pintu ke Malaysia

Bywa, że gdy człowiekowi się naprawdę spieszy to wszystko wokoło zdaje się temu sprzeciwiać. W piątek miałem w planie spędzić w biurze tylko 3 godziny by spokojnie zdążyć wrócić do domu, spakować walizkę i złapać samolot do Kuala. W biurze pojawiłem się przed 10, pierwsze spotkanie zostało przesunięte o godzinę później, a potem rozdzwoniły się telefony, cała seria, jeden po drugim, dzwoniły jak wściekle i za każdym razem, gdy już miałem wyłączyć komputer dzwoniły znowu i najgorsze okazywało się, że to ważne i trzeba było gdzieś pilnie gasić pożar. Nawet przy wyjściu z budynku natknąłem się na kogoś, kto postanowił streścić mi z czym aktualnie się zmaga abym był na bieżąco…
Kiedy lądowałem w Kuala Lumpur było po 18, po wyjściu z terminalu zrobiło się przyjemnie ciepło, dlatego nim moja głowa dotknęła poduszki w wygodnym łóżku Shangri-La poszedłem na krótki spacer zachęcony znajomym widokiem zza okna hotelowego pokoju. W samolocie starałem się nie spać by po przylocie jak najszybciej przestawić się do innej strefy czasowej.

W niedziele zupełnie nie było w głowie klepanie w komputer, pojechałem za to zobaczyć lokalne parki ptaków i motyli a na koniec zahaczyłem o nowo otwarte oceanarium w części konferencyjno-wystawienniczej mojego hotelu.
250km za Kuala znajduje się Ipoh stolica stanu Perak i główny ośrodek wydobycia cyny. Przewodnik, który mnie tam zawiózł zaprosił mnie na lunch do lokalnej jadłodajni. Plastikowe brudne stoliki, byle jak rozstawione na wąskim chodniku, dziwny zapach smrodek unoszący się z kuchni, chyboczące się krzesełka, lichy dach, zardzewiałe garnki, plastikowe sztućce, talerze wyparzane we wrzątku w połamanym wiadrze, ludzie z nizin i szczerbaty kucharz – próbowałem ukryć zakłopotanie, ale gdy jedzenie wylądowało na stole było za późno żeby się wycofać. Każdy kęs mięsa maczany w kolorowych brejach ledwo przechodził mi przez gardło, nie mówiąc o coca-coli podawanej z kostkami lodu niewiadomego pochodzenia. W teczce nosze ze sobą węgiel leczniczy i buteleczkę whisky, więc po lunchu nie czekając jak rozwinie się sytuacja, zapobiegawczo zaserwowałem sobie większą dawkę…

Opublikowano podróże | Otagowano , | 2 Komentarze

Hvordan sier du paring; norsk?

Norweska stolica była ostatnią na liście skandynawskich miast, które chciałem odwiedzić. Próba opisania kraju i jego mieszkańcach na podstawie jednej tylko wizyty i bez wyjeżdżania poza obszary komercyjne Oslo mija się z celem. Ogólnie było zimno i wietrznie, gdy lądowałem na Gardermoen Lufthavn, ze stacji Oslo S miałem tyle parę kroków do hotelu, który rozpoznawalny jest z daleka bo to najwyższy budynek w całej Norwegii. Druga rzecz, która rzuciła mi się w oczy to ceny. W Szwajcarii jest relatywnie drogo, ale Norwegia dotrzymuje kroku w tym cenowym maratonie uszczuplającym portfel: ceny alkoholu, biletów na środki komunikacji miejskiej, jedzenie w restauracjach przyprawiają o zawrót głowy.

Rzeźby w Parku Vigelanda ukazujące różne oblicza ludzkiej bliskości były nie lada atrakcją, podobałoby mi się kiedyś móc tam pojeździć tam po parkowych alejach na rowerze. Po wyjściu z Muzeum Muncha zrobiło się bardziej słonecznie i taka pogoda utrzymywała się już do późnego popołudnia, kiedy spacerowałem po Aker Brygge czy pływając po Skagerrak.
Widać czystość, przestrzeń, spokój, funkcjonalność i zamożność Oslowian (jak oświecił mnie ostatnio prof. Miodek), ale ich bogactwo nie kłuje w oczy. Widziałem mnóstwo ślicznych dziewczyn i kobiet elegancko ubranych blondynek o czystej cerze i dużych niebieskich oczach. Potomkowie Wikingów mogą się podobać – wysocy, smukli albo mocno zbudowani, modnie ubrani atrakcyjni blondyni. Dowiedziałem się, że „Snakker du norsk” wcale nie oznacza pytania czy lubię sneak a „Jo takk, bare bra” to nie oferta seksu bez zabezpieczenia.

