Przedświąteczna gorączka

Do Berlina przyleciał porannym lotem, w ten sposób od południa mogliśmy beztrosko eksplorować świąteczne jarmarki i buszować wspólnie po sklepach w KaDeWe. Nie wiem czy to mój urok czy magia świąt albo końcówka roku i potrzeba przedłużenia kontraktu, ale od chłopaków z działu sprzedaży dostaliśmy piękny suit, kosz owoców i pudło świątecznych suwenirów. Az mi się głupio zrobiło, kiedy wszedłem do pokoju i okazało się ze po raz kolejny zrobili mi upgrade, w ramach rewanżu sprezentowałem im dwie butelki szampana.

M bardzo spodobał się pomysł wspólnego wyjścia na kolacje do First Floor w hotelu Palace, nasłuchał się o tym miejscu ode mnie a potem wyczytał gdzieś na internecie, ze lokal dostał gwiazdkę Michelin. Nie nastawialiśmy się, ze wyjdziemy stamtąd objedzeni, bo szef kuchni serwuje dania gourmet, świadomie zdecydowaliśmy się na 9 daniowe specjalne menu, ale gdy przy naszym stoliku pojawił się on we własnej osobie z czarnymi od krwi albo i brudu dłońmi, apetyt trochę nam zmalał. Przez cały wieczór było milo, wykwintnie i smacznie, ale miejsce i atmosfera sprawiły wrażenie ciężkich i nadętych. Obojgu dopisywały nam humory, wiec beztrosko trajkotaliśmy w oczekiwaniu na kolejne talerze, szybko zapominając o niesmacznym incydencie. M był nieszczęśliwy tylko z jednego powodu – nie mógł robić zdjęć podawanych potraw.

Po powrocie do Szwajcarii przypadkiem dowiedzieliśmy się, że w tym samym czasie do Berlina przylecieli P i F. Nie wiedzieliśmy o tym, dlatego nie spotkaliśmy się z nimi, ale nawet gdyby, to po ostatnich ekscesach nie mieliśmy okazji na ich towarzystwo. Ani mnie ani M nie ciągnie do branżowych lokali i innych przybytków, ale gdy tłumaczył P, że jedliśmy kolacje w Fist Floor wypadł mało przekonująco…

Przygotowania do wyjazdu na Antypody trwają pełną parą. Pałuję się trochę z potwierdzaniem wszystkich wycieczek, bo okazało się, że wykupywanie ich poprzez 9 różnych biur podróży nie było najrozsądniejszą decyzją. Okazało się, że w Uluru jest plaga much i muszek, które wchodzą do uszu, nosa, oczu, wpadają do ust że koleżanka poleciła mi kupić moskitierę doczepianą do kapelusza. Wyglądam w niej niczym pszczelarz, ale jeśli ma mnie to uchronić to warto zrobić z siebie clowna.
Trochę cykam się wyjazdu z K i spędzenia ze sobą 3 tygodni non stop, z drugiej strony znam siebie i niewyartykułowanych problemów i konfliktów nie zamierzam brać do siebie.

W czwartek przed wylotem do Wrocławia moja firma zorganizowała świąteczną kolację w naszym lokalnym Schweizerhofie. Impreza odbywała się pod hasłem Great Gatsby, więc przez kilka tygodni buszowałem po sklepach internetowych kolekcjonując strój i stosowne dodatki z lat 20tych by móc godnie się zaprezentować. Byłem zaskoczony, że na prawie 100 osób może 5 przyszli nieprzebrane. K dotrzymywała mi towarzystwa, co zostało uwiecznione na wielu fotografiach. Dziewczyny, które wybrały miejsce wykazały się intuicją, bo hotelowe wnętrza doskonale wpasowały się w tematykę i atmosferę tamtych czasów…

