Z myślą o zbliżającym się interview kupiłem sobie w Dubaju nowy garnitur, koszule i buty, ale nie wiem czy się za bardzo nie pośpieszyłem, bo telefon na razie milczy. Okazuje się być podobny do M., który plany otwarcia własnej restauracji zaczął od zamówienia drogich kieliszków i obrazów do udekorowania wnętrz. Moj plan wciąż ewoluuje, ale główne elementy tego planu pozostają bez zmian. Jeśli nie stanowisko w Warszawie, na które aplikuje zacznę szukać pracy gdzieś w okolicach Zurichu i Bazylei. Uświadomiłem sobie, że do Polski wrócić zawsze zdążę, ale wrócić do Szwajcarii już tak łatwo wcale nie jest.
Warszawa nie przestaje mnie zaskakiwać, głównie ludzie, których tutaj poznaje, mam stąd mnóstwo pozytywnych i robaczywych wspomnień, większości nie mogę nawet opisać, bo wyszedłbym na delikatnie mówiąc lekkoducha, jeśli nie na zwykłą man’s whore. Rotacja jest duża, ciągle pojawiają się nowe twarze, nowe podmioty, a efekt tych interakcji jest co najmniej satysfakcjonujący.
Poza tym odkryłem tutaj miejsca, w których dobrze się czuje i gdzie mnie już znają i dobrze mi z tym. Zdałem sobie jednak sprawę, że utrzymanie takiego stanu rzeczy zależy głównie od tego jak długo pracuje i zarabiam w Szwajcarii. Zmiana tej sytuacji szybko sprowadziłaby mnie na ziemię a moje dobre samopoczucie i pewność siebie zapewne spadłyby z poziomu mojego ego do poziomu mojego IQ.
Od jutra wracam do biura, byle wytrzymać następne 10 dni i znowu gdzieś ucieknę.

Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.