Monachium poraz pierwszy…

W zaciszu hotelowego pokoju w Monachium rozgrzewałem się pozadomowo z zapoznanym w czasie świąt czeskim zawodnikiem, który specjalnie na tę okazję przyjechał z Pragi. Było to jednak jego ostatnie tournée bo został na noc i choć był młody chrapał tak donośnie, że na drugi dzień przestałem palić w obawie, że i u mnie może coś takiego kiedyś wystąpić.
Zwykle po udanym meczu mam ochotę zapalić. W Le Meridien miałem pokój dla niepalących, ale kusiło mnie, żeby choć przez chwilę móc się zaciągnąć. Byłem zbyt leniwy by zejść na dół, przed hotel, poza tym takie nocne wędrówki kojarzą mi się z uzależnieniem i desperacją. Wyciągnąłem więc papierosy, ale zaraz odłożyłem je na nocny stolik w korytarzu – wygrał zdrowy rozsadek i wygoda.
Rano wstałem bardzo wcześnie. Biorąc gorący prysznic poprzez uchylone drzwi łazienki oglądałem poranne wiadomości BBC. O 6 mieli dostarczyć mi śniadanie, podczas gdy grubo przez czasem ktoś zapukał do drzwi. Wyszedłem z kabiny opatulony jedynie ręcznikiem, otworzyłem drzwi, w których czekała na mnie hotelowa ochrona i pracownik recepcji.
Podobno w moim pokoju coś się paliło, bo włączył im się alarm przeciwpożarowy. Detektor wysyłał, co kilka minut głośne sygnały, dlatego osobiście przyszli to sprawdzić.
Byłem zaskoczony i żeby ich przekonać, że wszystko jest w najlepszym porządku uchyliłem mocniej drzwi wprost na leżące na stoliku pudełko papierosów…
Ochroniarz znacząco na mnie popatrzył, ale nie widząc na mojej twarzy zmieszania grzecznie poprosił abym uchylił okno.
Okazało się, że to unosząca się w pokoju chmura gorącej pary buchająca spod mojego prysznica wywołała cały ten zamęt.

Opublikowano Brak kategorii | Otagowano , | 2 Komentarze

Arrivederci Mr frocio

W środę znowu wybieram się do Wrocławia. Cieszą mnie ostatnio te częste powroty do Wrocławia, głównie dlatego że zawarłem kilka nowych praktycznych znajomości opartych na kłamstwach i wzajemnie akceptowanych złudzeniach.
Śpieszę się, bo w maju powinienem mieć już założony aparat nazębny czyli jakby nie patrzeć „pas cnoty XXI wieku” więc psychicznie staram się przygotować do wielkiej zmiany: sayonara hulaszcze życie, adieu mecze pilki, adios seks w wielkich miastach – buon giorno seksualna abstynencjo, zdrastwujtie rękodzielnictwo.
Niepocieszony będzie najbardziej H, który usilnie próbuje się ze mną umówić a ja ciągle go zbywam. Po spędzonym wspólnie weekendzie w Krakowie a przed randez vous w jego letnim domu w Południowej Afryce postanowiłem sobie że między nami to już definitywny koniec. Najogólniej nazywając mój stan przestało sprawiać mi frajdę spotykanie się z kimś, kto żył w czasach, kiedy pisano stary testament. Seks z H nie był moim ulubionym daniem, ale czasem zamawiałem, bo H posiada przed nazwiskiem magiczne CFO a widząc go przede mną na kolanach tudzież pode mną miałem wrażenie, że mam go w garści tak jak i cały ten jego bank inwestycyjny. Uparł się na mnie, co z jednej trony cieszy moją próżność, ale z drugiej dostrzegam, że z jego strony to coś więcej, więc najbezpieczniej jest się po prostu wycofać – uczuciami nie ma co się bawić, bo można potem nieźle oberwać.
Po tym jak dentysta zrobił mi wycenę mojego leczenia lekko wbiło mnie w fotel, ale cóż mówi się trudno, zdrowy piękny uśmiech kosztuje. Jednocześnie może wyleczy mnie z mojego innego nałogu, bo który facet przy odrobinie wyczucia estetyki umówi się na mecz z macho z biżuterią nazębną.
Zanim jednak przeżyję oczyszczającą metamorfozę i powrócę na ścieżkę cnoty zdążyłem załapać się na wyjazd do Serbii by poraz ostatni w hotelowym pokoju rozegrać kilka towarzyskich meczy.
Z listy nigdy niewypowiedzianych życzeń wykreśliłem prawie wszystkie punkty, dlatego jakoś łatwiej przychodzi mi pogodzić się z odejściem od roli moralnego degenerata. W Belgradzie pierwszy raz było zimniej niż w Szwajcarii, poza tym spadło mnóstwo śniegu, co zupełnie kłóciło się z obrazem Belgradu podczas bezlitosnych letnich opałów.