Otagowano , , , , | Dodaj komentarz

Amsterdam i Berlin

W zeszły weekend M musiał znowu pracować w sobotę i był z tego powodu bardzo niezadowolony, widząc jego nie szczęśliwą minę i mając w pamięci moją kilkutygodniową nieobecność obiecałem mu zająć się domem, bo cały weekend miałem wolny. Zrobiłem śniadanie, pranie, ogarnąłem nieład, poprasowałem tak, żeby M nie miał powodów do fochów. Około południa wysłał mi sms, że po pracy idzie na ostry dyżur, bo sobie ukroił kciuk…
Zadzwonić chciałem, ale w pracy nigdy nie odbiera, więc upewniłem się tylko czy żyje i czy mam przyjechać po niego do restauracji. Odpisał, że nie ma takiej potrzeby.
Oczami wyobraźni widziałem już pokiereszowaną jego łapkę, krwawą rzeźnie na kuchennym stole i oderżnięty kikut leżący gdzieś pomiędzy karczochami a owocami morza. Przed końcem pracy upewniłem się czy aby na pewno mam nie przyjeżdżać. Odpisał, że nie…
Wiec trochę bardziej uspokojony wróciłem do swoich domowych zajęć, słuchając sobie muzyki.
M zadzwonił jakąś godzinę później z pytaniem gdzie jestem, bo czeka na mnie…
Okazało się, że amore w ostatniej chwili zmienił zdanie i zapragnął, żebym jednak poszedł z nim do tego lekarza, tak na wszelki wypadek gdyby okazało się, żeb nie może dogadać się ani po włosku ani po francusku… Przeczytałem te wiadomość za późno, a M mruknął tylko „ok ciao” i się rozłączył.
W 5 min bylem ubrany i a następne 10 zajęło mi dotarcie do ambulatorium. M niestety nigdzie nie było, nie odpowiadał na smsy ani nie podnosił telefonu postanowiłem wiec czekać nim zgłoszę zaginiecie na policje. Wyobrażałem sobie, żeb pewnie chce mnie ukarać, że mnie przy nim nie ma jak mnie potrzebuje, raz po raz pocieszając się, że jeśli rzeczywiście ma czas na takie gierki znaczy, że wszystko z nim jest w porządku.
Szczęście największe odnalazło się po pól godziny, z 3 szwami i zabandażowanym paluchem, tygodniowym zwolnieniem lekarskim, ale na cierpiącego nie wyglądał a jedynie przejętego, bo okazało się, że to jego pierwsze szwy w zyciu. Zabrałem więc nieszczęśnika na różowego szampana do baru gdzie po drugiej lampce ostatecznie przekonałem się, ze amore będzie żył jeszcze długo.
W drodze powrotnej weszliśmy do delikatesów w Globusie i obkupiliśmy się w same smakołyki: gotowaną włoską szyneczkę, peperoni nadziewane tuńczykiem, sałatkę z awokado, kiszone ogórki, foie grais, łososia, butelkę pouilly fuisse i eklerki od Sprungli…

Miało być tak pięknie, w domu miałem być, przynosić M kawę do lóżko rano, pracować w biurze i kończyć prace o 17, miałem prać, prasować i najważniejsze być przy nim… Dupa.

Niespodziewanie wypadły mi wyjazdy do Amsterdamu i Berlina. Nie lubię jeździć nigdzie w grudniu, bo zwykle tracę mnóstwo czasu na lotnisku czekając na opóźniony samolot albo poprawę warunków pogodowych. I tym razem było tak samo, KLM miał prawie godzinę obsuwy, taksówka wlokła się nieziemsko z lotniska do hotelu a potem z hotelu biura. Szkolenie zrobiłem w niecałe 60 minut a resztę czasu spędziłem przy kawie i ciastkach flirtując z nowym office managerem. Poznaliśmy się przez telefon, kiedy zaskoczony odkryłem, ze Laurens, do którego dzwonie to nie urocza kobieta a facet, który w drugim zdaniu oświadcza że mu wszystko jedno, bo jest versatile. Nie mogłem przestać się z niego śmiać przez następne kilka minut a jak wreszcie się zobaczyliśmy to już wiedzieliśmy, że gramy do jednej bramki.

Do Berlina lecę dzisiaj, na razie sam, ale jutro rano przylatuje M i zabieram go na świąteczną kolacje do First Floor w Hotelu Palace.

