów i spiralnych motywów. Tatuaże maoryskie często pokrywają całą twarz, symbolizując tym samym wysoki status społeczny, władzę i prestiż. Dla Maorysów, wykonanie tatuażu jest rytuałem przejścia i w związku z tym ma formę obrządku. Wykonanie tatuażu zazwyczaj rozpoczyna się wraz z wkroczeniem w dorosłość. Następnie jest on stale wzbogacany w celu uświetnienia ważnych, życiowych wydarzeń. Do tej pory nie podobały mi się wytatuowane męskie ciała, ale tutaj po prostu pasowały do ludzi i miejsca, duże, bardzo oryginalne, prawdziwe dzieła sztuki a na atletycznych ciałach wyglądały bardzo mniam pychota zwłaszcza jak się taki osobnik prężył, zginał i wypinał..

Jedyny mankament życia na wyspie to, że wszyscy się tutaj znają, wszyscy o wszystkich wszystko wiedzą, ludzie plotkują, nic nie da się przed nikim ukryć, prywatność, jeśli istnieje to tylko za wysokim murem stworzonym za grube pieniądze albo na własnej, prywatnej wyspie. Spotkanie z turystą, zwłaszcza białym jest pewnego rodzaju atrakcją, trofeum, oderwaniem się od wyspiarskiej może i egzotycznej, ale przeraźliwie nudnej codzienności. Kto by się jednak czymś takim przejmował?

Opublikowano podróże | Otagowano , , , | Dodaj komentarz

Powrót do przeszłości czyli Maeva Tahiti

Niecałe 5 godzin zajął mi lot z Auckland na Tahiti.
Na zewnątrz ciepło, ponad 20 kresek a ja w kurtce jak pierdoła. Lotnisko tak małe, że aż cud, że na tym przystanku coś ląduje, obok naszego samolotu stal olbrzymi boeing LANa lecący przez Wyspę Wielkanocną do Santiago w Chile. Popatrzyłem tylko na maszynę i z sentymentem pomyślałem o M.
Kontrola paszportowa poszła sprawnie, niestety nie dostałem pieczątki do kolekcji, bo Polinezja jest częścią Francji wiec obywateli Unii obowiązuje ruch bezwizowy.
Wybrałem pierwszą wolną taksówkę stojącą przed terminalem przylotów, za którą ostatecznie przyszło zapłacić mi jak za zboże i kazałem zawieźć się do Tahiti Pearl Beach. Radissona w tej części świata juz nie ma – od stycznia zmienił się tutaj właściciel.
Do tej pory dawałem sobie rady ze zmianą stref czasowych. Z Auckland wyleciałem w czwartek 14. maja o 3 po południu. Gdy dotarłem do Papeete była środa 13. maja godzina 10 w nocy.
Nieźle to tutaj pokręcone z tymi datami…

Za oknem słyszę szum fal, ale jest zbyt ciemno by zobaczyć morze.

Opublikowano podróże | Otagowano , , , | Dodaj komentarz

Do raju bym się spóźnił…

Tak się zagapiłem na lotnisku w Auckland, że mało bym się spóźnił na samolot. Siedziałem w loungu i stukałem sobie w komórkę, rozmawiając ze znajomymi, katem oka obserwując informacje o odlotach. Gdy ogłosili „proceed to gate” myślałem, że wciąż mam dużo czasu, bo do odlotu była prawie godzina. Dopiero jak ogłosili ostatnie wyzwanie wiedziałem, że coś jest nie tak. Air Tahiti Nui leciał do Papeete, ale stamtąd non stop do Los Angeles i boarding zaczęli godzinę przed odlotem.

– Where are you flying today, sir? – zapytała mnie pani w sklepie wolnocłowym.
– Taiti – odpowiedziałem
– Tahiti – poprawiła mnie szybko, pakując zakupy do plastikowej torby.

Ciągle latam samolotami wiec przyzwyczajony jestem do lotnisk, odpraw i podobnych pytań. Przyznam szczerze, że tym razem poczułem dreszczyk emocji…

Wsiadając na pokład samolotu dostałem kwiatek, by włożyć go sobie za ucho. Taki mają tutaj zwyczaj usłyszałem później od dwóch zapoznanych stewardów z Fiji Airways i Air Tahiti Nui. Kabina pełna była pasażerów, przypominała Arkę Niego (same pary) tylko ja podróżujący solo, ledwo rozsiadłem się w wygodnym siedzeniu miły pan z obsługi zaproponował mi lampkę Kir Royal.
A potem usiadł koło mnie jakiś stary spróchniały Amerykaniec, który przez ponad 4 godziny lotu chrząkał, kasłał, prychał i przełykał głośno smarki skutecznie odbierając mi apetyt. Biednemu zawsze wiatr w oczy…

