I am getting married

Nigdy nie zależało mi na prawnym usankcjonowniu naszego związku. Popieram idee związków partnerskich, ale nigdy wcześniej nie zaprzątałem sobie głowy tym tematem. Związki męsko-męskie z definicji wydawały mi się bardzo nietrwale, idea ślubu była tylko kolejnym widzi misie tęczowego polswiatka, taka zachcianka gejowskiej propagandy w celu zrównania praw mniejszości. Osobiście nie widziałem potrzeby  posiadania papierka.

W zeszłym roku koleżanka z pracy niechcący podrzuciła mi ten pomysł i im dłużej zacząłem o tym myślec tym bardziej wydawało mi się to naturalna koleją rzeczy w mojej relacji z M. Z jednej strony nasz związek jest bardzo sterylny, z drugiej bardzo się kochamy i przyjaźnimy i trwa to juz ponad 7 lat.

M. pierwsza propozycje oświadczyn odrzucił. Pamietam byliśmy na plaży Punta Arenas w Salento, kąpaliśmy sie w morzu, znalazłem odpowiedni moment a on mi mówi „a na co nam to”. Bardzo romantyczne to było, gola dupa w pysk jakbym dostał, myślałem ze się  zapadnę pod ziemie ze wstydu, złamas jedenśmiał  mi powiedzieć „nie”. Może zabrakło wtedy pierścionka?

Dodaj komentarz

Biurowe roszady

Moja koleżanka – Segolene w listopadzie złożyła wymówienie. Rozmowy z managementem niczego nie zmieniły, wciąż musiała pracować po 14-15 godzin na dobę, dodatkowo w soboty a czasem nawet w niedziele (zamkniecie roku). Cotygodniowe pogadanki z przełożoną niczego nie wniosły, nie poprawiły sytuacji w pracy, w kółko obiecywali że wszystko wróci do normy, żeby była cierpliwa, ale sytuacja nie zmieniała się od roku. Znalazła więc sobie inną pracę w Zurychu.

Firma nie poszła jej na rękę z niczym, dyrektorka strzeliła focha i przestała się do niej odzywać, od tej pory stała się persona non grata, nie pozwolili jej nawet wykorzystać zaległego urlopu, musiała pracować do końca.

Po 1,5 miesiąca od wypowiedzenia wysłała zwolnienie lekarskie, bo miała po dziurki w nosie tej chorej atmosfery, po za tym chciała odpocząć nim zacznie nową pracę.

Natychmiast zablokowali jej wejście do komputera, telefon i wszystkie inne dostępy. Nawet pożegnalny lunch został anulowany, bo dyrektorka nie miała ochoty się z nią żegnać.

Segolene pojawiała się niespodziewanie w biurze w środę, całym zespołem zabraliśmy ją na lunch do Luce, bez dyrektorki i managerów i było to najbardziej spoko pożegnanie na jakim byłem, bez sztucznej egzaltacji, zwiędłych habazi i korpo gadki.

Ja też narzekam na brak work-life balance po tym jak rozwiązali nasz dział, zwolnili K i GH. Dlatego mam dość. Może nie mam rodziny i dzieci, ale na pewno nigdy nie było moim marzeniem notorycznie przesiadywać od rana do nocy w biurze. Siłaczką nie jestem.

Opublikowano praca | Otagowano | Dodaj komentarz

Luc

Moj szef się wyrobił, a może w końcu się dotarliśmy, bo coraz mniej działa mi na nerwy, zaczęliśmy nawet żartować, chodzić razem na lunche a on przestał wtryniać nos w nie swoje sprawy, zaczęliśmy pracować jak zgrany zespół, wyprzedzam jego myśli, co niejednokrotnie zdążył głośno przyznać, ku uciesze moim i mojej dyrektor.