Opublikowano Brak kategorii | 3 Komentarze

zabijanie monotonii

M dużo pracuje, praktycznie widujemy się tylko wieczorami, popołudniami w weekendy a przy odrobinie szczęścia od czasu do czasu mamy dla siebie nawet całą sobotę albo niedzielę, kiedy akurat ma wolne. Dlatego gdy zakomunikował mi, że w lutym będzie miał wolny cały weekend zapragnąłem skorzystać z okazji i wyjechać z nim gdzieś poza Berno.
M zatęsknił za odrobiną ‘italianita’ w swoim życiu, dlatego wybór padł na Lugano. Wstyd przyznać, ale po prawie 4 latach spędzonych w Szwajcarii zupełnie nie znam włoskiej części kraju a jest podobno bardziej urokliwa i żywsza dzięki zamieszkującym tam rzeszy Włochów.
Na dwa dni przed wjazdem entuzjazm „zjechał” nam niemal do zera, okazało się, że ceny hoteli są tam niemal zaporowe, podobnie jak koszt wynajęcia auta, więc koniec z końcem M stwierdził, że nie chce wydawać na dwudniowy wyjazd do Ticino tyle ile kosztowałby weekend w jakiejś europejskiej stolicy. Nastawiliśmy się już trochę na ten wypad i nie chcieliśmy zmarnować okazji wspólnego weekendu, dlatego na prędce zorganizowałem nam bilety do Lublany w Słowenii. M jeszcze tam nie był a mnie po ostatniej wizycie jakoś z przyjemnością ciągnęło, aby tam znowu wrócić. Zatrzymaliśmy się w tym samym hotelu, w którym spałem wcześniej, zdając sobie sprawę, że Lublanę można zobaczyć w ciągu kilku godzin, dlatego udogodnienia w postaci basenu i SPA były nieodzowne, jako alternatywa na wypadek ewentualnej nudy. W Lublanie panowała słoneczna pogoda przez cały nasz pobyt, dopiero w poniedziałek rano, gdy wracaliśmy do Zurychu spadł śnieg i zrobiło się zimowo.

133-6

Jako że nadmiar pieniędzy w portfelu zwykle go „swędzi” wyciągnął mnie do nowootwartej Galerii Emporium gdzie moja karta zaczęła żyć własnym życiem, na skutek czego obaj wyszliśmy z lżejszymi portfelami ale i z zakupami.
M bywa obciachowy, ale taki już jest i takim go zaakceptowałem, bywa między nami różnica zdań, ale przynajmniej nie jest nudno i ciągle jesteśmy razem. Nie jest jednym z tych współwspaczy, którego wstydziłbym się przedstawić swoim znajomym – misio pysio zazdrośnisio umie pokazać pazurki.
Po ostatnim awansie i wrześniowej podwyżce przystopowałem lekko w pracy, choć przechodzę teraz przez roczną ocenę zdaje sobie sprawę, że nie mam teraz szans na nic więcej prócz bonusa, który i tak już zdążyłem zagospodarować. Okazało się jednak, że mało znam swoją szefową, która najwyraźniej postrzega rzeczy inaczej, bo załatwiła mi kolejną podwyżkę, więc teraz jestem zupełnie skołowany, co ona we mnie widzi, a może to po prostu efekt mojego uroku, który zawsze działał na starsze panie.
Mam nowy plan zawodowy, chcę zacząć wprowadzać go życie tak, aby za kilkanaście miesięcy na trochę wywrócić swoje życie do góry nogami. Marzy mi się praca w Azji, ale nie wiem czy przekonam do tego szefową i czy okoliczności będą sprzyjały tak odważnym zmianom. W mojej firmie rzeczy dzieją się bardzo szybko, zmiana goni zmianę, a koledzy znikają całkiem często i gęsto, choć zawsze z sowitą odprawą, nigdzie nie jest nawet powiedziane że za 1,5 roku sam wciąż będę miał tutaj pracę.

