Kosovo

W Szwajcarii żyje się łatwiej, choć to wciąż emigracja wśród rodowitych mieszkańców nie kojarzę się z niczym negatywnym, czasem nawet w ogóle z niczym. Jeśli narzeka się tutaj na jakaś nacje nie są to bynajmniej Polacy ale mieszkańcy Bałkanów. W porównaniu z betonowym komunizmem, panującym np. w Albanii, Szwajcaria to dla nich El Dorado
Albańczycy, może się wydawać, nie uznają innych samochodów. Bity, nie bity, stary, niestary – mercedes albo nic! Merol dla Albańczyka to to samo, co SUV z przyciemnianymi szybami dla nowobogackiego Rosjanina. Musi być i koniec, kropka.
Na Bałkanach po prostu trzeba prowadzić jak wariat, bo w innym wypadku jest się branym za frajera i cieniasa. Presja społeczna. Generalnie, Albańczycy wydają się mieć ten sam problem, który kiedyś mieli Polacy: tak samo jak my pozapominali, że nie wystarczy odrestaurować, tylko, że trzeba to co odrestaurowane jeszcze utrzymywać. Tymczasem spomiędzy kostki brukowej wyrastają gęste krzaczory, białe szybko zamienia się w szare, niedawno położone tynki – już opadały. Na balkonach nowo postawionych bloków ludzie zbierają drewno (na opał?) chabazie i złom.

Młodzi Albańczycy z mojej dzielnicy preferują styl śródziemnomorsko-sportowo-paraelegancki, podróby znanych marek, jaskrawe kolory, cekiny, włos na lekki żel, kosmyki, jak w latach 80tych.
Starsi faceci z kolei wyglądają jak stereotypowi Europejczycy ze wschodu w wersji hardcore. Spodnie od garnituru i wsunięte w nie spłowiałe koszule, widoczne braki w uzębieniu. Czasem nawet kapelusze. Buty w szpic i ta tania elegancja, z którą kiedyś nosili się wszyscy mężczyźni zza żelaznej kurtyny, przypominająca dziadków i wujków ze zdjęć z mojego dzieciństwa. Na lotnisku czasami obserwuje pasażerów przylatujących bezpośrednio z Tirany: plastikowe torby albo siatki w kratę, buty laczki i ten dziwny zapaszek

Albańczyków nie rusza abstrakcja świateł ulicznych czy pasów namalowanych na jezdni. Jeśli przeszkoda ma być brana na poważnie – musi być fizyczna. Żadne światła ani ciągłe linie nikogo przed niczym nie powstrzymają: co to za zakaz, który można złamać po prostu go ignorując. To dlatego jezdnie w albańskich dwupasmówkach często oddzielone są od siebie betonowymi klocami. To jest konkret, nie abstrakcja. W Szwajcarii tego nie ma, ale za to skutecznie egzekwuje się tutaj mandaty.

Większość emigracji nastąpiła w wyniku wojny w Jugosławii i później wojny w Kosowie, a także w drodze łączenia rodzin tych, którzy wyemigrowali w tym okresie.
Około pół miliona imigrantów z byłej Jugosławii, mieszka w Szwajcarii od 2009 r., co odpowiada około 6,5% całkowitego szwajcarskiego społeczeństwa. Około połowa z tej liczby to Albańczycy kosowscy Albańczycy, druga połowa składa się z grupy Serbów i Chorwatów, Czarnogórzan, Macedończyków i Słoweńców.

Traktowane, jako jedna grupa, ludzie z byłej Jugosławii są największą grupą imigrantów w Szwajcarii po Włochach i Niemcach.

Otagowano , | Dodaj komentarz

Szukanie pracy

Kilku moich znajomych jest w trakcie poszukiwania pracy, od czasu do czasu zdarza się, że i do mnie zadzwoni z ofertą jakiś rekruter z Polski. Z doświadczeń swoich jak i najbliższych nasuwa się przykry wniosek, że polscy headhunterzy są powierzchowni, niechlujni, bez empatii i często bez kompetencji, zalewani są masą cv, więc są apodyktyczni. Prowadzący proces rekrutacji kończy studia średnio 2 lata temu i poświęca na zapoznanie się z cv minutę albo nawet mniej. Problem często polega na dysproporcji – masz 5-10-20 lat doświadczenia i taki rekruter pewnie jest pod wrażeniem czyichś bogatych doświadczeń, ale części pozostałych nawet nie zrozumie… Tylko mnie chodzi o uzyskanie plakietki „high/over-qualified” tylko znalezienie dobrej pracy. Krótki i jasny przekaz na poziomie szkolnym – „bez wodotrysków “chyba tylko o to teraz chodzi.

