Republika Bananowa

Mój kolega z biura wybierał się na kilka dni w delegację do Warszawy i poprosił mnie o wskazówki, bo pierwszy raz jechał do kraju z tzw. Ost Block.

Szefowa w ramach motywowania pracowników zaproponowała mu ekstra weekend na koszt firmy.

Przyszedł więc do mnie z prośbą o informacje. Wrzuciliśmy na przeglądarce słowo Warszawa i Warsaw sightseeing. Pierwsza próba okazała się niewypałem, bo link do strony nie zadziałał, drugi też nie, trzeci na szczęście już tak, ale nie włączyło się menu zmiany języka z polskiego na angielski ani na niemiecki. Próbowaliśmy jeszcze parę razy, ale bez skutku.

Zażartowałem, że w Polsce tak ze wszystkim i zaoferowałem, że mogę mu po prostu co nieco poopowiadać.

Delikatnie dałem znak Rosie a ona innym i wszyscy załapali okazję do żartu.

Zapytałem go czym leci, odpowiedział że LOTem, więc kazałem mu wygospodarować trochę miejsca w torbie na laptopa na parę majtek i skarpetki, bo jego bagaż na pewno nie doleci na czas, a nawet jeśli przypadkiem się nie zgubi, to w Polsce kradną na lotniskach na potęgę i na pewno zginą mu z bagażu co cenniejsze przedmioty. Rosa wytłumaczyła mu, że nie mamy wózków, które zwoziłyby bagaże z samolotu do hali przylotów i że od tego jest odpowiedni personel, który niestety czasami ma lepkie ręce…

W samolocie miał się upewnić czy fotel jest mocno przykręcony do podłogi a jeśli dostrzegłby poluzowaną śrubę, to żeby dyskretnie dał stewardessie 20 franków i poprosił o zmianę miejsca, bo inaczej mógłby nie przeżyć startu albo lądowania.

Poradziliśmy mu, żeby wziął ze sobą małą kieszonkową latarkę, bo jak wyląduje o 20.00 na Okęciu, to w całym mieście wyłączone będą już światła i hotelu będzie musiał szukać po ciemku.

Kazałem zabrać mu własny papier toaletowy, bo w hotelach nie dają.

W recepcji miał zapytać się w jakich godzinach wyłączają w pokojach wodę (spał w Hyatt) bo w Polsce to nagminne, więc żeby się nie zdziwił jak się rano obudzi i nie będzie miał gdzie się umyć..

Po ulicach pozwoliłem poruszać mu się bez obaw, byle nie po zmroku. Na wszelki wypadek kazałem trzymać mu się bliżej ulicy, bo jak kogoś napadają to wciągają do bramy…

Niezwykle środki ostrożności miał zastosować przy przechodzeniu przez jezdnię na zielonym świetle, bo czerwone dla kierowcy w Polsce to tylko sugestia, do której niekoniecznie musi się zastosować.

Zabroniliśmy pić mu wody z kranu i jadać cokolwiek na dworcu albo z budki.

Nakręciłem go że Polska to biedny kraj, na wszystkim oszczędzamy więc mamy problemy z utrzymaniem jakości i że od czasu do czasu czyta się w gazetach o tym jak to odkryto, że podawano ludziom mięso z kota albo padliny.

Opublikowano podróże | Otagowano | Dodaj komentarz

Berno – dzień 93

Przyjechał do mnie brat. Wcześnie rano odebrałem go z dworca i znając jego potrzeby z miejsca zaproponowałem kubek dobrej kawy. Z bagażami wylądowaliśmy w Starbucku o którego istnieniu nie miałem bladego pojęcia.
Szefowej powiedziałem, że będę pracował tego dnia z domu i choć początkowo nie chciała się zgodzić przekonał ja argument że lecąc w niedziele do Dublina byłem jakby w pracy. W mojej poprzedniej firmie taki argument by nie przeszedł, ale tutaj to co innego, maja prawdziwego hopla na punkcie dni wolnych od pracy, zwłaszcza w niedziele, wiec dostałem co chciałem.
Brat rozczarowany był wielkością i wizerunkiem stolicy. Sklepy obskoczyliśmy jeszcze tego samego do południa, kilka razy przyuważyłem jak oczy robią mu się jak piec złotych.
Wieczorem wybraliśmy się do Luce na kolacje.

