Mr vain

W związku z nowymi projektami szykuję się do europejskiego tournee: Zurych – Paryż – Londyn – Dublin – Berlin – Zagrzeb.

Koleżanka zapytała mnie czy nie boje się publicznych wystąpień.
Lubię ten dreszczyk na chwilę przed prezentacją, kiedy wychodzę przed grupą słuchaczy. Nigdy nie zaczynam mówić od razu tylko czekam i rozglądam się po sali, patrząc jakby zuchwale ludziom w oczy. Dla jednych może wydawać się to chwilą zwątpienia i podwyższonego stresu (może z wrażenia zapomniałem tekstu) a ja upajam się chwilą – niech sobie ludzie na mnie trochę popatrzą… Ponoć nie widać w mojej postawie lęku, wycofania, czuć tylko siłę.
Niestety nie jest to aż takie proste. Jakkolwiek by się było zakorzenionym w swoim środowisku, każde życie ”publiczne” ma to do siebie, że jest się pod ostrzałem a spojrzenia tak strasznie zintensyfikowane, zwielokrotnione, przedłużone powodują pewien rodzaj dyskomfortu. To trochę tak, jakby się nago szło przez centrum handlowe…

You walked into the party
Like you were walking onto a yacht
You had strategically dipped below one eye
Your scarf it was apricot
You had one eye in the mirror
When you watched yourself gavotte
And all the girls dreamed that they’d be your partner
They’d be your partner and

You’re so vain
You probably think this song is about you
You’re so vain
I’ll bet you think this song is about you
Don’t you don’t you

Opublikowano Brak kategorii | Otagowano | Dodaj komentarz

inspekcja z Polski

Na weekend przyleciała M z mężem, byłem tego dnia na spotkaniu w Zurichu, dlatego po południu osobiście odebrałem ich z lotniska w Kloten. Pierwsza wymiana zdań, rzut oka po wyjściu z samolotu i zza okno pociągu do Berna i przypomniały mi się własne wrażenia po przyjeździe sprzed ponad 2 lat: Alpy, jezioro, zieleń, czystość, spokój, porządek, harmonia, drożyzna.

Po obfitym branchu w Allegro pieszo udaliśmy się obejrzeć sławne berneńskie misie (jeden, podarowany przez prezydenta Rosji, kilka tygodni temu rozszarpał pewnego psychola, który przeskoczył odgradzająca wybieg siatkę, przez co lokalna policja nie miała wyboru jak dać zwierzakowi w czapę).
Potem przegoniłem ich po Starym Mieście pokazując liczne schrony. Choć Szwajcaria od ponad kilkuset lat nie uczestniczyła w żadnym konflikcie zbrojnym, to jest przygotowana na ewentualny atak. Każdy obywatel (nawet ja) ma przydzielone miejsce w jednym z wielu istniejących schronów, które ponoć są w stanie wytrzymać nawet atak jądrowy. Schrony znajdują się w domach, blokach, podziemnych parkingach i budynkach publicznych, a pod spokojną powierzchnią tutejszych gór i jezior kryją się największe w Europie instalacje militarne oraz magazyny broni, surowców, żywności i leków.
Nasz schron znajduje się w piwnicy naszego bloku. Na razie, na szczęście, schodzimy do niej tylko po to, aby zrobić i wysuszyć pranie na które są w Szwajcarii zapisy…

Późnym wieczorem wróciliśmy do domu naturalnie pieszo tak, że tyłki zupełnie odmarzły nam z powodu mrozu.
Nie co dzień mam okazje jeść kolację w moim domu w towarzystwie M, przez dłuższą chwile gapiłem się na moich gości pałaszujących kolacje przy naszym stole w salonie, jakbym nie mógł wciąż uwierzyć, że naprawdę jest tutaj ze mną.

