corpo chat

PS: I booked 2.5 weeks in May. BTW LN escalated you to Peter. He is walking pissed.

GH: It is ok. I will escalate to JH.

PS: Lol ok

GH: I am very interested to see how he justifies his case. Lol. Saw your claims. Good reply.

PS:  One more email from him and I quit the job.

GH: Remember this clearly: NEVER QUIT. Because management will take  quitter negatively. Just continue working. We need to justify things we do are in interest of company.

PS: He said we need to be 2 weeks together. The gap between might be only 2-3 days

GH: And – DONT quit before KM. Let KM find a job and settle down. If we quit, they will be nasty to KM. Eventually Luc will quit if he reports to JS. Stay cool. Do not quit. Let him be. JH said to ignore LN. And if needed JH will talk to him. But JH said ignore him and tomorrow will be fine. She asked me how I know LN is pissed. I joked I got many eyes in Bern. She asked PS? I said many. JH sound very much confident that I should just ignore LN.

PS: Now he asks me why I didn’t rent a car. I said the policy doesn’t mandate renting a car. Regardless the fact I don’t drive

GH: JH asked me to propose new timing for LN’s invite which is outside my working hours.

PS: Ahahahahah

GH: And he will speak to him.

Otagowano | Dodaj komentarz

24 godziny w San Francisco

Guat Hong zatrzymała się w tym samym hotelu co ja na Fishermen’s Wharf co po przyjeździe okazało się totalna wtopą, bo recepcja, hol, siłownia i spa oraz całe najwyższe piętro w Radissonie były akurat w remoncie, do tego zwalili się tutaj geriatrycy ze statku wycieczkowego i gdzie nie spojrzeć panował niezły kocioł. Postanowiliśmy zostawić tylko nasze walizki i uciec od całego tego zamieszania. Pogoda nas rozpieszczała, świeciło słońce, niebo było bezchmurne, panowało przyjemne 25 stopni. Poszliśmy do portu na cream chowder i ostrygi. Próbowałem zagadywać Guat Hong jeszcze o Kristi, ale za każdym razem kiedy rozmowa niebezpiecznie zbliżała się do tego tematu widziałem jak drzy jej podbródek a do oczy napływają łzy, dlatego przestałem. Głośnym cable car zjechaliśmy do kolorowego Chinatown, pokazałem jej Huntington Park nocą i garaż, który kiedyś malowałem, od Powell szliśmy pieszo w kierunku strzelistego Embarcadero a potem kolejnych przystani aż dotarliśmy do Pier 39. Na ulicach mijaliśmy grupy bezdomnych i freakow, którzy na dobre wbili się w pejzaż miasta.

Po takim spacerze ledwo czuliśmy nogi, dlatego następnego dnia rano wypożyczyliśmy rowery i pojechaliśmy w stronę Fortu Mason i Golden Gate Bridge. Guat Hong uwielbia jeść, praktycznie spożywa tylko jeden posiłek dziennie – zaczyna rano i kończy w nocy, jest jak chodzący przewód pokarmowy, ale jest też wdzięcznym kompanem przy zwiedzaniu knajp i restauracji. Widzę jak bardzo się przede mną otworzyła i jak inaczej postrzega niektóre tematy i osoby, z którymi współpracujemy.

Opublikowano podróże | Otagowano , | Dodaj komentarz

This is it

Przed 9. po raz ostatni pojawiliśmy się w North Campus, dotarliśmy na miejsce już z bagażami, bo wymeldowaliśmy się wcześniej z hotelu. Zaplanowane na 9.30 spotkanie z Carlsonem zaczęło się od wrzasków powitań i sztucznej egzaltacji, typowo amerykańskiego gadania o niczym, dzieciach, chujach mujach, dzikich wężach, anegdotach z dupy, po kwadransie miałem ochotę uderzyć pięścią w stół żeby laski się wreszcie zamknęły. Carlson jak zwykle obiecał cuda na patyku, krótkie terminy wdrożeń, najnowszą technologie i niezawodną jakość, wszystko okraszone oczojebnym amerykańskim uśmiechem równych zębów i śnieżnojebnobiałych licówek.

