Kia orana Avarua

Jako kilkuletni dzieciak uwielbiałem podróżować palcem po mapie, za zaoszczędzone pieniądze kupowałem sobie coraz to nowsze atlasy świata z kolorowymi zdjęciami i w wyobrażałem sobie gdzie mógłbym pojechać na wakacje gdybym miał dużo pieniędzy. Pamiętam jak w jakiejś gazecie chyba w „Twoim Świecie” wpadł mi w oko katalog „Podróże” napisany i wydany przez M. Niezabitowską. Koniecznie chciałem go mieć w swoich zbiorach, bo katalog-album posiadał pełno kolorowych zdjęć z najbardziej egzotycznych miejsc świata plus dokładne opisy wszystkich krajów Europy z wyszczególnionymi informacjami jak tam dolecieć, gdzie mieszkać, jak podróżować wewnątrz kraju, co zobaczyć i za ile. Taka pierwsza polska wersja przewodnika Lonely Planet na pięknym blyszczącym papierze który pachniał luksusem i czymś mocno nieosiągalnym. Traktowałem tę książkę jak prawdziwy skarb i po każdej podróży odhaczałem w nim miejsca, które udało mi się zobaczyć. Najpierw w Polsce a potem w Czechach, Francji, Hiszpanii, Anglii, Austrii, Holandii i Egiptu. Na te najbardziej egzotyczne podróże musiałem poczekać jeszcze 20 lat bo dopiero po latach udało mi się zrealizować marzenia małego chłopca i polecieć do USA, Kenii, Singapuru i Tajlandii. Potrafiłem godzinami przeglądać ten album za każdym razem odkrywając go na nowo. W jednym z rozdziałów aktorka opisywała w nim jak podróżując po Azji postanowiła skorzystać z okazji stop-over’u i polecieć do Rarotonaga jednej z Wysp Cooka.

Było to najbardziej egzotyczne miejsce jakie moja wyobraźnia potrafiła wtedy zwizualizować, z wypiekami na twarzy czytałem o wyspie, przepięknych plażach, palmach, o tym jak otwierać kokosy spadające z palm oraz o jakiejś kobiecie nazwisku Sobieski, która zamieszkiwała wyspę na pośrodku oceanu. Trzy dekady później i ja wylądowałem na lotnisku Avarua na Rarotonga z wypiekami na twarzy oczekując jak spełnia się tamto marzenie.

Opublikowano podróże | Otagowano , , , , | Dodaj komentarz

Christchurch – Auckland

Wieczór wcześniej przyleciałem do Auckland i zatrzymałem się w Novotelu przy lotnisku. Nadeem obiecał wpaść do mnie wieczorem, bo na weekend leciał do Sydney i nie mielibyśmy już okazji ponownie się spotkać. W samolocie uciąłem sobie godzinną drzemkę więc gdy lądowaliśmy byłem lekko rozespany. Oczekując na bagaż przeżyłem chwile zawahania, bo wydawało mi się, że Air New Zealand zgubił mój bagaż. W Christchurch sam go nadałem, przytwierdziłem naklejki ale coś krzywo mi to wyszło a potem wpadłem w panikę, bo walizę rzuciłem na taśmę a zapomniałem o naklejce w kwitem bagażowym. Dopiero potem przypomniałem sobie, że tutaj nie naklejają jej na bilet, bo numer bagażu drukuje się automatycznie na karcie pokładowej. Gdy wszyscy pasażerowie odebrali swoje bagaże a mojego wciąż nie było widać, zacząłem nerwowo rozglądać się za stoiskiem Lost & Found, już miałem tam iść, zgłosić zagubienie gdy wyjechała moja walizka. Nie wiem co bym zrobił gdyby okazało się, że zgubili mi bagaż. Mój plan podróży jest bardzo napięty i gdyby teraz zgubili mi torbę nie wiem gdzie na lotnisku miałbym zrobić zakupy najpotrzebniejszych rzeczy. 

Wzrokiem przywołałem dwóch policjantów i zapytałem jak mam dojść do hotelu, bo nigdzie nie widziałem żadnych znaków ani informacji. Jeden grubasek próbował wysłać mnie tam autobusem za 6 dolarów a dopiero po chwili poprawił się, że przecież hotel znajduje tyłu terminalu międzynarodowego, ale i tak powinienem wziąć autobus bo pieszo będzie to dobre 600 metrów czyli jakieś 20 minut wg jego kalkulacji. Uhm, uśmiechnąłem się tylko, podziękowałem za pomoc i…poszedłem pieszo bo Nowozelandczycy nawet do własnego ogrodu skłonni pojechać są  autem….