Sierściuch zorganizował nam sporo dodatkowych atrakcji kiedy o północy czmychnął do pokoju, w którym spali goście i przez uchylone okno wszedł na ośnieżony dach. O tym że tam jest przekonały mnie pozostawione na śniegu świeże ślady jego łap. Gdy wyjrzałem przez okno siedział na skraju budynku i za nic nie zamierzał wracać a ja nieudolnie próbowałem go przywołać, ale tak żeby nie obudzić bloku w obawie, że jakiś uczynny sąsiad wezwie policje, bo zakłócam mu cisze nocną. Kiedy kot zniknął myślałem nad tym co powiem M który w tym czasie bawił u rodziny we Włoszech. Na szczęście po wycieczce na około bloku kot wrócił w dawne miejsce, znów stal się widoczny i zaczął głośno miauczeć – udało mi się zwabić go whiskasem…

W Lucernie po mimo mojego sprzeciwu zaprosili mnie na lunch: 2 pizze, lasagne, 3 lampki musującego wina, jedna kawa – wyszło ponad 300zl, ale uparli się choć wiem że Szwajcaria potrafi nieźle dać po kieszeni a zwłaszcza polskiej.

W Laederach widziałem jak oczami zajadali przeróżne rodzaje wystawionych tabliczek czekolady dlatego przed wyjściem kupiłem nam cały woreczek z każdego rodzaju na spróbowanie. Jak można było to przewidzieć na końcu nas zemdliło…

Opublikowano Brak kategorii | Otagowano | Dodaj komentarz

dramatyczne odwrócenie autowizerunku

Ostatnio coraz częściej zauważam takie plakaty. Na dworcu, przystankach, czasem na budynkach. Szwajcaria zaprasza do siebie ludzi z innych krajów, ale każe im bezwzględnie dostosowywać się do ich potrzeb. Osobiście czuję się współobywatelem tego kraju choć na razie tylko w sensie retorycznym.
Wśród rdzennych Szwajcarów zaczyna znikać pewnego rodzaju iluzja na swój temat co oni odbierają jako atak na ich niezależność. Ostatnio ponad połowa Szwajcarów głosowało w referendum za zakazem budowy minaretów przy meczetach, ale to tylko jeden z przykładów, który wziął się z przekonania, że Szwajcarzy zawsze uważali się, za naród wyjątkowy. Mit z czasów drugiej wojny nadal funkcjonuje w ludzkich głowach a zbrojna neutralność jest elementem tożsamości. Wielu uważa, że w porównaniu z innymi narodami byli po właściwej stronie, jako jedyny kraj uchronili się od nazizmu. Z tego poczucia wyjątkowości wynika brak zaangażowania na rzecz budowy wspólnej Europy, słychać glosy, że jeśli w ogóle, to Europa powinna przyłączyć się do Szwajcarii, a nie na odwrót – taka cicha ksenofobia.

Klejnot europejskiej cywilizacji przeżywa kryzys na skutek odkrywania współodpowiedzialności za zbrodnie Trzeciej Rzeszy, które dzięki bankom i 2 miliardom dolarów udało się odkupić. Żydzi dostali pieniądze, a Szwajcarzy umyli ręce. Dodatkowo krach Swissair’a – dumy narodowej, który znalazł się w tak dramatycznym stanie że nawet szwajcarski UBS swojego czasu odmówił mu kredytu na restrukturyzacje. Pod presją Unii Europejskiej Szwajcaria ustąpiła w kwestii tajemnicy bankowej, dzięki której wielu obcokrajowców ucieka przed fiskusem. Przeciętny Szwajcar nie odnosi korzyści z tajemnicy bankowej, ale ostra krytyka, z jaką Szwajcaria się w tej sprawie spotkała było jak uderzenie obuchem. Wielu wydaje się, że oni nigdy nie byliśmy źli, przecież źli byli komuniści i naziści. Teraz zobaczyli, że w oczach innych mają na sumieniu niesprawiedliwości i oszustwa a w sprawach podatkowych nazywani są wręcz podżegaczami. Do tego doszedł jeszcze problem z Libią: kiedy w Szwajcarii aresztowano Kadafiego juniora, Libijczycy w odwecie uwięzili pod byle pretekstem dwóch obywateli szwajcarskich, z czego wybuchła afera. Inicjatywa skierowana przeciw minaretom, była karą. Chodziło by ukarać mieszkających w kraju muzułmanów i ”pokazać Kaddafiemu”.
Podobnych ksenofobicznych referendów można spodziewać się teraz coraz więcej. Ciekawie będzie móc obserwować jak daleko można się posunąć w obronie zachodnioeuropejskiej, chrześcijańskiej tradycji, nie naruszając przy tym fundamentu, na jakim opiera się nasza cywilizacja – tradycji oświecenia z jej zasadami wolności, tolerancji i równości.