Zimno zrobiło się też w Szwajcarii, do biura chodzę opatulony w szalik i prawie codziennie zdarza mi się wracać do domu w strugach deszczu. Jesień jest w tym kraju okropna, ciągle pada i jest zimno. W Szwajcarii polubiłem zimę, bo śnieg w mieście jest mało dokuczliwy (dzięki bardzo sprawnym miejskim służbom porządkowym) poza tym często świeci wtedy słońce i w drodze do pracy przyjemnie posłuchać odgłosu trzeszczącego pod butami śniegu. Przy obecnej aurze za oknem często uciekam myślami w cieplejsze rejony, odliczam dni do wylotu do Malezji i Tajlandii, o ile nie przeszkodzi mi powódź mam w planach zobaczyć coś więcej niż tylko hotelowy pokój i drogę na lotnisko.
Moja firma w ciągu niespełna pół roku przejęła 6 innych firm, przez co wszyscy mamy ręce pełne pracy. Z krajów technologicznie zaawansowanych rozszerzamy naszą obecność na Ukrainę, Rosję, Izrael, Chorwację i Turcję gdzie wiele ogólnie przyjętych zachodnich rozwiązań nie istnieje tak, więc siedzę i rzeźbię szukając alternatywnych rozwiązań i próbując rozbudzić swoją lekko uśpioną kreatywność. Czasami wydaje mi się że moja firma to typowy kolos na glinianych nogach, spuścić go z oczu i odejść z firmy a wszystko runie jak domek z kart…
W megalomanie jednak nie popadam wiedząc, że i beze mnie cała ta machina będzie działać dalej, bo nie jestem niezastąpiony a firma będzie funkcjonować z moją czy bez mojej pomocy.
We Wrocławiu spotkałem się z moim eks, niespełnionym reżyserem, który ukończywszy 35 lat nagle zaczął realizować się teatralnie wystawiając z powodzeniem przedstawienie za przedstawieniem. Spędziliśmy ze sobą cały długi wieczór opowiadając sobie bez upiększania historii, co działo się u nas przez ostatnie kilka lat. Mój były oświadczył mi, że związał się z …kobietą, co w teatralnym światku jest chlebem powszednim, czego zdążyłem doświadczyć spotykając się z nim i jego znajomymi aktorami. Dobrze jest wciąż utrzymywać serdeczny kontakt, choć kiedyś mocno nadwyrężyłem naszą przyjaźń rozstając się z nim i lądując w łóżku z jego byłym. O spotykaniu się z byłymi byłych muszę przyznać mógłbym napisać osobną notkę…

Opublikowano Brak kategorii | Otagowano , , , | 23 Komentarze

Jeśli dziś jest piątek to jestem w Oslo

W Oslo jest zimno i drogo, wieje, pada choć Norwegom wydaje się to nie przeszkadzać, bo niektórzy paradują w krótkich spodenkach przy temperaturze 5 stopni. Alkohol jest droższy niż w Szwajcarii a przyzwyczajony jestem ze wszędzie indziej jest taniej…

