Przygotowania do nowego biurowego świata

Airbus ogłosił zakończenie produkcji i nierentownego programu A380, linie lotnicze w większości uziemione, ledwo zipią próbując związać koniec z końcem, lotniska pozamykane, transport samolotowy przechodzi głęboki kryzys podobny do tego po wybuchu wulkanu na Islandii dekadę temu. Linie lotnicze stoją na krawędzi bankructwa albo szukają pomocy rządu, hotele cierpią na brak gości, zwalniają personel, szukając możliwości utrzymania się na rynku. Kilka dni temu padł Hertz, który od dawna zmagał się z problemami finansowymi, globalne biura podróży rozważają fuzje z konkurencją, byleby tylko utrzymać się i nie ogłosić niewypłacalności.

Praca i dom, dla większości pracowników (ale nie pracoholików) we współczesnych czasach to obszary zupełnie od siebie oddzielone. Firmy takie jak Google pokazały, jak wprowadzić życie prywatne do biura – dzięki rekreacji, przedszkolom, wellnessowi i kulinarnym przysmakom. Teraz wahadło przesuwa się w innym kierunku: biuro rozlewa się w domu. Biuro domowe staje się coraz bardziej biurokratyczne.

Kiedyś marzyłem o powrocie do ultra bogatego corpo, marzyłem o pracy w Google, Palantir, Facebook albo Cisco.

Samo myślenie o całym tym darmowym jedzeniu, bezpłatnych lekcjach gotowania, bezpłatnych siłowniach na miejscu, poczcie, pralni, usługach concierge a nawet masażystach sprawiło, że pomysł pracy tam wydawał mi się bardzo apetyczny.

Obecny kryzys i jego skutki zaczynają hamować wszelkie paternalistyczne tendencje bogatych technologicznych przedsiębiorstw..

Bogate firmy zostały zmuszona do ograniczenia niektórych nawyków swoich pracowników. W szczególności nawyki pracowników pracujących z domu. Google oświadczył pracownikom, że nie będzie płacił za jedzenie, które jedzą w domu. Pracownicy nie mogą rozliczać też  dodatkowych mebli do swoich domowych biur, nawet jeśli wcześniej istniał budżet na takie fanaberie.

Co z funduszami, których teraz nie można wykorzystać w pierwotnym celu (eventy, integracje zespołu, dofinansowanie dojazdu do biura) – nie wiadomo. Niektórzy pracownicy już są niezadowoleni z tak nagłej zmiany. Narzekają, że nowa sytuacja utrudnia ich styl pracy, ubolewają nawet nad brakiem ekspresu do kawy w domu albo bardziej przyziemną koniecznością mycia własnych naczyń.

Każdy, kto pracuje z domu, zapewnia pracodawcy oszczędności: za ogrzewanie, prąd, dostęp do internetu. Po kilku tygodniach korzystania z własnego stołu i krzesła, w wielu przypadkach wątpliwie ergonomicznych urządzeń do siedzenia i pracy, niektórzy zaczynają wymagać od pracodawcy minimalnej odpowiedzialności uwzględniającej przynajmniej dobre krzesło biurowe i rozsądną technologię poza laptopem.

Korporacje coraz odważniej decydują się na długoterminową możliwość telepracy dla swoich pracowników, bo oszczędzają na biurowych przywilejach: napojach, przekąskach, kantynach, darmowych zajęciach sportowych czy kursach języka w czasie godzin pracy, ale i na mediach, utrzymaniu biura czy całego kampusu.

Być może epoka nadmiernego komfortu biurowego – znana w świecie technologii – może zostać zastąpiona nieco większym realizmem.

W końcu życie biurowe, jakie niektórzy z nas wiedli, zniknie. Będzie znacznie więcej technologicznych kontroli dystansu społecznego, śledzenia kontaktów, a może nawet pomiaru temperatury.

Poczucie wolności zostanie zastąpione poczuciem niepokoju, dyskomfortu czy innych złych przeczuć a pracodawcy lepiej lub gorzej zaczną przygotowywać się na psychologiczne skutki tych nowych kontroli. Zabawa i radość z przychodzenia do biura może zniknąć na jakiś czas.