Opublikowano Brak kategorii | Otagowano , | Dodaj komentarz

pare słów o przystojniakach

To nie jest typ faceta na całe życie, choć miło patrzeć gdy ktoś się o ciebie stara. Nie chodzi tylko o to żeby zaciągnąć do łóżka, to oczywiście też, ale także dążą do tego żeby zdobyć twoje ciało i serce, żeby zacząć ich kochać i skamleć. Wtedy dopiero pasą się jakiś czas objawami uczucia, sycą swoje ego poczuciem bycia kochanym, bo skoro ktoś może ich pokochać tzn. ze są tego warci.
Są doskonali i godni pożądania we własnym i innych przekonaniu a luksusowe mieszkanie, markowe ciuchy, zadbane ciało, nieskazitelna cera, zero syfków, różowiutka, opalona, gładka skora, nawet brwi regulowane, zero włosów na nosie, włosy zawsze ułożone, doskonały manicure dowodzą monstrualnych kompleksów. Robią wrażenie maksymalnie zaangażowanych, żebrząc o ułamek poświeconej im uwagi, będę na każde skinienie, ale tylko tak długo jak sam nie zaczniesz żebrać o ich uwagę. I oczywiście z im wyższej półki jest ofiara, tym bardziej będą się starali i tym bardziej warta jest ona zachodu.

Opublikowano Brak kategorii | Otagowano | Dodaj komentarz

koniec roku 2009

główną cechą mojego charakteru jest: potrzeba planowania
cechy, których szukam u mężczyzny: zaradność, zdecydowanie, czułość, cierpliwość, uroda
cechy, których szukam u kobiety: inteligencja, zdecydowanie, uroda
co cenię najbardziej u przyjaciół: że są przy mnie mimo wszystko, i że rozumieją gdy zdarza mi się im czegoś odmówić
moja główna wada: niedosyt, seksoholizm, spontaniczne zakupy i nieumiarkowanie w jedzeniu
moje ulubione zajęcie: surfowanie po internecie, planowanie wyjazdów, spełnianie marzeń, sex turystyka
moje marzenie o szczęściu: brak popędu seksualnego, zobaczyć wszystko co warte jest do zobaczenia, by móc spokojnie skoncentrować się na pracy
co wzbudza we mnie obsesyjny lęk: stagnacja, samotność, choroba, brutalna agresja i niedostępność
co byłoby dla mnie największym nieszczęściem: życie bez M i podróży
kim (lub czym) chciałbym być, gdybym nie był tym, kim jestem: nie chcę nic zmieniać
kiedy kłamię: mówię po włosku, angielsku lub polsku
słowa, których nadużywam: cavolo
ulubieni bohaterowie literaccy: zbyt mało czytam
ulubieni bohaterowie życia codziennego: Marco, Zero, Kristi, Giacomo, Elisa, Paolo, Fabien, Lucia
czego nie cierpię ponad wszystko: systematyczności, czasem tego co wyprawiam, u innych braku zdecydowania, prostactwa, pozerstwa i napompowania
moja dewiza: chwytaj czas póki go jeszcze masz
dar natury, który chciałbym posiadać: płaski i owłosiony brzuch, brak egoizmu
jak chciałbym umrzeć: jeszcze nie teraz, szybko i nagle
obecny stan mojego umysłu: relaks – sam w domu, M wyjechał do Włoch, sączę koniak
błędy, które najłatwiej wybaczam: coraz bardziej przesuwam granicę tolerancji
największa porażka: rozrzutność, zakupy w Rydze