Otagowano , , , , | Dodaj komentarz

Kijowo w Kijowie

Moj kolega z Chorwacji (nota bene na widok, którego oczy się cieszą a członki sztywnieją), a który za uszami ma nie mniej niż ja, dostał pracę w Luksemburgu. 3 miesiące temu Chorwacja weszła do Unii i instytucje unijne na gwałt potrzebowały prawników ze znajomością angielskiego, francuskiego i chorwackiego. R. wysłał swoje dokumenty i 2 miesiące później już tam był. Choć znam go z tej mniej chlubnej i przyzwoitej strony, wiem że zawodowo nie ma, czego mu zarzucić.
Po naszych wyczynach w „zdobywaniu” Zagrzebia i Stambułu bardzo żeśmy się polubili a w tym roku pojechaliśmy na taki sam tematyczny weekend do Gdańska. Rekordu ustanowionego w Stambule R. nie pobił, ale do domu wracał z bananem na twarzy.

Na Filipinach syf, kiła i mogiła po przejściu huraganu, cieszę się, że odwołałem ten wyjazd. W nagrodę dla zapchania dziury w kalendarzu poleciałem do Kijowa. Zimno, szaro, buro, zgniło i ni chuja po angielsku dogadać się nie idzie. Ukraińscy nowobogaccy lubują się za to w dużych terenowych autach suvach koniecznie z przyciemnianymi bocznymi szybami zapominając, że nawet najdroższe auto, ale nieumyte wygląda tragicznie.

A no i wczoraj wieczorem wygrałem mecz.

Otagowano , | 2 Komentarze

Ten listopad chyba nigdy się nie skończy

Gdyby wszystkie miesiące pod względem wyjazdów wyglądały u mnie jak tegoroczny listopad to M nie dość, że zapomniałby jak wyglądam to jeszcze zostawiłby mnie za to, że wpadam do domu jak po ogień i nigdy nie ma mnie jak mnie potrzebuje a na jego głowie spoczywają: zakupy, sprzątanie, prasowanie, remonty, pranie, załatwianie spraw urzędowych no i sierściuch.
Od października trwa u mnie ciąg nieustannych podróży służbowych oraz prywatnych, dalszych i bliższych i tylko czekam aż M. wybuchnie mi w twarz przy byle okazji… Na razie trzyma się dzielnie, ale nie planuję wystawiać dłużej jego cierpliwości na próbę.
Żeby załagodzić lekko napiętą sytuację i wynagrodzić mu trudny okres życia solo zabrałem go na romantyczny weekend do Como. Wynajęliśmy auto, pokój w hotelu, zarezerwowaliśmy stolik na wieczór w Sant’Anna – puch, lukier, wata cukrowa, bąbelki i bita śmietana.

Nim na dobre wyjechaliśmy z Berna dwa razy musieliśmy wracać się do wypożyczalni aut: najpierw M zapomniał portfela z dokumentami i prawem jazdy, a potem karty kredytowej. Nie wiem czy to z roztargnienia czy z przejęcia. Gdy wybiło południe byliśmy już w drodze podziwiając malownicze górskie pejzaże na trasie do Ticino. Między Bernem a Lucerna na zmianę dżdżyło albo prószył śnieg, było zimno, pochmurna i zgniło, ale gdy tylko przejechaliśmy przez Tunel Św. Gotarda wyszło słonce. 17 km w tunelu wywierconym w litej skale pod Alpami i człowiek ląduje jakby w innym miejscu gdzie panuje inna pora roku. Szybko udzieliła nam się atmosfera luzu i relaksu, bo nigdzie nam się nie śpieszyło, nie planowaliśmy też niczego specjalnie zwiedzać.

Wiem dlaczego M tak ochoczo przystał na pomysł wyjazdu do Como. W drodze powrotnej zatrzymaliśmy się w Foxtown i tam M. po prostu zwariował, zatracając się kompletnie w szale zakupowym: kilka par butów, spodni, koszul, swetrów, marynarka, komplet kieliszków plus 2 olbrzymie torby ze spożywką i winem. M widać jest niezniszczalny, bo choć spędziliśmy łażąc po sklepach ponad 4 godziny do końca tryskał energią i dobrym humorem. Ja byłem bardziej rozsądny, ale kupnie bucików od Prady oprzeć się nie zdołałem.