Nadeem zjawił się punktualnie o 20., w swoim nienagannym, mocno przylegającym do atletycznego, ciemnobrązowego ciała ubraniu, argentyńskiego gracza polo wyglądał bosko, zmierzyłem go od stóp do głów i od razu nabrałem ochoty go rozebrać i skonsumować, poszliśmy jednak na drinka do baru, gdzie opowiedział mi o tym, że planuje zrezygnować z funkcji CFO i przenieść się do Anglii albo Australii. Jeśli wszystko ułoży się po jego myśli, fidżyjski syn wyspy i potomek ludożerców jak czule go nazywam, przeniesie się do Europy i będziemy mogli się odwiedzać.

Opublikowano podróże | Otagowano , , | Dodaj komentarz

Malowniczą trasą do Mt. Cook

Punktualnie o 7.30 zjechałem windą do całkiem okazałej jak na Novotel recepcji. Kierowca już na mnie czekał, miał na imię Dave, po akcencie poznałem że był Kiwi, zaprowadził mnie do zaparkowanego przed wejściem do hotelu vana i przedstawił pozostałym uczestniczkom wycieczki – dwóm Niemkom z Bonn.

Wspomniałem jaki to niesamowity fart, że oboje zaplanowaliśmy wycieczkę do Mt. Cook w tym samym czasie, bo było już po sezonie i biura praktycznie nie organizowały niczego prócz oglądania wielorybów albo jazdy quadami. Dave przyznał mi się potem, że dziewczyny wykupiły jeszcze dwie inne wycieczki i biuro nie chciało stracić okazji do zarobienia dodatkowych pieniędzy, dlatego też zaraz przypomnieli sobie o mnie stąd wczorajszy mail w ostatniej chwili…

Nim zaczęliśmy kierować się drogą na południe staliśmy trochę w korku, przewodnik zabawiał nas rozmową opowiadając o tym jak wygląda tu życie. Urodził się tutaj, tutaj skończył szkołę, przez kilka lat mieszkał w Japonii gdzie nauczył się japońskiego. Razem z żoną i dwojgiem małych dzieci wrócili do Christchurch, zbudował dom, dzięki regularnemu napływowi turystów zatrudnił się w biurze i bardzo przydała się znajomość japońskiego, bo większość stanowiły grupy z Kraju Kwitnącej Wiśni. Poza sezonem jeździł tirem i bardzo mu taka praca odpowiadała.
Nowa Zelandia to głównie niesamowite przestrzenie, krowy i owce, pastwiska, gdzieniegdzie stojące domy bogatych farmerów. Między domami stawia się olbrzymie żywopłoty, bo bez nich wiatr hulałby tutaj, że wypizgałoby każdego kto odważyłby się wyściubić nos za drzwi ciepłego domu. Życie tutaj wydaje się być bardzo spokojne przewidywalne i monotonne – dla młodych aż za spokojne dlatego uciekają do metropolii Wielkiej Brytanii lub Australii. Wszyscy się tutaj znają, żyjąc w swoich małych komunach. Każde małe miasteczko przez które przejeżdżaliśmy miało swój supermarket, lokalną galerię albo muzeum, warsztat i salon samochodowy, oraz sklep z artykułami rolniczymi. N u d a jak dla mnie, ale to kwestia gustu.

Dave opowiedział  jak wyglądało miasto i okolice po trzęsieniu ziemi, jak cudem ocalał jego autobus, który kupił po powrocie z emigracji, o tym że jego nowowybudowany dom został tylko nieznacznie dotknięty kataklizmem oraz kto wzbogacił się najbardziej na tej tragedii. Okazało się hydraulicy mieli pełne ręce roboty by doprowadzić domy i mieszkania do stanu używalności sprzed trzęsienia. Wielu z nich po kilka miesięcy pracy wyjechało z salonu nowiusieńkimi mercedesami, audi i bmw.
Nim dojechaliśmy do Mt. Cook zatrzymywaliśmy się parokrotnie w różnych takich mieścinach, w punktach z widokiem na piękne mleczno-niebieskie jeziora polodowcowe czy lodowce. Pogoda zmieniała się nieustannie, w ciągu godziny mieliśmy cztery pory roku ale tutaj to standard. Ile razy podróżuję po Nowej Zelandii myślę o Ani S., której marzeniem jest kiedyś tutaj przylecieć. Nowa Zelandia rzeczywiście ma w sobie coś z Norwegii oraz Islandii i dostrzegam coraz więcej szczegółów, które utwierdzają mnie w tym przekonaniu.