Opublikowano Brak kategorii | Dodaj komentarz

pierwszy dzień świąt

W pierwszy dzień świąt odwiedziłem znajomych, których mam zwyczaju odwiedzać za każdym razem gdy jestem w rodzinnych stronach. Spotkanie z serii zakrapianych…
Najpierw jednak musiałem przerobić dzień świstaka i usłyszeć: usiądźże ze mną, posiedziałbyś z matka, cały rok jej nie widzisz, a jak przyjedziesz to zaraz nogi za pas bierzesz. Znowu miałem jakby 14 lat i nie wolno mi było wracać późno do domu. Nawet nie wiem kiedy zrobiła się 2 w nocy, wstałem do wyjścia i wtedy poczułem moc wlewanych w siebie drinków. Zamiast wrócić do domu i zaryzykować próbę otwierania po cichu drzwi poprosiłem taksówkarza żeby zabrał mnie do hotelu. Łatwiej przyszło mi w tym stanie wynajęcie pokoju w środku nocy i prosto z ulicy, niż tłumaczenie się matce gdzie się tak zrobiłem. Koleżanka z Radissona przeżyła lekki szok kiedy zobaczyła mnie rano, nie spodziewała się mnie tutaj przed niedzielą, ale szybko zrozumiała moje niedysponowanie i ucieszyła się nawet, że w tym stanie wybrałem jej hotel. W mgnieniu oka rozpoznała też czego mi potrzeba: sok ze świeżo wyciskanych grejpfrutów i alcazelcer postawiły mnie na nogi na tyle że w domu przywitali mnie jak gdyby nigdy nic.

Opublikowano Brak kategorii | Otagowano | Dodaj komentarz

L jak latanie

Lufthansa zgubiła mój bagaż. Nawet nie potrafili go zlokalizować – jest gdzieś między Montrealem Zurychem a Monachium – tyle zdołali powiedzieć mi na lotnisku we Wrocławiu. Wszystko przez pannę na lotnisku w Montrealu, którą sytuacja ewidentnie przerosła bo nie potrafiła poprawnie nadać bagażu. Najpierw połechtała moją próżność gdy upgradowała mnie z biznesu do pierwszej klasy, żebym noc spędził jakby w łóżku w pozycji horyzontalnej, wygodniej w dodatku z osobistym stewardem, który dbał o mnie co bym się nie odkrywał w nocy, tudzież nie zabrakło mi niczego by zapaść w słodki sen, ale teraz już o tym nie pamiętałem.
Do Zurychu skąd przesiadałem się na samolot do Wrocławia dotarłem na czas choć inne samoloty zza oceanu przylatywały z kilkugodzinnym opóźnieniem. Na nic zdały się złote karty, Senatory, Priority Passy, znajomości – w okresie świąt na lotniskach panuje bezprawie.
Dlatego też jakby podwójnie ucieszyłem się na widok czekających na mnie rodziców, gdybym miał nocować w hotelu ostałbym się w święta tylko ze świeżymi ręcznikami i kostką mydła. W domu pożyczyłem ubrania brata, stare dresy i rozciągnięte koszulki polo, w których czułem się trochę nieswojo, ale na wszelki wypadek nic mu o tym głośno nie wspominałem nie narażając się na utratę łaski ze strony wybawiciela.
Ostatni dzień w Montrealu upłynął mi pod znakiem maratonu. W jednym z butików natrafiłem torbę na ramię – idealny prezent niespodzianka dla M. Po mimo śniegu, ogromnych zasp, ślizgawicy, wiatru, siarczystego mrozu postanowiłem zdobyć go za wszelka cenę gnany poczuciem misji do spełnienia, żarliwą miłością i chęcią poświęcenia. Gdy w tłumie jednakowo wyglądających ulic w końcu odnalazłem sklep zaraz zadzwoniłem do M triumfalnie oznajmiając mu jak bardzo się dla niego poświęcam. Pominąłem jednak niewiele znaczący fakt, że niechcąco wpadłem w oko sprzedawcy i gdybym miał jeszcze jeden wieczór to może nawet zorganizowałbym stałą zniżkę w Marlboro, ale nie było mi dane zawarcie bliższej znajomości. Poza tym w Montrealu odwiedziłem Banana Republic i GAP które za czasów wizyt w Stanach wydawały mi się rajem utraconym – dawniej nieosiągalny teraz patrzyłem na nie jakby oczami rozczarowanego dojrzałego już dziecka – zupełnie nic nie mogłem tam dla siebie znaleźć, wszystko wydawało mi się przaśne, szerokie, zbyt sportowe i bezgustowne.