Opublikowano praca | Otagowano | 8 Komentarzy

rutyna

Zupełnie przestałem liczyć, który to już z kolei tydzień obowiązuje mnie nakaz pracy z domu. Zdalna praca weszło mi na dobre w krew i przyzwyczaiłem się do innego planu i tempa dnia. Teraz chyba nawet trudno byłoby mi się na nowo przestawić do zrywania się z łóżka o 6, doceniam oszczędność czasu na dojazdach, na niepotrzebnym staniu w korkach. Brakuje mi tylko luźnych pogadanek z ludźmi przy automacie z kawą i możliwości obcowania z innymi pracownikami. Swój tydzień pracy zorganizowałem sobie w ten sposób, że tylko we wtorki pojawiam się fizycznie biurze a w środy i w czwartki mam najwięcej telekonferencji. Dzień zaczynam wcześnie rano od konferencji z Australią, potem kolej na kraje Azji, Europy a na koniec dnia zostają mi Ameryka Łacińska, Kanada i Stany. Jest intensywnie ale idzie mi to sprawnie, kalendarz nabity mam telekonferencjami, wtedy też można zastać mnie cały dzień pracującego w piżamie, choć taki widok to naprawdę rzadkość. Cieszę się, że udało mi się ustawić swój tygodniowy grafik pod siebie, dzięki czemu poniedziałki i piątki mam raczej luźne, mogę wyjść w ciągu dnia na rower, przejechać te 50 km i wrócić do domu bez obaw, że coś mi umknęło. W biurze powoli przygotowujemy się do nowej codzienności, najprawdopodobniej do końca roku będziemy pracowali z domu, może w systemie z zmianowym, będziemy wracać etapami, ale z tego co powiedziała mi kadrowa, niektórzy z nas mogą pracować choćby z plaży, a tylko nieliczni tak naprawdę potrzebują być fizycznie w biurze.

Na razie pracujemy co drugie biurko, zamknięte są kafeterie i pokoje relaksu, nie mamy części wspólnych a na każdym kroku rękawiczki, maseczki i płyny dezynfekujące do rąk. Jest smutno, pusto, sterylnie i bardzo cicho.

Opublikowano praca | Otagowano | 30 Komentarzy

Psy i koty to największa zaraza – apel

FDA twierdzi, że zwierzęta z powodu epidemii muszą się dystansować, WHO, że owady muszą się dystansować, nasze ministerstwo polskie twierdzi, że samochody na parkingach muszą się dystansować. Sanepid już chodzi i sprawdza czy u rolników kury w stodole zachowują dystans społeczny, a lasy państwowe podały, że planują wycinkę co drugiego drzewa w lesie. Minister Szumowski rozważa, czy koty, psy i kury nie powinny nosić obowiązkowych maseczek.

Każdy właściciel czworonoga musi poważnie porozmawiać z kotem i psem o dystansie i dodatkowo pamiętać o zaciśniętych oczach, bo to podstawa, a w zasadzie to jedyna deska ratunku w tym momencie.

Juz już powiedziałem kotu żeby utrzymał 2 metry dystansu od mojej osoby.

Koleżanka też, jej kot właśnie się powiesił…

Sąsiad mnie dziś zaniepokoił …powiedział że część bocianów to właśnie z Chin przyleciało ….

Nie zapominajmy także o tym, że nasza przyniesiona ze sklepu papaja albo marchewka też stanowi niebezpieczeństwo, tak samo jak wymiana oleju samochodowego. Ja już nawet oczu nie otwieram tak na wszelki wypadek, bo wiem, że to zaraz wrzucą na listę czynności niezalecanych.

Przepraszam za błędy, ale piszę z zamknietymi oczami. Każdemu też radzę zanim będzie za późno.

Czytam te wszystkie newsy i myślę sobie ludzie, dzieciaki, zacznijcie myśleć, sprawdzać, wyciągać wnioski i wynosić ze szkoły coś więcej niż kredę.

Opublikowano podróże | 32 Komentarze

urlop w czasach zarazy

Pojechałem, wróciłem, nie oszalałem ba – wypocząłem, bo oderwałem się od wielkomiejskiego zgiełku i codzienności. Żubry ani bobry mnie nie zaatakowały, poligony były puste, czas szybko zleciał i na jakiś czas zapomniałem o szaleństwie, które dzieje się wokół.