Od listopada wprowadzam w życie swój plan, odkąd zdecydowałem się odejść z pracy łatwiej przychodzi mi pogodzić się bylejakością naszej codziennej pracy i ciągłego rewidowania projektów, które przypomina nadmuchiwanie dziurawego materaca. Z niczym nie posuwamy się do przodu, nie dostajemy budżetu, ale mój szef wydaje się tym nie przejmować, blokują jeden projekt on wynajduje dwa inne i tak od roku. Mam dość tej huśtawki i przerzucania mnie jak worka z projektu na projekt: travel, AP, Payrol, GL, expenses, IT mam tego po dziurki. Planowałem powiedzieć mu o swoich planach dopiero w lutym, ale uprzedził mnie zapraszając niespodziewanie na pogadankę. Drążył temat tak długo, że nie opłacało mi się dłużej wmawiać mu że wszystko jest ok a potem rzucać wypowiedzeniem, wyszedłbym na idiotę.

Przyznał mi rację, był bardzo wyrozumiały, zapytał co mógłby zrobić żebym został, potem żebym wrócił, na koniec zaproponował referencje i pozostanie w kontakcie. Kto wie, może spotkamy się kiedyś w innej firmie. Miłe to było i bardzo profesjonalne. Poszedł mi na rękę i zgodził się zastąpić mnie przez cały luty w pracy kiedy ja będę „na chorobowym”. Ja będę woził się po świecie a on będzie płodził maile i gasił pożary.

Otagowano | Dodaj komentarz

powtórka

K. wróciła dziś do pracy po raz pierwszy po urlopie macierzyńskim. Wyszliśmy na taras na papierosa zaraz po tym jak odbyła rozmowę ze swoim przełożonym. Kutas pozostanie kutasem i nic tego nie zmieni, ale gdy zakomunikowała mi, że późnym popołudniem ma rozmowę z senior dyrektorem czułem, że coś się święci, tylko jej o tym nie powiedziałem.

10 minut przed moją prezentacją zakomunikowała mi, że została zwolniona, samotna matka wychowującą dwoje małych dzieci. Pierdolone sukinsyny, żeby ich wszystkich kurwa pogięło.

Dodaj komentarz

Koniec roku 2015

główną cechą mojego charakteru jest: niezmiennie potrzeba planowania i dążenie do samowystarczalności, chęć zobaczenia wszystkiego i bycie wszędzie jednocześnie
cechy, których szukam u mężczyzny: zaradność, zdecydowanie, czułość, cierpliwość, partnerstwo na dobre i na złe, ciało i uroda, by sprawiał że stałbym się lepszym człowiekiem
cechy, których szukam u kobiety: inteligencja, zdecydowanie, uroda
co cenię najbardziej u przyjaciół: że są przy mnie nie za coś a pomimo czegoś, że rozumieją, gdy zdarza mi się im czegoś odmówić, że mogę rozmawiać z nimi na każdy temat
moja główna wada: natura tułacza, nieumiarkowanie w jedzeniu i piciu, czasami oderwanie od rzeczywistości, seksoholizm, lenistwo w uczeniu się włoskiego i niemieckiego, siedzący tryb pracy
moje ulubione zajęcie: planowanie podróży, spełnianie marzeń, latanie samolotem, surfowanie po necie, pozadomowe rozgrzewające igrzyska za pieniądze, kupowanie bliskim prezentów
moje marzenie o szczęściu: brak popędu seksualnego, zobaczyć wszystko, co warte jest zobaczenia, by móc spokojnie skoncentrować się na pracy, zdrowie i samowystarczalność
co wzbudza we mnie obsesyjny lęk: stagnacja, rutyna, samotność, starość, choroba, bezsilność, brutalna agresja, bycie zależnym od innych
co byłoby dla mnie największym nieszczęściem: życie bez podróży, choroba, bieda, ubezwłasnowolnienie, zależność od kogoś
kim (lub czym) chciałbym być, gdybym nie był tym, kim jestem: nie wiem, będę się miał czas zastanowić się nad tym w 2016, ale chciałbym być lepszym człowiekiem
kiedy kłamię: często nie przychodzę do pracy i uciekam z domu, mówię wtedy po włosku, angielsku lub polsku , z czasem zaczynam wierzyć w te kłamstwa,
słowa, których nadużywam: ja pierdole, what the fuck
ulubieni bohaterowie literaccy: Lisbeth Salander
ulubieni bohaterowie życia codziennego: Marco, Zero, Lucia, Franco, Alicja, Audrey, Bianca
czego nie cierpię ponad wszystko: systematyczności, czasem tego co wyprawiam, u innych braku zdecydowania, prostactwa, pozerstwa i niepotrzebnej bufonady, polskiej małostkowości i kompleksów, mojego szefa i mojej roli
moja dewiza: chwytaj czas póki go jeszcze masz, you cant fix inside with the outside
dar natury, który chciałbym posiadać: wieczną młodość, płaski i owłosiony brzuch, oliwkową skórę, brak egoizmu i dumy
jak chciałbym umrzeć: szybko, nagle, bez bólu najlepiej we śnie i przed 50.
obecny stan mojego umysłu: lekkie znieczulenie szampanem w Manili
błędy, które najłatwiej wybaczam: wciąż przesuwam granicę tolerancji
największa porażka: nawrót choroby, brak ruchu