Opublikowano podróże | Otagowano , , | Dodaj komentarz

Christchurch – dzień pierwszy

Najpierw 4 godziny pociągiem do Frankfurtu, potem 13 godzin w samolocie do Singapuru, czterogodzinny postój a potem jeszcze 10 godzin Singapore Airlines do Christchurch. Opatentowany przy okazji podróży do Australii patent na znośny jet-lag znowu się sprawdził. W drodze do Singapuru prawie nic nie jadłem prócz mini sałatkowej przystawki i kieliszka wina, samolot startował o 22. zaraz po starcie rozłożyłem łóżko, włożyłem stopery w uszy, nałożyłem klapki na oczy i poszedłem w kimono. Rano nie zjadłem śniadania, wziąłem łyk herbaty a potem przegłodziłem się w loungu na lotnisku Changi. Efekt zadziałał, bo gdy tylko wyruszyliśmy w ostatni odcinek podróży byłem głodny nie na żarty i bez żadnych wyrzutów wpakowałem w siebie najpierw chicken satay a potem talerz pierogów dim sum i kilka kieliszków wina a gdy dotarłem już do hotelu byłem znowu głodny, ale znowu przegłodziłem się do rana. Dzięki temu zabiegowi po przylocie do Nowej Zelandii przespałem prawie całą noc i nie czułem się niedobrze.

Uprzejmy kierowca zawiózł mnie z lotniska do Novotelu po drodze opowiadając albo pokazując co ciekawsze atrakcje miasta i okolic. Usłyszałem o dwóch trzęsieniach ziemi, które nawiedziły to miasto i pierwsze raz na oczy zobaczyłem widok zranionego miasta. Pierwsze wrażenie było jakby miasto dopiero co się zaczęło budować. Christchurch to jeden wielki plac budowy, miałem wrażenie, że sprowadzono tutaj wszystkie dźwigi Dubaju, by odbudować zniszczone kataklizmem miasto.

Dotąd Christchurch kojarzyło mi się z architekturą rodem z Wysp Brytyjskich, neogotycką katedrą, klimatycznymi pubami otwartymi do późna, malowniczą okolicą – swoistą bramą do krainy Hobbita czy innych elfów. Ślady trzęsienia ziemi widać na każdym kroku a nawet jeśli nie na pierwszy rzut oka to zaraz gdzieś znajduje się wiszące wycinki gazet albom zdjęcia miejsca z dnia katastrofy dokumentujące co wydarzyło się tutaj w 2011 roku. Miasto do tej pory nie podniosło się z tej tragedii. Z hotelowego tarasu oglądałem niegdyś okazały budynek katedry – dziś porozrzucane kamienie, taśmy i rusztowania, koparki, sterty gruzu i przerażająca wyrwa wewnątrz budynku – takiego widoku spodziewałbym się bardziej po Belgradzie albo innym bałkańskim mieście. Nawet statki z turystami przypływają tutaj rzadziej a mniejsza liczba odwiedzających turystów odbija się na życiu lokalnych ludzi i biznesu.


W hotelu Montreal spotkałem Polaka, który pracował tutaj jako barman. Przysiadłem przy barze, zamówiłem kieliszek rumu i postanowiłem posłuchać czyjejś historii. Narzekał trochę, że miasto jest przeraźliwie nudne, że po 17. wszystko jest już pozamykane nawet restauracje czy bary.

Niespodziewanie dostałem maila z agencji, w której dwukrotnie wcześniej próbowałem zarezerwować wycieczkę do Mt. Cook, udało im się skompletować grupę i jutro o 7.30 wyruszam zobaczyć jedną z najbardziej malowniczych tras tudystystycznych świata.