Opublikowano Brak kategorii | Otagowano , | 5 Komentarzy

uroki pracy

R zaproponowała spędzić wieczór w restauracji First Floor w towarzystwie A i jego kolegi-klienta z ambasady. Już na wejściu było trochę szi-szi fu-fu bo w progu witała nas dyrektor hotelu a szef kuchni osobiście odprowadził nas do stolika, 3 grube menu: karta dań, win i… wód mineralnych – dla wymagających mieli bling water.
Spodziewałem się, że cały wieczór będę musiał silić się na sztuczną kurtuazję, demonstrować bon ton, uskuteczniać rozmowy o niczym w towarzystwie napompowanego sztywniaka udającego sommeliera a tu miła niespodzianka, bo starszy pan był normalny, ba nawet opowiadał frywolne żarciki o swoim szefie.
W nocy nie mogłem spać, głowa znowu wydawała mi się wielka od natłoku spraw, w żaden sposób nie potrafiłem się wyłączyć i przestać o nich myśleć. Czasami czuje się bardzo zmęczony i zupełnie nie cieszą mnie dobrodziejstwa płynące z pracy w mojej firmie.
Dla kogoś z boku moja praca to bajka – ciągłe podróże samolotem, wygodne hotele, nieustające kolacyjki przy winie, blichtr, puch i piana. Pobudka – kawa –pociąg – samolot – taksówka – spotkanie – hotel – taksówka – samolot. W przerwach telekonferencje oraz robocze lunche i oficjalne kolacje… Zmieniają się tylko miejsca spotkań, choć i to przestaję powoli rejestrować. Gdyby nie widok resztek muru berlińskiego w drodze na spotkanie z linią lotniczą w ogóle nie zauważyłbym, że jestem w Berlinie, wczoraj nie poczułem, że byłem w Wiedniu, bo spotkanie odbywało się na obrzeżach miasta.
Wyjazdy i nawet największe odległości trochę mi spowszedniały, prawie nie zauważam, co dzieje się wokół. Punktem odniesienia stają się zabytki, znane atrakcje turystyczne albo pomniki. Lotnisko z Zurychu i Monachium znam na pamięć – śmiało mógłbym trafić do dowolnego wyjścia choćby po ciemku.
W pracy spotykam ludzi o podobnych cechach. Dobijających do czterdziestki, którym wydaje się, że stan kawalerski jest najlepszym z możliwych w świecie, gdzie niemal każdy czynnik egzystencji zależy od poziomu zadłużenia na koncie bankowym. Obciążeni kredytami, z gromadka dzieci byliby kolejnymi przegranym przeciętniakami, którzy budzą się w nocy zlani potem i z przerażeniem stwierdzają, że nie stać ich na lekarstwa albo wyprawkę do szkoły. Dla jednych taki życiowy wybór jest aktem tchórzostwa, dla innych – oznaką gorzkiej mądrości.

Opublikowano Brak kategorii | Otagowano , , | 5 Komentarzy

Dałem dupy

W swoim życiu przeprowadziłem już dziesiątki szkoleń i prezentacji, przy większej czy mniejszym audytorium, w różnych językach i przy różnych okazjach, dlatego jestem przygotowany, że zmiana planów może zdarzyć się w ostatniej chwili.
W piątek w biurze nikt na mnie nie czekał, nie wiedzieli nawet, że przyjeżdżam. Ale spoko.
Sala konferencyjna okazała się przechodnią między innymi pomieszczeniami halą, rodem z Oktoberfestu (bardzo długie drewniane ławy), ciągle ktoś wchodził i wychodził, trzaskali drzewami, w bocznych pokojach odbywały się spotkania, z których podczas przerw wychodziło głośne towarzystwo. Też spoko.
Nie działał internet ani rzutnik a prąd płynął z czegoś, co wyglądało jak generator. Cóż zdarza się.
Uczestnicy, którzy przyszli na szkolenie oczekiwali szkolenia z innego tematu, więc połowa z nich od razu wyszła. Bywa.
Potem okazało się że drugiej sesji nie mam w ogóle po co robić bo nie ma chętnych za to poproszono mnie o poprowadzenie szkolenia z innej dziedziny – cóż jestem elastyczny i nie wiele myśląc zgodziłem się… Niestety przeliczyłem swoje talenty i nie uratowałem tego szkolenia, pierwszy raz ewidentnie strzeliłem sobie w kolano. Dałem dupy.

Opublikowano Brak kategorii | Otagowano , | 4 Komentarze

Ściganie słoneczne dni

Moje blogowanie przypomina dziennik podróży, ale to nie ekscytacja podróżami sprawia, że pisze… Tak naprawdę jedynie będąc w podróży, siedząc na jakimś lotnisku albo lecąc 11 tys m nad ziemią mam czas skoncentrować się, w spokoju zebrać myśli i przelać je na arkusz dokumentu Word.
O ile LA oszołomiło i przytłoczyło mnie swoją wielkością, sposobem życia, o tyle w Europie taki stan zdarza mi się rzadko. Wszystko, co kiedyś brzmiało jak nierealna bajka stało się codziennością i jest w zasięgu ręki zupełnie jak w ostatni weekend.