Dzień przed wyjazdem poszedłem na lekki melanżyk i było grzecznie, o 2 wgniatałem już poduchę w swoim łóżku i nie musiałem przed snem nawet karmić łabędzi, bo całkiem dobrze się czułem. Matka dzwoniła do mnie w ciągu dnia z pięć razy i umówiliśmy się, że o 8 przyjadą mnie odebrać, żebym był gotowy. Spoko loko luz i spontan. Nastawiłem sobie budzik na 7, wyciągnąłem podróżną torbę do spakowania rzeczy, wziąłem butelkę wina i zniknąłem na pół nocy. Sekretariat Trzeciej Rzeczy zadzwonił do drzwi pół godziny przed czasem, usłyszałem cały paternoster, że jestem niegotowy, jeszcze niespakowany, że nie włączyłem na noc zmywarki, że pranie już dawno suche na balkonie, że kwiatki mają sucho, że śmieci nie wyniosłem, że w korytarzu naniosłem piachu i poczułem się jakbym cofnął się w czasie, znów miał 17 lat i mieszkał z rodzicami. Samo życie, wyjazdy na urlop zawsze są stresujące.

W aucie głównie spałem, może za wyjątkiem dwóch przerw: na wypęcherzenie się i jedną na drugie śniadanie – obudził mnie wtedy zapach kanapek, kiszonych ogórków, jajek na twardo i pykniecie otwieranego termosu oraz odgłos szeleszczącej aluminiowej folii. Poczułem zapachy smak rodem z lat 80.

W czasie jazdy byłem też indagowany: co u mnie w pracy, wybijano mi pomysł podjęcia pracy w innym mieście, odpytywano mnie z moich bliskich znajomych oraz przyjaciół, jak radzi sobie M. i co słychać w naszym związku. Na koniec kochana mamusia wygłosiła tyradę o tym, jak bardzo jest światowa, nowoczesna i tolerancyjna, ale zaraz potem usłyszałem, żebym lepiej przy ludziach (zwłaszcza sąsiadach) nie opowiadał o M., a jak przyjedziemy tutaj sami na urlop, to najlepiej gdybyśmy zabrali ze sobą jakieś dwie dziewczynki, bo Borne to małe miasteczko i lokalsi mogą spuścić nam łomot.

Domek rzeczywiście ładny, położony w samym środku lasu, blisko jeziora, sklepów, poczty i warzywniaka. Ogródek spory, wypieszczony, pełen roślin i kwiatów, ale za niedługo będzie jeszcze bardziej, bo to dopiero początek letniego sezonu, chyba żeby zniszczy go pies sąsiadów z ADHD.

Pobudka o 6, wyprawa po świeże bułki do lokalnego sklepu, codzienne spacerki z ojcem do lasu i nad jezioro, czasem na poligon, 12. – obiad, zupa i drugie danie, koniecznie z surówką, kolacja o 18 i od 20. cisza nocna, przerywana wyprawami do toalety o 23 i koło 3 nad ranem. Dawno nie żyłem w tak regularnym rygorze. W tzw. międzyczasie obowiązkowe grzecznościowe wizyty i rewizyty sąsiadów emerytów okraszane kanapkami, grillem i oczywiście wódeczką nawet o 10 rano.

Opublikowano podróże | 13 Komentarzy

Przymusowy urlop

W pracy szef poprosił mnie abym wziął urlop.
Nie obniżyli nam pensji, nie zwolnili, pomogli zorganizować pracę z domu, ogólnie pracodawca staje na głowie, żeby było nam wszystkim dobrze, bezpiecznie, łatwo i przyjemnie.
Poprosili tylko o jedno, aby na drugie półrocze nie mieć 25 dni urlopu do wykorzystania, bo jak wszystko ruszy wszyscy jak jeden mąż poproszą o urlop a pracować ktoś przecież musi.
Projekt dostałem: jeden w Chinach drugi w Stanach i stoję przed wyborem jak nie urok to sraczka, ale nie narzekam, przecież mogliby mnie zredukować i nie miałbym w ogóle żadnych zawodowych dylematów.

Rodzice mają dom nad jeziorem, położony gdzieś w lesie niedaleko Drawskiego Parku Krajobrazowego. Nigdy tam nie byłem, a mówią że ładnie go urządzili i chętnie spędzają tam swój czas na emeryturze. Zaryzykowałem i zdecydowałem się tam z nimi wybrać na kilka dni. Siedzenie w domu a pobyt w domku w lesie nad jeziorem to bardzo łatwy wybór. Najwyżej z nimi oszaleje, bo ostatni raz z rodzicami na wakacjach byłem jak miałem 15 lat.