Opublikowano podróże | Otagowano , , | Dodaj komentarz

W poszukiwaniu wszystkiego

Ostatni rok był dla mnie bardzo burzliwy, nastąpiło wiele zmian w życiu zawodowym, zniknęła K, L, i GH, zniknął mój dział i zmieniła się moja rola, przestałem lubić to co robię, z tygodnia na tydzień narastał we mnie bunt. Pośród tej burzy starałem się pozostać spokojny i zrównoważony, nie podejmować pochopnych decyzji i nie zmienić niczego na hurra, nieustająco szukając sposobu by jakoś przeczekać ten nieznośny dla siebie okres.
Część tego spokoju zawdzięczałem sobie bo jestem w odpowiednim dojrzałym wieku, jestem we właściwym, szczęśliwym, ustabilizowanym związku, potrafię powiedzieć nie nawet gdy ktoś otwiera przede mną nowe możliwości, o których inni marzą bylebym zgodził się zrobić to o co mnie proszą. Zabezpieczony wewnętrznym spokojem, oraz niesamowitą ilością wsparcia ze strony M, któremu mogę być tylko wdzięczny że mnie w tym wszystkim wspiera.
Uważam że taki kontrolowany okres szaleństwa wyjdzie mi tylko na dobre, nie jest to ucieczka ani obłęd, obłęd był raczej wcześniej w pracy i teraz nareszcie mogłem się z niego wyrwać. Jestem szczęściarzem, że mogę się w taką podróż wybrać, powinienem codziennie całować za to ziemię – jestem w uprzywilejowanej sytuacji i doskonale zdaję sobie z tego sprawę. Liczę na to że kiedyś w przyszłości gdy będę wracał do tych notek dojdę do tych samych wniosków, jakim to byłem szczęściarzem mając czas, dość swobody, pieniędzy i zdrowia by poobijać się kilka miesięcy po całym globie, uczyć się języka, zastąpić wszechobecną dotąd presję wolnością nowej przestrzeni i po prostu cieszyć się życiem. Od przyjaciół często słyszę, że chcieliby zrobić to co ja planuję zrobić, dosłownie wejść w moje życie, bo według niektórych jestem urodzony w czepku.
Zamierzam regularnie pisać o tej afirmacji życia, bo inaczej o wielu rzeczach zapomnę, o tej dekadzie wiecznych podróży i poszukiwań. Zapamiętujemy rzeczy tylko w sensie ogólnym, intymne szczegóły wyparowują z pamięci, a ja chcę pamiętać niecodzienne smaki, nowo poznanych ludzi, rozmowy, miejsca, subtelności i widoki. Pierwszy przystanek w poszukiwaniu wszystkiego – Christchurch.

Opublikowano podróże, praca | Otagowano , , , | Dodaj komentarz

This is it

This is it – W zeszłym roku w marcu usłyszałem te słowa od K. na pożegnanie, potem w maju zwolnili G.H i zostałem sam. Dziwne to uczycie po raz ostatni wychodzić z biura, do którego przychodziło się przez ponad 9 lat, w ostatnim tygodniu miałem świadomość, że każda chwila jest tą ostatnią. Razem z Bianca i Audrey urządziliśmy sobie pożegnalne lunch party w sali konferencyjnej na 4p, nie mogło zabraknąć butelki szampana z czym musieliśmy się trochę kryć w końcu wciąż byliśmy jeszcze w pracy. Pożegnalne przyjęcie niespodzianka, które zorganizowali dla mnie L i V. było okazją by po raz ostatni spotkać się z ludźmi, z którymi pracowałem na co dzień, były przemówienia, wspomnienia, dużo śmiechu, prezenty. Bianca i Bettina zgodnie przyznały, że mogło być znacznie gorzej, nie było korpo szopki ani sztucznych uprzejmości, nawet dyrektorka mnie wyściskała.

Wróciłem do domu, M. był jeszcze w pracy, otworzyłem butelkę wina i nawet nie wiem kiedy ją skończyłem, zmęczony położyłem się  spać.

Uświadomiłem sobie jaki kawał świata zobaczyłem przez tę ostatnią dekadę. Po raz ostatni wyszedłem na taras zapalić papierosa, po czym spakowałem swoje rzeczy i ostatecznie zamknąłem za sobą drzwi.

167-102

Opublikowano praca | Otagowano | Dodaj komentarz

leaving

Dear All,

Feeling a little bit like a „monument”, after almost 9 years in eB, it’s time for me to change. I shall be leaving eB on the 29th of April I am going to take a little time off to find my next role. Looking forward to the future, I cannot and do not want to forget the past, I arrived as a novice and I believe that today I am a professional – primarily as a result of the personal attention, tutoring and opportunities that I have received from eB, my life-changing superiors and peers.