Jak na dobrego starszego brata przystało przez tydzień spełniałem wszystkie jego zachcianki. Woziłem go po Szwajcarii żeby zobaczył jak najwięcej, zabrałem TGV do Strasbourga, jedliśmy w restauracjach, piliśmy najlepsze drinki, w sklepach zostawiłem pół swojej wypłaty, dostawał wszystko na co miał ochotę.

Za to jednego poranka usłyszałem że gadam przez sen i w dodatku po angielsku i młody miał ze mnie ubaw…

Opublikowano podróże, Szwajcaria | Otagowano | Dodaj komentarz

Lucerna – pożegnanie lata

W Lucernie mógłbym kiedyś mieszkać. Za każdym razem kiedy odwiedzam to miasto zachwycam się jego niepowtarzalnym klimatem. Urocze miasto pełne uroczych miejsc. Taka Szwajcaria w miniaturze, na dodatek zawsze, kiedy tutaj jestem świeci słońce…

Opublikowano podróże | Otagowano , | Dodaj komentarz

Berno – dzień 89

Wieczór spędziliśmy razem u niego w domu. Przyniosłem butelkę czerwonego wina i mały prezent dla jego kota. Uważam to za głupotę, ale wewnętrzny głos podpowiedział mi, że powinienem się odpowiednio starać i może nawet szukać sojuszników co by ta nasza znajomość z Marco przetrwała dłużej niż 2 tygodnie.
Zero przyjął mój prezent, ale nie był zbyt wylewny w okazywaniu radości. Myślałem że zamacha ogonem, zamruczy albo będzie się łasił, ale to chyba tylko psy tak potrafią.
A może usłyszał jak nazwałem go jebanym sierściuchem jak umaczał swój ogon w sosie pomidorowym z mojego talerza a potem cały wytarł się w moje spodnie.
Musiałem je zdjąć żeby nie było plam.
Żeby było mi raźniej Marco zrobił to samo i tak sobie siedzieliśmy w samych gaciach i skarpetkach, w salonie, na podłodze, oparci o sofę, w oświetleniu jednej nocnej lampki, słuchając płyt, dopijając wino i rozmawiając.
Marco lubi Jopkową – okazało się że ma jej dwie płyty i bardzo lubi jej słuchać. Nie wiedział nawet, że jest z Polski.
Śmiał się tylko gdy zauważyłem jak nieprawdopodobna sytuacja nam się zdarzyła: Polak i Włoch, dwoje ledwo się dogadujących obcokrajowców, słuchających polskiej muzyki w Szwajcarii.

I nie byłbym tym łajdakiem, za jakiego wiele osób mnie słusznie uważa, gdybym mu gola nie strzelił na koniec – sam się prosił zdejmując te spodnie a potem jeszcze uwodząc tym swoim Italiano soriso. Uwielbiam ten jego szorstki język…

Opublikowano Brak kategorii | Otagowano | Dodaj komentarz

Strasbourg

Mało brakowało a spóźnilibyśmy się rano na pociąg. Pobudkę zaplanowaliśmy tak by zdążyć na poranny pociąg do Bazylei. Stamtąd dopiero przesiadaliśmy się na TGV do Strasbourga. Bylem jakiś śnięty jak nastawiałem budzik bo zadzwonił o 6. Mieliśmy 20 minut żeby dostać się na dworzec. Ba, byliśmy nawet 10 minut przed czasem więc spokojnie zdążyliśmy wypić poranną kawę.

Podróż TGV w pierwszej klasie. Zawsze chciałem odbyć taką podróż i wreszcie pojawiła się okazja. Spełniłem marzenie małego chłopca.

Francuzi to ignoranci, udawali że nie rozumieją po angielsku. Na śniadanie było więc to co potrafiłem wymówić w ich języku czyli: kawa i croissant.

Chciałbym zobaczyć to miasto w czasie świąt. Podobno jest co oglądać. Marco zaproponował by wybrać się tam zaraz po moim powrocie z urlopu.

Zupełnym ignorantem okazałem się na koniec podróży. Nie wiedziałem że Bale i Basel to jedno i to samo miasto.