Dodaj komentarz

Kolejne dni

Nasz opiekun z CWT, na co dzień urzędująca w Singapurze, przyleciała tutaj do rodziny na święta. Od słowa do słowa zgodziła się spotkać ze mną na kawę w hotelu w Makati. Późnym popołudniem wsiadłem w hotelową taksówkę i pojechałem do ShangriLa. Hotel wyglądał imponująco zarówno na zewnątrz jak i w środku. Po środku foyer stało kilka gigantycznych choinek, wszystkie jednakowo obwieszone złoto-czerwonymi bombkami i kokardami. Wśród gości przeważali Amerykanie, jednakowo wszyscy nosili się elegancko, co trochę mnie odstraszało, bo nie wyobrażałbym tutaj siebie swobodnie spacerującego w klapkach i szortach. Nie chciałem się spóźnić, bo korki w Manili to standard, dlatego przyjechałem 20 minut przed czasem. J. już na mnie czekała. W przeciwieństwie do GH, którą kiedy poznałem wystraszyłem próbując ją pocałować w policzek, J była bardziej bezpośrednia, wyściskała mnie i wycałowała jakbyśmy byli najlepszymi przyjaciółmi. Szybko przełamaliśmy pierwsze lody a potem  rozsiedliśmy się w wygodnych fotelach na wprost sceny, gdzie specjalnie wynajęta przez hotel grupa muzyków przygrywała na skrzypcach świąteczne szlagiery.

Rozmawialiśmy o pracy, kontraktach, ale też o życiu w Manili i w Singapurze. Znaleźliśmy miedzy nami mnóstwo podobieństw, oboje przeprowadziliśmy się z biednego do bogatszego kraju, pozostawiliśmy nasze rodziny i przyjaciół i musieliśmy nauczyć się zasad panujących w nowym otoczeniu. Pod względem nakazów i zakazów Szwajcaria i Singapur idą łeb w łeb. Choć parę razy miałem ochotę wtajemniczyć J. w swój plan, powstrzymałem się jednak, nie chciałem psuć tak miłego spotkania.

Opublikowano podróże | Otagowano , , | Dodaj komentarz

Pozycja łuk

Podróżując po Azji często decyduje się na spędzenie całego dnia w spa albo przynajmniej na jakiś pojedynczy masaż. Czasem wykupuje cały pakiet ze scrubem a czasem zamawiam sobie masaż osobno do pokoju. Masażystów i masażystek przerobiłem wiele i na palcach jednej ręki mogę policzyć takich, którzy naprawdę byli dobrzy. Bo nie chodzi żeby mnie pomiziać, pomacać i oklepać, ale o doznania na granicy bólu i przyjemności. Niestety często trafiałem na kogoś, kto głównie uprawiał macanki tudzież proponował niespodziankę w postaci czochrania szpaka albo obciągania laski. Wczoraj znowu poznałem kogoś, kto znał się na rzeczy: leżąc na brzuchu skrzyżował mi nogi w kolanach i uniósł je do góry, po czym kazał chwycić go za ręce i uniósł do góry cały mój tułów. Początkowo ból, odgłos trzaskanych stawów i kości ale potem najprzyjemniejsza błogość na świecie. Miałem wrażenie ze oderwał od kości każdy pojedynczy mięsień, odkręcił, rozluźnił i włożył z powrotem na miejsce. Wyżymał mi plecy łokciem a potem przedramieniem kilkakrotnie przejechał po nich jak walcem. Kilka razy zawyłem z bólu, ale na drugi dzień czułem przyjemne zakwasy i bylem jak nowo narodzony.