Opublikowano praca | Otagowano | Dodaj komentarz

Weekend nad polskim morzem

W ciągu ostatnich kilku tygodni odwiedziłem Wrocław, Gdańsk i Sopot. Moje historie ortodontyczne sprawiły, że dość regularnie pojawiam się w rodzinnych stronach ku uciesze najbliższych, znajomych i przyjaciół, śmiejemy się, że odkąd wyjechałem częściej spotykamy się, niż gdy byłem na miejscu. W Polsce widać kryzys, bo w hotelach pojawia się coraz więcej fascynatów dewizowej pościeli.
Gdy kupowałem bilet do Gdańska zapomniałem, że do Szwajcarii przylatuje ze Stanów nasz nowy VP, którego wypadałoby poznać. Przegapiłem tę okazję i byłem z tego powodu podwójnie nieszczęśliwy głównie, dlatego że większości lasek widzących go w naszym biurze wydawało się, że w Bernie odbywają się wybory Mistera USA. Nowy król zrobił na wszystkich w pyte wrażenie…
Wszystkie znaki na niebie i papierze wskazują, że następne miesiące spędzę na podróżach po Holandii, Wielkiej Brytanii, Chorwacji, Polsce, Indiach i Stanach. Nie pałałem ciepłym uczuciem do kraju ciabatych dlatego swój pobyt ograniczę tam do minimum. Podobno Indie albo się kocha bądź nienawidzi – ewidentnie zaliczam się do tej drugiej grupy.
Otagowano | Dodaj komentarz

Kolejne dni

M czasami zachowuje się jakby żył oderwany od rzeczywistości, doprowadza mnie tym do szewskiej pasji, mam ochotę wylać wtedy z siebie całą żółć, wszystkie żale i emocje i siłą ściągnąć go na ziemię, choć on z niebywałą łatwością szybko wraca gdzieś tam w chmury, nie robiąc sobie z nic z mojego czarnowidztwa i gderania. Nie lubię siebie takiego, ale muszę być naprawdę wzburzony i stracić panowanie nad sobą żebym zrobił mu taką podłość i wszystko mu wykrzyczał. Jeśli zamienię się kiedyś w taką cholerną żonkę to się zabiję. Obecnie M kocha mnie bezgranicznie i jeszcze nosi na rękach za to że chcę zmienić coś w naszym mieszkaniu, na razie urządzamy sypialnię i salon, ale jak dotąd nie mamy spójnej wizji jak winno wyglądać 100 m2 naszej wspólnej przestrzeni. Ostatnio potajemnie zrobił dla mnie pizze ‘primo amore’ i niech ktoś mi teraz powie, że on mnie nie kocha…

V spotyka się z naszym dyrektorem. Odkąd są razem spędzamy ze sobą więcej czasu, ostatnio dołączyła do nas pochodząca z Chin A. Dawno mnie nikt tak nie rozmieszał jak ona i nie chodzi o to co mówi tylko o jej sposób bycia, kobieta wydaje się mieć totalnie w dupie co pomyślą inni, zachowuje się nieprawdopodobnie swobodnie nie wspominając jej uwielbianych przeze mnie rubasznych tekstów, którymi raz po raz karmimy się nawzajem: ‘’talk to me dirty’’, ‘’what are you wearing today’’ ‘’getting wet talking to you’’ ‘’wanna do it again with you’’ ‘’can i grab your nuts’’ – nasze codzienne rozmowy wyrwane z kontekstu wydają się mocno nie na miejscu dla osób postronnych a my pozwalamy sobie na coraz więcej, aż czasem boję się, że HR wytoczy mi sprawę o molestowanie seksualne w miejscu pracy. Ostatnio spotkaliśmy się całą czwórką w restauracji i niechcąco poruszyliśmy temat cellulitu – A stwierdziła, że go nie posiada, po czym wyrwała się zza stolika z miejsca przechodząc do unaoczniania faktycznego stanu rzeczy.