Opublikowano Brak kategorii | Otagowano , , | 1 komentarz

Życzenia noworoczne trzeba formułować bardzo ostrożnie

Samolot lądując na Heathrow gwałtownie odbił się od pasa startowego, po czym znowu wzbił się w niebo by zrobić kolejne podejście. Choć może było to tylko niewinna nieudana próba lądowania to wysiadając z samolotu, pierwszy raz w życiu miałem mokre plecy. Wieczorem spotkałem się na kolacji z K – nasze wspólne wyjścia stają się powoli tradycją. Następny dzień spędziłem na konferencji, ale zrezygnowałem z bufonady i sztywnych wieczornych imprez branżowych na rzecz kameralnego koktajl party w towarzystwie „syna wyspy” połączonego z „przyjacielskim meczem piłki”.
Od środy byłem we Wrocławiu. Przy okazji odwiedziłem dentystę oraz ortodontę, którzy oznajmili mi, że w wieku 32 lat wmontują mi aparat nazębny. Taki aparat to jakby pas cnoty, bo w końcu pod pewnym względem niespodziewanie stanę się dysfunkcyjny. Lekarz zdawał się tego nie rozumieć, nawet oświadczył że tak naprawdę nic się w moim życiu nie zmieni (i jakże się mylił) i nawet ja przy całej swej bezpośredniości i chojractwie nie potrafiłem przemycić mu swoich myśli albo powiedzieć wprost co mnie trapi. Za to osoby z mojego najbliższego otoczenia w ogóle nie miały problemu ze zrozumieniem mojej rozterki. Nawet M drży o swoje klejnoty w obawie, że mu je porysuje…
Nie wiadomo, czemu, ale po wizycie u stomatologa od razu poczułem ochotę na seks.
Na portalu randkowym też nie było łatwo, branżowe prawo Murphy’ego mówi, że ochota na seks jest tym większa im dalej mieszka zainteresowany spotkaniem koleś. Ci, którym się podobamy są zazwyczaj średnio 300km od nas.Choć przed moim hotelem jest branżowy park nie zawiodłem siebie, bo ochota to jeszcze nie desperacja. Szanuj się kto (jeszcze) może. Na szczęście istnieją jeszcze inne sposoby – zapoznałem biseptola w potrzebie i moja misja zakończyła się szybkim strzeleniem bramki. Cóż, forsa to władza, seks to władza, więc forsa za seks to tylko wymiana form władzy.
Przez dwa tygodnie nie było mnie w biurze i dobrze mi to zrobiło. Potrzebowałem zniknąć i zdystansować się do pracy, życia w szwajcarskiej wersji dobrobytu, mentalności ludzi. Kiedy wszystko idzie dobrze robimy się podejrzliwi, czy sprawy muszą się komplikować, żebyśmy uwierzyli? Podobnie wmówiono nam, że prawdziwa miłość jest trudna, pełna przeszkód i że rzadko żyje się długo i szczęśliwie.
Chyba się udało, bo dziś wracam z Wrocławia pogodzony z tym, że moje życie w takim wydaniu jest najlepszym, co mogło mi się zdarzyć i najbardziej rozsądne jest niczego nagle nie zmieniać, zaakceptować tych kilka niedogodności i iść przed siebie. To jest mój kompromis, z którym musze się pogodzić, bo powrotu do przeszłości już nie ma. Podszedłem zdroworozsądkowo: mogę pielęgnować wspomnienia i przyjaźnie, szukać nowych możliwości albo nauczyć się tutaj żyć.
Za rok minie 5 lat, polecimy w podróż dokoła świata i wtedy zrewiduję swoje życie na nowo.