Po spotkaniu niespodziewanie zostałem wezwany na dywanik do naszego dyrektora, którego zabolało, że nie wracamy z Guat Hong od razu do domu tylko planujemy spędzić dzień w San Francisco. Tym razem jakoś się wykpiłem, ale wychodząc z jego gabinetu pokazałem mu w myślach środkowy palec. Kutafonowi przeszkadzało, że w piątek wychodzimy z biura o 13, ale nie raczył pamiętać już że nasze służbowe wyjazdy coraz częściej zahaczają o weekendy.
K. trzymała się dzielnie, nawet wtedy kiedy w salce konferencyjnej zostaliśmy już tylko we dwoje i na głos powiedziałem, że to chyba już koniec. Był Kodak, był Polaroid, była Nokia teraz eBay wydaje się przechodzić do historii…

Z San Jose do San Francisco mieliśmy podróżować w wielkim szyku, K. zamówiła nam limuzynę. Przed wyjściem z budynku Guat Hong wybuchła spazmatycznym płaczem, nie byłem wstanie powstrzymać wzruszenia ani łez. Moje pożegnanie z K. po prawie 7 latach współpracy odbyło się w bardzo milczącej atmosferze, żal i gorycz za bardzo cisnęły mi się do gardła a w oczach zbierały się łzy. Gdy wyruszyliśmy autem spod budynku przez kwadrans nie rozmawialiśmy ze sobą w ogóle pozwalając by emocje sam nam opadły. Pierwsza odezwała się Guat Hong: powiedz coś…

Opublikowano podróże, praca | Otagowano , , | Dodaj komentarz

To już jest koniec

Kiedy byłem na studiach, nie rokowałem na przyszłość, za pierwszym razem nie dostałem się na dzienne, z wieczorowych mnie wyrzucili, za drugim podejściem udało mi się przejść przez całe 5 lat studiów dziennych, ale po drodze zebrałem z 15 czy 17 pał w indeksie. Nie rokowałem najlepiej nie da się zaprzeczyć.
W tamtym czasie budynki uczelni wytapetowane były plakatami nieistniejącego już Arthur Andersena, Accenture, PricewaterhouseCoopers, piękni młodzi ludzie robiący oszałamiające kariery w międzynarodowym środowisku, amerykański kolorowy, wielki świat, wirujący seks, niesamowite zarobki i wyścig szczurów. Marzyłem o takiej pracy, ale znałem siebie i swoje umiejętności i wiedziałem, że są ode mnie dużo dużo lepsi.

Dziś zdałem sobie sprawę, ile dobrego mnie spotkało w eBay’u, że spełnił się tamten sen. Prezentując transition plan przed zarządem, odpowiadając na pytania big bossów, nie czując żadnego zakłopotania, stresu, będąc bardzo świadomy tego, o czym mówię zdałem sobie sprawę jak niesamowicie długą drogę przebyłem od czasu studenckich marzeń, ile się nauczyłem, kim się stałem i jak bardzo się zmieniłem. Na szczęście wciąż jestem świadomy swoich braków i jak długa jeszcze przede mną droga do tytułu VP czy SVP, ale dawno nie czułem się tak dobrze jak teraz.

Po pracy spotkaliśmy się ostatni raz całym teamem w barze w hotelu Valencia wspominając dawne czasy, dlaczego zdecydowaliśmy się pracować w eBay’u, co nami kierowało, na co liczyliśmy. Smutne jest, że z olbrzymiej, międzynarodowej, dobrze prosperującej firmy zmieniamy się w rozparcelowane trio szczątków, których nikt nie chce.