Otagowano , | Dodaj komentarz

Miasta, które nas tworzą

Są miasta, z którymi wiąże mnie siła magiczna, zamykam oczy w Bernie czy Wrocławiu i widzę wieczór gdzieś tam – dobrze wiem gdzie wyskoczyłbym na kawę, gdzie kupił chleb, zjadł lunch, którą ulicą poszedłbym na spacer. Pamiętam twarze, ulice, adresy, numery autobusów i czuję się trochę tamtejszy. Ile miast mnie tworzy? Ile z nich noszę w sobie? San Francisco, Stambuł, Nicea, Wroclaw, Hongkong, Kuala Lumpur, Singapur – te kilka miast na świecie, do których wracam jak do domu. Poranna kawa na balkonie, jogurt z płatkami – poranny rytuał, by potem zanurzyć się w magii miejsca.

Lubię obserwować jak w knajpkach przy głównym bazarze czatują spaleni słońcem lokalni poszukiwacze atrakcyjnych turystek, starsze panie siedzące na ławeczkach elegancko ubrane, w nieskazitelnym makijażu, obwieszone elegancką biżuterią. Orgia jedzenia. Niepisany kod miejsc – elegancja będąca wyrazem szacunku dla danego miejsca. Niekiedy od tego oglądania można zemdleć z wrażenia albo dostać palpitacji serca od samego patrzenia na witryny sklepów. Luksus dużo kosztuje a przynależność do tego świata to cena metki, czasem warto je mieć, ale jednak nie za każde pieniądze.

Nawet dziś punkt 9.00 rozkładam się w wygodnym fotelu w knajpce na wrocławskim Rynku i odpalam wirtualny świat, mogę być jednym okiem w Bernie a drugim we Wrocławiu.

Opublikowano podróże | Otagowano , , , | Dodaj komentarz

Gorące lato

Sierpień – pachnące ulice, wibrujące wieczorne powietrze, gorący asfalt w południe, dojrzały, przypominający bardziej gorące południe Europy niż Szwajcarię, jaką znam. Od kilkunastu dni trwają niesamowite upały, co dziennie mijam młodzież powracająca albo udająca się w kierunku rzeki, bo temperatura sprzyja biwakowaniu na wolnym powietrzu nad brzegiem Aary albo w ogrodzie. Lato – czas stopniowego negliżu cielesnego. Przez kilka dni dzielnie chodziłem do pracy w spodniach i pociłem się niezmiernie, w końcu ulegam i wskoczyłem w spodenki i luźne polo, a niektórzy przychodzą do biura teraz nawet w klapkach. Na taką ekstrawagancje mnie jeszcze nie stać…
Za to M. wciąż niezmiennie z uporem maniaka wysyła pieniądze w kosmos (tzn. swojej rodzinie albo wydaje je na zakupy kolejnych par butów), głośno planuje otwarcie własnej restauracji, choć na koncie nie ma złamanego grosza wydając wypłatę na ciuchy za paręset franków. Jego włoską rodzinkę najchętniej ustawiłbym w szeregu pod murem i wystrzelał, ale jedyne co mogę to po prostu do nich nie jeździć.

Berneńczycy ciągle bombardowani przez media wieczną paranoją bycia perfekcyjnym na zewnątrz zdają się w ogóle nie popadać w kompleksy i nie stresować swych biednych głów. Kult wiecznej młodości, cielesności opakowany w sztywne ramy masowych stereotypów jest bliższy mieszkańcom Zurychu albo Genewy a obcy lokalnym predyspozycjom. Życie w Bernie, nietypowej stolicy bogatego kraju, obojgu bardzo nam służy: zalet nie sposób wszystkich wyliczyć: do pracy mamy 20min, na ulicach i w tramwajach nigdy nie ma korków, jest bezpiecznie, czystko, ładnie widokowo, bogato, spokojnie i …nudno. Jeśli szukam hałasu, bałaganu i zgiełku lecę do Polski albo innej metropolii.