Opublikowano podróże | Otagowano , | Dodaj komentarz

Bern – dzień 83

One politician, One thief & One eBay employee died & went straight to hell.

Politician said „I miss my country. I want to call my country and see how everybody is doing there.” She called and talked for about 5 minutes, and then she asked „Well, devil how much I need to pay for the call? The devil says „Five million dollars”. The Politician wrote him a cheque and went to sit back on her chair.

Thief was so jealous, he starts screaming, „My turn! I wanna call my group members, I want to see how everybody is doing there too.” He called and talked for about 2 minutes, and then he asked „Well, devil, how much do I need to pay for the call? The devil says „Ten million dollars”. With a smug look on his face, he made a cheque and went to sit back on his chair.

eBay employee was even more jealous & starts screaming, „I want to call my office friends, managers and partners .” He called other eBay employees and he talked for twenty hours about his customers, new accounts, services that were recently introduced, latest gossip, he talked & talked & talked, then he asked „Well, devil how much do I need to pay for the call? The devil says „Twenty dollars”. eBay employee is stunned & says „Twenty dollars Only??”

Devil says: „Calling from Hell to Hell is considered a Local Call”

Opublikowano Brak kategorii | Otagowano | Dodaj komentarz

Bern – dzień 82/83

Dai!
Dimmi, cosa ti manca ?
Sei mica, monca!
Sei fatta bene,
Sei fatta…
Che cos’altro, vuoi…
Se t’ha portato,
Via, lui!
Una madre,
Tu almeno, ce l’hai,
Ed un fratello,
Anche se, la sua corte, non vuoi…
Dai!
Ma, di che ti lamenti, ehm ?
Dopo, tre, quattro, interventi,
Una faccia, riavrai!
Vuoi suicidarti, anche tu…
Ci sono tante cose belle, in TV!
Ma tu pensa, che jella,
Se poi… Tu ti uccidi,
Ed il film, non vedrai!
Dai!
Ci sono cose, più importanti, sai!
E non venirmi, più a dire,
Che non ne puoi, più!
Gli psicofarmaci, ormai…
È una vita, che li mandi, giù!
Per te, abortire,
È come chiudere, un occhio…
È da dieci anni, che sei cieca,
Ormai… Ia!
Ma, ma, ma, ma, ma, ma!
Sevena! Se sei una…
Erano in quattro, laggiù…
Su quel prato, di periferia!
Ma, tu ancheggia,
Un po’ meno e vedrai…
La pelle intatta, a casa, porterai… Ai!
Sei… Insopportabile, sei!
Ma… Vivi!
C’è chi sta peggio… Che vuoi!?
Non ne posso, più…
E la ragione, dei miei mali, sei tu!
Ma, se non fossi,
Il problema, che sei…
Probabilmente, io non ti amerei!
Tragico samba, sei tu!
E la sfortuna, non ti mollerà, più!
Tragico samba, da ballare, da sola!
A un altro samba, non resisterai…Ai, ai, ai, ai, ai… Dai!
Questo è un tragico samba!
No! No! No!

Po wspólnej kolacji Marco odwożąc mnie do domu puścił te piosenkę na cały regulator i śpiewał ją doprowadzając mnie ze śmiechu do łez.
W ten sposób odreagował chwilową złość z powodu mandatu, który znalazł za szybą swojego auta.
Gdy byliśmy już pod moim domem pożegnaliśmy się jak zwykle, ale tym razem zaprosiłem go na górę i mandat odszedł w zupełną niepamięć…

Opublikowano Brak kategorii | Otagowano | Dodaj komentarz

Berno – dzień 81

W Dublinie na każdym kroku napotykałem Polaków. Sam mieszkam zagranicą, ale w Szwajcarii tego nie ma.

Szkolenie trwało 2 dni, w pierwszym dniu zaniepokoiła mnie ilość osób, która się na nim pojawiła, miało być 60 a przyszło 12.
Valerie na koniec dnia spłodziła soczystego maila, którego rozesłała do wszystkich świętych, co poskutkowało 100% frekwencją następnego dnia.