Opublikowano podróże, praca | Otagowano , , , | Dodaj komentarz

San Jose

Wreszcie udało mi się zatrzymać w popularnym wśród naszych pracowników hotelu Valencia. Widok z okna na Piazza di Valencia i Santana Row przypominał mi … Las Vegas, podczas gdy Amerykanie twierdzili, że jest bardzo europejski (bo chyba nigdy tam nie byli).
Do biura dojeżdżaliśmy codziennie, spędzając w korkach średnio pół godziny co nie było ponoć wynikiem najgorszym.
Wystrój biura u moich amerykańskich kolegów nie powalał, wręcz nawet odrzucał zbieraniną tych wszystkich starych zużytych, nikomu niepotrzebnych przedmiotów, które ktoś kiedyś wyrzucił na śmietnik. Nawet biurka mieli jak z lat 90. Sporą kasę ostatnio zainwestowano w rebranding naszej firmy, byśmy przestali kojarzyć się jako portal aukcyjny, ale widać nie dotyczyło to wystroju biura, które miejscami przypominało zapomniane sale muzealne.
Za to na kampusie posiadali jedno cudo: darmowy automat na gadżety Apple’a! Niby to przypadkiem, ale przechodziłem obok niego kilkakrotnie w ciągu dnia prawie za każdym razem wychodząc a to z nowymi słuchawkami, a to klawiaturą, a to zasilaczem, kablem USB, ładowarką baterii, ochraniaczem na iphone’a i całą masą podobnych dupereli.

Naszemu hebanowemu dyrektorowi bardzo zależało na tych workshopach, bo przydzielił nam do pomocy najlepszych: dziewczyny trzaskały tabelki i mapy procesów, kolejne prezentacje i dokumenty powstawały w zawrotnym tempie. Hindusi jak zwykle wymiatali w obsłudze Excela. Siedziałem i robiłem wielkie oczy.

Opublikowano praca | Otagowano , | Dodaj komentarz

W drodze do Doliny Krzemowej

Jetleg mnie dopadł i tym razem. Z Frankfurtu wyleciałem wcześnie rano, lot trwał ponad 9 godzin, gdy wylądowałem w Vancouver było samo południe. Spałem trochę w samolocie, bo wiedziałem, że po przylocie czeka mnie prawie cały dzień na nogach nim będę mógł walnąć się do lóżka.
Po przyjeździe do hotelu walczyłem ze sobą, żeby nie zasnąć, piłem kawę, wietrzyłem pokój, pogoda była iście barowa co też nie bardzo mi pomagało bo inaczej po prostu wyszedłbym gdzieś do miasta się przespacerować. Około 15. skapitulowałem i wślizgnąłem się pod miłą ciepłą kołderkę zdrzemnąć się chociaż godzinkę albo dwie… no i spałem 8 i nie obudził mnie nawet budzik. O dziwo po północy znowu udało mi się zasnąć.

Wczoraj wieczorem zapuściłem się aż do Granville Island, pokręcić się trochę po galeriach i sklepach by na koniec wylądować na kolacji w małej przytulnej knajpce. Po trzech lampkach białego wina zrobiło mi się nadzwyczaj błogo i przyjemnie i jak wróciłem do hotelu od razu poszedłem w kimę niczym zmęczony dzieciak.

Dziś koniec lenistwa, po południu lecę do San Francisco i dalej do San Jose. Guat Hong napisała mi, że taksówka z lotniska do hotelu wyniosła ja 165 dolarów. Teraz rozumiem, czemu wszyscy wypożyczają tutaj auto.
GH przyleciała z Singapuru już wczoraj rano, planując spędzić cały dzisiejszy dzień na zakupach w Great Mall w Milpitas, Westfield i w the Gilroy. Rano zadzwoniła jeszcze do mnie oburzona, że nawet taksówka z hotelu Valencia do outletu kosztowała ją następne 100usd. Mam nadzieję, że chociaż znajdzie tam coś dla siebie, bo amerykańskie sklepy, choć oferują wszystkie rodzaje marek to rozmiarowo oscylują od xxl w górę.

Oglądam sobie Amerykanów i to jak się ubierają no i pewnie jestem skończonym fiutem, wiem, ale jakoś nie mogę przestać patrzeć na nich inaczej niż krytycznie: wszystko dużo za duże, przaśne, znoszone, wytarte, niechlujne, mocno byle jakie, rozciągnięte, poprute, za to na sportowo i byleby wygodnie. To czym karmią nas telewizja i reklama można spokojnie odłożyć na półkę z książkami for freaks albo inne science-fiction.

Jutro zaczynamy workshopy. Mój nowy szef postarał się bardzo, żebyśmy przypadkiem nie marnowali czasu, i tak oto zaczynamy o 8.30, kawe będą dostarczać nam na bieżąco, lunch zostanie nam dowieziony abyśmy nie musieli przypadkiem wychodzić z sali, koniec o 17 a każdego wieczoru kolacja albo z bossem albo big bossem albo innymi ważniakami.