Opublikowano Brak kategorii | Otagowano , , | 5 Komentarzy

Obserwacje

Siedząc w przedziale silent zone, w którym obowiązuje całkowity zakaz rozmów, słuchania muzyki i telefonowania oprócz mnie było jeszcze kilka innych osób: starsza pani i czarnoskóra matka z niemowlakiem, które spało. Wszyscy zachowywali się tak, jak wymagało tego miejsce tzn. zero rozmów, hałasu i niepotrzebnych dźwięków, nawet ja czytając książkę za każdym razem gdy przewracałem kartkę uważałem żeby robić to jak najciszej, niemal bezszelestnie. Paranoja, ale taka właśnie jest Szwajcaria.
Na wysokości Olten wsiadła do nas jakaś kobieta, cudzoziemka z dzieckiem, które zaczęło płakać jak tylko pociąg ruszył w kierunku Zurychu. Starsza pani zareagowała niemal od razu każąc młodej matce znaleźć sobie inny przedział, bo w tym obowiązuje całkowita cisza. Prośbę powtórzyła jeszcze raz kategorycznie po angielsku i francusku, gdy zorientowała się, że kobieta nie mówi po niemiecku. Gdy prośba nie poskutkowała wezwała konduktora, który zaproponował matce z dzieckiem pomoc w znalezieniu innego miejsca w sąsiednim wagonie. O dziwo przy okazji dostało się też tej drugiej kobiecie podróżującej z niemowlakiem. Także jej konduktor zasugerował zmianę przedziału, ale ta odmówiła tłumacząc się, że jej dziecko śpi. Wtedy do rozmowy włączyła się rezolutna babcia najwidoczniej ośmielona wygraną pierwszą bitwą, głośno komentując, że dziecko w każdej chwili może się obudzić i zakłócić spokój innych pasażerów. Murzynka nie przyjmowała tego argumentu do chwili, gdy jej dziecko obudziło się wrzeszcząc. Gdy konduktor przenosił bagaże obu kobiet do innego wagonu starsza pani triumfalnie zatarła ręce komentując pod nosem coś o braku szacunku dla zasad i przepisów panujących w tym kraju…
Jestem w drodze do Londynu, niewyspany, bo we znaki wciąż daje mi jet leg, czuję jak buzuje we mnie napięcie, jak bardzo nie pasuje do tych realiów i jak nigdy wcześniej mam wielką ochotę wrócić do domu.

Opublikowano Brak kategorii | Otagowano , | 12 Komentarzy

dim sum i sok z awokado są pycha

Planując podróż po Azji pod koniec stycznia zupełnie przypadkiem załapałem się na obchody Chińskiego Nowego Roku, którego sylwester przypadał wczoraj. W tym roku to już trzeci mój Sylwester biorąc pod uwagę że w styczniu w Dubaju obchodziłem ten prawosławny wraz z K i V.
Chińska mniejszość narodowa w Malezji czy Singapurze jednakowo przygotowywała się do tego wydarzenia, widać było to zwłaszcza w ulicznych dekoracjach, licznych kolorowych lampionach i różnej maści symbolach królików, które nawiązywały do rozpoczynającego się roku Królika. Wczoraj przed moim hotelem w Hongkongu policja zamknęła całą ulicę przed zaplanowaną na wieczór uroczystą paradą z kolorowymi platformami, smokiem i wielkimi kolorowymi balonami, które unosiły się wysoko nad głowami licznie zgromadzonych mieszkańców i turystów. Stojąc ściśnięty w tłumie przechodniów współczułem kurduplowatym Azjatom, którzy z trudem przeciskali się między sobą, krzycząc przy tym niezrozumiale, podczas gdy Europejczycy spokojnie obserwowali świętowanie na ulicach miasta, gdzie w towarzystwie muzyki, eksplozji petard oraz fajerwerków odbywały się tradycyjne tańce lwów i nie mając przy tym żadnych problemów z uchwyceniem odpowiednich momentów do robieniem zdjęć. W dawnych czasach wierzono, że w trakcie Nowego Roku należy koniecznie odstraszyć bestię Nian, dlatego dziś w Macao na każdym kroku widać było multum czerwonego koloru, którego ponoć obawiają się wszystkie demony oraz słychać mnóstwo huku, wystrzałów petard i irytującej chińskiej muzycznej rąbanki. Punkt 20 nad portem wystrzeliły fajerwerki, których pokaz przyciągnął tłumy i znowu spowodował paraliż miasta.