Do domu (cholera teraz mam dwa) wracałem przez Londyn-Heathrow, które ma świra na punkcie security.
Najpierw chcieli wybebeszyć mi wszystkie torby a potem kazali upchać laptopa i whisky w jeden mały podręczny bagaż.
Musiałem go nadać, bo bez tego nie wpuściliby mnie do samolotu. W Zurychu wylądowaliśmy późno w nocy i zamiast wskoczyć do pociągu musiałem najpierw poczekać na torbę.
Po 23. lotnisko było puste, wszystkie punkty informacyjne, kasy i biura pozamykane.
Zadzwoniłem do Marco, bo padł mi internet w komórce a nie wiedziałem czy będę miał szanse dostać się jeszcze czymś do Berna. Perspektywa szukania w nocy hotelu tez nie napawała mnie optymizmem.
W domu byłem o 2.30 a o 7 musiałem być w biurze. Przez cały dzień byłem niewyspany i wyglądałem jak zombie. Na dodatek przez przypadek skasowałem całą skrzynkę mailową naszego działu wraz z zawartością i całym archiwum…Prawdziwy master of disaster.
Debbie powiedziałem o tym dopiero na koniec dnia. Dzięki pomocy kolegi z Niemiec dane na szczęście po 10 godzinach udało się odzyskać.

Po mimo zmęczenia całego tego bałaganu ostatecznie polubiłem swoją prace. Jaka inna pozwoliłaby mi odwiedzić 7 krajów w ciągu 4 tygodni…

Opublikowano Brak kategorii | Otagowano , , | Dodaj komentarz

Dublin – dzień 1

Ucieszyłem się na ten wyjazd bo to zawsze jakaś odmiana od szwajcarskich landszaftów. Zorganizowałem sobie podróż tak, by w niedziele wieczorem spotkać się z kolegą z dawnej pracy i razem wyskoczyć na piwo do pubu.

Wcześniej wypadało przygotować się do tego wyjazdu, bo nie jechałem tam turystycznie, ale w tygodniu były ważniejsze rzeczy, dni mijały i co wieczór przed pójściem spać obiecywałem zająć się tym jutro, ale albo nie znajdowałem w ogóle czasu albo wypadało mi cos lub ktoś albo po prostu akurat cos przyjemniejszego było na widoku…

Mój ragazzo mnie rozczula. Spotkaliśmy się w czwartek u niego w domu na kolacji. Specjalnie dla niego wyszedłem tego dnia wcześniej z pracy. Najpierw przyjechał mnie odebrać a zanim zdążyliśmy do niego dojechać umówiliśmy się już na sobotę. Marco zaproponował mi bym się do niego wprowadził po tym jak, jego zdaniem, przypadłem do gustu jego kotu. Jako niespodziankę zainstalował w domu kablówkę z TV Polonia. Kątem oka oglądałem powtórkę 1478 odcinka Klanu co chwila słysząc jak Marco próbuje powtarzać usłyszane w tv słowa.

Dublin. Nie chciałbym mieszkać w tym mieście. Odstrasza mnie tam ten niezorganizowany tłum na O’Connell, te wszystkie stare, obdrapane i jakby brudne budynki. Podoba mi się typowo angielska architektura lubię atmosferę pubów, ale nie potrafię pozbyć się złudzenia, że wszystko wokół jest pokryte bardzo starym brudem, jakby niedomyte, zdezelowane, działa albo trzyma się na słowo honoru i zaraz tak naprawdę runie komuś na głowę…

Opublikowano Brak kategorii | Otagowano , , , | Dodaj komentarz

Berno – dzień 71

Nie mam weny do opisywania tego co dzieje się wokół.
Zycie towarzyskie na moment nabrało rozpędu, w pracy pojawiły się nowe wyzwania, z którymi chce się zmierzyć. Niepodziewanie pojawiły się nowe plany wyjazdowe i wizyty. Dokładnie rok temu byłem u Ryan’a i Katryn na ich weselu w Lozannie. Tym razem jest na odwrót – to oni przyjeżdżają do Szwajcarii odwiedzić mnie…
W listopadzie wreszcie urlop, wizyta we Wrocławiu, potem zaraz święta i znowu będzie Wrocław.
Do końca listopada musze uporać się z nowym projektem, od którego zależy co będę robił po nowym roku…

Opublikowano Brak kategorii | Dodaj komentarz