Opublikowano Szwajcaria | Otagowano | Dodaj komentarz

Kreowanie rzeczywistości

K zaprosiła mnie w odwiedziny do swojego nowego mieszkania w Wabern, wypaliłem 2 papierosy, wypiłem 1,5 piwa i 2 kieliszki tequili i … umarłem. Na drugi dzień byłem tak osłabiony, że nie poszedłem do biura tylko leżałem bez ruchu w łóżku, z bólem głowy kacem gigantem fundując szwajcarskiej kanalizacji głośne wrażenia.

K skutecznie uzmysłowiła mi, że nie warto wzorem Szwajcarów popadać w manie oszczędzenia i odkładać pieniędzy na lepsze jutro. Długo tkwiłem w przekonaniu: a po co mi lepsze lóżko, jeśli stare jest jeszcze dobre, na co mi telewizor, jeśli prawie w ogóle nie oglądam telewizji a stary odbiornik działa jak się w niego odpowiednio stuknie, bo czy nie lepiej zaoszczędzić na jutro, na później, jak będę urządzał swój wymarzony dom? Tylko, że życie toczy się tu i teraz, dlatego kiedy M wrócił w sobotę z pracy zapędziłem go przed komputer, wyszukałem strony sklepów z artykułami meblowymi i za jednym zamachem nabyliśmy lóżko, materac, stelaż, telewizor i zestaw wypoczynkowy, idąc za ciosem wykupiłem dla nas od razu bilety do Azji na styczeń oraz zarezerwowałem wycieczki po Wietnamie i Kambodży – i nie żałuję.
Po 5 latach pracy w firmie otrzymałem 6 tygodniowy płatny urlop, który postanowiłem spędzić w cieplejszym klimacie przez cały początek roku. W końcu harowałem na takie szaleństwo przez kilka lat. Nawet nie wiem czy kiedykolwiek będzie mnie znowu stać na taki urlop i podobne szaleństwo a nawet, jeśli to przecież nie będę miał już wtedy 34 lat. Jeśli dotrwam tutaj następnych 5 lat to może będę miał taką szansę, ale co jeśli wtedy nie będę miał z kim wyruszyć w tak egzotyczną podróż …
Chwilowo zrezygnowałem z niepotrzebnych eskapad odciąłem się od promocji linii lotniczych i wytyczyłem sobie nowy mierzalny cel.

Z tym oszczędzeniem tutaj to nie przesadzam. Jeśli widać na ulicy elegancko ubraną kobietę albo mężczyznę, w sportowym albo luksusowym aucie to zwykle są już grubo po 60. Niczym rzadkim jest widok 30letniej kobiety ubranej w byle co i byle jak, z siwymi naturalnie rozpuszczonymi włosami, bez makijażu, choćby śladu woni perfum, ze zniszczonymi paznokciami, odmrożonymi dłońmi czy policzkami, bo wg Szwajcarek z Mittellandu naturalne jest najlepsze. Ile razy jadę do Zurichu mam wrażenie jakbym przekraczam dwa światy.

Opublikowano emigracja | Otagowano , | Dodaj komentarz

delegacje

Myślałem, że straszliwy upał będzie dawał mi się we znaki, ale było znośnie, a jeszcze kilka dni przed wylotem sprawdzałem pogodę i temperatury sięgały 40 kresek a już w kilka dniu później temperatura spadła do 30, w piątek nawet trochę padało, przez co powietrze od razu zrobiło się jakby bardziej rześkie. Podróż z lotniska do centrum trwała prawie godzinę, utknąłem w gigantycznym korku i czułem jak z minuty na minuty ucieka ze mnie pozytywny nastrój a górę bierze rozdrażnienie spowodowane przemęczeniem.

3 dni zupełnie wystarczyło by zrozumieć, dlaczego mówi się, że Chicago jest piękne, bo rzeczywiście jest – pod względem architektonicznym jak i atrakcji. Kiedy w XIX wieku Chicago nawiedził wielki pożar, rozpoczął się wielki boom budowlany, jakiego w Stanach Zjednoczonych do tej pory nie udało się powtórzyć. Koncentrował się on głównie na terenach Chicago.
Aby sprostać zapotrzebowaniu na dobrych architektów oraz opracować nowe rozwiązania, zdecydowano się ściągać najlepszych architektów z Nowej Anglii głównie właśnie, którym miasto zawdzięcza swój obecny kształt.
Czy Chicago jest wietrzne tego doświadczyć okazji akurat nie miałem.