Opublikowano podróże | Otagowano , | Dodaj komentarz

Na ostrzu noża

M. znowu funduje mi powtórkę z rozrywki. Kilkanaście tygodni temu znalazł ofertę sprzedaży restauracji w Bernie i od tamtej pory nie mówi już o niczym innym. Skontaktował się z agencją pośredniczącą i początkowo nikt nie traktował go poważnie, bo agent nie mówił po włosku. Dopiero po jakimś czasie znalazł się ktoś, kto byłby wstanie go zrozumieć, ale już po pierwszej rozmowie zbyli go, gdy dowiedzieli się ile ma pieniędzy. M. wcale się tym nie przejął, przeklinał agencję i ludzi tam pracujących, że nikt nie odpowiada na jego maile, które nota bene pisał, ale po włosku…

W międzyczasie podczas wyjazdu do Dijon skumał się z kolegą z pracy, czy ten nie myślał nigdy o otwarciu własnego biznesu. Niczego niespodziewający się Antonio przytaknął mu z aprobatą, chwaląc talent kulinarny M. i jego niekonfliktowość w pracy, przy kolacji i butelce wina obaj rozprawiali jakby to było mieć własną restaurację i jakby mogła ona wyglądać. Jak dla mnie było to takie typowe gdybanie, bez żadnych konkretnych ustaleń czy rozmowie o możliwościach finansowych obu panów. W kilka dni po powrocie z Dijon M. powrócił nagle do tematu i poprosił Antonia, aby ten wszedł z nim w spółkę i zainwestował 30 tys. franków we wspólną pizzerię. Antonio nie spodziewał się, że to o czym tylko teoretyzowali i w dodatku nie całkiem na trzeźwo może zamienić się tak szybko w konkretną propozycję współpracy. Byłem przy ich rozmowie, obiecał że się zastanowi, ale widać było że podchodzi sceptycznie do tego pomysłu, wił się jak wąż nie wiedząc jak wyjść z tej sytuacji i nie zrazić do siebie M. Im bardziej M. naciskał tym większych doszukiwał się braków i potencjalnych problemów w byciu wspólnikiem i całym tym projekcie. Jak dla mnie wyglądał jak uderzony obuchem, zaskoczony próbował się grzecznie wykręcić, ale gdy to nie zadziałało, odmówił wprost.

M. nie zraził się brakiem solidarności ze strony niedoszłego wspólnika, ani brakiem chęci niesienia pomocy celem wcielania w życie swojej idee fixe po czym zakomunikował, że kupi tę restauracje sam. Zdążyłem zaledwie wyjechać na święta do Polski a M. złożył wypowiedzenie w swojej restauracji i ma trzy miesięczny okres wypowiedzenia. W banku złożył formalny wniosek o pożyczkę na 50 tys. franków. Nie ma czym jej zagwarantować więc likwiduje swój fundusz emerytalny bo ponoć tak można. Ja mam mu dać 20 tys., drugie tyle ma zaoszczędzone. Restaurację chce mieć sam w Bernie, nie mówiąc słowa po niemiecku, planuje też być kucharzem, sprzątaczką, księgowym i kelnerem w jednym, bo nie stać go na zatrudnienie nikogo do pomocy.