Opublikowano podróże | Otagowano , , | 2 Komentarze

Zapier papier

Ponad 3 godziny opóźnienia miał samolot z Luksemburga do Berlina. Luxair co pół godziny informował pasażerów o kolejnym opóźnieniu startu, co doprowadzało wielu do szału, zwłaszcza że ani razu nie podano przyczyn. O 21.00 kiedy odleciał ostatni planowy samolot do Monachium myśleliśmy z R. że będziemy zmuszeni zostać tu na noc. Gdy w końcu ogłoszono boarding tłum ruszył do bramki, wszyscy sprawnie poupychali torby w lukach bagażowych, pozapinali pasy byleby tylko pilot mógł już wystartować i wtedy niespodziewanie spadł śnieg i trzeba było odśnieżać skrzydła samolotu… Straciliśmy kolejne cenne półgodziny, które smacznie przespałem, bo wypite w loungu wino chyba zaczęło działać…
Do hotelu Concorde dojechaliśmy po 23 i nie chciało mi się już nic tylko wziąć prysznic i czym prędzej wskoczyć do lóżka, które kusiło swoim rozmiarem…
Aki zaprosił nas z R na wieczór do Hasira. Choć po południu nie mogliśmy odmówić sobie z R przyjemności wstąpienia na ostrygi do KaDeWe nie objadaliśmy się domyślając się, że Aki jak zwykle stanie na wysokości zadania z wyborem miejsca na kolacje. Choć dzień wypełniony miałem spotkaniami i bieganiem z miejsca na miejsce to przed wieczorem znalazłem czas tylko dla siebie i spotkałem się z czekoladowym kolegą z afrykańskiego buszu żeby odświeżyć naszą kilkuletnią współpracę…
W Hasirze byliśmy już drugi raz a w tureckich smakach zakochałem się tak samo bardzo jak w libańskich czy włoskich specjałach.
Aki zaciągnął nas później do baru w Waldorf Astoria na imprezę zorganizowaną przez Air France i Deltę, gdzie organizatorzy polewali głównie różowego sampana a na koniec jakiś firmowy koktajl na absyncie, który zmasakrował mi żołądek, że czułem jego smak jeszcze długo następnego dnia…
Spotkanie z Aki i R – tak, ale rozmowy o interesach o północy to już cios poniżej pasa, tym bardziej że panna z Air France za nic nie chciała mi odpuścić i zamęczała pytaniami o nasze trasy, ceny i możliwości podpisania kontraktu. Porozumiewawczo dałem znać, że chętnie bym się ewakuował na co Aki w końcu przystał zabierając nas do Harry’s baru w Grand Esplanade.
Są dni, kiedy uwielbiam swoją prace, ludzi z którymi pracuje i których spotykam, miejsca które mogę zobaczyć albo spędzić niezapomniane chwile w gronie świetnych imprezowiczów. Obiecaliśmy powtórzyć to znowu podczas targów w marcu.

Opublikowano praca | Otagowano , , , | Dodaj komentarz

Rzymskich wakacji ciąg dalszy

Śniadanie na hotelowym tarasie wprawiło nas w bardzo dobry nastrój, mogliśmy do woli grzać się w ciepłych promieniach słonecznych pozostawiając chłodną jesienną aurę daleko za nami. Rodzice dumnie pozowali do wspólnych zdjęć a na koniec wszyscy zgodnie przyznaliśmy, że było to jedno z tych śniadań, które będziemy wspominali przy każdych wspólnych rodzinnych uroczystościach. Dziwne i zarazem smutne, ale zdaje sobie sprawę, że takich okazji możemy w przyszłości nie mieć za wiele. Odkąd wyjechałem z Polski trochę rzadziej widuje się z rodzicami, (choć może to tylko mnie się tak wydaje, bo matka twierdzi że mieszkając we Wrocławiu widywałem ich jeszcze rzadziej) i za każdym razem kiedy się spotykamy widzę jak bardzo moi rodzice się starzeją. Dlatego chyba próbuję wynagrodzić im wszystko póki jeszcze mamy czas, a w najgorszych scenariuszach wyobrażam sobie czasem, jak dzwoni do mnie mama albo brat i że…
Nie wiem czemu, ale wydaje mi się że pierwszy odejdzie mój tato. Ten którego kiedyś nienawidziłem, a potem kochałem, ten który ciągle strofował i wyżywał się na mnie ucząc się bycia ojcem.
Z czasem dopiero zrozumiałem, że mój ojciec mail anielską cierpliwość do mojej matki.