Za to mój hotel strasznie mi się podobał. Nowy Radisson Aqua to perełka architektoniczna. Jakby płynące kształty nadają budynkowi świeże spojrzenie. Wieżowiec hotelowo-mieszkalny zbudowany w całości, ze stali i betonu otrzymał nagrodę w 2009 roku dla swojej unikalnej konstrukcji i funkcji przyjaznych dla środowiska. Każde z 82 pięter ma swój własny zaprojektowany falisty balkon, który nadaje bardzo dynamicznie kształt fasadzie, przez co ten sam budynek z każdej strony wydaje się wyglądać inaczej. Kształt balkonów zapewnia skuteczną ochronę przeciwsłoneczną i tym samym mniejsze zużycie energii potrzebnej do chłodzenia budynku.

Opublikowano podróże | Otagowano , | 2 Komentarze

Chicago

M. u mamusi we Włoszech, zostałem sam w naszym domu i muszę radzić sobie ze wszystkim w pojedynkę. W takich momentach właśnie najbardziej doceniam życie we dwoje, z drugiej strony mam okazję wykazać swój talent organizacyjny i sprawdzić się uskuteczniając życie szczęśliwego singla. 2 dni zajęło mi rozpakowanie walizki po powrocie z urlopu, potem musiałem uporać się z praniem, prasowaniem, makulaturą oraz sprowadzeniem kota do domu. Na weekend wpadłem do Warszawy zabrałem K. do teatru i zagrałem jeden mecz.

Intensywnie myślę też o propozycji zawodowej, którą złożyła mi szefowa, rozmawiałem z paroma osobami, które albo tam mieszkają albo sprowadziło się stamtąd do Berna. Po ostatniej rozmowie z A o wiele łatwiej przyszło mi podjąć ostateczną decyzje. M wyjaśnię wszystko po powrocie z Chicago…
A właśnie – w Chicago wszyscy wpadają się mówić po polsku – od Ahmeda na bramce Immigration po pana z Custom Control. I jebudu 36 stopni…


Opublikowano podróże | Otagowano , | 2 Komentarze

Myśli ostatnich 48 godzin

Spełnia się wypowiedziane życzenie… K złożyła mi ofertę pracy w Singapurze. Warunek postawiła jeden – kontrakt na dwa lata. O ile rok temu natychmiast zaklaskałbym uszami, po czym bez chwili wahania zaczął pakować walizki, o tyle teraz mam mnóstwo mieszanych myśli, które bija się nieustannie i zastanawiam się, co zrobię kiedy złożą mi konkretną ofertę.. M jest we Włoszech do końca miesiąca, gdyby tu był od razu dostrzegłby moją zafrasowaną minę…
Wyjazd na 2 lata oznacza, że utracę status stałego pobytu w Szwajcarii, nie mam pewności że będę mógł w ogóle wrócić na swoje poprzednie stanowisko, utracę sporą część swoich obecnych zarobków, no i najważniejsze wiem, że M ze mną nie wyjedzie, co oznacza koniec nas jako pary. Z jednej strony rewolucja w życiu bardzo by mi się przydała, nowy kraj, nowe kultury, nowe doświadczeniem, nie mały krok w karierze – przeraża mnie zaczynanie wszystkiego od zera, brak M, organizowanie na nowo życia, brak M, szukanie nowego mieszkania, brak M, cała papierologia/logistyka związana z wyjazdem ze Szwajcarii i przeniesieniem, brak M, pierwsze miesiące w nowym miejscu są bardzo trudne i nie będzie ze mną M.
Nie wiem czy zrobiłem się miękki, czy dojrzałem, ale przed poznaniem M potrafiłem sprawniej podejmować podobne decyzje, przestać uganiać się za facetami i zająć się sobą.

Opublikowano praca | Otagowano , | 8 Komentarzy