Bla bla bla…

“I’m so sorry to hear you are leaving… You are my only point of contact with the hotel/travel industry. I want to say thank you for all the support you have offered me over the years.  It’s been great working with you. Wishing you all the very best in whatever it is you will do next.  No matter what it is you’ll do just great. Thank you and all the very best.”

PC Dublin

“I must say it is not nice to see people leaving which are almost an inventory of eB .. but I can really understand your ambitions to see something else in your live! I really hope we will have a chance to see us again.. no matter when it is, but once in our live. Would love to see some post cards from your overall trips or just send us some fotos. Have the best time in your life  – All the Best!”

PG Berlin

“I did not know that you were leaving… it is a sad day for us. I wish you all the best and hope to see you again. Do you plan to stay in Switzerland at this time? Thanks for showing me the ropes with T&E all those years ago in AP, fond memories filing all of those reports and recipes J I hope you have a good last day here. Stay in touch.”

JL Bern

“Unfortunately, I could not attend your farewell. I nonetheless wish you all the best, it was a pleasure working with you. Enjoy your time off and take a good decision! Cheers”

IZ Bern

“WoW. I am speechless.”

JB Bern

“Awww! Bye dear, P!! If you’re on FB, you should add me, we can keep in touch. Sounds like a brave decision to leave and I’m sure it will work in your favor! Taking the time to figure out next steps is so helpful to clear the mind and not everyone takes it…sounds like you are heads ahead of the game on this 😉 Hope to see you in the summer for a beach drink!!”

EE Bern

“Bye bye P,  Very sorry to see you go and I wish you all the best for the next journey.    Still cant spell your last name 😉  thank god for the email directory! Warmly”

DB Bern

“I just wanted to let you know how very much I enjoyed working with you over these last 2 years. Thank you for your knowledge, insight and support of the travel program.  As well as your humor and sharing of your brilliant personality!  I loved hearing about all your travel holidays!  The travel industry is very small, and so I’m hopeful that our paths will cross again and we will have the opportunity to work together again! Please do stay in touch, and let us know where you land.  And please know, should you come to the West Coast, I live at the beach and I like visitors!  Do let me know when you’re in town, and we can get together. All my best”

KB San Francisco

“Great e-mail! I wish you the best in Polynesia and all other places you will visit, and for your next professional journey!”

SM Bern

“Thanks for all of your help.  Best wishes to you in your new endeavours!  Stay in touch!”

JA Philadelphia

“Good luck and good wishes in your new stage, work and personal. It’s been a pleasure working with you over the years, always willing to help and collaborate with me, much appreciated. Best regards”

CG Madrid

“What a shame, you have managed to escape at last! Well good luck sir, it has been an absolute pleasure. Many thanks”

CB Glasgow

“What a message, it’s really sad to hear after all this years! Thanks for all the good collaboration and your support. For the future I wish you a lot of luck, a new exciting job and maybe we will meet again at another stage, who know’s?!? Best greetings from Berlin”

CF Berlin

“I will always remember how valuable and involved you were during the Iceland volcanic ash fall! (good fella) Any way…it’s been my pleasure to work with you and wish you safe travels!  KM and I will have lunch today and catch up a bit. Ps. Btw, I will be traveling in Bangkok & Phuket in Jan 2-9 2017“

CB San Jose

“We have only worked with each other for a short time….however in this short time it has been an absolute privilege and pleasure working with such a knowledgeable professional.  I sincerely wish you all the best in your personal and professional endeavours. Until we meet again. Kindest regards”

AMW San Jose

“Cześć. I enjoyed getting to know you and the time we were working together. I am very sad about the stupid mistake I did. I paid a high price – I lost a friend. I  wish you all the best for your future.”