Na wspólną kolacje zaprosiłem rodziców do hotelu, bo matka nie chciała się nigdzie ruszyć wieczorem poza Radissona. Upierdliwa stała się naprawdę trzeciego dnia, gdy po zwiedzaniu Koloseum i Forum Romanum zadecydowała, że wracamy do hotelu grać w karty i oglądać telewizje, bo ona czuła się już zmęczona. Dopiero, co minęło południe, pogoda póki co dopisywała a ona chciała zamknąć nas w czterech ścianach i dostawać pierdolca. Dałem jej wolną rękę jak chce spędzić nasz ostatni dzień w Rzymie a sami z bratem ruszyliśmy dalej eksplorować Wieczne Miasto póki nie dopadła nas burza i zmusiła wrócić do hotelu. Nie wiem co stało się matce, ale kolejny wieczór postanowiła spędzić w hotelu i ani ojciec ani ja nie mogliśmy jej przekonać, by wieczorem zechciała pójść zjeść kolacje na mieście. W hotelowej restauracji za to nas pokochali, bo przez dwa wieczory z rzędu stołowaliśmy się wyłącznie u nich zostawiając ponad 700 euro.
Matka podniosła mi ciśnienie w sklepie gdzie mój brat przymierzał sobie płaszcz a ona doradzała mu przy wyborze. Nie wiem skąd bierze się u niej zamiłowanie do kupowania rzeczy o trzy numery za dużych, wiszących rękawów i odstających ramion. Jej myślenie kup większy, bo jak założysz w zimie trzy grube swetry to będzie akurat sprawiało, że miałem ochotę pacnąć ją w głowę. Na szczęście mój brat w porę zorientował się, że zakupów przy mojej matce zrobić się nie, dlatego szybko się stamtąd ewakuowaliśmy.

Otagowano , | 1 komentarz

Rzymskie wakacje

Z okazji 60. urodzin mojego taty wszyscy spotkaliśmy się w Rzymie. Zarezerwowałem rodzicom i bratu bilety na samolot oraz pobyt w hotelu. W związku, że była to okrągła rocznica urodzin postarałem się żeby ich podróż minęła w trochę bardziej wygodnych niż zwykle warunkach a na miejscu w hotelu niczego nie brakowało.
I tak mój tato, gdy wszedł do loungu oniemiał z zachwytu na widok jedzenia i alkoholu a najbardziej ze wszystkiego podobało mu się że, nie musiał za nic płacić. Na szczęście była z nim tam mama, która pilnowała, żeby nie bił rekordów i nie wypróbował całej zawartości barku. Z tego, co opowiadał mi później brat sama nie była lepsza, ukradkiem chowając do torby darmowe smakowe herbatki, których ponoć nigdy nie próbowała…
W samolocie rodzice wstrzymali boarding próbując zgadnąć, które miejsca to 1 A i C i D i wykombinować, dlaczego nie siedzą razem, w końcu powinni… Gdy stewardessa zaczęła niepokoić ojca pytaniami o gazetę, napoje i jedzenie ze strachu uciekł i przesiadł się na fotel obok mamy.
Przyleciałem do Rzymu dwie godziny przed nimi, dlatego najrozsądniej wydało mi się zaczekać na nich w hotelu, upewniając się wcześniej że wiedzą jak mają tam dotrzeć. Wysłałem im też wiadomość ile kosztuje transport z Fiumicino, żeby nie dali nabrać się na sztuczki lotniskowych taksówkarzy.
Tato, gdy wsiadł do taksówki wyjął swoją komórkę, wstukał cyfry po czym tonem nie znoszącym odmowy, niczym rasowa wschodnioeuropejska prostytutka powiedział do kierowcy „this is my price senor”. W drodze do hotelu próbował zagaić z nim rozmowę i tak np. gdy usłyszał w radio znana piosenkę triumfalnie oznajmił „Eros Ramazzotti” a gdy na światłach, do samochodu przykleili się uliczni czyściciele szyb poklepał porozumiewawczo kierowcę i oznajmił „piccolo biznes”… Na koniec przejażdżki kierowca usłyszał od niego „Hasta luego mein kamerad, salute!” ale minę miał lekko skwaszoną.
Radisson postarał się, żeby pokój rodziców miał wszystko co najlepsze, piękny taras, przestronny pokój dzienny, nawet rowerek treningowy im wstawili chociaż nie bardzo wiem czemu, bo o niego nie prosiłem.
I znowu zostali przytłoczeni nowoczesną technologią, bo nie wiedzieli jak zapalać światło, włączyć ciepłą wodę, uruchomić automat do kawy czy jacuzzi. Mojemu tacie niestraszne były te wyzwania i samodzielnie majstrował przy każdym urządzeniu, ale jak o 2. w nocy obudził go hałas samoczyszczącego się systemu jacuzzi oboje z matką myśleli, że to trzęsienie ziemi.