Wciąż odkrywam na świecie miejsca, do których chętnie przeniósłbym się ot tak. Pstryk i już. Miejsca, gdzie częściej jest słonecznie niż pochmurnie szczególnie, gdy pogoda za oknem nie nastraja pozytywnie, a słońce nie rozpieszcza. Dla mnie to czas dochodzenia do wniosku, że jednak lubię słońce. A przecież są miejsca, w których tego słońca wcale nie brakuje, w których jest ciepło, przyjemnie. Są miejsca, które wywołują wspomnienia tak ciepłe, jak słońce, które świeci za dnia i ogrzewa nas swoimi promieniami.
Ale żeby nie było ze sporządniałem i wysubtelniałem i jestem teraz wrażliwy niczym muślinowa firanka. Aby na gorąco przeżywać to z kim lub czym się spotykam zabrałem ze sobą poznanego w Warszawie chihuahua który w ramach wspólnego tourne z lubością wyprowadzał na spacer moje zarodki…

Opublikowano Brak kategorii | Otagowano , | 1 komentarz

presja pracy

Wróciłem z biura później nie planowałem, L przedłużyła niebotycznie telekonferencje, głowa huczała mi od jej głosu, śmiechu i spraw do zapamiętania. V zaproponowała drinka w Kornhauskeller i skorzystałem z okazji -zasłużony zawsze smakuje najlepiej…
Praca funduje mi kolejne mega zjazdy, zaliczam zgon w tym tygodniu. Z ulgą przyjąłem wiadomość o szkoleniu w Berlinie, chętnie wyrwę się od rutyny siedzenia za biurkiem do późnych godzin wieczornych. M przywitał mnie w domu kolacją z butelką wina, w ciągu paru chwil zapomniałem o wydarzeniach dzisiejszego dnia i poczułem błogi spoko. M potrafi sprawić, że zapominam o kapryśnym świecie, schodzę znowu na ziemie i uruchamiam funkcję rozwiązywania dylematów mniej istotnych.

Opublikowano Brak kategorii | Otagowano , | 1 komentarz

O maj got

Po udanych niezapomnianych wakacjach nie ma już śladu prócz setek zdjęć w albumie, nastąpiło raptowne zderzenie z zawodową rzeczywistością, przez kilka dni nie mogłem odkopać się z maili i zaplanowanych wcześniej spotkań.
Czasami pracuję jak wól, nie zadając pytań po prostu robię swoje jak za naciśnięciem przycisku opcji pracuj. Otumaniony chaosem panującym wokół, głośno ponarzekałem szefowej na bałagan i niemoc, niekompetentność ludzi, brak możliwości, dreptanie wokół starych tematów jakby same były w stanie się rozwiązać. Przerwała to moje biadolenie i zapytała wprost o konkrety, palnąłem o problemach z Australią, na co usłyszałem krótko – musisz tam jechać. W pierwszej chwili nie uwierzyłem w to, co usłyszałem, bo mój wniosek o delegacje na Antypody od miesięcy był odrzucany a decyzja usprawiedliwiana zbyt wysokimi kosztami takiej podróży służbowej. K się postarała, zdobyła budżet, stawiając jeden warunek: to jednorazowa podróż i chce zacząć widzieć wyniki.
I tak oto tego dnia obrosłem w piórka, nabrałem wiatru w skrzydła i za nic miałem paszkwilowate maile, nierzetelność Hindusów i notoryczny brak czasu – za wyjazd do Sydney mogę nawet ‘’puknąć’’ trola albo innego Dzwonnika z Notre Dame.
Niesamowite jak zmienia się człowiekowi podejście do pracy, jeśli umiejętnie się go zmotywuje…
Najpierw lecę do Wiednia uruchomić projekt a potem mogę zacząć szukać terminów wylotu. M widząc w progu mój dobry nastrój od razu domyślił się, że spotkało mnie coś dobrego. Na koniec usłyszałem tylko ‘’O dio mio’’’

Opublikowano Brak kategorii | Dodaj komentarz

Samorealizacja XXI wieku

W drodze powrotnej do Europy zatrzymaliśmy się na 2 dni w Mieście Aniołów Całkiem przypadkiem nasz Hotel w West Hollywood znajdował się dwie ulice od branżowych barów i lokali drażniąc nasze zmysły i określając sposób spędzania obu wieczorów.