Opublikowano podróże | 21 Komentarzy

leniwa sobota

Siedzę sobie na balkonie, wyginam śmiało ciało, wygrzewam skórę, kości, czytam mądre książki i artykuły: „Kupujemy rzeczy, których nie potrzebujemy, za pieniądze, których nie posiadamy, aby zaimponować ludziom, których nie lubimy”.
Rzeczywiście w ten sposób mógłbym opisać otaczający mnie świat. Wydarzenia ostatnich tygodni, globalna pandemia podobno to wszystko zmieni. Ma ostatecznie pogrążyć konsumpcjonizm globalnego kapitalizmu, świata jaki znam. Nastąpić ma transformacja z ja na my. Wiele firm, organizacji, struktur umrze, zgubi ich przesadny, niestabilny, zepsuty, gigantyczny wzrost niemal przepych, ale narodzą się inne, zupełnie nowe. Możliwych scenariuszy rozwoju jest wiele.
Kryzys, przez który właśnie przechodzimy, przemodeluje społeczeństwo i biznes bardzo głęboko, stanie się katalizatorem zmian.
Gospodarka nie wróci do kondycji sprzed pandemii, obecny dobrobyt doprowadzi do katastrofy, wzrośnie bezrobocie, produkcja ucieknie do krajów z niższymi kosztami produkcji.
Spadnie wartość marki, która przestanie dyktować produktom cenę. Produkt sam w sobie przestanie mieć sens. Nie ważne jaka będzie na nim metka. Spadnie popyt na dużą ilość dóbr materialnych. Sporo naszych codziennych produktów skurczy się do ikonki aplikacji w naszym smartfonie. A najlepsza dumą zacznie być dobry rower, jazda autem będzie największym wstydem, lepiej będzie już poruszać się transportem publicznym.
Nastąpi nowa powszedniość, stara normalność, gdy człowiek idzie i cały czas kupuje się skończy, uderzymy o mur w postaci przetwarzania śmieci i zanieczyszczenia Ziemi.
Dawna ekonomia przestanie iść w górę, bo konsumenci przestaną kupować śmieci. Przestaną kupować coś, co ma krótki okres ważności, a potem nadaje się tylko do wywalenia, by zaraz kupić nowe. Nastąpi zmierzch napompowanego dobrobytu i ciągłej wymiany na nowe nakręcanej dodatkowo marketingiem pt. „musisz to mieć, weź kredyt, zastaw się, a postaw się”. Świadomość społeczna wzrośnie na tyle wysoko, że społeczeństwo odmówi kupowania śmieci.

Opublikowano podróże | 9 Komentarzy

pół żartem, pół serio

Nie wiadomo czemu poczułem niesamowitą chęć obejrzenia po raz wtóry „Epidemii Strachu” z Matem Damonem i Gwyneth Paltrow. Pamiętam, że film wydał mi się interesujący po tym jak bohaterka grana przez Paltrow umiera w 9. minucie filmu. Jeśli taką gwiazdę uśmierca się zaraz na początku, znaczy że fabuła jest ciekawa a film wart obejrzenia. Film wydaje się tak aktualny, że musiałem go sobie odświeżyć. Nie wiem czy scenariusz był inspiracją dla współczesnych wydarzeń, bo podobieństw aż nadto i przemawia bardziej niż „Epidemia” z Rene Russo i Dustinem Hoffmanem.
Oglądając telewizję głównie zżymam się z powodu serwowanej przez media papki dla mózgu, pseudo newsów podrasowanych, wyolbrzymionych i rozdmuchanych do granic możliwości.
W czwartek po raz pierwszy wyszedłem po zakupy w masce. Tragikomedia z nią była, bo jak ją nałożyłem straciłem cały swój męski wdzięk – przyprawiający o palpitacje serca i wywołujący chęć pójścia na całość – gumka tak naprężyła mi uszy, że z wyglądu bliżej było mi do Plastusia albo bajkowego Dumbo – ogólnie bardzo niewyjściowo. Założyłem na nos ogromne okulary przeciwsłoneczne, licząc na to, że może nikt mnie nie rozpozna w tym dziwnym przebraniu. Nim doszedłem do sklepu osiągnąłem stan skraju szaleństwa, było mi gorąco, duszno, niewygodnie, przez te szmatę nie da się normalnie oddychać, poza tym twarz poci się z powodu wydychanej pary, skóra czerwienieje – masakra jakaś. Tak przyodziany wszedłem do osiedlowego sklepu nie wzbudzając niczyjej uwagi. Już byłem przy ladzie, gdy guma mi strzeliła, okulary wystrzeliły jak z procy i przeleciały w stronę półek za plecami sprzedawcy. Znajomy sprzedawca parsknął śmiechem, usmarkał się i popłakał, przez co jeszcze bardziej mu współczułem, bo biedny musiał później jeszcze wdychać te paskudztwa. Mam traumę i mieszane uczucia do tej szopki z noszeniem maseczek, w Szwajcarii nikt ich nie nosi, WHO je odradza a u nas straszą mandatami. Wiem jedno: zabije mnie wirus albo się uduszę. Na razie postanowiłem robić zakupy w nocy albo zamawiać wszystko do domu, byleby nie fundować sobie dyskomfortu i nie stanowić zagrożenia dla otoczenia. Jak tylko Szwajcaria złagodzi restrykcje i otworzy granice jadę do M., bo u niego takie przygody mi nie grożą.