Otagowano , | Dodaj komentarz

Samoloty, pociagi, hotele

Krótki pobyt w Wawie zapamiętam za sprawą wspólnej kolacji z whyme, po której na nowo zdefiniowaliśmy określenie ‘’kolega z bloga’’. Zabrałem go Do Mondovino, bo chłopacy i kucharz nigdy mnie tam jeszcze nie zawiedli, dzięki czemu do końca spotkania obojgu dopisywał dobry humor. Kiedy spotyka się ze sobą dwoje przystojnych, zdrowych i wiedzących, czego chce facetów to nie ma bata żeby nie iskrzyło…
Szaruga, deszcz i zimny wiatr nazajutrz nie były wstanie popsuć mi błogiego nastroju, z jakim wylatywałem do Wrocławia.

W delegacje do stolicy Dolnego Śląska ściągnąłem ludzi z Lufthansy, omówić kontrakt i przy okazji pokazać im miasto, w którym się urodziłem. Nasz kontrakt zakłada, że dwa razy w roku musimy się spotykać, a że było już San Francisco, Berlin, Budapeszt, Berno tym razem pomyślałem o Mieście Spotkań. Dzięki M udało mi się zorganizować olbrzymi suit dla Sybil w Radissonie, a kolacja przy świecach z widokiem na uniwersytet, zwiedzanie Panoramy i Starego Miasta, degustacja pierogów, gołąbków, bigosu, kompotu w przy uniwersyteckim barze były tylko dopełnieniem całego ich pobytu. Mieliśmy szczęście, bo dodatkowo dopisała nam pogoda. Sybil przez 48 godzin była prawie noszona przeze mnie na rękach, spełniałem każde jej życzenie i zachciankę, tylko po to żeby miło wspominała ten weekend i chyba udało mi się to..

W samolocie z Warszawy do Wrocławia siedział obok mnie aktor R. Więckiewicz, co pewnie nie jest żadnym wydarzeniem wartym wspomnienia gdyby nie język, jakim operował ten pan. Zadzwonił mu telefon i usłyszałem wiązankę połączoną z monosylabicznym słowotokiem prostaka na głębokim kacu. Wrażenie mało estetyczne…
Odkąd zacząłem rozbijać się samolotami i bywać stałym gościem lotnisk i lepszejszych hoteli miałem okazje spotykać osoby znane z pierwszych stron gazet, telewizji albo prasy brukowej.
Pamiętam jak współczułem p. Rusin, gdy w samolocie z Zurichu do Warszawy, co któryś wsiadający pasażer pstrykał jej zdjęcie z komórki tak jakby była dobrem ogólnym. Albo Doda rozmawiająca czule z matką przez telefon i sprawdzająca czy na pewno wyłączyłem swoją komórkę po włączeniu sygnalizacji zapiąć pasy.
Bycie ogólno rozpoznawalnym pewnie jest cięższe niż mogę sobie to wyobrazić, przeto jestem szczęśliwy, że mogę robić swoje i nikt nigdy nie wywlecze tego na żadne forum publiczne.

Ściągnęli mi aparat ortodontyczny. Znowu mogę robić rzeczy bez zadrapań! Obiecywali mi 12 miesięcy a trwało to 2,5 roku i kosztowało podróż dookoła świata. Znów jestem w swoim żywiole, mam piękny uśmiech i mogę całować się głęboko z języczkiem…

