Dzielnica Zona Rosa, w której znajduje się hotel wygląda bardzo szykownie. Ludzie, których spotkam w lobby wyglądają nieskazitelnie czysto, pięknie i bardzo elegancko, na ich twarzach promienieje uśmiech. Dostaje pokój na 4 piętrze, gdy bellboy wnosi mi bagaż pierwsze, o czym myślę, że w tym pokoju chyba nie ma okna. Dopiero po chwili za rzędem podwójnych kotar odkrywam widok na sąsiedni apartamentowiec i ogród pełen zieleni.
W każdym pokoju przy łóżku znajduje się stolik z nocną lampką na górze… jak i na dole pod stołem. Nie rozumiałem tego fenomenu dopóki ktoś mi nie wytłumaczył, że to dla mojego bezpieczeństwa. Gdyby coś mi się działo wystarczyło nacisnąć guzik, by zapalić lampę znajdującą się pod stołem i zaraz przyleciałby ktoś z recepcji sprawdzić co się dzieje.
Sofitel w Bogocie wydaje się być bardzo classy & sophisticated. Tak samo jak Diego, którego wkrótce poznaje i zaciągam na drinka do hotelowego baru. Gdy staje w drzwiach nie kryję zaskoczenia, bo wygląda jak milion dolarów w swoim eleganckim, mocno dopasowanym, ciemno niebieskim garniturze, z paszetką wetkniętą w kieszonkę i szerokim uśmiechem białych zębów podkreślającym naturalną ciemną karnację. Mało się nie rozpływam siadając z nim przy barze. Rozmawiamy długo i gdyby nie mój szalejący żołądek pewnie wieczór skończyłby się inaczej.
Nie wiem co mi zaszkodziło, ale gdyby nie szybka akcja za pomocą 3 palców muliłoby mnie całą noc. Budzę się jeszcze w środku nocy, sponiewierany niestrawnością, dzwonię do M. po czym wracam do lóżka i nawet nie wiem kiedy zasypiam na następne parę godzin.

Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.