Opublikowano Brak kategorii | Otagowano , | 1 komentarz

zimą gułag, latem śródziemnomorski kurort

Montreal – zimą syberyjski gułag, latem śródziemnomorski kurort, państwo w państwie, bliżej im do Europy niż do Ameryki i nie ma wiele przesady, bo większość mieszkańców tej prowincji mówi po francusku, w ogóle króluje tu frankofońska kultura.
Może to dziwne, ale niełatwo jest się tu porozumieć po angielsku, dopiero, gdy pozna się historie tego regionu łatwiej przychodzi zrozumieć tutejszą niechęć nie tylko do tego języka, ale i do Anglosasów w ogóle.
Montreal to swoista mieszanka kulturowa i architektoniczna. Nowoczesne szklane wieżowce sąsiadują z budynkami liczącymi sobie po 300 lat. Mieszkają tu obok siebie Kanadyjczycy, a także Włosi, Grecy, Chińczycy, Arabowie i imigranci z Europy Wschodniej, ale to francuski słychać najczęściej na ulicach.

133-2

Byłem tu za krótko by wyrobić sobie jednoznaczną opinię o Montrealu: spodobała się ta, którą przeczytałam gdzieś na internecie – zimą gułag, latem miasto na miarę śródziemnomorskich kurortów. To, że jest piękny, widać już na pierwszy rzut oka nawet zimą. Nie trzeba oddalać się od centrum, by zobaczyć uliczki pełne kolorowych kamienic z prowadzącymi do drzwi wejściowych krętymi żeliwnymi schodkami, Vieux-Montreal skupia zabytkowe budynki.Wszędzie pełno sklepików, w których można kupić sery, a także kawiarni, restauracji, kwiaciarni, piekarni, śródmieście tętni życiem a zakupy można robić nawet pod ziemią, w tzw. Underground City.
O Montrealu mówi się, że podobnie jak we Francji jedzenie traktuje się tu z namaszczeniem i rzeczywiście głodny nie chodziłem a kanadyjskie mrozy tylko wzmagają apetyt.
M zadzwonił wczoraj późno w nocy, że nasz wspólny znajomy bankier a jego przyjaciel został aresztowany przez policje pod zarzutem nielegalnych interesów i kontaktów z mafią. Jakoś wciąż nie łatwo mi uwierzyć, że D ta ciapała pogrywa z neapolitańską ośmiornicą.