Otagowano , , , | Dodaj komentarz

parady równości

(…) – Tia, tia… Moje życie erotyczne przedstawia się fatalnie. Znasz Zbyszka? Nie znasz? On był kiedyś narzeczonym Piotrka, tego biologa, który miał romans z Michałem, ale nie tym Michałem, tylko Michałem polonistą, a potem krótko był z Andrzejem, zwanym Dyrektorem, który tak dramatycznie zerwał z Jakubem, że teraz się do siebie nie odzywają, bo Jakub był szalenie zazdrosny, więc Andrzej mu na złość się puszczał, na przykład z Robertem, którego powinnaś znać, bo on pracuje w gazecie czy w radiu i ma trzyletnią córkę i kręcił z Rafałem, tym od telekomunikacji, który był chyba wtedy na kolacji z Robertem, innym Robertem, przyjacielem Mariusza, z którym raz się przespałem, żeby go pocieszyć po rozstaniu z Wojtkiem, słynnym fotografem(…)”

Tzw. promowanie pedalstwa albo homoseksualnego stylu życia w mediach może być dla przeciętnego Kowalskiego męczące. Ciągłe epatowanie odmienną orientacją seksualną też i nie dziwi mnie, że niektórzy mają tego dosyć…
Pedalski światek z kolorowymi paradami, wyuzdanymi strojami, nieskrepowaną manifestacją seksualności i golizny jest niezłe zakręcony i równie skomplikowany, co damsko-męski. Z drugiej strony, parady a codzienne życie geja to dwa odmienne światy. To jakby ubrać kobiety w kuse sukienki, nałożyć mocny makijaż i wysłać na miasto skandować heteroseksualne hasła wyszłoby, że wszystkie kobiety to zboczone napalone szmaty i kurwy.

Opublikowano Brak kategorii | Otagowano , | Dodaj komentarz

Ostatnie dni

K wpadła do biura jak po ogień, bidulce wydawało się, że lot z Singapuru do Zurichu trwa 6 godzin a nie 12 więc jak ją zobaczyłem była już po 3. kawie albo innym wzmacniaczu, bo nie chciała zasnąć. W Kalifornii ciepło, w Singapurze tropikalny upal, więc pojawiła się w letnich klapeczkach, cienkim T-shircie i lekkich spodniach zapominając, że w Szwajcarii mamy już jesień i 0 stopni o poranku. Żal mi było mojej grubej sierotki, potarganej, zmarzniętej, niewyspanej i skołowanej różnicą czasu, zabrałem, więc na pasze do restauracji, zaserwowałem talerz gorącej zupy i smażone kartofle z parówkami i patrzyłem jak uszy się jej trzęsą ze szczęścia pałaszując te szwajcarskie delicje. Okrutne to było, ale odczuwałem pewnego rodzaju satysfakcję widząc ją taką zmaltretowana podrożą służbowa dookoła świata. Rozmawialiśmy ze sobą potem w sali konferencyjnej góra 3 godziny, po czym przyznała, że jet leg daje jej się we znaki i marzy żeby się walnąć do lóżka i zasnąć. Dostała buziaka na drogę i tyle ją widziałem…

K przywiozła mi njusa. Dostałem awans. Na oficjalny list musze jeszcze poczekać, ale VP przyklepał już moją promocję i teraz nic tylko czekać aż słowa zamienia się w czyn i znajdą odzwierciedlenie w comiesięcznych przelewach na konto. Dobra wiadomość pozwoli mi na jakiś czas zapomnieć o niedogodnościach w pracy i znieczuli na bałagan dziejący się wkoło.

M. na razie nic jeszcze nie mówiłem, bo po pierwsze, nie mam jeszcze nic na papierze a dwa jak znam życie zaraz kupiłby nowy komplet wypoczynkowy, lampy, albo inną zupełnie niepotrzebną nam w domu pierdołę, byleby tylko spożytkować dodatkowe środki.

Przez ostatni miesiąc przeżywam fascynacje Warszawą, zawitałem w niej czterokrotnie za każdym razem wyjeżdżając z mega bananem na ustach i jutro lecę tam znowu ciesząc się jak nastolatek na spotkanie z whyme.

Ale, żeby nie było że jest wyłącznie cudnie, słodko pierdząco, kasa się leje strumieniami, wirujący seks, fajne dupy i zero problemów to odwołali mi projekt w Emiratach. Zamiast grzać tyłek w listopadzie na plaży w Dubaju będę go sobie odmrażał w Kijowie. Kijowo…

Opublikowano Brak kategorii | Otagowano , | 4 Komentarze