Jestem zły za jego naiwność i beztroskę… Za rok będzie tonął w długach a ja się na niego wypnę.. Może jeszcze bank mu tej pożyczki nie przyzna to nie wpakuje się w kolejne kłopoty… Rozmawiałem z nim dziś przez telefon, powiedziałem, że nie podoba mi się ten pomysł, że żaden z jego dotychczasowych pomysłów nie wypalił a on musi zejść w końcu na ziemię, za co M. się na mnie obraził. Bo wszyscy jego przyjaciele mu dobrze życzą i chwalą za odwagę (brawurę) oferują pomoc jak będzie trzeba (z grzeczności) a ja uprawiam jedynie czarnowidztwo i w ogóle go nie wspieram (20 tys. rośnie na drzewach)… A ja mam wrażenie że jako jedyny jestem z nim po prostu szczery…

Złamas ze mnie? Nie sadzę. Zdarza się, jedna ze stron forsuje coś, nazywa wspólną decyzją, a po czasie okazuje się, że druga strona cierpiała, choć zapewniała, że wcale tak nie jest.

Otagowano , | Dodaj komentarz

Manila

W Manili było ciepło przyjemnie przynajmniej, kiedy wychodziłem ze zmrożonej klimatyzacją hali przylotów. Mój kierowca odnalazł się po kilkunastu minutach, musiałem wyjść na zewnątrz żeby znaleźć go czekającego z tabliczką z moim imieniem. W milczeniu zawiózł mnie do Sofitelu w Pasay. Miesiąc temu mieszkał tu Obama biorący udział w konferencji APAC. Przez kilka następnych dni  utrzymywała się taka sama pogoda, padało może z dwa razy w ciągu całego pobytu, dlatego właśnie grudzień i styczeń są najlepszymi miesiącami do odwiedzenia Filipin, to także czas, kiedy najwięcej par decyduje się na ślub i wesele.

Dostałem pokój na 6. piętrze z widokiem na miasto, jak zwykle magnifique, nic się tutaj nie zmieniło, dokoła tylko wszystko przystrojone noworocznymi dekoracjami i tysiącami lamp i świateł. Olśniewający bufet w Spiral skomponowany z 21 atelier cieszył oko wyglądem przypominającym francuskie boulangerie z wędlinami, serami, piekarnie pachnące przeróżnym pieczywem, między stolikami poruszała się dziewczyna na starodawnym rowerze oferując gościom poranną prasę – sielankowe obrazki.

Pojechałem do Mall of Asia największego centrum handlowego w Manili, liczyłem że zabawie tam dłużej ale po pół godzinie zorientowałam się, że nic tam po mnie, sklepów w bród, ale wszystkie oferujące jednakowa szmirę, pomiędzy nimi ulokowały się fast foody i kawiarnie, całość jednakowo w kiczowatych świąteczno-noworocznych dekoracjach.

Opublikowano podróże | Otagowano , | Dodaj komentarz

Katarem do Manili

Wczesnym rankiem w drugi dzień świąt wyjechaliśmy do Berlina. Zawsze chciałem polecieć Qatarem, ale nigdy jakoś się nie składało, tym razem zamiast wracać do Szwajcarii albo lecieć przez Hongkong łatwiej było dojechać do Berlina. Nie znoszę lotniska Tegel, odkąd termin otwarcia Brandenburgi przełożono na bliżej nieokreśloną datę w przyszłości i zamknięto Tempelhof, lotnisko szybko osiągnęło swa przepustowość i teraz przypomina jeden wielki skondensowany bałagan.

W samolocie do Dohy, siedziałem sam, mało spałem, drapało mnie w gardle i czułem się jakby rozbierało mnie jakieś choróbsko. Nowe lotnisko Hamad robi wrażenie pod względem architektonicznym i wprowadzonych nowoczesnych rozwiązań. Gdybym nigdy wcześniej nie był w Katarze, żałowałbym że nie mogłem tutaj wysiąść i zwiedzić stolicy księstwa. Po tym jak spędziliśmy tutaj urodziny M. wiem że prócz zakupów nie miałbym tu zbyt wiele do robienia. O 1.25 wyleciałem z Dohy do Manili, przebrałem się tylko w pidżamkę, umyłem zęby, wziąłem coś na sen, wymieniłem kilka kurtuazyjnych zdań z jakimś Saudyjczykiem i zasnąłem jak dziecko.

Opublikowano podróże | Otagowano , , , | Dodaj komentarz