Opublikowano Brak kategorii | Otagowano , | Dodaj komentarz

hotelowe życie

Często nocuje w hotelach, ale w tym się zgubiłem: pokój okazał się być na V piętrze, choć numer pokoju zaczynał się na 3, w gąszczu korytarzy nie potrafiłem znaleźć windy, ale prawdziwa zabawa czekała mnie dopiero w pokoju: 20 lamp i lampek i tylko 10 włączników światła a rozgryzienie, do czego służy, który przełącznik przerosło moje zdolności dedukcji, bo do tej pory nie wiem jak włączyć światło w kabinie pod prysznicem i w sypialni przy łóżku, dlaczego jacuzzi uruchamia się samoczynnie i wydaje dziwne dźwięki. Przy goleniu napuściłem wody do umywalki a potem przez kwadrans walczyłem jak sprawić by wyszedł korek – bez cienia obawy uruchamiam już za to elektryczny kominek i stereo.
Wykryłem u siebie kolejne natręctwo – w trakcie wyjazdów na okrągło zastanawiam czy mam wystarczającą ilość drobnych na napiwki. W hotelach zdarzało mi się walczyć z portierami, który z nas pierwszy chwyci za walizkę, ale w końcu ustąpiłem. Zwykle pozwalam im wykonywać swoja pracę, bo doświadczyłem już bezcennego uczucia spojrzenia niezadowolenia ze strony obsługi hotelowej, kiedy okazywało się, że daje im w zamian tylko dziękuje.
Przyglądając się z boku może wydawać się to takie trywialne – rzucić drobniakami i po sprawie, ale trzeba wiedzieć ile, kiedy komu i gdzie, aby wyszło niezauważalnie, naturalnie i nie jak łapówka. Nawet M w tej dziedzinie poczynił znaczne postępy, choć początki bywały trudne. Kiedyś w Wiedniu wręczył chłopakowi 10 franków za wniesienie jednej walizki i o mało nogi się wtedy pode mną nie ugięły. Od tamtej pory podczas wyjazdów kieszenie naszych ubrań dzwonią monetami i szeleszczą banknotami i obaj kiedy tylko jest okazja ćwiczymy tę sztukę, pamiętając chłodne przenikające spojrzenie obsługi St. Regis w Pekinie. Gdybym nauczył się tak skutecznie przeszywać ludzi wzrokiem, byłbym niedościgniony w komunikacji pozawerbalnej.
Po 17 odczułem zmęczenie spowodowane różnicą czasu, bez planów na reszta dnia, (bo Kanadyjscy zarośnięci atletyczni drwale to wymysł i bujda albo wszyscy teraz pozapadali w sen zimowy) z zaległym przeglądem prasy wskoczyłem do bulgoczącej wanny.

Opublikowano Brak kategorii | Otagowano , , | Dodaj komentarz

fru do Kanady

Lotniska w okresie świąt to zmora podróżujących, wszystkie chyba wyglądają podobnie: dzikie tłumy przy maszynach do check-in, kolejki do nadania bagażu i informacji, częste opóźnienia, niezadowoleni pasażerowie, kłótnie przepychanki i wpychanie się do kolejek, zgiełk, chaos i mnóstwo destrukcyjnych emocji.
Przedświąteczna gorączka na lotnisku odbiła się także na mnie, samolot wyleciał z 2 godzinnym opóźnieniem, przyjąłem to obojętnie, bo nastrój skutecznie poprawiały mi prosecco i szampan.
Swiss znowu mile mnie zaskoczył, kiedy maitre de cabin wręczył swym lojalnym pasażerom świąteczne podarunki od firmy, jedyne, nad czym muszą jeszcze poćwiczyć do poprawne wymawianie mojego nazwiska, które zdaje się spędzać sen z powiek każdego pracownika linii lotniczych. W samolocie za to trafiłem na wymarzonego wprost współpasażera sąsiada: przez całą podróż wypił tylko szklankę wody i lampkę wina, po czym rozłożył fotel do pozycji niemal horyzontalnej i zapadł w głęboki sen nie wstając ani razu do toalety.
Na Immigration w Montrealu prawdziwa szopka, wzbudziłem zainteresowanie, które miało swój ciąg dalszy w osobnym ustronnym pomieszczeniu, na koniec usłyszałem że wygrałem los na loterii i w nagrodę szczegółowo przeszukano mi bagaż. Do Kanady lepiej nie przyjeżdżać na 4 dni, pierwszy raz zdarzyło mi się pokazywać bilet powrotny, hotelową rezerwacje, kilka razy odpowiadać, że nikogo tu nie znam, tłumaczyć się z krótkiego pobytu jak na tak długą podróż – jakbym przypłynął tutaj co najmniej statkiem a na drugi dzień miał w planach zacząć szukanie pracy w jakiejś fabryce zatrudniającej nielegalnych imigrantów z zamiarem zostania tu na stale.

Opublikowano Brak kategorii | Otagowano , | Dodaj komentarz