Opublikowano Brak kategorii | Otagowano , | 4 Komentarze

Niezły Sajgon nad Kambodżą

W samolocie do Hongkongu spotkał mnie koszmar. W rzędzie przede mną usadowił się jakiś Chińczyk z wystrzępionymi włosami, wystającymi zębami i niemowlakiem na ręku, które darło się w niebogłosy przez bite 3 i pół godziny lotu z Malezji. Na dodatek, gdy narobiło w pieluchę rezolutny tatuś nie omieszkał zademonstrować współpasażerom jak ją zmienia wraz z całą gamą efektów organoleptycznych.
Gdyby tego było jeszcze mało pewna wychudzona panna w rzędzie obok niespodziewania po stracie dostała tak silnych torsji, że za każdym razem, gdy brało ją na wymioty jej fotel niebezpiecznie się napinał wydając mocno podejrzane dźwięki a nią targało niemal w każdą stron – biedne stewardesy nie nadążały z donoszeniem papierowych torebek. Bezczelna zaczęła się ‘’uzewnętrzniać’’ dokładnie w momencie, kiedy zaczęto serwować pokładowy posiłek, co skutecznie odebrało mi poczucie jakiegokolwiek apetytu.
Tak, to nie był film.

Opublikowano Brak kategorii | Otagowano , | 1 komentarz

Ściana deszczu

Zmęczeni nieznośną lepkością bytu w Kuala polecieliśmy na jeden dzień do Singapuru. Bilety lotnicze w Azji są śmiesznie tanie a odległości wydają się przy tym żadne, stąd decyzje podjęliśmy szybko. Nie przewidzieliśmy tylko jednego, że Singapur powita nas ścianą deszczu. Lało niemiłosiernie, (choć to nie pora deszczowa) co utrudniało nam trochę eksploracje miasta.
W singapurskich barach serwuje się nowy wynalazek: wodę z marchewką. Do wysokiej karafki wlewa się niegazowaną wodę, do której wrzuca się przekrojoną na pół oskrobaną świeżą marchewkę i liście mięty. Tak przyrządzony eliksir cudo zapodaje się klientom na stół, co może i wygląda dziwnie, ale smakuje bardzo odkrywczo i świeżo. Kiedy wylądowało to na naszym stoliku nie bardzo wiedziałem, co mam z tym zrobić, myślałem że może to jakiś rodzaj ziemnej zupy tudzież inny lokalny specjał, ale klienci którzy siedzieli przy innych stolikach szybko wyprowadzili mnie z błędu. Zahaczyliśmy też o Clinic Bar gdzie wózki inwalidzkie i kozetki służą za siedzenia, stoły operacyjne za stoliki, zamiast zwykłego oświetlenia po oczach dają bardzo mocne lampy, których używa się podczas zabiegów operacyjnych, dokoła kroplówki, strzykawki, bandaże i jak przystało na Singapur wszędzie sterylnie czysto.
Singapur to także centra handlowe gdzie radośnie, nieskrepowanie i beztrosko kwitnie towarzyskie życie branżowe. Faceci są jakby mniej zblazowani i zdają się dostrzegać flirt. Z nikim się nie przespałem ani nie spotkałem, ale lubieżnie przymierzyłem pare podmiotów. Gdybym został tam, choć jeden dzień dłużej na pewno miałbym, co wspominać.
Z czasem nawet deszcz przestał mnie irytować. Stojąc w jego strugach pod Raffles Center, czekając na taksówkę rozmarzony przyglądałem się eleganckim mężczyznom wokół – gdyby to był francuski film pewnie zaraz bym się z którymś zaręczył…