SD Berlin

“When I read your email I was crying with one eye and if I think about that you will not be here in a few months anymore I need to cry again. eB without you seems to be unbelievable for me at the moment. Ps for me is eB and eB is you. You are right eB never been the easiest client but as well never the most difficult one but the EMEA TM was always great and a pleasure to work with. I am dealing with a lot of TMs and a lot of them are not that great as you are and we would be lucky only dealing with TMs your size. I pray and wish for you that you find a new job in the travel industry and hopefully as TM and it would be  great pleasure working together with you in the future in any other company across the global as you are great and this must be said very open. eB lost already a lot of knowledge about their program when they laid off KM, LH and GH and they will be lost with nothing after your gone and this is soon. I really enjoyed and it was a pleasure working with you over the past 9 years and I will miss our relationship very much but I fully understand your point and decision leaving the company but I hope that we still will keep in touch on a private level. I really can’t believe your leaving but that’s reality now. I will always remember with a smiling face our relationship. Thanks for the invitation and let’s have a great last evening before we see each other again in different roles! Best regards”

RR Nurnberg

Opublikowano praca | Otagowano | Dodaj komentarz

bliskie relacje

W każdej bliskiej relacji, nie tylko w związku, występują drobne zachwiania równowagi. Jednej stronie zależy bardziej niż drugiej. Jedna daje z siebie trochę więcej, druga trochę więcej bierze. Czasami ta zależność się odwraca, strony zamieniają się rolami, ale właśnie ten brak symetrii jest gwarantem trwałości układu. Taki związek doskonały, w którym obie strony są zaangażowane w jednakowym stopniu jest niemożliwy i utopijny. Niedoskonałość i potrzeba dążenia do jej wyeliminowania jest motorem wszelkiego działania. Doskonałość jest martwa, przeto nudna.

Często miewam poczucie trudnej do wytłumaczenia tymczasowości. Wszystko wydaje się takie letnie, niby się nie kłócimy, ale też nie widzimy euforii. Coś jakby dwie osoby, które idą obok siebie, ale nie idą razem.

Opublikowano praca | Otagowano | 1 komentarz

Deja vu

Wyszedłem dzisiaj wcześniej z pracy, żeby zdążyć na samolot. Lecę na weekend do Warszawy spotkać się z P&E. Wychodząc z biura upewniłem się, czy o niczym ważnym nie zapomniałem, miałem ze sobą laptop, iPad, iPhone, klucze, portfel, walizkę, płaszcz i dokumenty. Czekając na tramwaj na Helvetiaplatz przypomniało mi się jak ponad 9 lat temu czekałem na tym samym przystanku wychodząc z ostatniego interview mojego przyszłego pracodawcy. Wtedy też miałem ze sobą walizkę, laptop, komórkę i płaszcz – spieszyłem się na powrotny samolot do Wrocławia.

Dziś nie byłem już tamtym wystraszonym młodym chłopakiem, który marzył aby dostać tutaj prace i zamieszkać w Szwajcarii. Patrząc na przedmioty, którymi otaczałem się kiedyś a dziś osiągnąłem materialny sukces. Zmieniły się tylko marki i liczba zer na koncie. Nie zmienili się tylko przyjaciele. Spełniłem wiele niewypowiedzianych marzeń małego chłopca.

Tutaj spotkałem miłość swojego życia.

Zaznałem w życiu dużo szczęścia.

Opublikowano emigracja | Otagowano , , , | Dodaj komentarz

Emergency alert

Akurat zbieraliśmy się z M do wyjścia, pamiętam, że opornie mi to szło bo wciąż czułem skutki wczorajszej kolacji zakrapianej zbyt dużą ilością wina i sake. Trochę kręciło mi się w głowie i pilnowałem się by nie wykonywać żadnych gwałtownych ruchów. Wyszliśmy z pokoju, wcisnąłem guzik od windy, kątem oka obserwując przez szybę niesamowicie prezentującą się z góry architekturę Osaka Garden. Nagle poczułem się jakby ziemia usuwała mi się spod stóp, poczułem jak się chwieję a zawartość żołądka podchodzi do gardła. Popatrzyłem ukradkiem na M. czy tego nie zauważył ale i on wydawał się czymś poruszony. Chwiała się podłoga a wraz z nią cały budynek… Zamiast zejść po schodach wsiedliśmy do windy wdając się w rozmowę z przypadkowymi gośćmi o tym, że chyba było to trzęsienie ziemi. Po kilku minutach dostałem niezrozumiały sms od japońskiego operatora komórkowego. Wrzuciłem go w tłumacza google i okazało się, że południowo-wschodniej części Japonii zatrzęsła się ziemia a skutki odczuwalne były w samej Osace. Wysłałem rodzicom wiadomość, o tym co nam się przytrafiło, ale matka wzięła to za prima aprilisowy żart. Dopiero jak usłyszała o tym w TVN24 zadzwoniła sprawdzić co u nas.

Opublikowano podróże | Otagowano , | Dodaj komentarz