Opublikowano podróże | 13 Komentarzy

I am getting ga-ga…

…bo od 4 tygodni pracuje głównie z domu. Na początku szczerze podobało mi się, że nie muszę zrywać się wcześnie z łóżka i biec do biura. Możliwość pracy zdalnej, szlafrokowe cały dzień, cisza, jednostajność, spokój, brak pośpiechu, jedzenie na dowóz – wydawało mi się, że taki stan mógłby trwać wiecznie.
Po dwóch tygodniach zacząłem jednak osiągać lekki stan niedorozwoju umysłowego, bo środa nie różniła się niczym od soboty, zbyt dużo czasu spędzałem przed telewizorem albo grając na konsoli, z nosem w lodówce i butelką wina w ręku, a przeglądając się w lustrze przestałem widzieć ósmy cud świata a coraz bardziej dostrzegałem niedogolonego faceta z własną półką w sklepie spożywczym, który za kilka tygodni będzie miał co opowiadać swojemu terapeucie.
Narzuciłem sobie rytm dnia, 5-godzinny czas pracy, czas na spacer i zrobienie 10 tysięcy kroków, ćwiczenia co drugi dzień, zapisałem się na kurs szybkiego pisania na klawiaturze, pół godzinny dziennie na czytanie książki i spędzam max. dwie godziny przed telewizorem lub ipadem, kilka razy dziennie rozmawiam z M., z przyjaciółmi regularnie organizujemy video śniadania na skypaju. Zorganizowałem sobie namiastkę normalności i rygoru, od tak dla własnego lepszego samopoczucia, choć wciąż gadam do storczyków i przesadzam kwiatki na balkonie…

Kilka tygodni temu odpowiedziałem na ofertę pracy w Krakowie, w ciągu niecałego miesiąca przeszedłem przez sito rekrutacji a gdy oferta pracy wylądowała przede mną na stole zacząłem się zastanawiać czy to aby najlepszy czas na zmianę pracy i przeprowadzkę. Z jednej strony kusiła firma, pieniądze i perspektywa nowych wyzwań, z drugiej zaczęła się szopka z pandemią, znajomi lądowali na przymusowych urlopach, postojowym albo wręcz z dnia na dzień tracili prace. Niezdecydowanie rozwiązał przyszły pracodawca zbyt mocno naciskając na podjęcie decyzji tu, teraz i zaraz oraz rozmowa i ocena roczna z szefem. Do rozmowy z szefem przygotowałem się w myślach, gotowy odeprzeć jego argumenty, chowając w ukryciu mocnego asa. Zamiast tzw. pełnej wkurwy spłynął na mnie deszcz adoracji, komplementów i korpo zachwytów, dowiedziałem się, że mówią o mnie wszyscy i wszędzie: jelenie, sarny, łosie, dziki, borsuki, kuny, jenoty, wilki i rysie, z ptaków: kuropatwy, bażanty, dzikie kaczki, gęsi, łyski, bekasy i cietrzewie, a na koniec dostałem w twarz premią oraz dwucyfrową podwyżką. I choć drażni mnie kolesiostwo, brak decyzyjności oraz niskie standardy to jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki przestałem rozmyślać się czy gdzieś indziej byłoby mi lepiej i po raz kolejny okazałem się podręcznikową sprzedajną korporacyjną dziwką.

Nie mam złudzeń co do swojej pracy i towarzystwa przyjaciół płaskiej Ziemi, ale chyba zdołam się jeszcze trochę powstrzymać przed zbyt pochopnymi wyborami.