Na śniadaniu w restauracji hotelu London spotkaliśmy Mike Tysona i to akurat w dniu walki Adamka z Kliczką. Gdyby nie charakterystyczny tatuaż na twarzy, w ogóle nie domyśliłbym się, że to on. Wieczorem odbywał się Tydzień Mody w Beverly Hills, który spędził całą zgraję wychudzonych i nienaturalnie wyglądających podrasowanych plastycznie kobiet i mężczyzn, którzy okupowali wszystkie butiki na Rodeo Drive.

Przyglądając się temu cyrkowi potwierdziłem tylko swoje zdanie, że w obecnych czasach musimy osiągać sukcesy na coraz większych obszarach, żeby ze spokojnym sumieniem móc powiedzieć, że jesteśmy szczęśliwi. Trzeba być brutalnym, żeby dotrzeć do tego miejsca, do którego chce się dojść. To odpowiedz na czasy, w których nie ma miejsca na przegrywanie. Dziś nie wolno przyznawać się do porażek, błędów, do tego że coś nie wyszło.
Nigdy się nie jest non stop on the top – to jest prawda, którą zdążyłem poznać. Bardzo intensywnie ciągnie się do góry, aż w końcu przychodzi taki moment, kiedy jest się bardzo, bardzo wysoko. Ale nie da się tam siedzieć przez cały czas, choć dla wielu to jest taka dziejowa niesprawiedliwość
Chciałbym być poetą-filozofem, żeby uchwycić ten ulotny moment, ale poetą nie jestem i nigdy nie byłem dlatego mogę tylko rypnąć sentymentalną notkę na blogu.

Opublikowano podróże | Otagowano , | 4 Komentarze

Oahu – Stolica Hawajów

Oahu jest podobna do pozostałych wysp hawajskich i jednocześnie jest zupełnie inna. Podobna jest tuż za miastem – gdzie droga styka się z oceanem, a z autobusu można wysiąść wprost na piaszczystej plaży. Inna od pozostałych, gdy zdecydujesz się podążyć za milionem turystów na plażę Waikiki, aby zamieszkać w jednym z siedmiuset hoteli, pnących się ku niebu wieżowców i przejść bulwarem, gdzie mieszczą się drogie centra zakupowe.

Z Waikiki większość turystów udaje się na Pearl Harbor, ale my tam nie pojechaliśmy, bo amerykańską martyrologię mamy z M bardzo bardzo głęboko.
Kolejna wyprawa jest za nami, kolejna z M i kolejna pełna wrażeń i doświadczeń. M jest najlepszym kompanem podróży, jakiego mogę sobie wyobrazić, podczas naszych wspólnych eskapad do Indonezji Chin, czy Stanów sprawdził się w tylu różnych sytuacjach udowadniając wielokrotnie, że to właśnie z nim chcę oglądać świat. Nie jest idealny, bo żremy się czasem o drobnostki, ale w kwestii sposobu spędzania wolnego czasu, zwiedzania nowych miejsc, poznawania ich, dobraliśmy się idealnie, jako turyści wędrujący, choć bez duszy odkrywców.

12 dni wystarczyło na odwiedzenie czterech wysp archipelagu hawajskiego, zobaczenie najważniejszych miejsc no i relaks. Zwiedzanie było dość intensywne, ale przyjemne, bo loty między wyspami są stosunkowo krótkie i tanie a same wyspy różne, choć wydawać by się mogło, że podobne. W pamięci wciąż przewijają się obrazy… Kona na Big Island z jednym z najbardziej uroczych lotnisk świata: maleńkim, tradycyjnym, tuż nad oceanem, z całym mnóstwem palm i typowo polinezyjską architekturą – miodzio, z najwyższą na świecie górą Mauna Kea i największym obserwatorium astronomicznym świata z największymi teleskopami, Kauai za faunę i florę niewystępującą nigdzie indziej, miasteczko Hanapepe Valley gdzie kręcono Park Jurajski i Ptaki Ciernistych Krzewów.

No ale już dosyć, do pracy czas wracać…

Opublikowano podróże | Otagowano , , | 3 Komentarze