A może już w poniedziałek mnie zwolnią to dostanę odprawę i będę mógł położyć na wszystko laskę, polecieć gdziekolwiek tylko zechcę i robić coś zupełnie mało pożytecznego?

Opublikowano podróże, praca | Otagowano , , , | Dodaj komentarz

Vancouver

Po co lecieć do San Francisco bezpośrednio jak można taniej, z przygodami i przez Vancouver. Nigdy nie bylem po tej części Kanady a chciałem.
Mój nowy szef leciał bezpośrednim samolotem z Zurychu już w piątek, dyrektorka w sobotę a inna w niedzielę i tak żeby nikogo z nich nie spotkać poleciałem naokoło przez Frankfurt i Vancouver.
Kiedyś dawno w latach 80. leciał w telewizji taki serial mocno pro-ekologiczny „Niebezpieczna Zatoka” emitowany w niedzielę po Teleranku, którego akcja rozgrywała się w tutejszych plenerach, dopiero jak dotarłem do Waterfront przypomniałem sobie o tym. Jedna z bohaterek latała tam wtedy hydroplanem i jak to wtedy oglądałem, jako dzieciak to wydawało mi się że cała Kanada taka jest. Naturalnie nie byłbym sobą gdybym nie zdecydował się teraz na lot takim wodnosamolotem. Stary pryk spełnił kolejne marzenie małego chłopca.

Pogoda w kratkę, wczoraj siąpił deszcz, dziś wyszło słońce, może stąd miasto podoba mi się tyle o ile. Coś między Montrealem a Toronto, ale w deszczu wszystkie miasta wyglądają smutnie.
M. twierdził kiedyś, że Vancouver ma coś ze Szwajcarii, ale zupełnie tego nie dostrzegam. Może ze względu na ośnieżone szczyty gór widziane z oddali. Na ulicach tak samo wiele freakow jak w Stanach. Jeśli w Polsce kiedyś wszyscy zaczniemy chodzić w dresach i sportowych butach, na ulicach będą spać bezdomni załatwiając swoje biologiczne potrzeby w zaułkach tzn. ze mamy w Polsce Amerykę…

Opublikowano podróże | Otagowano , | Dodaj komentarz

Trzęsę się na stołku czyli znowu jebie się w pracy

Minęły kolejne trzy miesiące, emocje wcale nie opadły, wręcz przeciwnie rosły w oczekiwaniu na kwartalne wyniki finansowe. W grudniu przed świętami w gazetach pojawiła się informacja, że mój pracodawca z początkiem nowego roku planuje zwolnić blisko 3 tys. pracowników. Akurat w Bernie gościliśmy gadające głowy i zbotoksowane twarze z Doliny Krzemowej, którzy jak jeden mąż twierdzili, że to plotka i mamy się tym w ogóle nie przejmować.

W środę wieczorem z butelką wina zasiadłem przed telewizorem oglądać kolejny sezon ‘’Gotowych na wszystko’’ raz po raz przeskakując na kanał CNBC. Firmowy webcast z ogłoszeniem wyników czwartego kwartału miał zacząć się punktualnie o 23. To że wyniki będą do dupy wiedziałem i bez webcastu, ale wciąż otwarta pozostawała kwestia wypłacenia rocznego bonusu. Wakacje na Seszelach, 5 gwiazdkowe hotele, podróże w biznes klasie, zakupy z drogich sklepach przez cały rok, czy może wakacje na Seszelach, 5 gwiazdkowe hotele, podróże w biznes klasie, zakupy z drogich sklepach przez cały rok, ale razy dwa albo trzy robi różnicę…
Pół godziny przed firmowym webcastem na CNBC pojawiła się informacja, że planujemy zwolnić 2400 pracowników oraz rozdzielić się nie na, dwie ale trzy części. Byłem lekko znieczulony trzecią lampką wina, dlatego tylko zachichotałem, bo nerwy już miałem uśpione. Maila na firmową skrzynkę dostałem w chwile potem, bonusu dostajemy prawie, w 100% ale w związku z nową wizją organizacji gadające głowy i zbotoksowane twarze z Doliny Krzemowej musiały podjąć smutną i trudną, ale konieczną decyzję o redukcji 2400 etatów. No tak kurwa, plotka – pomyślałem w ułamku chwili.