Opublikowano praca | Otagowano | 12 Komentarzy

miłość w czasach zarazy

M. przyleciał w piątek, bo miał już dawno kupiony bilet. Samoloty latały, lotniska nie były zamknięte, ja miałem wolny weekend więc nic nie wskazywało na to, że sytuacja miałaby się diametralnie zmienić. Wieczór wcześniej siedziałem u znajomych w Papa barze, sączyłem kolorowe koktajle i nawet zarezerwowałem nam stolik na piątek wieczór, bo nie chciałem siedzieć z M w domu, ale spędzić go miło na mieście. W południe odebrałem go w centrum miasta, zjedliśmy obiad w nowo otwartym Pumo. Faktycznie byliśmy jednymi klientami restauracji, ale była dopiero 15. a o tej porze zwykle wszystkie restauracje świecą pustkami.
Załatwiliśmy na mieście kilka zaległych tematów, zrobiliśmy zakupy, poszliśmy odwiedzić pare ulubionych miejsc. Gdy sielanka weekendowa zaczęła się na dobre, usłyszeliśmy że od soboty wieczór Polska zamyka granice, anulują wszystkie połączenia lotnicze i M. w poniedziałek nie ma szans na powrót do Szwajcarii. Obróciłem to w żart, ciesząc się że najprawdopodobniej od poniedziałku M utkwi we Wrocławiu na bliżej nieokreślony okres czasu. Praca nie zając, nie ucieknie, cieszmy się przygodą w końcu nie z takich opresji wychodziliśmy obronną ręka. Niestety M. nie podzielał mojego dobrego humoru, szybko zauważyłem jak bardzo stresuje się zaistniałą sytuacją, przerażała go myśl, że nie wróci do pracy, nie będzie miał jak opłacić rachunków, że nie będzie mógł wsiąść w samochód i pojechać do Włoch jeśli rodzina potrzebowałaby jego pomocy. Znam go bardzo dobrze, nie robiłem mu wyrzutów że martwi się o rodzinę, o to że obiecał Franko wrócić do pracy, bo bez niego restauracja nie będzie zarabiać. Zaczęło się nerwowe szukanie alternatywnych połączeń do Szwajcarii, rozważaliśmy nawet taksówkę na lotnisko w Berlinie byleby tylko zdążyć przed zamknięciem granic i koniecznością poddania się kwarantannie.
W sobotę rano o 8 byliśmy na lotnisku, okazało się że choć udało mu się kupić bilet na polaczenie Eurowings nie znaczy, że znajdzie się dla niego miejsce w samolocie. Trochę nerwówki i czekania, ale w końcu udało mu się ostatnim samolotem z Wrocławia wylecieć do Szwajcarii.
Nie wiem kiedy zobaczymy się znowu, nasz urlop w Libanie oddalał się coraz bardziej, Lot oficjalnie nie odwołał przelotu, ale była to tylko kwestia czasu. Najgorsze że nawet Szwajcaria zamknęła granice dla przyjezdnych i każdego kto jest nierezydentem, więc nie ratuje mnie nawet, fakt, że jesteśmy związkiem partnerskim.

Opublikowano podróże | 5 Komentarzy

Przymusowy home office

W poniedziałek nie wróciłem już do biura, w związku z tym że podróżowałem zagranicę zostałem przymusowo oddelegowany do pracy zdalnej i objęty 14 dniową kwarantanną. Za namową koleżanki, która wpadła w histerię słysząc że byłem w Szwajcarii i w bratałem się Włochami, napisałem rano do szefa z prośbą o jednoznaczną instrukcję, przychodzić czy nie, biorąc pod uwagę że wyjazd był prywatny a oprócz mnie kilkanaście innych osób podróżowało wtedy służbowo. Kazano mi zniknąć, zresztą nie tylko mnie, pół biura zostało uziemione.

M. przyleciał do mnie w piątek. Kilka razy zastanawialiśmy się czy to dobry pomysł, analizując wszystkie za i przeciw, ale skoro latały samoloty a granice nie były zamknięte czego mieliśmy się obawiać. Moja matka tylko trochę ześwirowała. Zaprosiła nas w weekend na śniadanie, które później odwołała, w obawie że M. przywiezie zarazki. Próbowała wpłynąć na mnie i przekonać mnie do daleko posuniętej rozwagi, odwoływała się do zdrowego rozsądku, między wierszami dając do zrozumienia że nie powinienem zapraszać M. do swojego domu.

Staraliśmy się z M. obrócić całą sytuację w żart. M. ze swoim paszportem stawał się persona non grata w kilkudziesięciu krajach, mnie wydawało się że będzie okupacja a ja staję przed wyborem czy ukrywać w domu Żyda czy go wydać.

Myśle, że są rzeczy ważniejsze od strachu.

Opublikowano podróże | 7 Komentarzy