Opublikowano podróże | Otagowano , , , , | Dodaj komentarz

Idol

Gdy wróciłem z Waitomo było już po 20. Umówiłem się z jednym Latynosem z Meksyku na lampkę wina i Polaków Nocne Rozmowy. Siedzimy sobie w barze na przeciw mojego hotelu, sączymy lokalne chardonnay a obok nas siedzi…Backstreet Boys. Akurat mieli koncert w Auckland i też spali w Skycity Grand Hotelu.
Ten, który zawsze najbardziej mi się podobał (Kevin) ma już ponad 40 lat i przaśne duże dupsko… Ideał sięgnął bruku…

Opublikowano podróże | Otagowano , , | Dodaj komentarz

Rotorua i syndrom chińskiej wycieczki

Serce północnej wyspy to z jednej strony centrum kultury maoryskiej a z drugiej miejsce silnej aktywności geotermicznej. Nie sposób poznawać Nową Zelandię i nie zobaczyć pokazu pieśni i tańca w wykonaniu Maorysów choć umówmy się, że jest jeszcze inna możliwość obcowania z Maorysami w bardziej biologicznym wydaniu.

Najwłaściwszym miejscem, aby wybrać się na taki pokaz artystyczny jest Rotorua i położone nieopodal wioski maoryskie. Pokazy mają za zadanie przybliżyć sztukę maoryską, rytuały i historię, ale jak dla mnie są zbyt komercyjne. Jedynie miłośnikom kiczowate „folk night” może się podobać tudzież fascynatom tańczących półnagich krępych facetów wytrzeszczających oczy i raz po raz pokazujących mięsiste języki…
Widziałem kilka podobnych przedstawień na Bali, Hawajach, czy w Tajlandii, ale pierwszy raz wyrwano mnie na scenę żebym zatańczył taniec wojenny i krzyczał, co sil w płucach, co z uśmiechem na twarzy zrobiłem bawiąc się przy tym przednio.
Do centrum kultury przyjechała tez chińska wycieczka – biorąc pod uwagę wiek, zachowanie i stroje uczestników była to jedna z tanich masowych wycieczek zorganizowanych dla chińskich geriatrów niewładających żadnym językiem obcym. Pchali się, rozpychali łokciami, przekrzykiwali, ścigali, kto pierwszy zajmie lepsze miejsce, pomimo zakazu robili zdjęcia i kręcili video i na dodatek odtwarzali swoje nagrania jeszcze w trakcie show.

Siarkowe Miasto Rotorua zawdzięcza swoją nazwę unoszącemu się w powietrzu przez 24 godziny na dobę zapachowi siarkowodoru. Zapach zgniłych jaj, ciepło wydobywające się w wnętrza ziemi oraz liczne zapadnięte kratery dają nieodparte wrażenia jakbym przekroczył bramę miedzy ziemia a piekłem.

Opublikowano podróże | Otagowano , , | Dodaj komentarz

Światło z dupy robali, czyli podziwianie glutów w Waitomo

Bardzo wcześnie rano zerwałem się ze swojego lóżka na 16. piętrze hotelu by wyruszyć na wycieczkę do Waitomo.
Najbardziej zapamiętany punkt kulminacyjny programu? W pewnym momencie uczestnicy wycieczki proszeni są o zgaszenie latarek. Najpierw słychać szum podziemnych wodospadów i kapanie wody, kiedy oczy przyzwyczają się do ciemności, na sklepieniu ukazuje się to, czemu jaskinie zawdzięczają swoją sławę: tysiące bladoniebieskich, świecących punkcików, przypominające cieniutkie diody wielkości główki od szpilki, widok przywodzi na myśl rozgwieżdżone niebo. Delikatne światło emitowane jest przez … odwłoki owadów (czyli nazywając rzecz po imieniu z dupy robali) larw muchówki noszącej mądrą nazwę ara cos tam luminosa. Larwy wytwarzają też lepką pajęczynę, która zwisa ze stropu jak cienkie gluty i w którą wpadają, zwabione światłem, różne inne robale. Ha! Ten przyrodniczy fenomen ogląda co roku kilkaset tysięcy osób. Od niego pochodzi nazwa Waitomo Glowworm Caves – jaskinie świecących robaczków. Leciałem 20 tys. km żeby zobaczyć to cudo!

Opublikowano podróże | Otagowano , , | Dodaj komentarz