Opublikowano Brak kategorii | Otagowano , | 5 Komentarzy

Jesli dziś jest piątek to jestem w Kuala Lumpur

Ostatnie dni w pracy stawały się prawdziwie nieznośne, każdy cos chciał, o cos pytał a jeden prusak uczepił się mnie tak bardzo, ze zacząłem go unikać. Dlatego nawet ucieszyłem się kiedy w sobotę dostałem 40 stopniowej gorączki i zaniemogłem na tyle by potem przez 2 dni leżeć w lóżku plackiem. M obchodził się ze mną jak z jajkiem, robił okłady i wtykał termometr pod język co by sprawdzić czy gorączka ustąpiła. Nie mając zaufania do szwajcarskich znachorów i ceniąc sobie liczbę zer na swoim szwajcarskim koncie nie udałem się zasięgnąć porady lekarskiej. Dzięki niespodziewanej chorobie tylko jeden dzień pojawiłem się w pracy by przez inne pracować z domu z poziomu własnego wygodnego lóżka.
W piątek nie pojawiłem się w biurze nawet na chwile, rano zacząłem się spokojnie pakować by zdążyć na późno popołudniowy samolot do Frankfurtu. Jako ze jestem dobrym starszym bratem w podróż do Kuala Lumpur zabrałem swojego młodszego brata, w przypływie dobrego nastroju opłaciłem mu przelot oraz pobyt i wszystkie lokalne atrakcje. Moj brat który na ogol szydzi z pieniędzy i konformizmu szybko zapomniał o swych zasadach kiedy zamiast usiąść z tłumem w klasie cargo zasiadł wygodnie w ogromnym fotelu klasy biznes a stara podniebne kelnerka (Lufthansa stawia na stare i doświadczone lampucery) podała mu pod nos lampkę szampana.
Najpierw wylądowaliśmy w Bangkoku by po godzinie wyruszyć do stolicy Malezji. 14 godzin lotu odbiło się na moim organizmie, bo choć spałem wygodnie w samolocie po wejściu do hotelu i zachłyśnięciu się widokiem Petronas Tower za oknem, padłem jak kawka i spałem do samego rana. Krótki spacer spod Shangri-la sprawił tylko ze zrobiło mi się mokro (dosłownie) i zamarzyłem by znowu wrócić do klimatyzowanego pomieszczenia.
Pogoda w Kuala jest nieznośna: gorąco, wilgotno, parno i pada – nigdy nie wiem czy jestem spocony czy mokry od deszczu.
Rano przyjechał po nas nasz przewodnik, który pól dnia obwoził nas po centrum pokazując, co ciekawsze atrakcje miasta. Mieliśmy zostać tu 2 dni, ale w związku z tym, ze dość sprawnie nam to wszystko poszło i zdążyliśmy tez poczynić udane zakupy jutro zabieram brata na kilka godzin do Singapuru.

Opublikowano Brak kategorii | Otagowano , | 5 Komentarzy

Gościnnie w Berlinie

Niedzielne popołudnie spędziłem leniwie w domu w Szwajcarii, wyciągnąłem M na spacer, bo ładnie świeciło słońce i było względnie ciepło.
Nie miałem ochoty włączać komputera bojąc się, że zaleje mnie masa zaległych maili a dzień stracę próbując się z nimi uporać. Obejrzałem durnowaty serial w TV, ugotowaliśmy z M paste, kilka razy w ciągu dnia ucinałem sobie drzemkę pozwalając organizmowi na nowo przestawić się do naszej strefy czasowej. W poniedziałek rano poleciałem do Berlina, ale postanowiłem nie iść do biura tylko pracować zdalnie z hotelu. Jakoś tylko ciężko było mi się skoncentrować, dlatego zorganizowałem ‘’zajęcia wyrównawcze’’ z atletycznym murzynem. Nie było romantycznie, ale jak ktoś kiedyś słusznie zauważył faceci w końcu z trudem werbalizują uczucia…

Opublikowano Brak kategorii | Otagowano , | 2 Komentarze