W czwartek w biurze wszystkich ogarnęło totalne lenistwo i marazm, jedni układali pasjanse inni grali w kulki, spora część nie przyszła w ogóle do biura, tematem przewodnim rozmów na papierosie albo przy automacie z kawą były zwolnienia. Przez cały czwartek i piątek zameczani byliśmy spotkaniami z liderami, którzy robili sobie dobrze, mogąc wyjść i się spuścić tłumacząc się z decyzji, opowiadając o nowej strategii i o tym jak jest im przykro i że możemy zawsze do nich przyjść się wygadać, bo oni są z nami. Nie cierpię tego korporacyjnego gówna. Rozmawiałem z paroma osobami z marketingu, które wydają się być najbardziej narażone na cięcia, wszystkie bały się utraty pracy. W piątek nasz VP HR zorganizował pogawędkę na temat pakietów na odchodne: dwumiesięczna pensja bez konieczności świadczenia pracy od dnia otrzymania wypowiedzenia, wielokrotność pensji za każdy przepracowany rok (8!), pakiet relokacyjny dla pracownika, jego rodziny albo partnera, czyli bilet lotniczy, refundacja ewentualnych kar za przedwczesne zerwanie umów cywilnych zawartych w Szwajcarii (np. wynajem domu, czesne za szkole), transport mienia, nie wspominając o ubezpieczeniu od utraty pracy. Atmosfera jak na pogrzebie zmieniła się w fetę – ja też chcę być zwolniony.

Opublikowano praca | Otagowano | 2 Komentarze

Jedna taka chwila

Jest tak, że złe rzeczy mogą się przytrafić w każdym momencie, nic nie jest pewne. Jeśli życie jest usłane różami, trzeba uważać. Straszne wydarzenia dzieją się, kiedy się tego nie spodziewasz.
Podobnie jest z tymi dobrymi, jeśli przez długi okres jest wyłącznie źle i nieciekawie, panuje bryndza to nagle może spotkać cię niesamowite szczęście.

M. mnie zaskoczył, postanowił wziąć los w swoje ręce, wydzierżawić restauracje we Włoszech, zrezygnować z pracy w Szwajcarii i wyjechać, ale tylko na tyle na ile będzie mógł „zawiesić” swoje szwajcarskie pozwolenie na pracę. Mowa o kilku do kilkunastu miesiącach, nie wyprowadzi się, bo wciąż potrzebuje zameldowania w Szwajcarii, ale stosunkowo rzadko będzie bywał w Bernie.
Może to dziwne, ale cieszę się z jego pomysłu, bo jeśli nie teraz to nigdy się nie zdecyduje, poza tym pomysł restauracji w rodzinnych stronach trzyma się kupy bardziej niż restauracja w Zurychu czy Genewie bez znajomości lokalnego języka i sporego kapitału. Jest młody, ma pomysł, sporo chęci i pieniądze oraz plan B – powrót do Szwajcarii i rozpoczęcie dorabiania się od nowa.
Zachęcam go jak nigdy wcześniej nie zachęcałem go do niczego innego.
Jeśli nawet mu się nie uda to wróci, szybko znajdzie pracę a przed samym sobą będzie mógł przyznać, że spróbował.

Po co mam gdziekolwiek wyjeżdżać, jeśli wyjedzie on?

Otagowano , | 5 Komentarzy

corpo chat c.d.

GH: Saw your email. Sound lime travel will disappear from CSS in future. Just keeping you amd me temporary.

PS: Yep

GH: Travel will integrate into p2p.The same is likely to happen at global process management team. The way Snake organized so many people, you and I are not the ‚core team member’. We are just like participants.

PS: Yep. Maybe we re-organize all travel booking process.  KM sent me sms…I’m at the hospital with my Mom.   She had to come in the emergency room tonight with some heart trouble.  She is doing better and I will be taking her home in the next hour.  I’ll stay with her tonight and take her back to the doctor in the morning.  I will have to miss Luc’s meeting in the morning.  I’ll leave it up to you and Luc as to whether you want to reschedule.  Please apologize to Luc for me.

Opublikowano praca | Otagowano , | Dodaj komentarz